Wzruszające wspomnienia umierającego pisarza o jego wieloletniej relacji z uwielbianą kotką.
Caleb Carr, autor m.in. słynnego Alienisty, od najmłodszych lat był miłośnikiem kotów, a jego relacje z nimi zazwyczaj okazywały się trwalsze od związków z ludźmi.
W późniejszych latach w jego życiu pojawiła się Masza, kotka syberyjska, z którą połączyła go na siedemnaście lat naprawdę wyjątkowa zażyłość. Kiedy została poturbowana podczas jednej z walk, tylko Carr potrafił jej pomóc. Ona z kolei dobrze wiedziała, jak ulżyć jemu, gdy cierpiał z powodu choroby. Dzięki bogatej wiedzy na temat kociej behawiorystyki i własnemu doświadczeniu Carr odkrył wiele tajemnic Maszy. Historia ich uczuciowej relacji może zafascynować i poruszyć czytelników niezależnie od ich wieku, wykształcenia, profesji czy zainteresowań.
Zaledwie po kilku stronach tej poruszającej książki amatorzy wyrafinowanej prozy wstrzymają oddech z zachwytu - podobnie jak miłośnicy kotów. [...] To jedna z najbardziej wzruszających i najpiękniejszych opowieści o żalu z powodu śmierci kogoś bliskiego. -,,Kirkus Reviews"
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: 2026-04-21
Kategoria: Biografie, wspomnienia, listy
ISBN:
Liczba stron: 352
Tytuł oryginału: My Beloved Monster. Masha, the Half-Wild Rescue Cat Who Rescued Me
Siedemnaście lat wspólnego życia. Siedemnaście lat obustronnej międzygatunkowej troski. Caleb Carr nie spodziewał się, że wizyta w schronisku dla zwierząt odmieni jego życie. To tam został wybrany przez Maszę, niezwykłą syberyjską półdziką kotkę z trudną przeszłością. Od tego momentu, przez lata we dwoje towarzyszyli sobie na dobre i złe. Ta książka to próba opowiedzenia o niezwykłej więzi kotki Maszy i jej opiekuna.
Koty to niezwykłe zwierzęta a więź, którą można z nimi nawiązać może być niepowtarzalna. Wiem o tym dobrze, bo sama jestem opiekunką trzech wyjątkowych i niepowtarzalnych kotów. Każe z nich jest inne, ma swój charakter, swoją historię. Z każdym z nich nawiązałam bliską, ale nieco inną więź, która nas łączy. Dlatego wiedziałam, że muszę sięgnąć po Moja ukochana bestia. Masza, ocalona półdzika kotka, która mnie uratowała. Pragnęłam poznać historię autorka i jego podopiecznej... I cóż mogę powiedzieć o tej książce? Jestem nią zachwycona! Choć muszę przyznać, że nie należała do najlżejszych lektur. Dlaczego? Emocje! Dużo emocji. Różnorakich emocji, które było można łatwo wyczuć z każdej przeczytanej strony. Emocje dobrze mi znane... Można w niej też znaleźć lęki, które mnie czasami trapią w związku z moimi pupilami. Można znaleźć chwile radości i smutków. Refleksje i przemyślenia. Nie sposób przy niej się nie wzruszyć. Nie sposób nie uronić kilka łez na końcu tej historii.
Moja ukochana bestia. Masza, ocalona półdzika kotka, która mnie uratowała to książka, co, do której mam spory stosunek emocjonalny. To lektura, która nie tylko pozwoliła poznać mi niezwykłą historię relacji autora i jego podopiecznej Maszy, ale także zastanowić się nad własnymi relacjami z kotami, które towarzyszyły mi przez lata. To książka niezwykła. Pełna emocji i refleksji. Taka, obok, której nie przejdzie się obojętnie.
Trwała relacja
Caleb Carry napisał książkę o swojej kotce Maszy pod tytułem sugerującym fiksację na punkcie swojego kota " Moja ukochana bestia." Dlaczego tytuł wydał mi zapowiedzią poznania Kociego Pana? Otóż znajome panie posiadające koty i kochające je miłością wielką, są osobami wielkiego serca, ale postrzegane jako ekscentryczne, niektóre jako dziwaczki wręcz. Są to po Panie kotkowe, Kocie Mamy albo Kociary. Panie swoje koty niańczą, hołubią i opowiadają o nich cudne historyjki dowodzące genialnej inteligencji ich kotów, przywiązaniu do opiekuna czyli miłości odwzajemnionej, że o urodzie nie wspomnę. Jednocześnie ze snuciem opowiastek o pupilku oglądam liczne zdjęcia kota na parapetach, w kartonach, walizkach czy pańskiej pościeli. Sama jestem taką panią w stopniu lekkim oszołomioną a nawet czasami krypto kociarą, bo w niektórych towarzystwach nie wypada być "nawiedzoną", bo od razu traktują człowieka mniej poważnie albo żartują a sami , biedacy, nie doświadczają przyjemności z posiadania futrzaka w domu. A teraz mam w rękach książkę o miłości wielkiej odczuwanej przez mężczyznę do kotki ! Ciekawe, że osobnik płci męskiej tak jawnie przyznaje się do przywiązania do zwierzęcia i nie boi się, że ocenimy go jako śmiesznego pana z bzikiem? Czytałam już takie książki i niektóre z nich smuciły stopniem odklejenia od rzeczywistości ich autorów. Caleb Carry napisał świetną książkę o sobie i Maszy i wzajemnej zależności. Autor mieszkający sam na odludziu za cale towarzystwo ma kotkę Maszę. Opowiada jak się poznali i zaprzyjaźnili. Nie ma w tej historii pień zachwytu czy słodzenia ponad miarę. Samotny mężczyzna pisze o towarzyszce swojej samotności i dzieli się z czytelnikami swoimi obserwacjami zachowania kotów dając przy okazji nienachalne wskazówki postępowania z nimi, by było dobrze, by kot nie cierpiał a pan/i nie złościł się, że kotek znowu nasikał im do butów, czy zerwał firankę wspinając się po niej aż pod sufit. Dowiadujemy się wiele o tych zwierzętach dzięki obserwacjom autora, który mimo wielkiego przywiązania do zwierzęcia zachowuje się racjonalnie i przekazuje czytelnikowi przydatne wskazówki jak spokojnie i w pełnej symbiozie żyć z kotem w jednej przestrzeni oraz uświadamia jak przyjemne może być obserwowanie zwierzaka. Pisząc o Maszy i relacji z nią, autor nie popada w tanią czułostkowość co powoduje że unika śmieszności. Są też inni autorzy którzy piszą o kotach z perspektywy swoich relacjach z nimi. Autor poleca ,,Kocia filozofię" Johna Graya. Książka o autorze i jego kotce powinna spodobać się wszystkim co mają/lubią koty a dla pozostałych pozostać ciekawostką literacką lub miłą, relaksującą, wieczorną lekturą.
Za książkę dziękuję Wydawnictwu Rebis.
"Anioł ciemności" to kontynuacja powieściowego debiutu Caleba Carra, "Alienisty". Stevie Taggert w 1896 roku był członkiem kierowanej przez Laszla Kreizlera...
Książka autora kultowego ALIENISTY! Wkrocz do mrocznego świata, w którym nikt nie może czuć się bezpiecznie. Na głębokiej prowincji stanu Nowy...
Przeczytane:2026-04-04, Ocena: 4, Przeczytałam, Mam, 52 książki 2026, Przeczytaj tyle, ile masz wzrostu – edycja 2026,
Książka wydana jest porządnie, w twardej oprawie. Liczy ponad trzysta stron, a w środku znajdziecie kilka fotografii Maszy. Na froncie widzimy kotkę, o której jest książka. Strony są kremowe, tekst zbity, ale czytelny, czcionka o odpowiedniej wielkości, a marginesy zostały zachowane. Jest w nieco większym formacie, niż standardowe książki.
Nie mogę na temat tej książki napisać zwykłej recenzji. Dlaczego? Ponieważ ta historia, to fakty z życia autora. Opisuje on swoje życie z Maszą, która staje się jego przyjaciółką, a może i coś więcej? Moim zdaniem łączyła ich relacja głębsza, jeśli chodzi o psychologiczny punkt widzenia. Nie mogę oceniać poszczególnych elementów jak zazwyczaj, bo nie miałoby to sensu.
Przeważnie czytało się dosyć lekko, chociaż trzeba na początku wczytać się w styl autora, jego język i myślenie. Nie jest to łatwe, ale jak „kliknie” to będzie naprawdę w porządku. Autor dokładnie opisuje życie z kotką, ale nawiązuje do poprzednich kotów, nad którymi sprawiał opiekę.
Myślę, że ta relacja może nam uświadomić, że nie tylko pies to przyjaciel człowieka. Kot również. W moim przypadku był to chomik, którego jako pierwszego i na ten moment ostatniego mieliśmy z mężem. Ta relacja to było coś więcej niż na zasadzie zwierzątko a człowiek. Masza i Caleb rozumieli się idealnie. Umieli ze sobą rozmawiać i postępować, ale nie zawsze było łatwo i cukierkowo. Kotkę charakteryzowała niezwykła odwaga i butność, miała charakterek godny zapamiętania.
Mnie książka się podobała, ale momentami uważam, było wiele zbędnych akapitów, które nic nie wnosiły, a tylko zapychały strony. Myślę, że po książkę może sięgnąć każdy zainteresowany. Zagłębicie się w relacje autora i jego kota. Znajdziecie wiele ukrytych znaczeń między wersami. Może akurat Wam spodoba się bardziej, jak dla mnie to takie 6/10 gwiazdek.