Nagranie

Wydawnictwo: Illuminatio
Data wydania: 2019-05-15
Kategoria: Inne
ISBN: 9788366234697
Liczba stron: 304

Ocena: 4.1 (10 głosów)

Ta książka została dodana do bazy serwisu Granice.pl przez jednego z użytkowników i oczekuje na moderację

Zanim przeczytasz, upewnij się, że nie dostałeś nagrania...

Komisarz Maciej Gorczyński prowadzi trudną sprawę. W ciągu sześciu miesięcy w Toruniu zaginęło bez śladu pięciu młodych mężczyzn. Jedyną wskazówką są paczki z tajemniczymi nagraniami, które otrzymują rodziny zaginionych. Wynika z nich, że mężczyźni nie żyją.

Gorczyński wie, że ma do czynienia z seryjnym mordercą. Postanawia włączyć w sprawę zaprzyjaźnioną jasnowidz Sylwię Trojanowską, która czasami pomagała policji w trudnych przypadkach. Nietypowy duet znajduje się coraz bliżej zabójcy, który śledzi każdy ich ruch.

Nagrań przybywa, a tożsamość sprawcy wciąż pozostaje nieznana. Wkrótce wizje jasnowidz prowadzą do Fundacji LifeTrans, założonej przez jednego z profesorów Collegium Medicum.

Tagi: Polska

Kup książkę Nagranie

Sprawdzam ceny dla ciebie ...

Zobacz także

Opinie o książce - Nagranie


Jeżeli dłużej czytacie mojego bloga, to wiecie, że ja nie sięgam często po kryminały. Nie jest to gatunek, który jakoś mocno mnie interesuje. Jednak mam takie szczęście, że gdy już po nie sięgam, to naprawdę mi się podobają. Podobnie było z Nagraniem, chociaż ten tytuł od dłuższego czasu mnie interesował. No ale nie będę mówić co motywowało mnie do sięgnięcia po tę powieść, tylko co znalazłam w środku.


Historia od początku jest trudna. Pięciu zaginionych chłopaków i żadnego punktu zaczepnego. Później rodziny zaginionych otrzymują tajemnicze nagrania i kartki. Wszelkie tropy zanikają. Morderca nie popełnia żadnych błędów i zaciera wszystkie ślady. Wydawać by się mogło, że to sprawa nie do rozwiązania. Jednak pomoc Sylwii może uratować śledztwo i odnaleźć winną osobę.


Powiem Wam szczerze, mam drobny problem z tą powieścią, ponieważ naprawdę mi się ona spodobała. Była wciągająca, styl pisania był lekki i przyjemny i sama w życiu chyba bym się nie domyślała, kto był sprawcą, ale zakończenie to kompletnie mnie zbiło z tropu! Epilog pokazał, że to jeszcze nie koniec, a ja nie mam pojęcia czy będzie kontynuacja czy nie. Jeżeli tak, to jestem śmiertelnie ciekawa jak dalej potoczą się losy bohaterów, a jeżeli nie będzie to żałuję, że przeczytałam epilog, bo bez niego byłabym w stanie zrozumieć takie zakończenie.


Przechodząc do bohaterów to byli całkiem nieźle wykreowani. Maciek był naprawdę dobrym policjantem, który chciał by sprawiedliwości stała się zadość. Poświęcał wiele by tylko rozwiązać sprawę. Jednak czasami jego podejście do relacji międzyludzkich nie wychodziły za dobrze. Był za to wspaniałym ojcem, który bardzo wspierał swoje dzieci. Sylwia zaś była dla mnie trochę nijaka. Nie potrafiłam jej polubić i była dla mnie obojętna. Może pod koniec ją polubiłam, ale to nie była takie prawdziwe polubienie postaci. W książce również mamy ukazaną rodzinę Maćka, którą za to bardzo polubiłam, zwłaszcza Wojtak. To chłopak, który studiuję medycynę i był naprawdę świetnie wykreowany. No i mamy jeszcze mordercę, który był bardzo skomplikowaną osobą i byłam w szoku z powodu jego zamiarów i poczynań. Wszystko było przygotowane do perfekcji i w pewnym momencie nie wierzyłam, ze bohaterom uda się go znaleźć.


Co mi w tej książce jeszcze średnio się podobało to związek, który został tutaj ukazany. Dla mnie to był trochę zbędny wątek, który nie trzymał się kupy. Nie rozumiałam skąd się u bohaterów wziął i jak on się zakończył. Jasne, było wspomniane, że postacie wcześniej się znały i coś ich łączyło, ale nie było to wyjaśnione i dla mnie niepotrzebne. Tym bardziej jeśli znamy sytuację Maćka i jego rodziny, to serio nie rozumiem jak on mógł to zrobić.


Co do stylu autorki to nie mam do czego się przyczepić. Książka wciąga od pierwszych stron i ciężko się od niej oderwać. Akcja pędzi i nie mamy chwili na odpoczynek. Co chwila pojawiają się nowe poszlaki, ciągłe podróże i rozmyślenia. Autorka miała naprawdę świetny pomysł na fabułę i moim zdaniem dobrze ją poprowadziła. Z tego co wiem, to Pani Falkowska jest bardziej znana z książek obyczajowych i romansów i jak na debiut w nowym gatunku, naprawdę jej się to udało.


Podsumowując, Nagranie to dobra książka, z wciągającą fabułą, całkiem nieźle wykreowanymi bohaterami i trudną sprawę morderstw. Jeżeli tak jak ja, nie czytacie zbyt wiele kryminałów, to ta pozycja w pełni spełni wasze oczekiwanie. A ci, którzy czytają więcej książek z tego gatunku pewnie nie będą aż tak zachwyceni, jednak wątpię by ktokolwiek zgadł kto jest mordercą przed bohaterami. Dlatego jeśli macie na nią ochotę to ja serdecznie polecam.

Link do opinii

Do tej pory nie przeczytałam ani jednej książki pani Małgorzaty Falkowskiej. Domeną autorki są bowiem powieści obyczajowe, romanse i komedie romantyczne, po które sięgam niezwykle rzadko. Przeglądając zapowiedzi wydawnicze, wpadłam na opis "Nagrania" i coś mnie w nim zaintrygowało. Nie wiem czy tym  czymś było magiczne słowo "thriller" czy też niezwykle chwytliwe zdanie na okładce książki, jednak wiedziałam że muszę przeczytać ten tytuł. Z jednej strony byłam zaintrygowana i chciałam sprawdzić czy autorce powiodło się w nowym gatunku, z drugiej strony obawiałam się iż może sobie z nim nie poradzić. Literatura kobieca, a szczególnie książki o miłości, zdradach, rozwodach, chorobach i wszelkiego rodzaju bolączkach związanych z tym uczuciem, nie jest zbytnio wymagająca. Czytelniczki pragną się wzruszyć, popłakać i powzdychać. Wielbiciele kryminałów oczekują czegoś zgoła innego. Książki tego gatunku muszą nas szokować, zaskakiwać, wprawiać w drżenie i sprawiać, że choć raz obejrzymy się przez ramię sprawdzić co się czai w rogu pokoju. Moim zdaniem napisać dobry kryminał czy thriller jest rzeczą trudną, więc co prawda kibicowałam naszej autorce jednak również powątpiewałam w to czy jej się uda. Okazało się, iż moje obawy były przesadzone, bo choć książka nie jest pozbawiona błędów, to jak na debiut wyszło całkiem całkiem.


Zanim przeczytasz upewnij się, że nie dostałeś jeszcze swojego nagrania
Toruń. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy zaginęło pięciu młodych mężczyzn. Sprawę prowadzi komisarz Maciej Gorczyński. Jedyną poszlaką są tajemnicze przesyłki, które otrzymują rodziny zaginionych. To płyty z krótkimi filmami, na których każda z ofiar przekazuje dziwną wiadomość.Gorczyński wie, co oznaczają te nagrania. Ma do czynienia z seryjnym mordercą, którego motyw pozostaje nieznany.



Zdecydowanym plusem tej powieści jest umiejscowienie akcji w Toruniu i Bydgoszczy, miastach które do tej pory były mi znane jedynie ze słyszenia. Toruń kojarzył mi się z Kopernikiem i pierniczkami oraz oczywiście radiem Maryja, a Bydgoszcz? Bydgoszcz kojarzyła mi się z Toruniem. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że mieszkańcy obu tych miast łączą wspólne animozje. Małgorzata Falkowska mieszka w Toruniu, tutaj studiowała a teraz pracuje. W jej tekście czuć miłość do tego miasta, jednak dostrzega również jego brzydotę, ksenofobię i typowo polskie nacjonalizmy i lokalny patriotyzm. Doskonale udało jej się przedstawić gród wielkiego astronoma jako miejsce mroczne, pełne przemocy. Miejsce gdzie giną ludzie, młodzi mężczyźni których na pozór nic ze sobą nie łączy. Muszę przyznać iż po przeczytaniu tego kryminału, jeśli kiedykolwiek trafię na toruńskie bulwary, to będę czuła dreszcz niepokoju na karku. Może nawet dostanę gęsiej skórki. Jestem zaskoczona tym z jaką łatwością autorka się przestawiła z lekkiej i przyjemnej literatury romantyczno-obyczajowej, na brutalne, klimatyczne kryminały. 
Podobało mi się to, że mamy ofiary. To jest to, czego oczekuję po thrillerach. Trup musi być, bo owszem policyjne śledztwo jest fajne, jednak jak pojawia się ciało to akcja książki nabiera tempa, dynamiki i pewnego rodzaju napięcia związanego z niewiadomym. Tutaj mamy do czynienia nie z jedną, lecz z kilkoma ofiarami i zawsze się okazuje, że policja jest o krok w tyle. Ciekawym zabiegiem okazało się to, że zamiast być bombardowanymi drastycznymi obrazami i szczegółami, to autorka postawiła na formę pośrednią. Policja nie znajduje zmasakrowanych ciał a jedynym dowodem na to, że ofiary nie żyją są przesyłane pocztą taśmy. Było to dla mnie nowością. Choć nie da się ukryć iż "Nagranie" to poniekąd kryminał proceduralny, to procedury te są inne niż te do których przywykłam. Nie ma tutaj badania miejsca zbrodni, zbierania i analizowania dowodów. Są jedynie filmy, z których policjanci wraz z współpracownikami, muszą wyłuskiwać ważne informacje. 
Podobało mi się to, iż komisarze i śledczy u Falkowskiej, nie są nieomylnymi superbohaterami na miarę Lincolna Rhymesa. To zwyczajni, jedynie doświadczeni, ludzie którzy robią wszystko by rozwikłać zagadkę zniknięcia młodych mężczyzn, jednak często docierają do ślepego zaułka lub wpadają na fałszywy trop. Autorzy powieści kryminalnych przyzwyczaili nas do tego, że fabuła ich książek jest zazwyczaj liniowa : prowadzą nas po nitce do kłębka, rzadko zbaczając z obranej raz drogi. Tutaj jest inaczej. Falkowska kluczy, porzuca pewne wątki a eksponuje inne, analizuje nawet najmniejsze strzępki zdobytych informacji i nie poddaje się kiedy okazują się fałszywe. Choć autorka dopiero debiutuje w tym gatunku, to muszę przyznać, iż doskonale udało jej się odtworzyć atmosferę prawdziwego policyjnego śledztwa, gdzie popełniane są błędy a największym przeciwnikiem jest czas, którego zawsze brakuje. Ludzie mogą narzekać na policję, o tym również przeczytamy w tej książce, jednak nie da się ukryć iż przestępcy stają się coraz bardziej rozważni a technologia działa tylko i wyłącznie na ich korzyść. Choć współczynnik wykrywania sprawców rośnie, to i nakłady pracy muszą być proporcjonalnie większe. Ta książka pomoże nam to zrozumieć.  


Już od dawna wiadomo, że policja bardzo często korzysta z usług specjalistów z zewnątrz. Należą do nich psychologowie, profilerzy, patologowie, biegli oraz...jasnowidze. Zapewne każdy z was zna Krzysztofa Jackowskiego, który od lat współpracuje z polską policją. Jednostki podległe KWP w Radomiu informują o dwóch sprawach, w których zwłoki zaginionych osób zostały odnalezione w miejscach rzekomo wskazanych przez Jackowskiego. Również i w "Nagraniu" pojawia się bohaterka, która posiada zdolności parapsychologiczne. Jest nią Sylwia, medium i dziennikarka, udzielająca życiowych porad dla znanego kobiecego pisma. Co prawda kobieta nie jest tak utalentowana jak Jackowski i nie jest w stanie pokazać dokładnego miejsca przetrzymywania porwanych, jednak może ustalić czy mężczyźni żyją. Zarówno policja jak i polskie społeczeństwo z przymrużeniem oka traktują profesję jasnowidzów. Dla mnie wprowadzenie bohaterki, która ma "moce" i potrafi ich użyć jest powiewem świeżości w gatunku kryminałów. Do tej pory mieliśmy głównie do czynienia ze śledczymi i dziennikarzami, prokuratorami czy patologami, o medium jeszcze nie czytałam, dlatego cieszę się, że autorka przełamała pewien schemat i stworzyła coś zdecydowanie nowego. 
Problem mam za to z głównym bohaterem, komisarzem Maciejem Gorczyńskim. Z jednej strony jest on zdyscyplinowanym służbistą, któremu leży na sercu dobro swojego miasta, jest zdesperowany i pracowity, z drugiej jednak niektórych czytelników może drażnić jego obyczajowość, której można dość sporo zarzucić. Gorczyński ma bowiem żonę i dwójkę dzieci. Jego ślubna choruje na raka, jest w jego terminalnej fazie. Jednak mężczyzna zamiast siedzieć w domu i opiekować się małżonką, zdradza ją z koleżanką z pracy. I tu nie chodzi tylko o sex. Nasz komisarz się zakochał w dwóch kobietach naraz. Takie zachowanie może budzić dość sporo kontrowersji, szczególnie w tradycyjnym, konserwatywnym, polskim społeczeństwie. Na całe szczęście autorka dobrze wybrnęła z tej trudnej sytuacji, niestety nastąpiło to dopiero pod koniec książki. Zresztą to właśnie zakończenie było jednym z najlepszych fragmentów całej powieści. 


Rzadko się zdarza by w kryminałach bohaterowie dostali możliwość swobodnej wypowiedzi i byli jednocześnie narratorami. Małgorzata Falkowska postanowiła oddać im głos i moim zdaniem wypadło to rewelacyjnie. Dzięki temu, że naprzemiennie znajdujemy się w głowie Sylwii i Marcina, wiemy co nasi protagoniści czują, czego pragną, jak bardzo są zdesperowani i jaki będzie ich następny krok. Autorka nie zapomniała też o naszym przestępcy-porywaczu-mordercy. Każdy nowy rozdział rozpoczyna się od listu napisanego przez tajemniczego sprawcę. Dzięki temu czytelnicy mogą pobawić się w profilerów i próbować zgadywać kto jest czarnym charakterem, jaką ma osobowość i co nim powoduje. Muszę przyznać iż mi się nie udało odgadnąć, kto za tym wszystkim stoi , jednak zabawa w odkrywanie zdecydowanie mi się podobała. 


Małgorzata Falkowska ma talent i widać, że jest pisarką z zamiłowania. Nie każda autorka mogłaby tak po prostu porzucić gatunek, w którym czuje się jak ryba w wodzie, i zacząć pisać coś zupełnie innego, przecież powieść obyczajową czy romans od thrillera dzieli przepaść. Choć miałam obawy to okazało się, że "Nagranie" to zdecydowanie dobra, wciągająca i przemyślana powieść, którą czyta się z niesłabnącym zainteresowaniem. Sporo tutaj bohaterów, których można jednocześnie kochać i nienawidzić, emocje rosną ze strony na stronę a atmosfera staje się coraz bardziej mroczna. Mam nadzieję, że autorka nie spocznie na jednej powieści i jeszcze będę miała okazję ponownie spotkać komisarza Gorczyńskiego, jego rodzinę, współpracowników i przyjaciół. Polecam.

Link do opinii

„Nagranie” Małgorzaty Falkowskiej to moje drugie czytelnicze spotkanie z twórczością tej autorki.
Pierwszą książką tej autorki jaką miałam przyjemność czytać była „To nie Twoje dziecko”, które wywołało we mnie mnóstwo emocji.
Tym razem Małgorzata Falkowska pokazuje czytelnikom zupełnie inne oblicze.
Czy to spotkanie okazało się równie emocjonujące, co poprzednie?

Toruń. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy zaginęło pięciu młodych mężczyzn. Sprawę prowadzi komisarz Maciej Gorczyński. Jedyną poszlaką są tajemnicze przesyłki, które otrzymują rodziny zaginionych. To płyty z krótkimi filmami, na których każda z ofiar przekazuje dziwną wiadomość.
„Nazywam się Emil Kwiatkowski. Wiem, że zgrzeszyłem i wiem, że to, co mnie spotkało jest jedynym dobrem, jakie mogłem wyrządzić na tym świecie.
Mnie już nie ma, ale wy jeszcze jesteście. Jeszcze! Wesołych Świąt.”
Gorczyńskie wie, co oznaczają te nagrania. Ma do czynienia z seryjnym mordercą, którego motyw pozostaje nieznany. Komisarz postanawia włączyć w sprawę zaprzyjaźnioną jasnowidz Sylwię Trojanowską. Nietypowy duet musi jak najszybciej schwytać sprawcę, który śledzi każdy ich ruch.
Nagrań przybywa, a szokujące nagłówki gazet przerażają coraz więcej torunian. Wkrótce wizje Trojanowskiej prowadzą do Fundacji LifeTrans, założonej przez jednego z profesorów Collegium Medicum.

Jak wiecie ja często sięgam po kryminały, dlatego możecie łatwością domyślić się, iż moje oczekiwania w stosunku do tek książki były wysokie.

W pierwszej kolejności moją uwagę przyciągnęła akcja promocyjna książki. Wydawnictwo naprawdę zadbało o blogerów i sprezentowało mnóstwo gadżetów, łącznie z tajemniczym i niepokojącym nagraniem na płycie, które można było sobie obejrzeć, dzięki którym mogłam się wcielić w rolę policjanta – detektywa prowadzącego tę skomplikowaną sprawę. I co tu dużo mówić, wzmogło to mój apetyt na tę powieść, a tym samym oczekiwania stały jeszcze większe.

 

„Nagranie” jako pierwszy kryminał Małgorzaty Falkowskiej określić muszę jako całkiem niezły. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest łatwo z pisania humorystycznych obyczajówek przestawić się na inny styl, dlatego rozumiem skąd w tej powieści tak szeroki wątek obyczajowo – romansowy.
Choć osobiście uważam, że można było go pominąć, albo przynajmniej mocno ograniczyć.

Sama sprawa kryminalna zdobyła moje uznanie, bo naprawdę widać jak mocno przyłożyła się do tej części powieści i ile musiała włożyć w nią pracy.
Zagadka była trudna, a poszlak niewiele, tym bardziej materiałów dowodowych, bo tych to już w ogóle było jak na lekarstwo.

„Nagranie” przeczytałam szybko, oczekując mega wielkiego BUM! Bo tego pragnę sięgając po powieści z tego gatunku. Niestety troszkę się rozczarowałam, akcja mimo , iż parła do przodu, została niepotrzebnie poprzetykana nazbyt rozbudowanymi relacjami pomiędzy komisarzem Maciejem Gorczyńskim a współpracującą z nim jasnowidzką Sylwią Trojanowską - nota bene trudno mi się było przyzwyczaić do tego, iż bohaterka nazywała się identycznie, jak znana mi autorka powieści obyczajowych, a nawet mi to przeszkadzało, nie żebym się czepiała niuansów, po prostu wtedy miałam przed oczami twarz autorki i ograniczyło to moje wodze wyobraźni.

Małgorzata Falkowska napisała tę powieść bardzo przyjemnym stylem, zastosowała też formę krótkich rozdziałów – co zdecydowanie sprzyjało szybkiemu czytaniu.
Zamysł wątku kryminalnego i cała jego otoczka również mim się spodobały.
I tu nie mogę narzekać.
Ale…

No właśnie…

Czegoś mi jednak zabrakło. Miałam ogromne oczekiwania wobec tej powieści. A trochę się zawiodłam. Nie było tego BUM! Nie było adrenaliny buzującej w żyłach, jak to miewam przy rasowym kryminale czy thrillerze.
Na minus muszę niestety też zaliczyć fakt, że komisarz pozwolił na to, by jego dzieci miały dostęp do materiałów służbowych. Jakoś tak mi to nie pasowało i mało realnie to wyszło, moim zdaniem. No bo jednak tajemnica służbowa obowiązuje w tym zawodzie.

 

„Nagranie” mogę polecić tym z Was, którzy na co dzień nie sięgają po mocne kryminały (tak jak ja) wówczas czeka Was naprawdę emocjonująca lektura!
Podsumowując tak książka idealnie sprawdzi się w rękach tych, którzy na co dzień lubują się w lekkostrawnych klimatach, a podczas czytania „Nagrania” będą mieli okazję podnieść swój poziom adrenaliny.

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiece.
https://przeczytajka.blogspot.com/2019/08/nagranie-magorzata-falkowska.html

Link do opinii
Avatar użytkownika - maitiri_books
maitiri_books
Przeczytane:2019-05-15, Ocena: 5, Przeczytałam,

„Nagranie” jest kryminalnym debiutem Małgorzaty Falkowskiej, a dla mnie pierwszym spotkaniem z twórczością autorki. Uważam je za bardzo udane i z pewnością sięgnę po inne tytuły Pani Małgosi.

W ciągu ostatnich sześciu miesięcy zaginęło w Toruniu pięciu mężczyzn. Byli w podobnym wieku i przepadli bez śladu prawie w tym samym miejscu. Od pół roku policja szuka punktu zaczepienia, aby ruszyć ze śledztwem. Niczego jednak nie znajdują. Nie podoba się to komendantowi, nie podoba się też opinii publicznej. Internet nie zostawia na śledczych suchej nitki. 16 grudnia rodzina pierwszego zaginionego otrzymuje przesyłkę. Jest w niej kartka z życzeniami świątecznymi o dziwnej treści: „Oby każdy był tak hojny w dary dla Pana jak my. Wesołych Świąt!” , jest też nagranie, z którego wynika, że mężczyzna już nie żyje. Wkrótce zaczynają pojawiać się też inne paczki, które wyglądają prawie identycznie, różnią się tylko napisami i piosenką w tle. Niewiele jednak z tych nagrań wynika. Znikają kolejne osoby, a policja jest w punkcie wyjścia. Sprawę zaginięć prowadzi komisarz Maciej Gorczyński, a w rozwikłaniu zagadki pomaga mu zaprzyjaźniona pani jasnowidz Sylwia Trojanowska. Zabójca jest niebezpieczny, doskonale przygotowany, do tego znajduje się zawsze o krok przed śledczymi. Czy ten specyficzny duet da radę rozwiązać sprawę?

Jak ja to lubię. To napięcie, które towarzyszy odkrywaniu tropów prowadzących do rozwiązania zagadki. Przeszkody po drodze, które sprawiają, że zagadkę trudno rozwikłać. Tajemnice, skrywane przed światem latami, które wychodzą na jaw w wyniku niezwykłych zbiegów okoliczności. Mozolne odkrywanie motywu zbrodni, który okazuje się zadziwiający. I wreszcie zaskakujące zakończenie, które pozostawia czytelnika w niepewności co do dalszych wydarzeń.

Podobało mi się. Z zaciekawieniem śledziłam pracę policji, a właściwie to jak kręcili się w kółko, nie mając nawet pomysłu, jak znaleźć mordercę, gdzie szukać, od czego zacząć. Zabójca wodził ich cały czas za nos. Pojawiało się trochę koncepcji, ale najlepszego nosa miały osoby kompletnie niezwiązane z organami ścigania. I wydaje się, że wpadły na trop zupełnie przypadkowo. Komisarz Gorczyński, chociaż robi wszystko, aby odnaleźć sprawcę, wydaje się przy tym nieco zagubiony, szuka zabójcy jakby po omacku i nie zawsze daje sobie pomóc. Wspierająca go Sylwia wnosi trochę więcej do całej sprawy, przede wszystkim, jeśli chodzi o nagrania. W tym miejscu napiszę kilka słów o bohaterach powieści, skoro już o nich wspominam. Nie polubiłam Sylwii, odnośnie Macieja mam mieszane odczucia. Ale przecież nie muszę ich lubić. Nie o to chodzi w dobrej kreacji postaci. A tutaj, moim zdaniem, bohaterowie są dopracowani w najdrobniejszym szczególe. Z całą pewnością główni bohaterowie „Nagrania” nie są idealni, i bardzo dobrze. Bo tacy ludzie nie istnieją. Żyjemy w świecie pełnym ograniczeń, które mają wpływ na każdego z nas. Reagujemy na te ograniczenia w różny sposób, co nas odróżnia od innych i nadaje nam indywidualności. Wszyscy mamy jakąś przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Bohaterowie tej powieści również mają. Dlatego cieszę się, że autorka nie skupiła się tylko na prowadzonym przez nich śledztwie i nie odizolowała ich od ich normalnego życia. Dzięki temu oni sami wyglądają bardziej realnie, a i opowiedziana historia nie jest oderwana od rzeczywistości. Bohaterowie „Nagrania” popełniają błędy, stają przed trudnymi problemami w swoim prywatnym życiu, czasami przed takimi, które wydają się być nie do pokonania. A jednocześnie nie roztrząsają każdej sytuacji, nie dywagują na jakiś temat przez kilka stron, nie analizują niepotrzebnie swoich stanów emocjonalnych i nie zanudzają czytelnika. I nie jest tak, że tych emocji w książce nie ma. Jak najbardziej są. Dość dobrze poznajemy targające nimi emocje, ale w interakcji z innymi, a także poznając otoczenie, w którym żyją. Zarówno Sylwii jak i Maćka można nie polubić. Dokonują wyborów, które mogą się nie podobać, bo wydają się być moralnie złe. Celowo nie napisałam, że dokonują moralnie złych wyborów, bo nie wszystkie decyzje mogą podlegać jednoznacznej ocenie moralnej, nie każde działanie da się zaklasyfikować jako moralnie dobre lub złe. I wydaje mi się, że tutaj mamy do czynienia właśnie z takim wyborem, którego nie można jednoznacznie ocenić. Duży plus za to, że chociaż ta powieść to kryminał, znalazło się tu miejsce na rozważania tego typu. Dzięki temu, że bohaterowie w ogóle stają przed koniecznością jakiegoś wyboru, stali się w moich oczach jeszcze bardziej wiarygodni. Równie ciekawie zostały sportretowane postaci drugoplanowe. Jest ich trochę, ale nie na tyle, żeby można było się pogubić. Każda z nich odznacza się indywidualnymi cechami charakteru, każdą z łatwością można sobie wyobrazić. Postacie te nie stanowią tylko elementu dekoracji, co również zapisuję na plus.

Dzięki krótkim rozdziałom książkę czyta się bardzo szybko. Wydarzenia poznajemy na przemian z perspektywy Macieja i Sylwii. Styl autorki nie męczy, jest lekki i z łatwością można wczuć się w fabułę. Fabuła jest przemyślana i ciekawa, a intryga zawiła, drobiazgowo skonstruowana i trzymająca w napięciu do ostatniej strony. Do samego końca nie wiemy, kto stoi za zaginięciami młodych mężczyzn i jaki jest motyw działania mordercy. Może nam się wydawać w trakcie lektury, że jesteśmy już bliscy rozwiązania zagadki, jednak okazuje się, że to kolejny sprytny zabieg autorki, który miał nas zmylić. Spodobało mi się wplątanie w sensacyjną fabułę wątków rodzinnych bohaterów, a także naszej polskiej rzeczywistości. Lubię dostawać takie smaczki w książkach. Akcja powieści toczy się w swoim tempie, nie jest ono zbyt powolne, ani za bardzo dynamiczne. Fabuła jest nie tylko niebanalna, ale i bardzo życiowa, zarówno jeśli chodzi o prowadzone śledztwo, jak i prywatne rozterki bohaterów, ich sprawy rodzinne i zawirowania sercowe. No właśnie, nie wspomniałam chyba jeszcze, że mamy w tej powieści również wątek miłosny. Na szczęście, w moim odczuciu, nie jest on nachalny i nie dominuje. Jest dodatkiem, który nie tylko urozmaica fabułę, ale też powoduje wspomniane już dylematy moralne.

Mnie się podobało i polecam. „Nagranie” to błyskotliwa, nieoczywista, pełna fałszywych tropów i wciągająca lektura.

https://maitiribooks.wordpress.com/2019/05/17/nagranie-malgorzata-falkowska/
Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.

Link do opinii

„Wiem, że zgrzeszyłem i wiem, że to, co mnie spotkało jest jedynym dobrem, jakie mogłem wyrządzić na tym świecie.” Już sam ten cytat sprawia, że czuję się nieswojo. A jeszcze więcej czyni reszta książki, czyli „Nagranie” Małgorzaty Falkowskiej. W krótkim czasie zaginęło pięciu młodych mężczyzn. Jedyną poszlaką są przesyłki, które dostają rodziny zaginionych. Znajduje się w nich kartka świąteczna i płyty z filmikami, w których przekazywana jest tajemnicza wiadomość. Toruński komisarz Maciej Gorczyński szybko odrywa, że ma do czynienia z seryjnym mordercą. Włącza on do sprawy zaprzyjaźnioną jasnowidz Sylwię Trojanowską. Nietypowy duet musi jak najszybciej rozwiązać sprawę zaginięć. Z czasem poszlaki prowadzą do bydgoskiej fundacji LifeTrans, założonej przez jednego z profesorów Collegium Medicum. Książkę, o dziwo, czytało mi się bardzo szybko. Od jakiegoś czasu jestem uprzedzona do polskich kryminałów i do tego też podchodziłam dość ostrożnie, ale szczerze mówiąc mile się zaskoczyłam. Naprawdę mnie wciągnęła! Autorka serwuje w „Nagraniu” historię, która ma miejsce blisko mojego miejsca zamieszkania, przez co o wiele łatwiej było mi wgryźć się w fabułę. Do tego pisarka postawiła na krótkie rozdziały, za co u mnie zawsze dostaje się plusa. Zmienna narracja dodatkowo sprawiła, ze książkę wręcz połknęłam. Pomysł z przesyłkami był naprawdę intrygujący i oryginalny. Akcja nie była jakaś specjalnie dynamiczna, ale styl pisania autorki sprawił, że trudno było odłożyć książkę na bok. Jeśli chodzi o bohaterów nie są oni kryształowi, policja jest czasem ślamazarna (coś nowego od detektywów z szóstym zmysłem!). Duet Gorczyński-Trojanowska mnie nie zachwycił, a sama jasnowidzka działała mi czasem na nerwy. Komisarz w sumie nie był lepszy, ale jego sytuację rodzinną mogłam odbierać dość osobiście – niemniej nie rozumiałam motywów jego zachowania. „Nagranie” było pierwszą przeczytaną przeze mnie książką pani Falkowskiej. Jest to lekki kryminał z wątkiem miłosnym w tle oraz z bardzo rozbudowaną częścią obyczajową. Książka może się podobać, bo jest przystępną pozycją i szybko się ja czyta. Taka idealna pozycja na oderwanie się. Na pochwałę zasługuje również promocja książki. Dawno takiej nie widziałam i nadal jestem nią zachwycona!

Link do opinii
Inne książki autora
Mąż potrzebny na już
Małgorzata Falkowska0
Okładka ksiązki - Mąż potrzebny na już

Lekka komedia z nutą romantyzmu, opowieść o sześciu przyjaciółkach z dzieciństwa, które mimo różnych zawodów i zainteresowań...

Paleta marzeń. Zgubione szczęście
Małgorzata Falkowska0
Okładka ksiązki - Paleta marzeń. Zgubione szczęście

Nawet największe szczęście jest w stanie zniszczyć ktoś trzeci… Spokojne i pełne miłości życie Magdy, Alka i Poli zostaje gwałtownie przerwane...

Zobacz wszystkie książki tego autora
Recenzje miesiąca
Hotel ostatniej szansy
Nicki Thornton
Hotel ostatniej szansy
Pluszowy Zajączek
Iwonna Buczkowska
Pluszowy Zajączek
Pod tym samym niebem
Katarzyna Kielecka;
Pod tym samym niebem
Spowiedź Śmigłego
Sławomir Koper;
Spowiedź Śmigłego
Nobliści skandaliści
Sławomir Koper
Nobliści skandaliści
Walczyły w cieniu mężczyzn
Greg Levis, Gordon Thomas
Walczyły w cieniu mężczyzn
365 stron życia 2020
oprac. Justyna Wrona, Hubert Wołącewicz
365 stron życia 2020
Pokaż wszystkie recenzje