Poruszająca opowieść o miłości wystawionej na próbę, o synach wciągniętych w wir wojny, o matkach, czekających na wiadomość, która nie nadchodzi. O ziemi, która przekazywana jest z rąk do rąk, ale wciąż pamięta imiona tych, którzy ją kochali.
Lwów, rok 1919. Młode państwo polskie rodzi się pośród popiołów wojny, a wraz z nim dojrzewa opowieść rodu Orłowskich i Wojnarskich -- dwóch rodzin związanych ziemią, rzemiosłem i miłością, które jeszcze nie są świadome jak wysoką cenę każe im zapłacić historia.
Jan Orłowski, czeladnik, rzeźnik z dziada pradziada, o szlacheckich korzeniach, zakochuje się w Helenie Wojnarskiej. Ich małżeństwo staje się początkiem nowej gałęzi rodu, zakorzenionej głęboko w tradycji i pracy oraz wierze w lepsze jutro. Ale świat, który wydaje się jeszcze otwarty i życzliwy, szybko pęka pod ciężarem wydarzeń historycznych. Pierwsze lata wolności, odbudowa Lwowa, rodzinne święta i narodziny synów -- Ignacego, Augusta i Jarogniewa -- wszystko to toczy się pod czuwającym spojrzeniem starego orzecha rosnącego na dziedzińcu masarni Orłowskich.
Drzewo pamięta śluby, pierwsze kroki dzieci i dni radosnej obfitości, ale będzie również świadkiem huku bomb, poborów wojskowych, utraty domu i ucieczki, która stanie się początkiem ich trudnej wędrówki przez historię.
Kiedy nadejdzie wrzesień 1939 roku, a Lwów zostanie rozszarpany przez dwóch najeźdźców, Orłowscy i Wojnarscy poznają nową prawdę: nie każdy, kto postanawia wyruszyć w drogę, jest podróżnikiem. Czasem odchodzi się dlatego, że nie ma już dokąd wrócić.
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Data wydania: 2026-02-25
Kategoria: Obyczajowe
ISBN:
Liczba stron: 432
KRESOWA EPOPEJA
Nakładem wydawnictwa Skarpa Warszawska ukazał się pierwszy tom sagi „Opowieść drzewa orzechowego” zatytułowany „Tułacze”. Autorka, Mariola Sternahl zabiera nas w tej powieści w pełną emocji podróż do Lwowa. Miasta, którego rozkwit kulturalny wstrzymany został przez wybuch wojny. Opowieść o losach dwóch rodzin, Orłowskich i Wojnarskich, rozpoczyna się w 1919 roku. Pełne gwaru ulice, patriotyczne pieśni i rodzinna miłość, a wszystko to na tle burzliwych meandrów historii. Posłuchajmy więc jaką opowieść przygotowało dla nas drzewo, które było świadkiem narodzin, miłości i śmierci…
Lwów, 1919 rok. Miasto, które powoli się odradza. Jeszcze nieśmiało, jeszcze nieufnie. Miasto, które podnosi się z upadku jaki przyniosła mu wojna. Jan Orłowski właśnie zdobył dyplom czeladnika i ma poczucie, że cały świat jest do jego dyspozycji. Pochodzący z rzemieślniczej rodziny z tradycjami, Jan uczył się fachu rzeźnika, by w przyszłości przejąć kierowanie rodzinną masarnią. Gdy przypadkiem poznaje Helenę, córkę właściciela introligatorni, wie już, że wszystko o czym marzył, a także to, o czym marzyć nie śmiał, właśnie mu się przytrafiło. Młodzi szybko zakochują się w sobie. Patrząc w przyszłość z entuzjazmem i odwagą, która niezmiennie towarzyszy zakochanym. Na tle rozkwitającego miasta, nadziei, jaką widzą w przyszłości i spokojowi, który udziela się tym, którzy mają czyste serca, Jan i Helena zakładają rodzinę, a na świat przychodzą ich trzej synowie. Jednakże nic co proste, piękne i dobre, nie może trwać nieskończenie… Z biegiem lat narastają niepokoje społeczne. Niepewna polityka miesza się ze strachem zwykłych ludzi. Coś, co zdawało się przeszłością, przeistoczyć może się w przyszłość – oto czuć nadciągające widmo wojny. Wojny, która nie oszczędza nikogo. Gdy nadchodzi rok 1939, wszyscy są już niemalże pewni, że świat, który znają niebawem zadrży w posadach… Rodzina Orłowskich trwająca w patriotyzmie i wzajemnym szacunku zostanie dotkliwie poturbowana przez wojenną zawieruchę. Czy uda im się przeżyć czas krwi i pożogi ? Czy w obliczu bestialstwa pozostaną ludźmi ?
Mariola Sternahl posiada duszę poetki. Pięknie buduje zdania. Tworzy opowieść niesioną słowem zrodzonym z głębi serca. Wspaniały, unikatowy, refleksyjny styl pisania autorki sprawia, że „Tułacze” nie są zwyczajną sagą rodzinną, a stają się epopeją uczuć. Powieść napisana tak urodziwym językiem, że czytelnik czuje chęć kontemplowania jej. Bogate, nasycone słownictwo, cudowne frazy, alegorie – wspaniała polszczyzna. Literacka, ale nie nadęta. Odnoszę wrażenie, że w głowie pisarki słowa układają się w liryki tak naturalnie, że ich poetyckość stanowi wypadkową myśli. Dawno już nie czytałam książki tak bardzo emocjonalnej. Fabuły opowiedzianej tak, że staje się sztuką. Słowa, które mają szerokie spektrum znaczeń, zdania tak wymowne i tajemnicze zarazem, język dający wrażenie unoszenia się. „Tułacze” to nie tylko bardzo interesująca opowieść o ludzkich losach, ale nade wszystko imponujący rozmachem koncert słów.
Rodzina silna uczuciem, przywiązaniem do tradycji, pracy i miłości do ojczyzny. Ludzie, którzy swoją pracą i życiową postawą dają świadectwo swojej przynależności. Orłowscy są jak pień starego drzewa. Mocni, silni i niestrudzeni. To ród, który od pokoleń niesie ze sobą bagaż pamięci. Milczący Jan, pogodna Helena i trójka ich synów : Ignacy, August i Jarogniew, a każde z nich jest jak gałąź, która wyrasta z mocnego pnia. Wiodą życie uczciwe i proste oparte na wzajemnym szacunku, pracowitości i bliskości. Mają plany, marzenia i siebie. Wszystko to okazuje się niczym w czasie, gdy ponure wiatry historii zwiastują rychłe nadejście wojny. Orłowscy postawieni zostaną w obliczu rozterek i dylematów jakich nikt nigdy nie powinien przeżywać. Wszystko na co pracowali przyjdzie im porzucić. A gdy wojenne żniwo zacznie zabierać żywych, od nowa uczyć się życia będą musieli ci, którzy przetrwają… Nastrojowa, emocjonalna i wzruszająca opowieść o losie jednej z polskich rodzin zamieszkujących Lwów w okresie międzywojennym. Opowieść o męstwie, sile rodziny, tradycji i przywiązaniu do ziemi. Mariola Sternahl napisała powieść nadzwyczaj dojrzałą i przepełnioną mądrością, która nie pochodzi ze starych ksiąg, a z ludzkich serc. Historię naznaczoną cierpieniem, ale i nadzieją. „Tułacze” różnią się od typowych sag obyczajowo - historycznych pod wieloma względami. Tym, co dotyka mnie, jako czytelnika wybrednego, jest właśnie to poszanowanie dla języka. Niespotykana umiejętność opowiadania pięknie o tym, co proste. Zachwyt nad codziennością, nad słowem i gestem. Piękno wynikające z uścisku dłoni, czułego gestu, wierności. Bardzo istotne jest to jak autorka świetnie łączy opowieść o zwyczajnych ludzkich perypetiach z historycznymi wydarzeniami. Osadzenie opowieści o rodach Orłowskich i Wojnarskich we Lwowie, mieście, które było swoistym tyglem narodowości i kultur, wymagało solidnego przygotowania i merytorycznej wiedzy. Mariola Sternahl poradziła sobie wyśmienicie. Z dużym wyczuciem i empatią nakreśliła historię wypełnioną radością i smutkiem, nadzieją i troską. Najważniejsi są tutaj ludzie. Ci , których życie rozpada się w zetknięciu z czymś potężnym, czarnym, złym. Nici życia brutalnie zerwane przez nadejście okrutnej wojny. Piękna powieść, bardzo dopracowana, mądra, napisana utalentowaną ręką i przez bogatą duszę. Polecam „Tułaczy” czytelnikom, którzy poszukują czegoś głębszego, doceniających piękno słów i interesujących się historią.
Bardzo dużo elementów składa się na wyjątkowość tej książki. Mariola Sternahl oparła tę opowieść częściowo na dziejach swojej rodziny. Bardzo autentycznie pisarka oddaje codzienność tamtego okresu. Normalne życie, pragnienia i kłopoty spadające na bohaterów tej sagi. Ujmująca jest prostota tej opowieści. Czujemy realną więź z bohaterami. Dotykamy ich intymności. Towarzyszymy im w chwilach małych radości i wielkich strat. Powieść bardzo klimatyczna. Sternahl z dużą wprawą operuje nie tylko słowami, ale i emocjami. Bardzo zaangażowałam się w tę lekturę, długo nad nią rozmyślałam, a nawet powracałam do niektórych fraz. Chciałabym czytać więcej takiej literatury. Jestem bardzo ciekawa jak potoczą się dalsze losy bohaterów i jakie jeszcze historie opowie nam stary orzech – świadek ludzkich porywów serc. Wspaniała książka. Diabeł gorąco poleca.
Niebezpieczny czas, tragiczne wojen*ne wydarzenia. Jak w tym bezwzględnym świecie zebrać wszystkie siły do walki i wierzyć, że uda się ocalić życie, miłość, dogonić marzenia...
Lwów 1919 rok. Rodzina Orłowskich od pokoleń prowadzi masarnię, tworzy wyroby doceniane przez klientów. Młody syn właściciela, Jan zdaje egzamin czeladniczy, by wspólnie z ojcem kultywować rodzinną tradycję. Zdobyty dyplom jest dumą młodego mężczyzny, chce go ładnie oprawić i zawiesić na ścianie w zakładzie. W tym celu udaje się do drukarni, gdzie spotyka piękną córkę drukarza, Helenę.
Pierwsze spotkanie przerodziło się w głębokie uczucie, młodzi założyli rodzinę, doczekali się trzech synów, każdy z nich otrzymał imię po ojcu. Dzieci rosły, do granicy kraju zbliżał się wróg, a młode umysły rwały się do walki.
Lata trzydzieste budziły w ludziach coraz większe obawy. Tłumione nastroje społeczne, prześla*dowania i aresztowania rodziły strach. Świat, który od niedawna wydawał się stabilny, ku rozpaczy społeczeństwa znów podążał ku przepaści. Ucieczka przed potwor*nością wymusiła, by wyruszyć w nieznanym kierunku, tułać się i znaleźć bezpieczny kąt.
I tylko drzewo orzechowe, rosnące przez lata na podwórzu było niemym świadkiem i powiernikiem rodziny...
Piękna, poruszająca opowieść inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, osadzona w okresie międzywojennym i w czasie drugiej wo*jny światowej. Bardzo ujmująca powieść, pozwala poznać bolesne momenty życia Polaków i kawałek prawdziwej historii, ładnie przedstawionej w książce. Oczyma wyobraźni możemy zobaczyć wydarzenia, które złożyły się na trudną i wstrząsającą przeszłość narodu. Wzruszająca lektura pełna bólu i smutku, oraz wiary w odzyskanie wolności i niepodległości . Przerażająca fabuła przybliża ówczesne zdarzenia i trudy przetrwania ludzi wplątanych w wojen*ną rzeczywistość. Emocje, niepewność i lęk rysują obraz życia i śmierci, oraz nieopisanej ludzkiej tragedii. Opowieść o ogromnej sile i determinacji bohaterów w obliczu nadciągającej zagłady. Pomimo ogromu nieszczęść pojawia się miłość, rodzinna bliskość, ale przede wszystkim świadomy patriotyzm przekazywany z pokolenia na pokolenie. Powieść napisana z wielkim wyczuciem i wrażliwością. Chętnie poznam dalsze losy rodziny Orłowskich.
Zachwyciła mnie piękna okładka książki.
Bardzo polecam
Zawsze powtarzam, że są książki, których piękna i wartości nie da się oddać słowami. Trzeba samemu wziąć książkę, przeczytać i przekonać się samemu.
Trudna, ale niezwykle interesująca historia rodziny Orłowskich zainteresowała mnie od pierwszej strony. Dorastanie ich synów, walka na froncie to opowieść, która w fascynujący sposób pokazuje prawdę o życiu, które nie jest jednostajne i nudne, lecz zmienia się jak w przysłowiowym kalejdoskopie. Ich losy wywołały we mnie szereg emocji, od podziwu nad wartością rodziny i pracy, poprzez łzy na kruchością ludzkiego życia i brutalnością wojny.
Jednak w tej książce jest też drugi bohater, a nawet śmiało mogę powiedzieć, że jest ich trzech. Kolejny to historia. To jak autorka oddała tło historyczne to jest po prostu literackie mistrzostwo. Podziwiam za wiedzę, za historyczny research. Historia w tej powieści, jest niezwykle umiejętnie wpleciona w fabułę. Pozbawiona encyklopedycznego patosu, a jednocześnie budzi zaciekawienie i sprawia, że chcesz wiedzieć więcej. A ja zawsze powtarzam, że jeżeli powieść skłania do dalszego researchu, tak jak choćby mnie o Instytucie Weigla, to ja już wiem, że jest to mądra i wartościowa książka, którą przeczytać po prostu trzeba.
I trzeci bohater - miasto Lwów. Zawsze się zastanawiałam dlaczego starsi ludzie słysząc słowa piosenki "Tylko we Lwowie" płaczą. Po przeczytaniu tej książki już wiem. To jak autorka przybliża czytelnikowi to miasto to mistrzostwo. To jak oprowadza czytelnika po jego zaułkach, po historycznych miejscach to coś wspaniałego. To jak pokazuje jak miasto się zmienia w obliczu wojny to coś niesamowitego.
I styl, którym książka jest napisana. Muszę o nim wspomnieć, bo to jest coś pięknego . Tak lekki, a przy tym tak malarski. Sprawia, że przez tą powieść się po prostu płynie. To jak pisarka przedstawia świat, jakich słów używa, jakie porównania stosuje . Dawno mi się nie zdarzyło żebym w czasie lektury zachwycała się każdym słowem.
Tak, ja jestem tą książką zachwycona i z niecierpliwością czekam na kolejny tom.
Jan Orłowski, rzemieślnik z dziada pradziada posiadający szlacheckie pochodzenie zakochuje się w Helenie. Ich małżeństwo staje się początkiem nowej gałęzi rodu, która odcisnęła piętno w historii Lwowa. Rodziny, która została wciągnięta w wir historii. Wszystkie zmiany w ich życiu, w tym narodziny synów obserwuje milcząco orzech rosnący na dziedzińcu masarni Orłowskich.
To było moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki... A dlaczego postanowiłam sięgnąć po tę książkę? Po pierwsze urzekła mnie okładka książka. Jest przecudowna! Po drugie zaintrygował mnie opis tej historii. I szczerze powiedziawszy przez to miałam spore wobec niej oczekiwania. Czy udało się książce je unieść? Niekoniecznie. Autorka odmalowała barwną historię, która naprawdę mogła wciągnąć. Pokazała losy rodziny, która została wciągnięta w sam środek wielkiej historii. Pokazała ich radości i smutki. Pokazała obawy, które odczuwali zwykli ludzi w przededniu wybuchu drugiej wojny światowej. Pokazała całą gamę emocji, które towarzyszyły im w tamtych dniach. Dzięki Opowieść drzewa orzechowego Tułacze mogliśmy poznać całkiem sympatycznych bohaterów. Książka pokazała koleje los, który ich nie oszczędzał, ich dylematy i nadzieje. Ponadto autorka w dość drobiazgowy sposób odmalowała czasy, w którym przyszło żyć poznanym w środku bohaterom. Jednak mam wrażenie, że w książce panował pewien chaos i brak chronologii. Czasami trudno było się zorientować, w jakim czasie działa się konkretna scena. Mało tego, nie raz trudno było mi zrozumieć połączenia następujących po sobie scen, bo były jakby z innych ,,światów'' Pomimo tego uważam, że ta książka warta się przeczytania. Ukazuje wielką wartość rodziny i prawdziwych przyjaciół. Pokazuje, że są wartości, o które warto walczyć.
Twoje przeznaczenie jest na wyciągnięcie ręki. W życiu Anny nie brakowało trudnych momentów. Najpierw straciła ojca, potem opuściła ją matka. Wychowana...
Czy miłość może odmienić ścieżki przeznaczenia?Anna wie, że nie może dłużej odkładać decyzji o rozstaniu z Rafałem. Pewnego dnia zabiera więc swoją córeczkę...
Przeczytane:2026-03-25, Ocena: 5, Przeczytałem,
“Tamtej jesieni wszystko wydawało się możliwe. Nie widział jeszcze tylko, że wojna, która nadchodziła, nie pyta o marzenia ani o miłość”.
Lwów, rok 1919. Polska dopiero uczy się oddychać wolnością, powoli podnosi się z wojennych ruin. W tym kruchym, niepewnym świecie splatają się losy dwóch rodzin — Orłowskich i Wojnarskich. Łączy ich praca, przywiązanie do tradycji i uczucie, które dopiero zaczyna rozkwitać, pełne nadziei. Nie wiedzą jednak, jak wiele przyjdzie im poświęcić. Jak bardzo historia wkroczy w ich życie i odciśnie na nim swoje piętno.
Jan Orłowski, rzeźnik z dziada pradziada, zakochuje się w Helenie Wojnarskiej. Przez chwilę ich życie płynie spokojnie, zwyczajnie… niemal sielsko. Rodzą się synowie — Ignacy, August i Jarogniew. Codzienność ma swój rytm, a nad wszystkim czuwa stary orzech na dziedzińcu masarni, cichy świadek ich szczęścia. Widzi pierwsze kroki dzieci, drobne radości, ciepło rodzinnego domu… Ale zapamięta też to, co najtrudniejsze. Huk nadciągającej wojny, rozstania, które łamią serce, utratę tego, co wydawało się trwałe. Drogę, której nikt nie wybiera — a którą trzeba przejść.
Piękna i niezwykle poruszająca opowieść, osadzona w trudnych czasach międzywojnia i II wojny światowej. Historia, która pozwala zajrzeć w bolesne karty przeszłości — ale robi to z czułością i wrażliwością. Tu wielka historia spotyka się z codziennością zwykłych ludzi. Fabuła płynie spokojnie, naturalnie, jakby prowadziła czytelnika za rękę. Jest pełna emocji, relacji, które żyją i pulsują. To jedna z tych książek, które się nie czyta — przez nie się płynie. Powoli, uważnie, zatrzymując się przy zdaniach, które trafiają prosto do serca. Styl Marioli Sternahl zachwyca lekkością i autentycznością. Jest w nim coś niezwykle kojącego, a jednocześnie przejmującego. Czuć ogrom pracy, wrażliwość i empatię autorki. Bohaterowie są prawdziwi, nieidealni, złożeni, pełni sprzeczności. Idąc obok nich, miałam wrażenie, że naprawdę im towarzyszę… że czuję to, co oni — ich lęk, nadzieję, miłość i rozpacz.
Powieść wciąga cicho, ale nieodwracalnie. Z każdą stroną rośnie napięcie, pojawia się niepokój, lęk o jutro. To historia o stracie i bólu, ale też o nadziei, która choć krucha, nigdy do końca nie gaśnie. O synach porwanych przez bezlitosny wir wojny. O matkach, które każdego dnia nasłuchują wiadomości… tej jednej, najważniejszej. O ziemi, która przechodzi z rąk do rąk, ale wciąż pamięta swoich ludzi. I o Lwowie — mieście, które tutaj żyje. Oddycha, porusza, zostaje w pamięci. Autorka prowadzi nas jego ulicami, pozwala zajrzeć w miejsca, których już nie ma… a które dzięki tej historii na chwilę znów istnieją. To także opowieść o miłości — tej między dwojgiem ludzi, tej rodzinnej, cichej i codziennej. O miłości do tradycji, do miejsca, do ojczyzny. Miłości trudnej, często zranionej, pełnej łez… ale upartej. Trwającej mimo wszystko.
Jestem tą historią oczarowana. Poruszona. Zatrzymana gdzieś między jej zdaniami. I bardzo, bardzo czekam na ciąg dalszy. Bardzo polecam. Tatiasza i jej książki :)