Pieczara Gromów to miejsce bestialskiego mordu. Na oczach Susan Thorton ginie z rąk szkolnych kolegów jej chlopak. W kilka lat później zbrodniarze ponoszą tragiczną śmierć. W kilkanaście lat później Susan zapada na amnezję. Z mroków niepamięci powstają, jak żywi, zabójcy ...
Wydawnictwo: Amber
Data wydania: 1993 (data przybliżona)
Kategoria: Horror
ISBN:
Liczba stron: 270
Tytuł oryginału: The House Of Thunder
Język oryginału: angielski
Tłumaczenie: Romuald Szoka
Dean Koontz ma w swoim dorobku naprawdę bardzo dużo książek i z dotychczas przeze mnie przeczytanych żadna mnie jeszcze nie zawiodła. Zawsze więc sięgałam po to nazwisko bez zastanowienia, chcąc mieć lekką, a zarazem wciągającą i trzymającą w napięciu historię z dobrze nakreślonymi bohaterami. Do „Pieczary Gromów” mam jednak mieszane uczucia, choć zapowiadała się bardzo dobrze.
Susan budzi się w szpitalu po wypadku samochodowym, w którym straciła część wspomnień. W jej pamięci zostały jednak wydarzenia z młodych lat kiedy to jej chłopak został brutalnie zamordowany, w czasie rytuału wstąpienia do studenckiego bractwa. Jaki związek mają tamte wydarzenia z wypadkiem kobiety, co wspólnego ma z tym miejsce jej pracy? Na te pytania stara się usilnie znaleźć odpowiedź, bowiem w szpitalu zaczynają dziać się dziwne i przerażające rzeczy.
Koontz nie zawiódł mnie swoim stylem pisania. Książkę dosłownie połknęłam, nie mogąc się od niej oderwać. Dobrze budowane napięcie, które stopniowo wzrasta. Pojawiają się elementy z dreszczykiem, które nieźle mieszają w głowie. Powoli nie wiemy, czy mamy do czynienia z fantastyczną powieścią grozy, thrillerem psychologicznym, a może kryminałem? Czy zakończenie mnie zaskoczyło? I tak i nie. W pewnym sensie spodziewałam się czegoś w tym stylu, tylko im dalej brnęłam w książkę, tym mniej wszystko było logiczne. Na końcu stwierdziłam, że rozwiązanie jest bardzo naciągane i to mocno osłabiło moją ocenę książki.
Nie mogę jednak powiedzieć, że dobrze się nie bawiłam. Polubiłam większość bohaterów. Logiczne myśląca Suzan jest fizykiem, zawsze radziła sobie sama. Teraz jest zdana na łaskę lekarzy, a ją samą stopniowo ogarnia szaleństwo. Podoba mi się, jak zostało ukazane jej podejście do sytuacji, lęk i mimo wszystko ciągłą niezłomność. Pozostali bohaterowie natomiast świetnie wpasowują się w atmosferę książki. Czytelnik stale się zastanawia czy ma do czynienia z troskliwymi lekarzami, czy też oszustami, a może kimś pozaziemskim. Wkrada się tu powoli element lekkiej psychodeliki.
Nie podobało mi się natomiast ogólne podejście do motywu chorób psychicznym. Trochę za bardzo zostały ukazane jako najgorsza opcja. O ile rozumiem, że bohaterka książki może mieć sceptyczne podejście do skuteczności psychiatrii, tak tu cała powieść trochę to podkreśla.
Podsumowując, nie jest to kolejna książka autora, którą będę się zachwycać, bo ma zbyt wiele rzeczy, które mi się nie podobały. W tym szczególnie naciągane zakończenie. Jednak ciągle jest to powieść dobrze napisana, utrzymująca dreszczyk grozy i przede wszystkim wciągająca.
Poprzednie książki Deana Koontza przyzwyczaiły nas do najwyższej formy, dlatego tak trudno uwierzyć, że Fałszywa pamięć jest książką jeszcze lepszą. Dostajemy...
W zimowa noc, kiedy miała narodzić sie Laura Shane, rozszalała się potężna burza śnieżna. Wtedy po raz pierwszy w życie jeszcze nienarodzonej dziewczynki...
Przeczytane:2026-04-07, Ocena: 5, Przeczytałam,
Susan Thorton wybudza się ze śpiączki po trzech miesiącach. Kobieta cierpi na amnezję, jednak jej pamięć powoli wraca. Profesjonalny personel medyczny robi wszystko, by odzyskała pełną sprawność, ale wyczerpująca walka sprawia, że Susan jest bliska kapitulacji.
Szybko jednak powrót do zdrowia schodzi na drugi plan, gdyż bohaterka musi zmierzyć się z czymś zupełnie abstrakcyjnym. Choć wdrożona terapia przynosi rezultaty, wraz z nią – i to ze zdwojoną siłą – powracają traumatyczne przeżycia sprzed 13 lat. Dochodzi do szeregu dziwnych wydarzeń; pojawiają się przerażające obrazy i postacie, których Susan nie powinna widzieć.
Kobieta balansuje na granicy szaleństwa. Jej analityczny umysł próbuje znaleźć logiczne wyjaśnienie sytuacji, którą instynkt traktuje jako czystą abstrakcję. Susan jest wyczerpana psychicznie i fizycznie. W jej głowie panuje chaos, a narastająca paranoja sprawia, że przestaje ufać komukolwiek – nawet samej sobie.
Czy słusznie?
„Pieczara gromów” to kolejna historia autorstwa 𝐃𝐞𝐚𝐧𝐚 𝐊𝐨𝐨𝐧𝐭𝐳𝐚, którą miałem okazję przeczytać. Książka została wydana w Polsce po raz pierwszy w 𝟏𝟗𝟗𝟑 roku, jednak w moje ręce trafiła stosunkowo niedawno.
Czy i tym razem autor zdołał mnie porwać?
Zdecydowanie tak – 𝐊𝐨𝐨𝐧𝐭𝐳 mnie nie zawiódł i zaserwował
mi nieprzespaną noc.
Początkowo historia zaczyna się dość niewinnie. Motyw kobiety budzącej się ze śpiączki i stopniowo odzyskującej pamięć wydaje się wielokrotnie powielany w literaturze czy kinie, co początkowo wzbudziło we mnie lekki niepokój. Jednak już po kilku stronach moje błędne założenia zostały rozwiane. Atmosfera gęstnieje, a w fabule pojawiają się zaskakujące elementy i szereg niedopowiedzeń, które trudno zweryfikować. Czytelnik zaczyna się zastanawiać: czy bierzemy udział w misternej intrydze, czy zagłębiamy się w umysł chorej psychicznie osoby?
Tę niepewność autor utrzymuje przez większość lektury. Perypetie głównej bohaterki śledziłem z ogromną ciekawością, wraz z nią szukając odpowiedzi na piętrzące się pytania. Podobnie jak Susan, próbowałem logicznie uzasadnić to, co się dzieje, co nie zawsze mi się udawało.
Książkę można sklasyfikować jako 𝐭𝐡𝐫𝐢𝐥𝐥𝐞𝐫 𝐩𝐬𝐲𝐜𝐡𝐨𝐥𝐨𝐠𝐢𝐜𝐳𝐧𝐲 z elementami grozy. Psychologia odgrywa tu kluczową rolę – to walka o powrót do sprawności i jednoczesna bitwa z traumatyczną przeszłością. Koontz świetnie wykreował obraz kobiety twardo stąpającej po ziemi, pokazując jednocześnie, jak łatwo można doprowadzić człowieka do obłędu. W tle odnajdziemy również zgrabnie nakreślony wątek romansu, który ma istotny wpływ na rozwój wydarzeń.
Zakończenie jest dwuetapowe. W pierwszej fazie czytelnikowi wydaje się, że odkrył już wszystkie tajemnice, ale finał i tak potrafi zaskoczyć. „𝐏𝐢𝐞𝐜𝐳𝐚𝐫𝐚 𝐠𝐫𝐨𝐦𝐨́𝐰” liczy niespełna 𝟐𝟖𝟎 𝐬𝐭𝐫𝐨𝐧 i czyta się ją błyskawicznie. Dla mnie była to bardzo udana, nocna wizyta w świecie 𝐃𝐞𝐚𝐧𝐚 𝐊𝐨𝐨𝐧𝐭𝐳𝐚.
Książka pochodzi
z 𝐝𝐨𝐦𝐨𝐰𝐞𝐣 𝐛𝐢𝐛𝐥𝐢𝐨𝐭𝐞𝐜𝐳𝐤𝐢 "SĘK w TYM"