Kontynuacja bestsellerowego postapokaliptycznego queerowego romansu All That's Left in the World
Po pełnej niebezpieczeństw wędrówce Andrew i Jamie w końcu odnaleźli bezpieczną przystań na Florydzie. Jeszcze bardziej zakochani zaczynają budować nowe życie w przyjaznej społeczności. Jednak wkrótce staje się jasne, że każdy z nich pragnie czegoś innego.
Jamie jest gotowy ruszyć w dalszą drogę i wieść spokojne życie tylko we dwóch.
Andrew chciałby zostać na miejscu i stworzyć dom w otoczeniu przyjaciół.
Gdy w archipelag uderza huragan, bohaterowie zmuszeni są wyruszyć z powrotem w dzicz, gdzie grozi im natknięcie się na starych wrogów. I znów nie wiedzą, komu mogą zaufać.
Czy odnajdą drogę powrotną do domu... i do siebie nawzajem?
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 2025-03-12
Kategoria: Dla młodzieży
Kategoria wiekowa: 15-18 lat
ISBN:
Liczba stron: 392
Tytuł oryginału: The Only Light Left Burning
✴️✴️✴️ Recenzja ✴️✴️✴️
Erik J. Brown " The only light left burning. Dopóki płótnie nadzieja "
@erikjb
Cykl: All that's left in the world #2
To, co zostaje po końcu świata (tom 2)
Wydawnictwo: Must read
@mustread.wydawnictwo
✴️✴️✴️✴️✴️✴️✴️✴️✴️✴️✴️✴️
Drugi tom historii Andrew i Jamiego dobitnie pokazuje, że apokalipsa wcale nie jest największym problemem. Najtrudniejsze zaczyna się później, kiedy trzeba spróbować normalnie żyć.
Autor bierze to, co w pierwszej części chwytało za serce, i podkręca śrubę. Bo tym razem nie chodzi już wyłącznie o przetrwanie. Chodzi o to, jak być razem, gdy każdy z was chce od życia czegoś zupełnie innego.
Floryda miała być końcem drogi. Bezpieczną przystanią. Namiastką świata, który przestał istnieć. Są ludzie, jest względny spokój, można na chwilę odetchnąć. I właśnie wtedy wychodzi na jaw, że Andrew i Jamie kompletnie inaczej wyobrażają sobie przyszłość.
Jamie chce ruszać dalej. Tylko we dwóch. Bez zobowiązań, bez przywiązywania się do miejsca.
Andrew marzy o stabilizacji, wspólnocie, poczuciu, że gdzieś można wreszcie zostać.
I tu zaczyna się coś, co doprowadzało mnie do szału, a jednocześnie sprawiało, że ta książka działa tak dobrze oni totalnie nie potrafią ze sobą rozmawiać. Duszą w sobie emocje, unikają konfrontacji, milczą wtedy, kiedy powinni mówić najwięcej.
Pierwsza część książki jest spokojniejsza, wręcz zbyt spokojna. Czuć przeciągającą się sielankę i to napięcie, że zaraz coś się wydarzy. I w końcu się wydarza. Huragan niszczy wszystko, co udało im się zbudować, a oni znów trafiają na drogę. Tym razem jednak nie są sami towarzyszy im grupa ludzi, w tym dzieci, za które czują się odpowiedzialni.
Od tego momentu historia odzyskuje tempo, napięcie i klimat znany z pierwszego tomu. Wraca zagrożenie, niepewność, problem zaufania i świadomość, że świat nadal jest bezlitosny.
Najmocniejsze jednak nie dzieje się wokół nich, tylko między nimi.
Relacja Andrew i Jamiego jest tu dużo bardziej dojrzała, mniej urocza, bardziej poraniona. To już nie jest słodki romans w tle końca świata. To związek dwóch straumatyzowanych chłopaków, którzy się kochają, ale nie mają pojęcia, jak wspólnie funkcjonować.
Bardzo doceniam to, że autor nie daje czytelnikowi emocjonalnej taryfy ulgowej. Tu nie ma gwarancji bezpieczeństwa. Nie ma ochronnego parasola nad „dobrymi” bohaterami. Jest za to ciągłe napięcie i poczucie zagrożenia.
A jednocześnie ta historia wciąż ma w sobie ciepło, sarkazm i świetne dialogi, które równoważą ciężar fabuły. Styl Browna jest lekki w odbiorze, ale pełen emocjonalnej treści. Pisze prosto, naturalnie i bardzo obrazowo, dzięki czemu czyta się to szybko, ale przeżywa intensywnie.
Emocje są tu dojrzalsze niż w pierwszym tomie. To nie tylko strach przed światem zewnętrznym, ale lęk przed utratą siebie nawzajem. Zmęczenie, frustracja, zagubienie i potrzeba bezpieczeństwa mieszają się z potrzebą wolności.
Andrew i Jamie są wyraźnie zmienieni przez swoje doświadczenia. Jamie staje się bardziej zamknięty i nieufny. Andrew coraz mocniej potrzebuje stabilizacji i ludzi wokół siebie. Ich różnice napędzają konflikt, który jest osią tej książki.
Czy momentami mnie to nużyło? Tak.
Czy ich brak komunikacji mnie irytował? Bardzo.
Czy właśnie dlatego ta historia wydaje się tak prawdziwa? Zdecydowanie tak.
Bo to nie jest już opowieść o przetrwaniu. To opowieść o tym, jak trudno zbudować „dom”, kiedy każdy z was inaczej rozumie to słowo.
I chyba dlatego ten tom został ze mną na dłużej niż pierwszy.
Urzekająca, poruszająca, zapadająca w pamięć i serce historia na nasze czasy. Kiedy Andrew staje pod domem Jamie'ego, jest ranny, głodny i nie ma nic...
Przeczytane:2026-03-29, Ocena: 6, Przeczytałam, 12 książek 2026, Wyzwanie - wybrana przez siebie liczba książek w 2026 roku, Przeczytaj tyle, ile masz wzrostu – edycja 2026, Insta challenge. Wyzwanie dla bookstagramerów 2026, 26 książek 2026, 52 książki 2026,
Ta książka robi coś, co w kontynuacjach wcale nie jest takie oczywiste. Zamiast powtarzać schemat z pierwszego tomu, przesuwa ciężar historii na emocje i konsekwencje tego, co bohaterowie już przeżyli. Największa zmiana polega na tym, że zagrożenie przestaje być jedynym problemem. W pierwszym tomie liczyło się głównie przetrwanie i rodzące się uczucie. Tutaj bohaterowie wreszcie dostają coś, o co walczyli, względne bezpieczeństwo. I nagle okazuje się, że to wcale nie rozwiązuje problemów. Wręcz przeciwnie. Dopiero wtedy zaczynają się schody.
Bardzo trafnie pokazano moment, w którym kończy się adrenalina i zaczyna codzienność. A codzienność potrafi być bardziej wymagająca niż walka o życie. Andrew i Jamie są razem, kochają się, przeszli piekło, ale nie wiedzą, jak żyć dalej. To brzmi banalnie, ale w tej historii dość mocno wybrzmiewa, bo wszystko jest podbite traumą, zmęczeniem i ciągłym strachem, że spokój zaraz się skończy.
Najbardziej poruszający jest konflikt między bohaterami, który nie wynika z jakichś dramatycznych scen czy z jednego konkretnego wydarzenia, które wszystko psuje. Jest coś dużo bardziej realistycznego. Brak rozmowy, niedopowiedzenia, odsuwanie trudnych tematów i próba udawania, że wszystko jest w porządku. To momentami bardzo frustruje podczas czytania, aż chce się bohaterami potrząsnąć. Autor nie idealizuje tej relacji. Pokazuje, że miłość nie rozwiązuje wszystkiego i że samo uczucie nie wystarcza, kiedy ludzie chcą od życia czegoś zupełnie innego.
Bardzo mocno wybrzmiewa też temat odpowiedzialności. Bohaterowie nie są już tylko parą uciekającą przed światem. Pojawia się grupa, pojawiają się dzieci, pojawia się poczucie, że ktoś na nich liczy. I nagle ich decyzje przestają dotyczyć tylko ich samych. Ta zmiana sprawia, że ta historia staje się bardziej dojrzała.
Pierwsza część książki buduje napięcie bardzo powoli. Czujemy, że coś się wydarzy, ale nie wiemy kiedy. Kiedy w końcu nadchodzi huragan i wszystko się rozpada, czuć prawdziwą stratę, bo bohaterowie zdążyli uwierzyć, że tym razem może się udać. Ten moment bardzo dobrze pokazuje, jak kruche jest poczucie bezpieczeństwa w świecie po apokalipsie.
Po tej katastrofie historia znowu przyspiesza i wraca klimat drogi, zagrożenia i niepewności. Jednak emocjonalnie to już nie jest ta sama podróż co wcześniej. Bohaterowie są bardziej zmęczeni, bardziej zamknięci i bardziej poranieni. Ich relacja nie jest już świeża i romantyczna, jest cięższa, bardziej skomplikowana, momentami bolesna.
Na plus zdecydowanie działa styl autora. Jest prosty, naturalny i bardzo przystępny. Nie ma tu przesadnej poetyckości ani wydumanych metafor. Emocje wynikają z sytuacji i dialogów, a nie z patosu. Tempo na początku jest nierówne i można odnieść wrażenie, że historia chwilami stoi w miejscu. Brak komunikacji między bohaterami potrafi naprawdę irytować. Ale jednocześnie trudno uznać to za wadę, bo właśnie te elementy budują wiarygodność tej historii.
To opowieść o tym, że po końcu świata życie nie staje się prostsze. O tym, że znalezienie swojego miejsca na mapie nie oznacza znalezienia domu. I o tym, jak trudno utrzymać relację, kiedy każde z was inaczej wyobraża sobie przyszłość. Ta część jest spokojniejsza niż pierwszy tom, ale emocjonalnie jest cięższa. Więcej tu zmęczenia, frustracji i strachu przed utratą tego, co już się ma. Ale właśnie dlatego wydaje się bardziej szczera i prawdziwa. I właśnie dlatego tak mi się podobała. Polecam 💜