Okładka książki - Tydzień, zanim umrę

Tydzień, zanim umrę


Ocena: 5 (6 głosów)

Czy tydzień wystarczy, żeby przeżyć całe życie?

Według koreańskiej legendy Śmierć przychodzi po nas pod postacią ukochanej osoby, którą straciliśmy.

Hee-wan nie sądziła, że jeszcze kiedyś zobaczy Nam-u. Przecież sześć lat temu zginął w wypadku. Kochała go, a on odszedł, zanim zdążyła mu to wyznać.

Gdy chłopak pewnego dnia woła ją na ulicy, Hee-wan nie dowierza własnym oczom.

Ale jeśli to naprawdę on, to właśnie nadszedł jej koniec.

Zostało jej siedem dni życia. Tylko siedem dni, by nadrobić stracony czas. Aż siedem dni, które będą mogli spędzić razem.

Pójść wspólnie do kina, pojechać nad morze, spędzić noc pod rozgwieżdżonym niebem...

Czy zdążą ze wszystkim?

Czy ich los jest przesądzony?

Czy i tym razem śmierć wygra z miłością?

,,Tydzień, zanim umrę" to przetłumaczona na 10 języków wzruszająca opowieść o stracie, miłości i drugiej szansie. To historia, która rozdziera serce, daje nadzieję na pogodzenie się z utratą bliskiej osoby i pokazuje, że nigdy nie jesteś tak samotny, jak myślisz.

Informacje dodatkowe o Tydzień, zanim umrę:

Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 2026-02-11
Kategoria: Literatura piękna
ISBN: 9788383674681
Liczba stron: 256

Tagi: Proza literacka

więcej

Kup książkę Tydzień, zanim umrę

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
Cytaty z książki

Na naszej stronie nie ma jeszcze cytatów z tej książki.


Dodaj cytat
REKLAMA

Zobacz także

Tydzień, zanim umrę - opinie o książce

Avatar użytkownika - zaczytania
zaczytania
Przeczytane:2026-03-01,


✨️Kto i za co pokocha?

Och, to jest niezwykła książka. Utkana ze wspomnień i tęsknoty. Pokocha każda wrażliwa dusza, ceniąca sobie emocjonalne tąpnięcia podane w refleksyjnej, czasami niewypowiedzianej wprost, formie. Oczywiście pokochają fani literatury azjatyckiej, w tym wypadku koreańskiej. To idealna lektura dla tych, którzy nie boją się trudnych tematów, takich jak przemijanie czy niespełniona miłość.


Pokochasz za wzruszenia. Pokochasz za realizm magiczny. Pokochasz za podejście do tematu śmier*i, żałoby, tęsknoty. Pokochasz za to, jak ta historia wwierca się w serce i nie chce go opuścić. Pokochasz za kilka perspektyw i krótkie rozdziały, które w pewnym sensie nadają dynamiki całej powieści. Pokochasz za nostalgię, która wybija się z niemal każdego zdania, jakie w niej pada i za poruszenia, jakie gwarantuje.


✨️Czy ja pokochałam?

Tak, bez dwóch zdań pokochałam. Ta książka zostawiła po sobie takie emocje, których jeszcze nie jestem w stanie opisać. Z jednej strony czuję, że nie tak powinna się potoczyć, a z drugiej zakończenia sprawiło, że poczułam wewnętrzny spokój. Czyta się ją bardzo dobrze, a przez całą fabułę prowadziły mnie głównie emocje, a splot wydarzeń stanowił dodatek do nich. Cieszę się, że sięgnęłam po tę powieść — czuję, że dotknęłam wartościowej i mądrej literatury, która nie umknie z mojej głowy lada dzień.


✨️Czy polecam?

Tak, sto razy tak! Uprzedzam jedynie, że nie jest to lekka historia, a angażująca i wzruszająca powieść o stracie, tęsknocie i przemijaniu. To lektura, dla której warto znaleźć specjalnie przeznaczony dla niej czas.


✨️O czym jest?

Według koreańskiej legendy Śmierć przychodzi do nas pod postacią ukochanej osoby, którą kiedyś straciliśmy. Hee-wan nie wierzy własnym oczom, gdy po sześciu latach od tragicznej śmierci Nam-u znów słyszy jego głos. Czy teraz odważy się wyznać mu miłość? Jeśli to naprawdę on, oznacza to jedno: zostało jej tylko siedem dni życia. Siedem dni, by nadrobić stracony czas i spełnić marzenia. Razem.

Link do opinii

,,Człowiek jest istotą, którą jedno słowo krytyki 

zawsze uderza mocniej, niż dziesięć ciepłych słów."

Najpierw zachwyciła mnie okładka -- subtelna, melancholijna, obiecująca historię, która poruszy coś głębokiego. Potem zaintrygował mnie tytuł, a opis tylko podsycił ciekawość. Ostatecznie sięgnęłam po tę książkę z jeszcze jednego powodu: rzadko czytam koreańską prozę, więc ,,Tydzień, zanim umrę" wydał mi się szansą na przeczytanie coś nowego, innego, może nawet zaskakującego. I rzeczywiście -- ta powieść okazała się doświadczeniem, które trudno porównać z czymkolwiek innym.

Hee-wan sześć lat temu straciła ukochanego chłopaka, Nam-u -- jedyną osobę, która naprawdę ją dostrzegła. Z natury zawsze była wycofana, milcząca, zamyślona i samotna. Nie potrafiła nawiązać dobrych relacji z rówieśnikami. Dopiero spotkanie Nam-u zaczęło powoli zmieniać jej sposób patrzenia na świat. Choć wciąż często uciekała w swój wewnętrzny świat, przy nim czuła się po raz pierwszy naprawdę widziana. Między nimi rodziło się delikatne, piękne uczucie, które zostało brutalnie przerwane przez jego nagłą śmierć.

Nie mogę zdradzić zbyt wiele ponad to, co ujawnia sam blurb, ale pewnego dnia, gdy Hee-wan, już jako dwudziestoczteroletnia kobieta, idzie ulicą i nagle słyszy, że ktoś ją wola. Ktoś, kogo nie spodziewała się już nigdy usłyszeć i zobaczyć. Tymczasem przed nią stoi Nam-u. Ten sam, który zginął sześć lat wcześniej. Ten, którego kochała, choć nigdy nie zdążyła mu tego powiedzieć.

A jeśli to naprawdę on, to oznacza, że został jej tylko jeden tydzień życia.

Według starej koreańskiej legendy: Śmierć przychodzi po człowieka pod postacią ukochanej osoby, którą utraciliśmy. Spotkanie z Nam-u nie jest więc początkiem ostatniego tygodnia życia Hee-wan. Jak to możliwe i co właściwie się wydarzyło, odkrywamy dopiero później.

Powieść ,,Tydzień, zanim umrę" to poruszająca historia o miłości, stracie i drugiej szansie, osadzona na pograniczu dwóch światów: realinego i nadprzyrodzonego. Autorka opowiada o losach Hee-wan i Nam-u, którzy nie zdążyli powiedzieć sobie wszystkiego, zanim doszło do tragedii. Ograniczony czas, jaki otrzymują, nadaje tej historii szczególnego napięcia i sprawia, że każda chwila nabiera znaczenia.

Na szczególną uwagę zasługuje sposób prowadzenia narracji. Pierwsza część ukazana jest z perspektywy Hee-wan, w pierwszoosobowej narracji o charakterze apostroficznym. Bohaterka zwraca się bezpośrednio do Nam-u, jakby prowadziła z nim rozmowę mimo jego nieobecności. Jej opowieść obejmuje zarówno wydarzenia bieżące, jak i fragmenty przeszłości, sięgające dzieciństwa. Wiele z tych wspomnień początkowo wydaje się niejasnych i pozbawionych kontekstu.

Z tego powodu czułam na początku lekką dezorientację, bo nie wszystko było jasno przedstawione, więc trudno było mi wniknąć w tę historię. Spodziewałam się raczej romantycznej opowieści z lekkim metafizycznym motywem. Zdarzało mi się nie wiedzieć, z kim bohaterka rozmawia, kim jest dana postać albo kto w danym momencie przejmuje rolę narratora. Nie są to jednak wady, które przekreślają książkę, a raczej elementy, które pokazują, że autorka ma swój plan na tę historię.  

Dopiero kolejne części, przedstawione z perspektywy innych bohaterów i prowadzone w narracji trzecioosobowej, stopniowo dopełniają obraz wydarzeń. Postacie, które wcześniej pojawiały się jedynie we wspomnieniach Hee-wan, zyskują własny głos i odsłaniają nowe znaczenia znanych już scen. Dzięki temu historia staje się coraz bardziej złożona, a wcześniejsze wydarzenia nabierają innego sensu.

Całość wzmacnia charakterystyczny styl autorki, który jest oszczędny, momentami wręcz minimalistyczny. Pani Seo Eun-chae posługuje się krótkimi zdaniami, ogranicza opisy do minimum, a rozdziały bywają bardzo zwięzłe -- czasem mają zaledwie jedno zdanie, czasem pół strony, rzadko kilka stron. Taka forma nie tylko buduje napięcie, ale też zmusza do uważnego śledzenia tekstu i samodzielnego łączenia rozproszonych elementów w pełny obraz historii.

,,Tydzień, zanim umrę" jest debiutem autorki, co w pewnym stopniu tłumaczy jej wybory narracyjne. Minimalistyczny styl, fragmentaryczna konstrukcja oraz elementy nadprzyrodzone dodają historii eterycznego uroku, ale też skłaniają do refleksji. 

To powieść o zaskakującej formie prowadzenia uwagi czytelnika -- rzadko spotykanej i wymagającej, co sprawiało mi pewną trudność w przyzwyczajeniu się do niej. Jednocześnie historia jest niczym układanka, której poszczególne elementy poznajemy stopniowo, a jej sens widzimy dopiero po poznaniu całości.

Pani Seo Eun-chae napisała powieść, w której miłość ukazana została inaczej, niż zwykle spotykamy w literaturze. Pokazuje, ile można dla niej poświęcić, i redefiniuje ją jako uczucie, które przekracza czas i trwa wiecznie. To w efekcie historia udana, poruszająca, emocjonalna i zapadająca w pamięć.

Jednocześnie autorka subtelnie uświadamia, że tak naprawdę nigdy nie jesteśmy całkiem sami -- ci, którzy odeszli, wciąż w jakiś sposób z nami pozostają, choć w innej postaci. Pozostawia też cichą nadzieję, że prędzej czy później spotkamy się ponownie.

Książkę przeczytałam, dzięki księgarni Bonito 

i portalowi Dobre Chwile.

Link do opinii

Co byś zrobił(a), gdybyś dowiedział(a) się, że zostało ci tylko 7 dni życia?
A w dodatku posłańcem złej nowiny byłby ktoś, za kim bardzo tęsknisz... bo już go nie ma?

To bardzo trudna tematycznie książka, napisana w specyficzny, niekonwencjonalny sposób - zaczynając od jednej narratorki autorka przechodzi płynnie na innych bohaterów, którzy poszerzają horyzont naszego poznania historii. Nie od dziś wszakże wiadomo, że z różnych punktów widzenia historia może wyglądać różnorako...
Podoba mi się zgrabna klamra poprowadzenia narracji (początek i koniec należą do głównej bohaterki).

Link do opinii

Pojawił się niespodziewanie, nagle chociaż wcale nie powinno go tu być. Przecież właśnie dlatego, że tak szybko zginął ona znalazła się w tym miejscu z tym konkretnym postanowieniem. Powoli, niepostrzeżenie znikała, niby była, a jednak nie czuła,że żyje. Powiedział, że ma tylko tydzień, gdy minie, umrze. Rozjedzie ją samochód, nie będzie to śmierć bezbolesna. Ale... Jeśli trzy razy wymówi jego imię może odejść już, teraz, bez bólu. Jednak może jeszcze skorzysta z tego podarowanego tygodnia i zrobi coś co zawsze chciała zrobić, może wykorzysta dany jej czas...jeśli tylko zechce, on będzie przy niej. 

 

Ogromnie i z wielką przyjemnością korzystam z możliwości czytania książek azjatyckich. Tym razem jest to debiutancka powieść spod pióra koreańskiej autorki, która dotyka wrażliwych strun duszy. Nie oczekujcie jakiś zawrotnych scen akcji. Tutaj nie ma pośpiechu, jest za to dużo czasu na refleksje. 

Tydzień, mogłoby się wydawać,że to długo ale jeśli właśnie tyle zostało nam życia to już zmienia postać rzeczy. 

Powieść opowiada o stracie, o utraconych szansach, o niewypowiedzianych słowach, o losie z którym ciężko wygrać i poświęceniu dla drugiej osoby. Dostać drugą szansę...cudowne uczucie i wielka odpowiedzialność. 

Historia toczy się nieco dziwacznie, najpierw mamy spotkanie dwójki przyjaciół i tydzień spędzony razem, a potem...potem właściwie każdy z bohaterów ma swój czas na pokazanie własnego punktu widzenia. Za każdym razem i nowym większym rozdziałem cofamy się w czasie i poznajemy historię danej osoby. Ja trochę się gubiłam przy tych imionach, bo nie wiem czy wiecie ale w Korei imiona składają się z dwóch sylab, natomiast nazwisko z jednej np. Jeong Hee-wan oraz Kim Na-mu - główni bohaterowie, ale zawsze można wrócić i sobie przypomnieć. Taka niedogodność to żadna niedogodność patrząc na całokształt. 

Wiadomo nie każdy się tutaj odnajdzie, to raczej dla tych którzy lubią specyficzną literaturę azjatycką. Ja polecam. 

Link do opinii

Czy tydzień wystarczy, żeby przeżyć całe życie? To pytanie wybrzmiewa w powieści Seo Eun-chae z niezwykłą siłą, ale bez patosu i bez mroku, którego moglibyśmy się spodziewać po historii osnutej wokół śmierci. ,,Tydzień, zanim umrę" to opowieść melancholijna, czuła i refleksyjna - bardziej o życiu niż o odchodzeniu.

 

Hee-wan sześć lat temu straciła Nam-u w tragicznym wypadku. Nie zdążyła wyznać mu miłości, nie zdążyła powiedzieć wszystkiego, co nosiła w sercu. Gdy pewnego dnia chłopak niespodziewanie staje przed nią na ulicy, dziewczyna wie, że to nie może oznaczać nic dobrego. Według koreańskiej legendy Śmierć przychodzi pod postacią ukochanej osoby. Hee-wan zostało siedem dni.

 

Siedem dni - tylko i aż. Wspólne wyjścia do kina, wyjazd nad morze, noc pod rozgwieżdżonym niebem. Proste chwile, które nagle zyskują ogromną wagę. Autorka z dużą wrażliwością pokazuje, jak bardzo odkładamy życie na później: na jutro, na ,,kiedyś", na moment, który wcale nie musi nadejść. Ta książka przypomina, że nie znamy ani dnia, ani godziny - dlatego warto mówić, kochać i decydować się teraz.

 

Choć motyw śmierci stanowi oś fabuły, nie przybiera on tu mrocznej formy. Zamiast grozy jest nostalgia, zamiast rozpaczy - próba pogodzenia się z losem. To historia o przyjaźni, miłości, stracie i wyborach, które definiują nasze życie. O tym, że nawet w obliczu końca można odnaleźć sens i czułość.

 

Jedynym drobnym mankamentem pozostaje lekki niedosyt związany z niektórymi wątkami pobocznymi. Kilka relacji i historii aż prosi się o głębsze rozwinięcie - czytelnik chciałby zostać z nimi dłużej, poznać ich dalszy ciąg. Być może jednak ta niepełność jest zamierzona - jak w życiu, nie wszystko dostaje domknięcie.

 

,,Tydzień, zanim umrę" to wzruszająca opowieść o drugiej szansie, o oswajaniu straty i o tym, że nigdy nie jesteśmy tak samotni, jak nam się wydaje. To książka, która zostawia w sercu cichy smutek, ale i światło. I przypomina, by żyć - naprawdę - zanim będzie za późno.

 

Link do opinii
Avatar użytkownika - brave_book
brave_book
Przeczytane:2026-02-18, Ocena: 5, Przeczytałam,
"Tydzień, zanim umrę" to debiut koreańskiej autorki, który już samym tytułem budzi ciekawość i zaintrygowanie. Dla mnie okazała się piękną opowieścią, która zostanie we mnie na dłużej ?

Jest to historia młodej kobiety, nie mogącej poradzić sobie ze stratą i żałobą po bracie, który zginął w wypadku w młodym wieku. Pewnego dnia, gdy nie jest w stanie już dłużej tego znieść, jej brat odwiedza ją i postanawia pomóc jej przejść przez ostatni tydzień jej życia.

Brzmi to może dziwacznie i początek faktycznie jest taki, że nieco trudno się w tym wszystkim połapać. Warto jednak przetrwać ten moment dezorientacji, bo im dalej, tym jest tylko lepiej!

Poznajemy też kilka innych perspektyw osób, które znały główną bohaterkę lub jej brata, a historię jego samego na samym końcu. I jest to idealnie zwieńczenie tej powieści, które daje wszystkie odpowiedzi, niesie z sobą satysfakcję, a także sporo emocji.

W książce występuje wątek fantastyczny związany z obcowaniem dusz, tego co się dzieje po śmierci oraz z wysłannikami samej Śmierci. Zostało to ciekawie przedstawione, bardzo przypadło mi do gustu.

Warto dać tej książce szansę, nawet jeśli rzadko sięga się po tego typu powieści, ponieważ moim zdaniem każdy jest w stanie zaczerpnąć z niej coś wartościowego dla siebie. Choć początek jest chaotyczny i czytelnikowi brakuje informacji, to później poszczególne elementy wskakują na swoje miejsce, tworząc pełną i poruszającą opowieść o miłości i żałobie, życiu i śmierci. Wszystko zaś zostało zbudowane w niezwykłym nastroju, który udziela się czytelnikowi. Autorka zawarła w swojej historii świetny przekaz, o którym warto pamiętać na co dzień. Gorąco polecam ?

 

Link do opinii
Recenzje miesiąca
Opad
Opad

František Kotleta

Pokaż wszystkie recenzje
Reklamy