Okładka książki - Ułuda świtania

Ułuda świtania


Ocena: 5.8 (5 głosów)

Ta książka została dodana do bazy serwisu Granice.pl przez jednego z użytkowników i oczekuje na moderację

Kim tak naprawdę jest Alina: ofiarą czy sprawczynią? Kogo poszukuje: własnej córki czy może siebie – małej dziewczynki sprzed lat, która zagubiła się w niezrozumiałym dla niej świecie? Czego pragnie?

 

Noc. Zima. Kobieta z dzieckiem na rękach ucieka – może przed kimś, a może przed samą sobą. Staje nad urwiskiem…

 

Ponad dwadzieścia lat później ta sama kobieta wychodzi z więzienia. Wydaje jej się, że nikt na nią nie czeka, ale to tylko złudzenie. Za nią podąża

Informacje dodatkowe o Ułuda świtania:

Wydawnictwo: inne
Data wydania: 2025-10-25
Kategoria: Obyczajowe
ISBN: 9788396615862
Liczba stron: 607
Język oryginału: polski

więcej

Kup książkę Ułuda świtania

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
Cytaty z książki

Na naszej stronie nie ma jeszcze cytatów z tej książki.


Dodaj cytat
REKLAMA

Zobacz także

Ułuda świtania - opinie o książce

ᴛʏᴛᴜᴌ ʀᴇᴄᴇɴᴢᴊɪ: 𝗠𝘆𝗱𝗹𝗮𝗻𝗮 𝗯𝗮ń𝗸𝗮

Zanim sięgnęłam po 𝑈ł𝑢𝑑ę ś𝑤𝑖𝑡𝑎𝑛𝑖𝑎 słyszałam wiele dobrego o stylu Izabelli Agaczewskiej. Mówiono, że proza autorki jest nasycona emocjami, a jednocześnie subtelna i wyważona, że każde zdanie ma w sobie smak i znaczenie, wciąga tak mocno, że przestaje się być obserwatorem i zaczyna przeżywać wszystko razem z bohaterami. Szybko przekonałam się, że te opinie wcale nie są przesadzone. 𝑈ł𝑢𝑑𝑎 ś𝑤𝑖𝑡𝑎𝑛𝑖𝑎 od pierwszych stron przyciągnęła mnie swoją nierzeczywistością. To historia, w której trudno odróżnić prawdę od złudzenia, a pragnienia bohaterów nieustannie zderzają się z rzeczywistością. Autorka prowadziła mnie coraz głębiej w świat pełen uczuć i wątpliwości, przez krainę wspomnień, w której nic nie było oczywiste, a każda chwila potrafiła zmienić bieg wydarzeń w zupełnie nieoczekiwany sposób. To nie jest książka, którą można po prostu przeczytać. Nie z powodu objętości, choć nie należy do najcieńszych, lecz dlatego, że przeżywa się ją powoli, fragment po fragmencie, emocja po emocji. Momentami zapierała mi dech w piersiach i zmuszała do przerwy, by uporządkować to, co właśnie we mnie poruszyła. Tego doświadczenia nie da się opisać słowami. 𝑈ł𝑢𝑑ę ś𝑤𝑖𝑡𝑎𝑛𝑖𝑎 trzeba przeczytać i przeżyć po swojemu.

Dwie kobiety, Olga i Alina. Olga za wszelką cenę chce zrobić karierę, zwłaszcza po tym, jak awans, na który liczyła, otrzymała znienawidzona przez nią koleżanka. Postanawia przygotować reportaż, który rzuci wszystkich na kolana, i bierze na cel Alinę, która spędziła ponad dwadzieścia lat w więzieniu za zabójstwo swojego męża. Historia tej kobiety ma stać się dla Olgi szansą na sukces.

Alina po wyjściu na wolność próbuje poskładać swoje życie, choć wciąż nosi w sobie więzienne nawyki. Jest bardzo utalentowana plastycznie, a malowanie obrazów staje się jej pasją. To właśnie to zainteresowanie staje się punktem zaczepienia dla Olgi, która podstępem próbuje wciągnąć Alinę w swój program. Takiego zachowania nie pochwala Marcin, operator zdjęciowy, choć w pewnym sensie jest od Olgi zależny. Towarzyszy jej podczas kręcenia reportaży i utrzymuje z nią intymną relację, choć w prawdziwym życiu nie są ze sobą związani w pełnym tego słowa znaczeniu, przy obopólnej akceptacji tego stanu rzeczy.

Alina w swoich wspomnieniach cofa się do czasów sprzed więzienia, kiedy była wychowanką domu dziecka. To miejsce surowe i wymagające, pełne cierpień i upokorzeń, choć zdarzały się też krótkie chwile szczęścia, ulotne i jasne jak błysk słońca w ciemnym pokoju. Przez kilka lat dom dziecka pełnił dla niej rolę prawdziwego domu, choć w dużej mierze pozostawał jego cieniem. W wieku jedenastu lat została zupełnie sama i poznała świat, w którym brakowało miłości, troski, zaufania i ciepła. Musiała nauczyć się w nim żyć, odnajdywać drogę w miejscu, które uczyło przetrwania bardziej niż życia.

Alina, choć nieufna, szybko uznała Olgę i Marcina za dobrych znajomych i coraz bardziej się przed nimi otwierała. Olga widziała w historii Aliny materiał na dobry program, a praca nad nim wciągnęła ją bez reszty. Marcin był natomiast zdegustowany sposobem, w jaki partnerka traktowała Alinę. Widział, jak pogrywała z nią, wyciągała jej zwierzenia. Reporterka nie miała żadnych skrupułów. Chciała wydobyć od niej wszystkie sekrety, bo zależało jej na mocnym materiale, a w jej pojęciu drętwa i spięta Alina tylko przeszkadzała w osiągnięciu celu. Marcin czuł, że partnerka stąpa po grząskim gruncie. Ona zawsze spadała na cztery łapy, ale co stanie się z Aliną? Olgę nie interesowały jego uwagi. Najważniejsze było stworzenie dobrego materiału.

Olgę w ogóle nie interesowały uczucia Aliny. Tak bardzo skupiła się na swoim projekcie, że świat przestał dla niej istnieć. Cel przysłonił środki, a Marcin coraz bardziej denerwował się jej bezwzględnym igraniem z emocjami Aliny. Wyrachowanie i zimna kalkulacja Olgi zaczęły go drażnić. Może wcześniej mu to nie przeszkadzało, aż do teraz. Okazało się, że nie znał samego siebie. Nie potrafił zobaczyć w Alinie osoby bezwzględnej i zdolnej do zbrodni. Taka wizja kompletnie do niej nie pasowała. Nie znał dokładnie jej historii, a może wcale nie pragnął jej poznać. Od początku odnosił wrażenie, że Alina wzbudza w nim litość i wcale nie chciał, by to się zmieniło. Była zwyczajną dziewczyną, a on starał się jej nie stygmatyzować, choć miał świadomość, że więzienie odcisnęło piętno na jej życiu. Nie mógł po prostu o tym zapomnieć. Marcin zdawał sobie sprawę, że nie tylko Alina, ale także on sam jest jedynie trybikiem w grze Olgi. Alina jeszcze o tym nie wiedziała.

Ta historia stworzona przez Izabellę Agaczewską jest tak samo nieoczywista jak obrazy Aliny. Z ta różnicą, że malowana słowem przez autorkę. Ciekawość podsycają krótkie zdania, pełne metafor, porównań, refleksji. Czy Alina zdoła odnaleźć to, co przez lata więzienia utraciła i co było dla niej najcenniejsze? Tamten dzień, tamta noc wciąż wracała do niej w nocnych koszmarach. Każda minuta wracała po raz kolejny. Nie mogła z pamięci wymazać nocy, która zmieniła wszystko. Ta powieść jest jak zdjęcia Marcina. Flesze, klisze, powidoki wszystko skonstruowane ze wspomnień Aliny. Mama, babcia, prababcia, błysk. Dom dziecka, prześladowanie, wyśmiewanie, błysk. Sierota, za którą nie miał się kto wstawić i nie miała woli walki, błysk. Pojawienie się Gajusza i miłość do niego, błysk. Osaczanie przez niego i upokarzanie, błysk. Dom teściów pełen pogardy i wyższości, w którym odmówiono jej pomocy, błysk. Cela więzienna, błysk. Ciągłe czekanie na coś w więzieniu, błysk. Odseparowanie jej od całego świata przez teścia, błysk.

Na uwagę zasługują doskonale oddane realia więzienne, a także rozpacz i ból Aliny, która chciała się unicestwić. Kilka lat minęło, zanim się uspokoiła. Wśród współwięźniarek uchodziła za szaloną, więc zostawiano ją w spokoju, a ona robiła wszystko, by trzymać innych na dystans. Jedyną jej przyjaciółką była Kaśka, która siedziała za to samo, ale miała wsparcie rodziny, podczas gdy Alina, nie mając własnej rodziny, dzięki wpływowemu teściowi została całkowicie pozbawiona pomocy. To dzięki Kaśce znów zaczęła malować. Przyjaciółka pomogła jej marzyć i wytyczać cele. Potem Kaśka zniknęła po tym, jak sąd ją uniewinnił, a za Aliną nie miał się kto wstawić, bo na wolności nie miała nikogo. Odsiedziała długie dwadzieścia cztery lata, a nadchodzące święta były dla niej ogromną torturą. Była sama, a sumienie coraz mocniej dawało o sobie znać. Paradoksalnie w więzieniu nie była samotna, czuła wtedy wspólnotę.

Autorka z niezwykłą empatią opisuje dramat Aliny, matki, która bezskutecznie poszukuje swojego dziecka. Minęło już tyle lat, córka z pewnością jest dorosła, a Alina nie wie, jak wygląda ani jak się nazywa. Nawet gdyby udało się ją odnaleźć, kobieta nie ma pewności, czy córka zechciałaby nawiązać z nią jakikolwiek kontakt. Poszukiwania dziecka, które Alina straciła przed laty z powodu tragicznych wydarzeń, należą do najbardziej wstrząsających fragmentów powieści. To właśnie one najmocniej mnie poruszyły i sprawiły, że nie mogłam oderwać się od tej historii.

Ta powieść jest jak zbiór pięknych fotografii, do których trzeba wracać wielokrotnie, by dostrzec wszystkie szczegóły. Przeczytać kilka zdań, zatrzymać się przy nich, przemyśleć. I nie dlatego, że jest źle napisana, lecz dlatego, że każde słowo w tej historii ma znaczenie i niesie ze sobą niezwykły przekaz oraz wyjątkowy wydźwięk. Jak w poezji. Można, a nawet trzeba się nimi delektować. To nie jest opowieść, którą połyka się jednym tchem, by zaraz sięgnąć po następną. Nie chodzi nawet o jej objętość, choć jest dość spora, ale o to, co autorka w niej zawarła. W historii Aliny jest tyle bólu, że czułam go niemal fizycznie, przeżywając wszystko razem z nią.

Zakochując się w Gajuszu, a potem wychodząc za niego za mąż, nie wiedziała, że kiedyś doprowadzi ją do ostateczności. Gdyby to przeczuwała, uciekłaby razem z dzieckiem. Przerażające były demony, które głęboko w niej tkwiły. Który z nich był najsilniejszy, najbardziej mroczny? Ten z okresu małżeństwa, pełnego lat upokorzeń ze strony socjopatycznego męża, gdy wreszcie puściły tamy i zabiła swojego dręczyciela? A może ten z lat koszmaru w więzieniu? A może ten upleciony z nieustającej tęsknoty za córką, o której losie nic nie wiedziała? Wszystkie stanowiły tragiczny obraz życia kobiety, która najmniej zawiniła, a zapłaciła za wszystko najwyższą cenę.

Jestem pod ogromnym wrażeniem, w jaki realistyczny sposób Izabella Agaczewska ukazała mechanizm wchodzenia w uzależnienie od socjopaty. Pokazała, jak powoli dla Aliny budowane było więzienie z cegiełek zaufania, oddania i miłości. Utrzymywał ją w tym kieracie, od czasu do czasu karmiąc swoim wdziękiem, by za chwilę karać za nieposłuszeństwo. Alina żyła w ciągłej niepewności, uzależniona od jego humorów i kaprysów. Czułam emocje tej kobiety niemal fizycznie. Ból rozstania, ból po stracie, ból złych decyzji, rozpacz i wyrzuty sumienia. Odarcie ze złudzeń, brak nadziei, a jednak Alina wciąż liczyła na przebaczenie, zrozumienie i miłość. Dlaczego nie uciekła od swojego kata? Z miłości i ze strachu… brzmi absurdalnie. Nie miała nic poza małym dzieckiem i wiarą, że jeszcze wszystko może się zmienić, że mężczyzna, którego kochała, znów stanie się tym, kim był kiedyś.

Oldze bardzo zależało na pokazaniu prawdy o Alinie, choć ona sama wcale tego nie chciała. Kobieta pragnęła odciąć się od przeszłości, w pewnym sensie narodzić się na nowo i dać sobie szansę. I nawet zaczynało się jej to udawać. Olga jednak bezpardonowo wymagała od niej powrotu, bolesnej podróży w czasie i rozdrapywania dawnych ran. Z jednej strony pomagała jej w rozwijaniu malarskiej kariery, a z drugiej zmuszała do konfrontacji z miejscami, do których Alina wracać nie chciała. Kobieta czuła się jak relikt z XXI wieku, w którym mentalnie utkwiła. Zagubiona w czasoprzestrzeni. Wspomnienia powracały niespodziewanie, wychylały się z cienia jak duchy przeszłości. Na jednej szali Alina kładła swoją nową tożsamość, życie w ukryciu i możliwą karierę artystyczną, a na drugiej nikłe szanse na odzyskanie córki. Co przeważy?

𝑈ł𝑢𝑑𝑎 ś𝑤𝑖𝑡𝑎𝑛𝑖𝑎 to dojrzała, emocjonalna powieść, która wstrząsnęła moim światem, choć od dawna jestem przekonana, że mało co już potrafi mnie zaskoczyć. To jedna z najlepszych książek, jakie przeczytałam w ostatnim czasie. Choć przez cały czas wydawało mi się, że wiem wszystko o bohaterach, finał powieści zupełnie mnie zaskoczył. Wszystko niemal przewidziałam, ale takiego zakończenia nie. W kulminacyjnym momencie moje spojrzenie na każdą z postaci całkowicie się odmieniło. Jestem pod ogromnym wrażeniem kunsztu pisarskiego autorki. Alina wierzyła w początek czegoś nowego, a okazało się, że wszystko było iluzją, zwodniczym wyobrażeniem, a nie prawdziwym końcem mroku czy problemów. Przemyślenia bohaterki były ulotne, jak ułuda świtania, która jest tylko pozornym światłem w ciemności.

To powieść o bardzo wymownym tytule, który sugeruje dramatyczne i trudne życie głównej bohaterki, w którym chwile spokoju są jedynie ulotne i zwodnicze. Ułuda to złudzenie, coś nietrwałego i nieprawdziwego, wytwór wyobraźni, który zwodzi zmysły i serce. Świtanie natomiast to początek dnia, chwila, gdy ciemność ustępuje światłu, symbol odrodzenia, nadziei i nowego początku. I dokładnie tym jest ta powieść: złudzeniem, a zarazem czymś, co daje nadzieję.

Mimo że książka liczy ponad sześćset stron, czytało mi się ją z niezwykłą lekkością, a przyjazna dla oczu czcionka dodatkowo ułatwiała lekturę. Autorka dopracowała każdy szczegół, tworząc porządek i harmonię, dzięki czemu historia nie tylko wciągała, ale pozwalała poczuć się jej częścią. Powieść była tak znakomita, że trudno mi było ją odłożyć, bo całkowicie mnie pochłonęła. To prawdziwa perełka literacka z najwyższej półki, która, mam nadzieję, znajdzie wielu odbiorców.

Link do opinii
Avatar użytkownika - Ewelina-czyta
Ewelina-czyta
Przeczytane:2025-12-19, Ocena: 6, Przeczytałam, Mam, ulubione,

**PATRONAT MEDIALNY**
Dziś przychodzę do Was z niezwykłą powieścią, na którą bardzo czekałam i której mam wielki zaszczyt patronować.
Przychodzę do Was z historią, która doprowadziła mnie do stwierdzenia, że człowiek jest jak takie małe gliniane naczynie, w którym zbiera się i kumuluje wszystko to, co dobre i co złe, pływają w nim wspomnienia, przeżyte emocje, pokłosia sukcesów i gorzki smak porażek, wielkie miłości i jeszcze większe tajemnice, ale gdy to naczynie osiągnie swój limit, pęka i daje upust temu, co przez lata w sobie zbierał...
Czasami nie dzieje się wtedy nic, a czasami zadzieje się wszystko. Życie albo runie w przepaść, albo doświadczymy oczyszczającego katharsis...
Nie będę opisywać całej fabuły, bo została ona utkana tak, że każdy najdrobniejszy szczegół, powiązany jest z poprzednim i wpływa na kolejny. Nie chciałabym Wam zepsuć zabawy z odkrywania ukrytych poszlak doprowadzających do szokującego odkrycia przeszłości.
To nie jest łatwa historia, ona nie krzyczy całą sobą, wręcz przeciwnie. "Ułuda świtania" to książka, która szepcze do Was spokojnym głosem, płynie niczym senny strumyk, snuje się nićmi unoszącej mgły nad polami, ale trafia tam, gdzie musi, tam, gdzie zaboli najbardziej, zmusi, by przystanąć na chwilę i spojrzeć na siebie oczyma innych.
Jest to opowieść o tym, o czym boimy się mówić na co dzień. Autorka genialnie ubiera w słowa poczucie winy, wstyd, traumy przeszłości żal i tęsknotę za kimś, kto dawno już o nas zapomniał lub nie chce utrzymywać kontaktu, być częścią naszego życia.
To opowieść o tym specyficznym rodzaju bólu, który towarzyszy złamanemu człowiekowi każdego dnia, jest nieodłącznym towarzyszem, "wampirem", który pożera duszę każdego dnia. Jest to także opowieść o trudnych wyborach, matczynej miłości i poświęceniu, poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi, swych rodzinnych korzeni, mierzeniu się z prawdą, która nigdy nie miała ujrzeć światła dziennego...

Pokochałam główną bohaterkę całym sercem, za jej prawdziwość i autentyczność, emocje- takie prawdziwe, czasami totalnie sprzeczne, ale zawsze niezwykle autentyczne. Jest to postać niezwykle złożona, rozpada się na naszych oczach wielokrotnie, ale za każdym razem się podnosi, podejmuje decyzje, czasami nielogiczne, wycofuje się z nich, ale nie cofa przed sięgnięciem po swoje cele, zamierzenia i marzenia. Alina stała się takim lustrem, w którym każdy z nas może się przejrzeć, poczuć, że nie zawsze musimy być silni, możemy dać sobie przestrzeń na to, by poczuć czasami bezsilność czy złość, ale mieć zawsze nadzieję, że nawet po największej życiowej burzy, zawsze można się podnieść i pójść dalej z podniesioną głową. Trudno jest ją jednoznacznie ocenić, ferować wyroki, oceniać fakt, czy to, co zrobiła, było koniecznością, wypadkiem czy jeszcze czymś innym.
Jej totalnym przeciwieństwem jest Olga, od samego początku wiadomo, że coś knuje, ma swój ukryty cel- jaki, jestem przekonana, że bardzo Was on zaskoczy.
Zresztą cała ta historia w kulminacyjnym momencie zmieni Wasze zdanie na temat poszczególnych postaci.

Styl Izabeli Agaczewskiej jest prosty, ale bardzo emocjonalny. Autorka pięknie operuje słowem, które trafia prosto w serce. Fabuła to genialny splot wielu wątków, po mistrzowsku zostały rozmieszczone punkty zwrotne, które wprawiają serce w nieustanne drżenie.
Autorka prowadzi nas przez tę historię za rękę, ale wskazuje delikatnie palcem, wydawałoby się początkowo nieistotne szczegóły, które sprawiają, że wyciągamy swoje wnioski, angażujemy się w tę historię całym sobą, a ona sama staje się intrygująca i niezwykle wciągająca. Zakończenie to totalny sztos! Przyznam, że zaskoczyło mnie bardzo, chcę poznać dalszą część tej historii.

Książka liczy blisko 600 stron, ale śmiało można napisać, że cechuje ją ład, porządek i dbałość o każdy szczegół, to też sprawia, że bardzo lekko i z wielką przyjemnością poznajemy tę historię, stając się tym samym jej częścią.
Tak jak napisałam wyżej, książka jest doskonała, chce się ją czytać bez końca, nie chce się jej odkładać. Ja jestem kupiona absolutnie i mam nadzieję, że trafi ona do bardzo szerokiego grona odbiorców, czego życzę Autorce z całego serca.
Warto w tym miejscu zaznaczyć, że nawet osoby ze słabszym wzrokiem, śmiało mogą po nią sięgać, bo powieść została wydana w większej trzcionce.

Czy polecam?
Zdecydowanie tak. To opowieść o odzyskiwaniu własnego siebie, o uczeniu się samotności, która też jest czasami dobra, o marzeniach i pasji tworzenia, o odrzuceniu, ale i nadziei. Po jej przeczytaniu poczujecie się dobrze, tak po prostu.

Link do opinii

Recenzja

"Ułuda świtania"

Autor: Izabella Agaczewska

Wydawnictwo: Sentencjonalnie


"Już tyle razy pozwoliła się zwieść nadziei, tej iluzorycznej ułudzie świtania, co rozpala wiarę w nierealne sny. Podążała za tym blaskiem niczym ćma, na oślep. A potem pryskał
czar złudzeń."


Czasem najciemniejsza noc rodzi świt, ale nie zawsze jest to światło, które przynosi ukojenie. Izabela Agaczewska w powieści „Ułuda świtania” tworzy historię, która tnie jak lód, a jednocześnie rozświetla jak pierwsze promienie dnia. To nie tylko dramat psychologiczny, to przejmująca podróż w głąb ludzkiej duszy, gdzie granice między winą a niewinnością, miłością a szaleństwem, ofiarą a sprawczynią rozmywają się w porannych mgłach.

Powieść, która od pierwszych stron chwyta za serce i nie pozwala o sobie zapomnieć. Izabela Agaczewska stworzyła historię, która wciąga nie tylko fabularnie, ale przede wszystkim emocjonalnie, zmusza do refleksji nad losem człowieka, nad tym, jak jedno wydarzenie potrafi zmienić całe życie, i jak cienka bywa granica między nadzieją a rozpaczą.
Nie ma tu tanich emocji, jest za to prawda, czasem bolesna, czasem oczyszczająca.


Na pierwszym planie tej opowieści stoi Alina, kobieta z przeszłością, która zimową nocą ucieka z dzieckiem w ramionach.
Alina, skazana za zabójstwo męża, po ponad dwóch dekadach odzyskuje wolność, ale nie spokój. Wraca do świata, który dawno przestał na nią czekać. Ofiara przemocy domowej, naznaczona traumą i społecznym potępieniem, kieruje swoje kroki na Wyspę Sobieszewską. To właśnie tam, w ciszy ujścia Wisły, liczy na świt nie tylko dnia, ale i nowego życia. Pragnie odnaleźć córkę Różę i choć nie wie, czy dziewczyna zechce ją przyjąć, wierzy, że jest szczęśliwa.

Agaczewska pokazuje, że największe więzienie nie ma krat, rodzi się w człowieku, w poczuciu winy i w nieprzepracowanym bólu. To właśnie z niego Alina próbuje się uwolnić, stawiając czoło nie tylko przeszłości, ale też własnym złudzeniom o odkupieniu.


Autorka z ogromną wrażliwością prowadzi czytelnika przez wspomnienia bohaterki, te bolesne, niekiedy brutalne, ale też pełne ciepła i tęsknoty. Retrospekcje doskonale przeplatają się z teraźniejszością, tworząc spójną, wielowymiarową historię. W tle przewijają się miejsca, które, jak łatwo wyczuć, są bliskie samej autorce. Ich opisy nie są tylko tłem, lecz częścią emocjonalnego krajobrazu Aliny.


Izabella Agaczewska z niezwykłą przenikliwością rysuje psychologiczne portrety swoich bohaterów.
Każda z tych postaci nosi w sobie rysę. Każda staje przed pytaniem: gdzie kończy się prawda, a zaczyna ułuda?

W niezwykle realistyczny sposób ukazany jest wpływ dzieciństwa na dorosłe życie. Dom dziecka, brak miłości i bezpieczeństwa, to rany, które w Alinie nigdy się nie zabliźniły. Nauczyła się chować emocje pod maską chłodu, choć w jej wnętrzu kryje się ogromna potrzeba bliskości. To właśnie ten kontrast, pomiędzy siłą i kruchością, sprawia, że postać Aliny jest tak prawdziwa i poruszająca.

W świecie pełnym bólu sztuka staje się dla Aliny jedyną formą wolności.
Malarstwo, które towarzyszy jej w więzieniu, pozwala wyrazić to, czego nie sposób wypowiedzieć słowami. Agaczewska subtelnie pokazuje, jak twórczość może być terapią, sposobem na zrozumienie siebie, a czasem, ostatnim schronieniem przed rozpaczą.

Ważną rolę w tej historii odgrywa Olga, ambitna reporterka, której pojawienie się w życiu Aliny uruchamia lawinę zdarzeń i pytań o granice empatii, etyki i zawodowych ambicji. Towarzyszy jej Marcin, operator kamery, człowiek rozdarty między lojalnością a własnymi uczuciami. To postać subtelna, ale niezwykle znacząca.

"Ułuda świtania” to historia o wyjątkowo nastrojowym, niemal mistycznym charakterze. Autorka posługuje się językiem pełnym symboli i kontrastów, tworząc sugestywny obraz ludzkiej wędrówki przez czas i doświadczenie. Poranek, południe i noc stają się tu metaforą etapów życia, od niewinności i spokoju po chaos, niepewność i odrodzenie.

Styl utworu jest poetycki, chwilami wręcz malarski, każde zdanie zdaje się nasycone światłem, dźwiękiem i emocją. Dynamiczne zestawienie łagodnych i burzliwych momentów potęguje napięcie, a zarazem oddaje rytm natury i ludzkiego istnienia. Szczególnie poruszające jest zakończenie, które mimo ciemności, pozostawia czytelnika z uczuciem nadziei.


Styl autorki zachwyca, poetycki, plastyczny, pełen symboli. Świt, światło, mgła i milczenie stają się tu metaforami życia, winy i odkupienia. Agaczewska pisze o bólu i nadziei bez patosu, z empatią i ogromnym wyczuciem. Każde zdanie jest przemyślane, rytmiczne. Pisarka nie ucieka od mroku, ale nie pozwala też, by pochłonął czytelnika.

To literatura dojrzała, świadoma, wyważona, taka, która nie szuka taniego wzruszenia, ale zostawia po sobie głęboki ślad.

Zakończenie powieści zaskakuje i nie pozwala o sobie zapomnieć. „Ułuda świtania” nie jest historią o prostym przebaczeniu, to raczej opowieść o próbie zrozumienia, o cienkiej granicy między nadzieją a złudzeniem. Świt, który nadchodzi, nie jest obietnicą światła, lecz bolesnym przebudzeniem i może właśnie dlatego tak bardzo prawdziwym.

Autorka prowadzi nas przez tę drogę z poetyckim wyczuciem, zachęcając, by mimo burz i cieni wciąż wypatrywać świtu, symbolu nadziei i odrodzenia.
To książka o odkupieniu, stracie, sztuce przetrwania i o tym, że nawet po najdłuższej nocy można zobaczyć pierwszy promień światła.

Polecam, „Ułuda świtania” to książka, która zostaje w człowieku długo po ostatniej stronie.
To literatura pełna emocji, symboli i niełatwych pytań o winę, o pamięć, o drugą szansę. Agaczewska udowadnia, że nawet z ciemności można wypatrywać świtu… choć czasem okazuje się on tylko jego ułudą.

Link do opinii

"Życie wydaje się pasmem wyborów, które niekoniecznie zaprowadzą nas tam, dokąd chcemy. Tylko pozornie mamy na nie wpływ. To wszystko złudzenie."

 

 

"Ułuda świtania" to książka,która nie daje się tak po prostu przeczytać. Przeżywa się ją  kawałek po kawałku, emocja po emocji. Momentami zapierała mi dech w piersiach, zmuszając do przerwy podczas lektury. I właśnie to cenię  sobie w piórze Autorki. Tego uczucia nie da się opisać słowami, tą historię należy przeczytać i przeżywać po swojemu. 

 

 

,,Ułuda świtania" to jedna z takich historii ,która wślizgują się pod dosłownie pod skórę i zostaje tam na długo, zostawiając po sobie ślad.

Od pierwszych stron towarzyszy czytelnikowi niepokój,ale ogromnyciężar. Zimowa ciemna noc, kobieta z dzieckiem nad urwiskiem. To jeden z takich momentów, który zaczyna boleć, zanim pozna się motywy takiego postępowania.

 

Alina jest postacią , którą ciężko ocenić. Widzimy jak mocno jest rozdarta, skrzywdzona przez życie. Jej losy są pełne sprzeczności. I to właśnie pokazuje dlaczego jej historia ,jest tak bardzo prawdziwa. 

Czy kobieta jest ofiarą,a może sprawczynią? 

 

Autorka nie podała od razu gotowych odpowiedzi na to pytanie. Jako czytelnik, musiałam się zmierzyć z często niewygodną i bolesną prawdą....

Ta powieść pokazuje stare rany: trudne dzieciństwo bez miłości, dom dziecka, brak poczucia bezpieczeństwa, toksyczne relacje, przemoc, samotność i wiele innych. 

 Czytając,często miałam wrażenie, że każda decyzja niesie za sobą bagaż przeszłości. Pokazując jak trudno uciec od tego, co nas w życiu ukształtowało. Jednak pomiędzy bólem a rozpaczą pojawia się cicha nadzieja. Bohaterowie są tak poranieni i  pogubieni przez życie, że trudno przejść obok ich losów z obojętnością.W znakomity sposób Autorka pokazła, jak łatwo można  zniszczyć drugiego człowieka...a droga ku naprawie potrafi być długa i kręta. 

 

 

"Nie zawsze mamy wpływ na to, co dzieje się w naszym życiu. Jego bieg bywa niezależny od naszej woli. A nieraz brakuje nam już siły i wiary w to, że możemy cokolwiek zmienić".

 

 

Kto zna styl pisania Izabeli Agaczewskiej wie jak bardzo jest on nasycony emocjami, ale zrobione jest to  z tak zwanym "smakiem". Czytając zostajemy wciągnięci w wir emocji,co pozwala czuć i przeżywać wszystko wraz z bohaterami. Właśnie dlatego ta historia zostaje w głowie i w sercu na długo. Ja osobiście czytałam ją jakiś czas temu i  dalej wracam do niej myślami.

Pomimo, że jest to trudna i bolesna historia, gorąco zachęcam Was do jej lektury. 

Przekonajcie się sami co jest nowym początkiem, a co tylko ułudą....

Link do opinii
Avatar użytkownika - matkawiedzma
matkawiedzma
Przeczytane:2025-10-22, Ocena: 5, Przeczytałem, 2025 PRZECZYTANE,

Przepiękna, klimatyczna okładka i liryczny, wieloznaczny tytuł to zaledwie preludium emocji, które czekają w środku. Już od pierwszych stron czuć, że to historia, w której każdy wschód słońca niesie coś więcej niż tylko światło.

 

Pęd życia - niepowstrzymany, ślepy, gnający ku samozagładzie - wciąga nas w wir decyzji, których konsekwencje prowadzą tam, gdzie nigdy nie chcieliśmy się znaleźć. A jednak idziemy dalej, krok po kroku, jak bohaterowie tej książki, zagubieni pomiędzy przeszłością a próbą odnalezienia siebie.

 

Właśnie w takim momencie życia poznajemy Alinę - kobietę, która po wyjściu z więzienia próbuje złapać oddech. Ogarnia ją lęk, ale też cicha potrzeba zrozumienia, kim jeszcze jest i czy ma prawo zacząć od nowa. Bo wolność to przecież nie tylko otwarte drzwi - to także świadomość, że można je zamknąć za sobą i ruszyć w nieznane.

 

Izabella Agaczewska prowadzi nas przez tę historię niezwykle subtelnie. Losy Aliny poznajemy oczami reporterów, którzy realizują materiał o jej przeszłości. To właśnie reportaż staje się nicią łączącą wspomnienia i teraźniejszość, nadając opowieści intymny rytm - jakby każde słowo miało pomóc bohaterce odzyskać utracone fragmenty siebie.

 

To nie jest łatwa książka. To opowieść o przemocy wobec kobiet, o traumie po utracie dziecka, o samotnym dzieciństwie i nieugaszonym pragnieniu miłości, które nie zna wieku.

 

Tytułowa ułuda świtania to złudzenie nadziei - ten moment, gdy wydaje się, że światło w końcu zwycięży mrok. Ale czy tak jest? Czasem pierwsze promienie są tylko obietnicą, która nigdy się nie spełni. A mimo to - czekamy. Wypatrujemy świtu, który może w końcu nas ocali.

 

Czy Alina doczekała swojego świtania - przekonajcie się sami.
Ja natomiast natchniona tą piękną, poruszającą historią, idę wypatrywać własnego...

 

 

Link do opinii
Inne książki autora
Magiczny Eliksir
Izabella Agaczewska 0
Okładka ksiązki - Magiczny Eliksir

Marcelina ma tylko jedno marzenie - pozbyć się ogromnej czerwonej plamy, którą ma na twarzy. Przez to znamię jest bardzo nieszczęśliwa. Koledzy i koleżanki...

Poduszka na parapecie
Izabella Agaczewska0
Okładka ksiązki - Poduszka na parapecie

To powieść obyczajowa skierowana do kobiet w każdym wieku.Akcja powieści toczy się w Krakowie, w starej części Podgórza, w czasie kilku świątecznych dni...

Zobacz wszystkie książki tego autora
Recenzje miesiąca
Opad
Opad

František Kotleta

Pokaż wszystkie recenzje
Reklamy