Jezioro, zimna woda i naga dziewczyna. Tak zaczyna się finałowy rozdział życia Viriona - starszego, łysego, z bukłakiem w dłoni i cierpliwością jeszcze mniejszą niż kieliszek wódki, który właśnie opróżnił.
Tymczasem na drugim końcu świata Achaja, legendarna pogromczyni Viriona, znów staje w centrum wojny. Armia Arkach rusza ku wielkim bitwom, nowa broń zmienia oblicze świata, a starzy bogowie patrzą z rozbawieniem, jak ludzie uczą się zabijać bez wstawania z miejsca.
Ale to nie wojna, nie zdrady i nie stare upokorzenia są tu najgroźniejsze.
Największy lęk budzi kartka z prostym zdaniem:
„Zniknął mi jeden dzień.”
A gdy nawet upiorzyca mówi „o kurwa mać”, to wiadomo, że nadciąga coś gorszego niż śmierć.
Finałowy tom historii Viriona - szermierza natchnionego.
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 2026-01-14
Kategoria: Fantasy/SF
ISBN:
Liczba stron: 528
„RACZEJ” to piękne słowo... Słowo, które daje nadzieję, które niczego nie zamyka i które dopuszcza każdy obrót zdarzeń, co jest rzeczą naprawdę dobrą. Wagę tego słowa docenią z pewnością czytelnicy najnowszej powieści Andrzeja Ziemiańskiego pt. „Virion. Dom”, będącej wedle wszystkich znaków na Ziemi finalną odsłoną jakże niezwykle popularnej i rozbudowanej opowieści o uwielbianym szermierzu natchnionym z miasta Mygard... Zapraszam was do poznania recenzji tej książki, która ukazała się właśnie nakładem Wydawnictwa Fabryka Słów.
Droga do stolicy Cesarstwa Luan - Syrinx. To właśnie ta droga Viriona, Niki, Io, Nerideena i jego sióstr znaczy tę opowieść, gdy każde z nich będzie miało do odegrania ważną rolę w wojennym układzie zdarzeń, który zmieni wszystko. Oto bowiem armie Arkach i Troy zdobywają kolejne tereny Cesarstwa, Zakon prowadzi pewną przerażającą krucjatę, a Virion będzie zmuszonym stanąć raz jeszcze do walki, być może najtrudniejszej walki w swoim życiu. Oczywiście obok rzeczy smutnych, gorzkich i dramatycznych ich losy wypełni absurdalny, ale też i bardzo życiowy humor, jak to na czas wojennej zawieruchy przystało...
I kończy nam najpewniej Andrzej Ziemiański tę rozpisaną na wiele tomów, cyklów i serii opowieść o przygodach Viriona, czyniąc to w jak zawsze znakomitym, spektakularnym, wielce inteligentnym stylu. Otóż dał on nam tutaj poruszające spojrzenie na tę postać i jego historię, zaprosił raz jeszcze kluczowe postacie z poprzednich opowieści oraz doprowadził do końca wydarzenia, które doprowadzonymi być musiały. Wszystko to zaś okrasił swoim charakterystycznym sposobem łączenia fantastyki z komedią, by z jednej strony była akcja i przygoda, zaś z drugiej świetny, nierzadko rubaszny i z lekka czarny, humor. I jeśli już miałby być to naprawdę koniec, to właśnie taki.
Całą opowieść możemy podzielić na dwa główne wątki - pierwszy, ukazujący losy Viriona, jego rodziny i ucznia, gdzie to zostaje im zlecona pewna skomplikowana misja związana z wydarzeniami w Syrinx..., jak i drugi, przedstawiający wojenne losy sióstr Nerideena - Klitoo i Mezeeny, którym przyjdzie dowodzić kobiecym oddziałem rozpoznania armii Arkach, ale też i odkrywać tajemnicę pewnego wyjątkowego dzieła sztuki. I na obu tych fabularnych polach jest ciekawie, intrygująco i udanie, aczkolwiek jest pewnym zaskoczeniem to, że to nie jednak perypetie Viriona są tu najważniejsze i najobszerniej ukazane. Ale to miłe zaskoczenie, które czyni tę historię jeszcze lepszą.
Nawiązując do powyższego zdania nie sposób oprzeć się wrażeniu, że jest to również opowieść o przemijaniu, odchodzeniu w cień, oddawaniu pola młodszym bohaterom i nowym czasom, które z pewnością nie będą już tak romantyczne, jak te okryte legendą natchnionych szermierzy. Oczywiście to wciąż pisarski styl Andrzeja Ziemiańskiego, charakter Viriona i przewrotność tej serii, gdzie nie wszystko okazuje się takim, jakim by się mogło wydawać. Jednakże koniec końców jest to najbardziej poruszająca i wzruszająca odsłona tej powieściowej historii, którą znaczy m.in. pewna piękna scena kojarząca się z kultowym filmem Andrzeja Wajdy pt. „Popiół i diament”.
Andrzej Ziemiański doskonale poukładał również ten fantastyczny świat, który od pewnego czasu pochłonęła wojna. Poukładał tyleż na polu samych wojennych działań i politycznych układów, ale też i tego, co go czeka za wiele, wiele lat, o czym trochę już wiemy, ale oczywiście nie wszystko. I tu wchodzą do gry rzeczy fantastyczne, magiczne, związane chociażby z obecnością upiorów i ich wyjątkowej roli, jaką mają do odegrania w tej rzeczywistości. I ma to wielkie znaczenie w tym względzie, że docierając do ostatnich stron lektury mamy przekonanie, że oto dokonało się, że każdy - albo prawie każdy element tej fabularnej układanki znalazł swoje miejsce i że tym samym możemy pożegnać tę literacką rzeczywistość Uniwersum Achai - czy też zostawić ją na jakiś czas, z poczuciem spokoju, satysfakcji, dobrze wykonanego zadania.
Na tych blisko 530 stronach niniejszej opowieści mamy absolutnie wszystko, czego tylko nasza czytelnicza dusza mogłaby zapragnąć. Mamy większe i mniejsze bitwy, mamy zaskakujące swoim obrotem zdarzeń wywiadowcze misje, mamy też znakomicie i jakże filmowo opisane pojedynki na miecze, które zachwycają w każdym szczególe i detalu. Z drugiej strony mamy wspominany już wielokrotnie słowny i sytuacyjny humor, który rozbawi największego ponuraka. Nie zabrakło tu także magii – łagodnej, nie najważniejszej, tajemniczej. I wreszcie jest miłość - ta już wielce dojrzała, ta dopiero się rodząca na naszych oczach, jak i też ta przybierająca postać zaufania i oddania nie tyleż ze względu na porywy serca, ale na poczucie wyjątkowego podobieństwa dusz.
Joanna Orłowska zadbała o perfekcyjną redakcję tej opowieści. Paweł Zaręba opatrzył ją pięknymi i klimatycznymi ilustracjami, zaś Fabryka Słów wydała ją w najlepszy możliwy sposób. Nam czytelnikom pozostało zaś cieszyć się przyjemnością lektury, raz po raz zaśmiewać z żartów, jak i też chwilami zasmucić nad refleksją, że to już koniec. Oczywiście wciąż pozostaje słowo „raczej”, które wszakże kryje w sobie tak wiele znaczeń, o czym to mam nadzieję pamięta również Andrzej Ziemiański. Bo też mam nadzieję, że autor nie pogniewa się na te słowa, że oto po przeczytaniu tak wielu książek o Virionie bohater ten stał się po części też i nasz, czytelników. A co nasze, to nie koniecznie chcemy się z tym żegnać na zawsze...
„Virion. Dom” to powieść, której nie można sobie odmówić. Polecam.
Mrok otwierał właśnie swe wrota. Pokazywał, co jest za nimi. A najciekawsze było, że Virion nie mógł zobaczyć tam niczego, co by go odstręczało. Czego...
Achaja była kiedyś księżniczką potężnego Królestwa Troy. Zdążyła jednak już o tym zapomnieć... Ucieka. Z piętnem niewolnicy i tatuażem dziewki z domu...
Przeczytane:2026-02-03, Ocena: 6, Przeczytałam,
(czytaj dalej)