Poruszająca saga rodzinna, w której losy pięciu kobiet odsłaniają się warstwa po warstwie, jak figurki ukryte w matrioszce.
Jagoda Skalska, studentka ASP we Wrocławiu, po śmierci babki dziedziczy jej mieszkanie i wraz z nim – zapiski, przedmioty oraz rodzinne tajemnice. Odkrywając historie babek, matki i prababki, poznaje dramatyczne doświadczenia wojny, przemocy seksualnej, niechcianego macierzyństwa i dziedziczonych przez pokolenia traum. Powrót do bolesnych wspomnień pozwala Jagodzie zrozumieć własne lęki, autodestrukcyjne zachowania i trudną relację z matką.

Szklana jabłoń Katarzyny Klein to intymna, mocna opowieść o kobiecej pamięci, milczeniu, winie i próbie przerwania kręgu traumy – a także o sztuce i prawdzie jako drodze do uzdrowienia. W ubiegłym tygodniu w naszym serwisie zaprezentowaliśmy premierowy fragment książki Szklana jabłoń. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii:
Było kilka spraw, które przechodziły nuszkowe wyobrażenie. Choćby wazon, który wiosną i latem stawiała na stole w salonie i napełniała go kwiatami z ogrodu lub z łąk. Wyglądał jak ten, który Renatka pokazała jej kiedyś naszkicowany w zeszycie i powiedziała, że wydmucha go dla niej na urodziny. Ale jak wydmucha, dziwiła się Nuszka. Nuszka dobrze pamięta, jak synowa tłumaczyła jej proces powstawania szkła. Wtedy rozumiała, że szkło powstaje z piachu, a potem na ten piach się ściera (od tamtej pory z czułością patrzyła na pobite butelki, leżące przy krawężniku, wymieszane z wiejskim pyłem. Wiedziała, jaki czeka je los). Rozumiała to i wszystko, co wydarzyło się potem. I wtedy Renatka zabrała ją do huty i Nuszka nie rozumiała już nic. Widziała, jak hutnicy wyciągają z pieca gęsty, żarzący się miód, który spływał powoli do formy, jak ciasto na ruchanki. Gdy ktoś nożycami przeciął lejące się złoto, to część, która nie zdążyła zlać się do formy, zastygała w okamgnieniu i traciła swój blask. Albo jak kropla gorącego miodu wpadła do blaszanego wiadra z zimną wodą, to w ułamku sekundy zamieniała się w kijankę (choć Renata mówiła, że to książęce łzy), a gdy hutnik złamał jej ogonek, rozlatywała się w skrzący, drobny pył. I choć Nuszka to wszystko widziała i przeżyła, wciąż przechodziło to jej wyobrażenie, gdy wsadzała do wazonu zebrane kwiaty.
Nuszkowe wyobrażenie przechodziła też zdrojowa woda, która smakowała żelastwem. Woda, którą znała do tej pory, była czysta, orzeźwiająca i nie przywoływała wspomnień o zapachu zaschniętej krwi z nocy, o której chciała zapomnieć. Dlatego Nuszka nie tykała wody ze zdroju. I wreszcie wyobrażenie Nuszki przechodziła jej własna wieś, tak spokojna i cicha w zimowe dni, przeobrażająca się w kolorowy, roztańczony kurort, gdy noce stawały się coraz krótsze.
– Ci kuracjusze – mawiała do męża – to od tej wody tacy dziwni jacyś.
– Ale przecież ja też ją pijam – wzruszał ramionami Antoni.
– I dziwaczejesz mi na starość. – Machała ręką.
Właściwie to cała wioska jakiegoś małpiego rozumu dostawała, gdy tylko rozpoczynał się sezon. Wszyscy czekali na kuracjuszy i na dancingi. Nuszka nigdy się do tego nie przyznała, ale i ona lubiła te letnie wieczory. Siadała na ławce w Parku Zdrojowym i słuchała muzyki. Przez szybę podglądała tańczące pary. Uśmiechała się w przestrzeń i machała stopą do rytmu. A gdy, nie daj Boże, jakiś rozbawiony kuracjusz zapuścił się tanecznym krokiem w jej stronę, chwycił za dłoń i całując weń, zapraszał do tańca, zrywała się jak oparzona, wykrzykując z oburzeniem:
– A idź pan! – Zarzucała chustę na plecy, wracała do domu, a rumieniec palił jej policzki.
Gdy na wakacje przyjeżdżały dzieci albo sama Jagódka, wtedy chodziła z nimi. Siadali w środku, tańczyli, a Nuszka obserwowała całą salę. Sukienki, kolczyki i fryzury kobiet. Krawaty i marynarki panów. I widziała w ich oczach coś, czego u siebie nie dostrzegała już od dawna błysk i radość. Łapanie dobrych chwil, może jednych z tych ostatnich.
Książkę Szklana jabłoń kupicie w popularnych księgarniach internetowych:
Tagi: fragment,
