Coś pociągało go w stronę lasu. Fragment książki „Szczęście rodziny Marsdenów"

Data: 2020-09-28 12:24:08 Autor: Piotr Piekarski

Elenor, Clementine i Ginger, trzy siostry z maleńkiej, sennej miejscowości Conetoe, chcą rozwikłać zagadkę śmierci swojego wujka. Krewny zaginął niemal dwadzieścia lat wcześniej, a teraz w pobliskim lesie na torfowiskach zostaje odnalezione jego ciało. Czy dopadł go pech rodziny Marsdenów? Może uciekał od problemów i porwał go wiatr?

Obrazek w treści

Dziewczętom z pomocą rusza syn szeryfa, Dirk Brewer, skrycie marzący o tym, by doświadczyć czegoś niezwykłego i magicznego. Trop prowadzi do opuszczonego domu, który wypełniają dziwne malunki istoty o głowie w kształcie jeleniej czaszki i porożem porośniętym bluszczem... W Conetoe wszyscy uważają Marsdenów za pechowców. Czy dorastającym siostrom, zmagającym się z rodzinnymi kłopotami, uda się przerwać ten krąg niepowodzeń?

Czy rodzina Marsdenów zazna wreszcie spokoju i odrobiny szczęścia?

– Wciąż wypatruję choć odrobiny niezwykłości wszędzie wokół. Świat nie jest jeszcze tak dokładnie zbadany, więc kto wie, może w końcu natrafimy na coś prawdziwie niesamowitego.  

- wywiad z Karoliną Stępień.

Do lektury powieści Karoliny Stępień Szczęście rodziny Marsdenów zaprasza Wydawnictwo Lira. W ubiegłym tygodniu zaprezentowaliśmy premierowy fragment książki Szczęście rodziny Marsdenów. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii: 

Rozdział 2

Urodziło się ich troje.

Eric, ojciec dziewczyn, przyszedł na świat jako pierwszy, z wrzaskiem godnym noworodka, i płakał tak długo, póki nie ochrypł. Dwadzieścia minut później narodził się jego brat bliźniak, podobny do niego niczym odbicie w lustrze, ale tak cicho, że z początku myślano, iż jest martwy.

To przez lata nie miało się zmienić: Eric zawsze był pierwszy, gotów w każdej chwili się zbuntować, a Mattias — cichy i zamyślony, ale tak dziki, jak tylko może być wiatr. Coś pociągało go w stronę lasu, który już wtedy był stary i gęsty, skrywający coś, co nigdy nie chciało się pokazać.

Bracia trzymali się razem, połączeni tym, co łączyło również trzy siostry wiele, wiele lat później — pokrewieństwem i pechem Marsdenów.

Ów brak szczęścia dosięgnął ich, kiedy obaj mieli po kilkanaście lat; latem, dusznym i gorącym, takim samym, które obecnie nastało w życiu sióstr.

Mattias zaginął, a Eric się załamał, kiedy został sam.

W miasteczku mówiło się, że młodszy z bliźniaków uciekł od apodyktycznej matki, goniąc za wiatrem, tak jak zawsze zwykł robić. Nigdy go nie odnaleziono, choć jego brat poświęcił całe lata na poszukiwania. To właśnie wtedy stał się człowiekiem o zmęczonej twarzy.

Wcześniej jednak, kiedy chłopcy mieli po dziewięć lat, urodziła się ich siostra Lisa — jako jedyna z jakimikolwiek szansami wyrwania się z Conetoe, aby odnaleźć dla siebie pomyślność. Niestety, pech Marsdenów i ją w końcu dosięgnął, gruchocząc kolano w wypadku, który całkiem zniweczył jej szanse na stypendium sportowe. Została więc w domu, razem z Erikiem, szukając dla siebie jakiegoś innego celu, w którym mogłaby się odnaleźć.

Czasem aż za bardzo.

Estella Marsden natomiast z surowej, nieczułej persony stała się łagodniejszą, choć być może równie nieczułą osobą, przez co dzieciństwo braci, jak również ich młodszej siostry wyglądało zupełnie inaczej. Bo choć Lisa nie pamiętała, aby rodzicielka kiedykolwiek ją przytulała, i tak dostała znacznie więcej swobody niż Eric i Mattias.

Bracia mieli więc o jeden powód więcej, aby uciec z Conetoe.

Trzy siostry Marsden oczywiście wiedziały o tym wszystkim — nawet jeśli nikt o niczym im nie mówił. Dlatego też, siedząc w volkswagenie nad miskami chłodnej zupy, nie rozmawiały wcale o tacie, który pozbyłby się z domu matki chorej na demencję. Zamiast tego patrzyły po prostu, jak powietrze w pojeździe z pomarańczowego staje się ciemnoszare, gdy słońce nieubłagalnie chyliło się ku zachodowi. W środku było dużo miejsca, bo wyjęto prawie wszystkie fotele, Clementine rozłożyła się z nogami w górze, trzymając opróżnioną miskę pod głową, dnem do góry.

Elenor pragnęła powiedzieć, że lepiej by było, gdyby babunia mimo wszystko poszła do domu opieki, jej siostry doskonale to jednak wiedziały. Zamiast tego znowu pomyślała o Lisie i o tym, co ją spotkało. Nie potrafiła pozbyć się wrażenia — mimo że wciąż i wciąż próbowała — jakby sama miała podzielić los swojej ciotki.

Już za rok będzie musiała wybrać uczelnię. Mogła liczyć na stypendium, nie miała jednak pewności, czy je dostanie albo czy samo Conetoe nie będzie próbowało zatrzymać przy sobie dziewczyny. Nie chciała zostać gimnastyczką tak jak Lisa — do tego potrzeba kondycji, której Elenor brakowało — zamiast tego dziewczyna miała zadatki na dobrego matematyka. To może jednak za dużo jak na Marsdenów.

— Mógłby wreszcie spaść deszcz — powiedziała w końcu, starając się pozbyć depresyjnych myśli.

Ginger uśmiechnęła się promiennie, dzięki czemu jej twarz zdawała się jeszcze bardziej okrągła.

— Byłoby dobrze dla roślin — stwierdziła.

— Odrobina słońca też — mruknęła Clementine. Serio rozmawiamy o pogodzie?

Elenor prychnęła i rozciągnęła się obok siostry, kładąc stopy na ścianie kabiny. Ginger wpatrywała się im z lekkim uśmiechem, opierając brodę o kolana. Czasami trudno było powiedzieć, co chodzi jej po głowie; umysł młodszej siostry zdawał się równie chaotyczny co należący do niej ogród.

* * *

Leżały już wszystkie trzy w łóżkach, otoczone jedynie przez ciemność. Ich pokój znajdował się od strony lasu, więc przez uchylone okno dochodził do nich łagodny szum liści i zapach poszycia — Ginger wdychała go głęboko w płuca.

Pomieszczenie było największe w całym domu i właśnie z tego powodu go zajęły — mieszkały w nim wspólnie. Na wprost okien znajdowały się drzwi, grube i solidne, pomalowane białą farbą, oraz drewniana szafa, równie trwała, choć w zupełnie innym kolorze — zrobiono ją z orzecha i choć pamiętała lepsze czasy, wciąż bardzo dobrze się trzymała, głównie dzięki tacie, który ją naprawił i pokrył nową warstwą farby olejnej. W pokoju znajdowały się trzy wąskie łóżka ustawione bokiem do okien, na parapecie stały kwiaty w doniczkach, a po kątach — stosy książek, zeszytów i rysunków zrobionych ołówkiem, kilka z nich wisiało również na ścianach.

Łatwo było się domyślić, do kogo należał pokój.

Ginger leżała na plecach, z dłońmi pod głową, i wpatrywała się w sufit. Dokładnie nad ich głowami był strych pełen starych gratów. Gdy tylko się skupiała, niemal słyszała, jak cały dom oddycha. Dudnienie w rurach, jęczenie ścian. Stukanie.

Dziewczyna zacisnęła oczy, głęboko oddychając. Lekki podmuch wpadał do pomieszczenia przez szeroko otwarte okno, niosąc ze sobą słodki, lekko mdławy zapach. Ginger była całkiem odkryta, ale mimo to się pociła.

Naprawdę chciała, aby wreszcie spadł deszcz.

Na strychu wciąż stukało, a Ginger nie mogła pozbyć się wrażenia, że tak naprawdę słyszy kroki — cały dom wydawał dźwięki, lecz zwykle potrafiła je od siebie odróżnić.

Ktoś wędrował po strychu.

Wstała i spuściła stopy na drewnianą podłogę. Przełknęła ślinę, a potem cichutko, aby nie obudzić sióstr, ruszyła na korytarz. Pochyła drabinka prowadząca na górę znajdowała się zaledwie kilka kroków dalej — Ginger przystanęła, nasłuchując, ale dźwięki umilkły. Nagle zobaczyła ciemną postać stojącą pod ścianą.

Serce podskoczyło jej do gardła.

— Babuniu, wystraszyłaś mnie — westchnęła, ściskając w pięści przód piżamy.

— Lisa. — Staruszka zaszurała kapciami i spuściła wzrok, jakby na czymś ją nakryto.

— Co ty tu robisz? — Ginger chwyciła ją pod ramię i poprowadziła w stronę klatki schodowej. Jej sypialnia znajdowała się na dole, aby nie musiała wchodzić i schodzić po stromych stopniach.

— Chciałam się napić. — Głos babuni się załamał.

— Kuchnię masz niedaleko swojego pokoju. Nie musiałaś się tu wdrapywać. — Ginger zagryzła wargę, bojąc się, że kobieta potknie się i przewróci, choć wnuczka mocno ją ściskała.

W końcu dotarły do jej sypialni, w której pachniało starymi ludźmi. Dziewczyna położyła staruszkę do łóżka, nakryła kocem, a potem przyniosła szklankę wody.

— Proszę, babuniu.

Babcia wyglądała krucho, zupełnie jakby zaraz miała się rozlecieć. Jak zawsze, gdy na nią patrzyła, Ginger czuła jedynie żałość.

— Dziękuję, Liso. — Staruszka zamrugała.

— Będziesz już spała?

Babunia pokiwała głową, a Ginger wróciła do swojego pokoju.

Kroki już się nie powtórzyły.

Książkę Szczęście rodziny Marsdenów kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Szczęście rodziny Marsdenów
Karolina Stępień0
Okładka książki - Szczęście rodziny Marsdenów

Elenor, Clementine i Ginger, trzy siostry z maleńkiej, sennej miejscowości Conetoe, chcą rozwikłać zagadkę śmierci swojego wujka. Krewny zaginął niemal...

dodaj do biblioteczki
Wydawnictwo