Jak wiele kłamstw trzeba wypowiedzieć, by ukryć prawdę o sobie? „Nie kuś losu" Wiktorii Guzik

Data: 2026-03-04 13:31:10 | artykuł sponsorowany | Ten artykuł przeczytasz w 12 min. Autor: Piotr Piekarski
udostępnij Tweet

Maja od lat zmaga się z paraliżującym lękiem, który więzi ją w czterech ścianach. Przeszłość nie daje o sobie zapomnieć, a każdy krok ku wolności kończy się kolejnym potknięciem. Z pomocą oddanej przyjaciółki stara się zawalczyć o normalne życie – choć codzienność wciąż rzuca jej kłody pod nogi. Kiedy na jej drodze staje tajemniczy, przystojny chłopak, wszystko zaczyna się zmieniać. Maja postanawia dać mu szansę i... zataja przed nim prawdę. Kłamstwo po kłamstwie buduje obraz osoby, którą nigdy nie była. A wtedy pojawia się ktoś jeszcze – nieznajomy, który obserwuje ją z ukrycia. Śledzi. Manipuluje. Wciąga ją w grę, z której nie ma łatwego wyjścia. Czy nowa relacja przetrwa na fundamentach kłamstw? Kim jest stalker i jak bardzo namiesza w życiu dziewczyny? I czy Maja znajdzie w sobie siłę, by powiedzieć prawdę – przede wszystkim sobie?

„Nie kuś losu" Wiktorii Guzik - grafika promująca książkę

Nie kuś losu Wiktorii Guzik to psychologiczna opowieść o traumie, zaufaniu i cienkiej granicy między miłością a strachem. Zapraszamy do lektury. Dziś na naszych łamach prezentujemy premierowy fragment książki Nie kuś losu:

Maja  

I

L: Czekam na Ciebie w środku.

Czytam wiadomość od Luizy już któryś raz z kolei i za każdym kolejnym mam mniejsze wyrzuty sumienia, że ją wystawiłam. Wiem, że chciałaby mnie rozerwać, ale wciąż nie mam ochoty na wyjścia do ludzi. Nie jestem jeszcze gotowa. Poza tym boję się, że go tam spotkam i będę musiała zmierzyć się z rzeczywistością. Wolę spędzić wolny czas, gapiąc się w sufit i pożerając kolejne porcje czekolady.

Wyłączam telefon i staram się przestać zadręczać myślami. Szkoda, że to nie jest takie łatwe. Cały czas przed moimi oczami pojawia się Krzysiek i jego okropni koledzy, którym zdecydował się mnie oddać. Łzy już nie lecą, ale czuję do siebie obrzydzenie na myśl, że się na to pozwoliłam. Nikt mnie nie zmusił, a jednak czuję jakby tak było. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że filmik z moim udziałem trafił do Internetu i, mimo że został już usunięty, wiem, że widziało go wiele osób. Niektórzy pewnie zapisali go sobie. I właśnie ta myśl nie pomaga mi stanąć na nogi. Zdaje sobie sprawę, że kiedyś będę musiała wyjść z domu, ale to nie jest ten moment. Potrzebuję jeszcze chwili.

Budzi mnie głośny dzwonek domofonu. Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam. Zegarek wskazuje 23:36. Zdziwiona, zadaję sobie pytanie: kogo przyniosło o tej porze? Po cichu podchodzę do drzwi, żeby ukradkiem sprawdzić, kto stoi po drugiej stronie. Dostrzegam damską sylwetkę i domyślam się, kto odważył się przyjść do mnie o tak późnej porze. Otwieram drzwi, jednak widząc minę przyjaciółki, zaczynam żałować, że nie udawałam twardego snu. — Ktoś tu chyba zapomniał, jak się wychodzi z domu! — woła bez ogródek.

— Wybacz. Robiłam, co mogłam.

— Spoko, rozumiem. Wolałaś zostać w domu. Tylko że tym razem nie pozwolę ci, żebyś była sama.

— Dobrze, wejdź. Ale ostrzegam: nie jestem zbyt rozmowna. Wolałabym pójść spać.

— To może obejrzymy jakiś film, zjemy kanapki i chwilę pogadamy? Możesz wybrać, na co masz ochotę, a ja przygotuję jedzenie. Nie daj się prosić. Wiesz, że nie odpuszczę.

— Jak chcesz.

Podczas gdy Luiza robi kanapki, ja uruchamiam Netflixa. Wybieram coś z listy najpopularniejszych filmów i wygodnie rozkładam się na kanapie. Nie mam ochoty na taką rozrywkę, ale nie chcę sprawić przyjaciółce przykrości. Może zaśnie na filmie i będę miała ją z głowy.

— Jestem! I mam pyszne kanapeczki! Zrobiłam też lemoniadę. Znaj me serce — głos przyjaciółki wyrywa mnie z zamyślenia. — Świetnie. A ja wybrałam film.

— Jaki?

— A nie wiem. Przekonamy się za chwilę.

Po krótkiej wymianie zdań zaczynamy seans i nastaje chwila spokoju. Już niedługo zacznie się przesłuchanie. Znowu będę musiała kłamać, że u mnie w porządku. Mimo wszystko staram się wyluzować. Zachłannie pożeram większość kanapek i chwilę później talerzyk świeci pustką. Lemoniadę odpuszczam, bo wiem, że później będzie mnie po niej bolał brzuch. Od czasu felernego zdarzenia czuję okropny wstręt do cytryny. Nikt nie musi o tym wiedzieć. Ktoś mógłby pomyśleć, że mam depresję, a nie chcę, żeby rodzice dowiedzieli się o tej sytuacji. Nie po to kupili mi mały domek, żeby teraz słuchać lamentów. Powinnam być wdzięczna losowi za taki prezent.

Film się kończy, a Luiza zaczyna pytać o wrażenia. Nie wiem, co powiedzieć, bo nie mogłam się skupić. Nawet nie potrafię streścić głównego wątku. Mówię więc, że był mało interesujący i, że chcę iść spać.

— Hola hola! Koleżanko droga! Musisz mi jeszcze odpowiedzieć na parę pytań! — no i się zaczyna.

— Nie możemy pogadać jutro? Jest już naprawdę późno. O tej porze to już niczego logicznego ze mnie nie wyciągniesz. Jestem zmęczona i chcę iść spać.

— Mogę dać ci energetyka. Raz na jakiś czas możemy zarwać nockę i szczerze porozmawiać, no nie?

— Możemy, ale nie dzisiaj. Proszę — zaczynam mówić błagalnym tonem. — Ojejku, ale ty jesteś uparta! Dobrze. Rano wstaniemy, zjemy śniadanie i przy kawie wszystko mi wyśpiewasz. Koniec zabawy w kotka i myszkę. Zrozumiano?

— Tak jest, proszę pani. Obiecuję, że miło spędzimy czas. Czy mogę już iść spać?

— Zmykaj. Dobranoc.

— Wiesz, gdzie są wszystkie potrzebne rzeczy. Rozgość się i bierz śmiało wszystko, czego potrzebujesz. Dobranoc.

Wychodząc z salonu, czuję wielką ulgę, że udało mi się wymigać od przesłuchania. Niestety nie na długo. Za parę godzin znowu będzie mnie męczyć. Przynajmniej zdążę się przygotować. Mogę się domyślić, o co mnie zapyta.

Gdy się budzę, jest już południe. Jestem pewna, że Luiza czeka na mnie ze śniadaniem, więc idę szybko pod prysznic i chwilę później, jestem gotowa na trudną rozmowę. W nocy miałam czas, żeby poukładać sobie wszystko w głowie. Myślę, że nie będzie tragicznie. Wchodzę do kuchni i liczę na stos kanapek. Zamiast tego, ku mojemu zdziwieniu, dostrzegam na stole pudełko z pizzą. Bardzo cieszy mnie ten widok, bo dawno nie miałam okazji jeść z Luizą placka. A to przecież był czas, kiedy nic nas nie cieszyło jak jedzenie pizzy.

— Ojejku, Luiza, jaka jesteś kochana! — wołam od progu.

— Tak, wiem. Nie musisz mi o tym przypominać. W końcu z tego, co masz w lodówce, nie dałoby się wyczarować nic oprócz kanapek. A na nie akurat nie miałam smaku.

— Całe szczęście. Nawet nie wiesz, jak się z tego cieszę. Dziękuję — uśmiecham się.

— Ty mi nie dziękuj, tylko zabieraj się w końcu za jedzenie. Czeka na nas pyszna kawusia, a potem krótki spacer.

— Co? Jaki spacer? — panikuję.

— Nie martw się, wyjdziemy na chwilę i nie pójdziemy daleko. Tylko tyle, żebyś przypomniała sobie, co to znaczy wyjść z domu. Bo zdaje się, że bez mojej pomocy przesiedzisz tutaj całe życie. — A dziwisz mi się? Pamiętasz, co mi się przytrafiło?

— Pamiętam. Ale życie toczy się dalej, więc musisz w końcu wziąć się w garść — mówi, wywracając oczami.

— I koniecznie musi być to teraz, bo tak sobie wymyśliłaś. Zawsze musisz postawić na swoim! — obrażam się.

— Dziewczyno! Namawiam cię na wyjście już któryś raz z kolei, a ty ciągle mi odmawiasz. Wczoraj mnie wystawiłaś. A gdzie jestem teraz? Z Tobą! Mimo że sprawiłaś mi zawód, i tak do ciebie przyszłam i walczę o ciebie! — krzyczy rozgniewana.

Po tych słowach robi mi się głupio. Luiza ma rację. Ciągle skacze wokół mnie, a ja unikam jej pomocy. Muszę wziąć się w garść i zapomnieć o całej sprawie. Było minęło. Niedługo wszyscy zapomną o tej sytuacji i znowu będzie jak dawniej.

— Dobrze. Chodźmy na ten spacer — w końcu podejmuję decyzję. — Wspaniale! W takim razie dokończmy jeść, a kawę zaliczymy na mieście — odpowiada ucieszona.

Wkładam buty i wychodzę ze swojej bezpiecznej strefy. Im dalej od domu, tym większy niepokój pojawia się w mojej głowie. Rozglądam się nerwowo w poszukiwaniu oceniających mnie spojrzeń. Wydaję mi się, że każdy nieznajomy patrzy na mnie z pogardą. Że oni wszyscy wiedzą, co zrobiłam. Czuję, że czerwienię się jak burak. Jestem tak zestresowana, że zaraz chyba zwymiotuję. Spoglądam na przyjaciółkę i dostrzegam, że nieufnie mi się przygląda. Udaję, że nic się nie dzieje i szeroko się uśmiecham.

— Co tam? — nagle się odzywa.

— To znaczy? O co pytasz? — niepokoję się.

— Widzę, co robisz. Zachowujesz się, jakby ktoś cię śledził. Co chwilę odwracasz się, jakbyś kogoś szukała.

— Wydaje i się — odpowiadam zawstydzona.

— Dobra. Nie chcesz, to nie mów — przyspiesza kroku. Dochodzimy do znajomej kawiarni i w pewnym momencie coś się we mnie zmienia. Czuję piękny zapach świeżo zmielonej kawy i odkrywam, jak bardzo mi tego brakowało. Siadamy przy stoliku i czekamy, aż podejdzie do nas kelnerka. Obie zamawiamy latte macchiato i po kawałku sernika z jagodami. Dawno nie czułam się tak dobrze. Cieszę się, że Luiza mnie namówiła na to wyjście. Dodało mi świeżości.

— Ale to jest pyszne! — wołam do przyjaciółki.

— No widzisz? A tak bardzo nie chciałaś iść — odpowiada z uśmiechem.

— Dziękuję. Brakowało mi tego.

— W zamian oczekuję od ciebie pełnej szczerości, bo wiem, że nie mówisz mi wszystkiego — nagle wypala, a uśmiech schodzi z mojej twarzy. — Wiem, że jest ci ciężko — kontynuuje. — Ale zapewniam cię, że jak powiesz mi, co cię dręczy, poczujesz ulgę.

Nie wiem, co robić. Nie chcę przyznać się przed samą sobą, co czuję, a co dopiero przed nią. Jest mi strasznie wstyd. Boję się, że jak powiem to na głos, coś się zmieni. Że dojdzie do czegoś strasznego. Albo, że ona zrezygnuje z naszej przyjaźni. Jednak wiem, że Luiza nie odpuści i będzie drążyć dopóki czegoś nie powiem. Nie mogę wiecznie tego ukrywać. Ona stara się jak może, żeby przy mnie być, więc zasługuje na prawdę. Nie wiem, czy to, co teraz powiem, nie stanie się dla mnie pewnego rodzaju wyrokiem, ale muszę to zrobić.

— Chcę się zabić — mówię prosto z mostu.

Mina Luizy jest teraz tak poważna, że nie wiem, co myśleć.

— Nic nie powiesz? — pytam.

— Wybacz. Wiedziałam, że jest źle, ale nie, że aż tak. Czy ty? Próbowałaś coś zrobić?

— Jeszcze nie, ale wydaje mi się, że jest to kwestia czasu. Nie mogę się po tym wszystkim pozbierać. Czuję, że wpadam w paranoję. Zakupy zamawiam przez Internet, rodzicom powiedziałam, że mam zapalenie płuc i nie mogę, na razie chodzić na studia. Jakichkolwiek rozmów, unikam jak ognia. To chciałaś usłyszeć? — czuję, jak łzy ciekną mi po policzku.

— Nie. Nie to chciałam usłyszeć. Ale to właśnie usłyszałam, więc musimy temu zaradzić. Pomogę ci, będę cię wspierać, a jak będziesz chciała gdzieś wyjść, to wyjdę z tobą i zrobię wszystko, co w mojej mocy. Musisz też pomyśleć o psychologu. Myślę, że potrzebujesz specjalistycznej pomocy.

— Co?! — nagle jej przerywam. — Uważasz, że jestem szurnięta?! — Nie! No co Ty! Ja po prostu nie jestem w stanie ci pomóc w każdym calu. Potrzebujesz kogoś, kto zna się na psychice i pomoże ci się z tego pozbierać! Nic więcej.

— Wiesz co? Idę do domu. Nie potrzebuję niczyjej pomocy. Albo się ogarnę, albo stanie się, to co powinno od dawna.

— Czekaj! — krzyczy za mną, ale ja już wstaję od stołu i biegnę do łazienki. Kiedy wychodzę, dostrzegam pusty stolik. A więc wyszła. Dobrze. Oddycham głęboko i, nie patrząc za siebie, zmierzam do wyjścia. Niestety robię to tak szybko, że wpadam na jakiegoś obcego mężczyznę. Nerwowo unoszę ręce w celu przeproszenia nieznajomego, ale przy tym, jak na złość, torebka spada mi na podłogę, a wraz z nią, cała jej zawartość. Nie patrząc mężczyźnie w oczy, klękam i zbieram szybko swoje rzeczy.

— Przepraszam bardzo. Nie widziałam pana — mówię przygnębiona.

— Nic się nie stało! Mój błąd. Nie uważałem — uśmiecha się. Nagle nachodzi mnie myśl, że ten młody chłopak jest całkiem sympatyczny i chciałabym go poznać. Wstaję z kolan i wyciągam rękę, żeby się przedstawić, ale dzieje się coś, o czym nie śniłam nawet w najgorszym koszmarze. Z końca sali dobiega mnie głośny krzyk.

— Nie wstawaj z kolan, póki nie skończysz! Niech nowy chłoptaś się przekona, jak sobie dobrze radzisz w życiu — drze się roześmiany chłopak.

Potem już wszyscy patrzą tylko na mnie. Czuję, że się czerwienię i mam wrażenie, jakbym miała zaraz zemdleć. Wyraźnie słyszę głośny chichot kilku osób i zamieram. Patrzę na nowo poznanego mężczyznę i widzę jego zdziwione spojrzenie. Zaraz potem dochodzi do mnie, co się stało i nie oglądając się za siebie, szybko wybiegam z kawiarni. Biegnę do bezpiecznej przystani z całych sił i obiecuję sobie, że już nigdy więcej nie wyjdę z domu. Zatrzaskuję za sobą drzwi, biegnę do sypialni, a potem do końca dnia już tylko płaczę.

-> Książkę Nie kuś losu kupicie w Empiku!

Tagi: fragment,

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Nie kuś losu
Wiktoria Guzik0
Okładka książki - Nie kuś losu

Jak wiele kłamstw trzeba wypowiedzieć, by ukryć prawdę o sobie? Maja od lat zmaga się z paraliżującym lękiem, który więzi ją w czterech ścianach. Przeszłość...