Kazałem Ci go zastrzelić. Fragment książki „Trzecia strona medalu"

Data: 2020-08-20 12:16:07 Autor: Piotr Piekarski

Olaf Limba otrzymuje za swoją książkę Nagrodę Nobla. To książka będąca zapisem dziennikarskiego śledztwa, w której autor ujawnia wiele tajemnic i zbrodni z poprzedniego systemu. Po sukcesie zgłasza się do niego tajemniczy milioner Bernard, człowiek z przeszłością w komunistycznych Służbach Bezpieczeństwa, obecnie zajmujący się biznesem oraz prowadzeniem badań nad zjawiskami paranormalnymi. Namawia Olafa do współpracy... To spotkanie uruchamia całą lawinę zdarzeń, która wciąga bohatera w niebezpieczną grę. Po seansie u hipnotyzera Wady i spotkaniu się z badaczem zjawisk paranormalnych Olaf próbuje pojąć znaczenie zdjęć znajdujących się w przekazywanych mu kopertach. Dokąd zaprowadzi go to śledztwo? Co dzieje się naprawdę, a co jest tylko mistyfikacją?

Obrazek w treści

Do lektury powieści Trzecia strona medalu zaprasza Wydawnictwo Lira. W ubiegłym tygodniu w naszym serwisie zaprezentowaliśmy premierowy fragment książki Trzecia strona medalu. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii:

1

Bernard obudził się z okropnym bólem głowy. Dopiero po paru sekundach uświadomił sobie, że do rana analizował dostarczone mu dokumenty. Jak to miał w zwyczaju, analizy materiałów dokonywał w nocy, przechadzając się po swojej prywatnej bibliotece. Nocne spacery, podczas których co jakiś czas przystawał i podziwiał z dumą bogatą kolekcję zgromadzonych woluminów, nie byłyby tak męczące, gdyby nie nawyki jeszcze z młodych lat. Co prawda wódkę zamienił na drogą whisky, a papierosy — na cygara, ale w dalszym ciągu pochłaniał ogromne ilości używek, a to coraz bardziej odbijało się na jego zdrowiu.

Leżąc z bólem głowy, próbował sobie przypomnieć moment powrotu do sypialni. Luka w pamięci utwierdziła go w przekonaniu, że po raz kolejny zasnął w bibliotece, a w łóżku znalazł się dzięki pomocy Grzegorza, który był jego totumfackim. Ten były komandos, mierzący prawie dwa metry, traktował Bernarda niczym ojca. W ich relacji, która już dawno wyszła poza granice szef — pracodawca, było coś z rodzinnej miłości.

Bernard przed laty wziął rozwód i od tego czasu nie związał się z żadną kobietą. Z małżeństwa miał co prawda córkę, ale ta najpierw wychowywała się z matką, a teraz była już dorosłą kobietą mającą własne życie. Praktycznie nie utrzymywał z nią kontaktu. Zgodziła się, aby ze swojego majątku sfinansował jej studia w Szwajcarii, po których dostała w Zurychu dobrą pracę. Ojciec był dla niej obcy — zajęty robieniem nie do końca legalnych interesów nie zabiegał o kontakty z dzieckiem, ograniczając się jedynie do płacenia alimentów.

Samotność tłumił, prowadząc liczne biznesy. Z drobnego cinkciarza, jakim był w poprzednim ustroju, dzięki bezwzględnemu wykorzystywaniu swoich kontaktów w SB przeistoczył się w rekina finansjery. Obecnie, będąc jednym z najbogatszych ludzi w Polsce, otoczony armią prawników, która robiła, co mogła, aby nikt nigdy nie doszukał się nieprawidłowości w gromadzeniu jego fortuny, mógł oddać się swojej pasji. Przed laty był świadkiem wydarzenia, o którym nie chciał mówić ze szczegółami, a które doprowadziło do tego, że stał się głównym sponsorem badań nad zjawiskami paranormalnymi.

Dodając do tego jowialny sposób bycia i stek przekleństw, jakie padały z jego ust w prywatnych rozmowach, na salonach traktowany był jak dziwak. Niegroźny, dopóki nie weszło mu się w drogę, toteż zapraszano go tylko na oficjalne gale biznesu. Prywatnie nikt nie chciał z nim utrzymywać bliższych kontaktów, a i on sam o to nie zabiegał. Wystarczała mu relacja z Grześkiem, którego traktował trochę jak syna. Był jednak człowiekiem kochającym wszelkie możliwe przyjemności i od zawsze — typem kobieciarza. Obecnie unikał pakowania się w jakiekolwiek romanse, a wszelkie jego erotyczne potrzeby zaspokajały zatrudnione przez niego dziewczyny, zarówno asystentki, jak i gosposie.

Zawsze powtarzał Grzegorzowi: „Po co mam płacić dziwce za seks albo pakować się w romans z kobietą, która pokocha moje pieniądze? Płacę tym dziewczynom za ich pracę i daję nadzieję, że może kiedyś zdobędą moje serce”. Każdą taką wypowiedź, powtarzaną zresztą do znudzenia, kwitował salwą rubasznego śmiechu. Grzesiek również się śmiał, choć w głębi duszy ten słyszany tysiące razy dowcip był jedyną rzeczą, jaka wkurzała go u Bernarda.

Ich znajomość zaczęła się dekadę temu. Grzesiek, wówczas członek elitarnej jednostki SB, która sama siebie nazywała Nieznanymi Sprawcami, dostał na początku osiemdziesiątego dziewiątego roku od swoich przełożonych zadanie specjalne polegające na zamordowaniu dwóch księży, którzy mogli stanowić niebezpieczeństwo w toczących się rozmowach komunistów z Solidarnością. Z księdzem Niedzielakiem poszło mu łatwo, wystarczył jeden cios karate, aby siedemdziesięciopięciolatek wyzionął ducha. Ta metoda nie spodobała się jednak jego przełożonym, gdyż w jasny sposób sugerowała morderstwo, toteż tydzień później w Białymstoku sprawę rozwiązał inaczej — podpalając mieszkanie na plebanii. Dumny z dobrze wykonanego zadania, odznaczony medalem, awansowany i hojnie nagrodzony pewnie zapomniałby szybko o całej sprawie, gdyby nie dochodzenie wszczęte dwa lata później, kiedy to śledczy niemal deptali mu po piętach. Spanikowany, pozbawiony protekcji przełożonych, którzy byli gotowi wydać go, gdy tylko prokuratorzy trafią na ich ślad, znalazł się na skraju załamania nerwowego. Popadł w alkoholizm i przez trzy miesiące nie pojawiał się w jednostce, przedstawiając tylko lewe zwolnienia lekarskie.

Kiedy do jego drzwi zapukał tęgi mężczyzna w średnim wieku, zrezygnowany, gotowy na wszystko otworzył, ciesząc się, że to koniec i że za chwilę na jego dłoniach zatrzasną się kajdanki. Nic takiego się jednak nie stało. Mężczyzna pewnym krokiem wtargnął do mieszkania, rzucił na podłogę podróżną torbę i zasapany powiedział:

— Zbieraj się. Tu masz ciuchy i nowe dokumenty. Od teraz pracujesz dla mnie. Jak chcesz zabrać coś osobistego, to pakuj do torby, bo twój lokal pójdzie z dymem. Masz dziesięć minut. Czekam pod bramą w samochodzie. — Nieznajomy, będąc już na progu, obejrzał się przez ramię i krzyknął: — Nie, kurwa! Masz piętnaście minut. Umyj się, bo strasznie śmierdzisz!

2

Luksusowy jaguar zmierzał w stronę główniej siedziby koncernu Bernarda. Grzegorz spokojnie i pewnie prowadził auto, wysłuchując co chwilę narzekań szefa.

— Do kurwy nędzy, nie dość, że rozbiłem sobie łeb i napierdala mnie od kaca, to jeszcze dzisiaj muszą przyjeżdżać te zasrane kitajce. Co ty mi dałeś za tabletkę? Chuj to działa! Mówiłem, żebyś mi podał coś mocnego, a nie, kurwa, jakiś paracetamol dla dzieci. Bernard przerwał na chwilę swą wiązankę przekleństw, gdyż akurat w radiu zaczynały się wiadomości.

Wytrzymał raptem kilkanaście sekund i tuż po skrótowej czołówce zabrał się do krytykowania wszystkiego w swoim stylu.

Zaraz po wiadomościach z głośników popłynął najnowszy przebój grupy Ace of Base, lecz nie zdążył wybrzmieć w całości, bo już po chwili muzykę wyciszono, a w eterze dało się słyszeć miły głos radiowej spikerki.

— Przerywamy program, gdyż mamy dla państwa fantastyczną wiadomość! Właśnie przed chwilą Akademia Szwedzka ogłosiła, iż laureatem tegorocznej Nagrody Nobla w dziedzinie literatury został polski dziennikarz śledczy Olaf Limba za książkę Swołocz będącą reporterskim śledztwem o byłych pracownikach Urzędu Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa. Mamy dla państwa jeszcze dwie wspaniałe wiadomości — kontynuowała kobieta. — Już dziś wieczorem naszym gościem będzie zdobywca tegorocznej Literackiej Nagrody Nobla Olaf Limba, a czytelnicy, którzy w trakcie programu dodzwonią się do studia, otrzymają jego książkę z autografem.

— Ciekawe, kurwa, ilu się dodzwoni? Jak pół Polski chwyci za telefon — skomentował pod nosem Bernard.

— Szefie… — zaczął pytającym tonem Grzegorz. Jaki z niego Polak, jak imię i nazwisko nie są polskie?

— Imię jak imię. A Lubaszenko to jak ma? Nazwisko jest chyba niemieckie, zdaje się, że jego rodzina, jacyś przodkowie, pochodzili z Niemiec — odparł Bernard.

— A do szefa dotarł podczas śledztwa? — zapytał z nutką ironii w głosie Grzegorz.

— A kazałem ci go, kurwa, zastrzelić? Nie? To co się głupio pytasz?

Wiadomość o Nagrodzie Nobla dla Limby cały dzień zaprzątała myśli Bernarda. Po podpisaniu korzystnego dla niego kontraktu z Japończykami zawołał do siebie jedną ze swoich asystentek.

— Tak, panie prezesie? — powiedziała już w drzwiach Sandra.

— Przynieś mi dzban lodu, bo mi łeb zaraz pęknie. I zrób mocnej kawy. Albo nie, drinka, albo… A zresztą, kurwa… Dobra, idź po ten lód i zwykłą wodę.

Przyzwyczajona do przekleństw i kaprysów szefa dwudziestodwuletnia blondynka o urodzie modelki ciągle liczyła na to, że przełożony, z którym sypiała, awansuje ją na znacznie poważniejsze stanowisko niż obsługa spotkań polegająca na przynoszeniu napojów. W czasie, gdy napełniała dzbanek lodem, Bernard z szuflady wyjął małą metalową kasetkę zamykaną na klucz. Otworzył ją, a następnie z pudełka wyciągnął notes, w którym szyfrem zapisane były nazwiska i telefony, oraz mały foliowy woreczek z kokainą. Wpatrywał się w biały proszek tak intensywnie, że nie zauważył nawet, jak tuż przy jego biurku pojawiła się Sandra z lodem.

— Szefie — powiedziała słodkim głosem. — Przecież szef wie, że mu nie wolno. Lekarz wyraźnie zabronił…

Bernard bez słowa przeniósł wzrok na dziewczynę i zaczął przyglądać się jej ciału. Jego spojrzenie stawało się coraz bardziej łapczywe. Po chwili wrzucił kokainę z powrotem do kasetki i stanowczym głosem powiedział do asystentki:

— Masz rację. Zadowolisz mnie w inny sposób… Sandrze nie trzeba było dwa razy powtarzać. Odstawiła dzban z lodem na biurko i uklęknęła przed przełożonym. Ten wyciągnął się wygodnie na fotelu. Nim jednak oddał się czerpaniu przyjemności z erotyki, schował zaszyfrowany notes do kieszeni marynarki. 

W naszym serwisie przeczytacie już kolejny fragment książki Trzecia strona medalu. Powieść kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Trzecia strona medalu
Dariusz Grochal0
Okładka książki - Trzecia strona medalu

Olaf Limba otrzymuje za swoją książkę Nagrodę Nobla. To książka będąca zapisem dziennikarskiego śledztwa, w której autor ujawnia wiele tajemnic...

dodaj do biblioteczki
Wydawnictwo
Recenzje miesiąca
Szpetnicy
Maciej Kapuściński
Szpetnicy
Przyjdę, gdy zaśniesz
Agnieszka Lingas-Łoniewska
Przyjdę, gdy zaśniesz
Dopaść Leona Waganta
Wiktor Hajdenrajch
Dopaść Leona Waganta
Tango
Ewa Cielesz
Tango
Na zawsze w lodzie
Owen Beattie; John Geiger
Na zawsze w lodzie
Cień Debory
Magdalena Mosiężna
Cień Debory
Każde twoje słowo
Marta Reich
Każde twoje słowo
Pocztówki z Portugalii
Jolanta Kosowska
Pocztówki z Portugalii
Pani Cisza
Arkady Saulski
Pani Cisza
Pokaż wszystkie recenzje