Można milczeć, jednak nigdy nie uciszy się krzyku wspomnień. „Cudze oddechy" Pawła J. Sochackiego

Data: 2025-09-23 11:02:01 | artykuł sponsorowany | Ten artykuł przeczytasz w 6 min. Autor: Piotr Piekarski
udostępnij Tweet

Rok 1963. Stojąca u progu dorosłości Olimpia zaczyna mierzyć się z powojennymi traumami oraz skrywanymi przez bliskich sekretami. Wychowana w biedzie i atmosferze niedomówień przez schorowaną matkę i skrytą ciotkę, stara się odkryć swoją niejasną tożsamość. Gdy w niewyjaśnionych okolicznościach ginie jej szkolna koleżanka, złudne poczucie bezpieczeństwa w poniemieckim mieście znika na zawsze.

Doświadczone życiowo kobiety postanawiają opuścić miasto i zamieszkać w opuszczonym domu w Leśnych Pąkach, z dala od podejrzliwych spojrzeń i krzywdzących szeptów starych kobiet. Po maturze Olimpia podejmuje pracę w PGR-ze, gdzie odkrywa zarówno blaski, jak i cienie socjalistycznego ładu pracy oraz głęboko zakorzenione nierówności społeczne. Za zarobione pieniądze planuje wyjazd do Poznania, by zapewnić matce - posądzanej o opętanie - odpowiednie leczenie. Niespodziewanie staje przed wyborami, które na zawsze odmienią jej zatroskane serce.

„Cudze oddechy" Pawła J. Sochackiego grafika promująca książkę

Cudze oddechy Pawła J. Sochackiego to dojrzała i błyskotliwa opowieść o dziedziczeniu nastrojów, przedmiotów i ziemi, która skrywa w sobie niejednoznaczną przeszłość. Nostalgia splata się tu z realizmem PRL-owskiej prowincji, odsłaniając jej surowe piękno, budząc grozę i uśpioną namiętność. Do lektury zaprasza Wydawnictwo Zwierciadło. Dziś na naszych łamach prezentujemy premierowy fragment książki Cudze oddechy:

Pamięci mojej babci Krysi  

„Człowiek nigdy nie pozbędzie się tego, o czym milczy, aby rozstać się z jakimś bólem, trzeba go wyrazić”.

Janusz Leon Wiśniewski, „I odpuść nam nasze…" 

CZĘŚĆ PIERWSZA

WIOSNA 1963  Rozdział 1

Miasto tajemnic i zjaw

Przebudziła się. Chciała otworzyć oczy, ale intuicja podpowiadała, by udawać, że nadal śpi. Jej ciało było napięte niczym struna w doskonale nastrojonych skrzypcach. Wytężyła słuch i umysł, próbując się upewnić, czy ktoś niepożądany znajduje się w ich pokoju. Czy bezszelestnie wtargnął do mieszkania, by znów je skrzywdzić – albo, nie daj Boże, uprowadzić? Miała wrażenie, że serce łomocze tak głośno, iż ten odgłos może spłoszyć obcego.

Adrenalina była jak cichy kochanek, który stale podnosił tętno i wywoływał fale gorąca. Pierzyna z gęsich piór stała się nagle zbyt ciężka i zbyt gorąca, nawet jak na przedwiosenne przymrozki. Mimo wszystko starała się pozostać nieruchoma, jak martwe, pozbawione życia ciało, nasłuchując tego, co wyrwało ją ze snu. Bezdech był nie do zniesienia. Paraliż ciała z minuty na minutę zaczynał jednak ustępować. Nie chciała budzić nikogo w środku nocy – tylko dlatego, że być może miała zwidy.

Powieki rozchyliły się w końcu na dobre, a oddech się wyrównał. Sięgając pamięcią, przypomniała sobie, że poprzednim razem w pokoju nie było nikogo poza nią i współmieszkańcami. Teraz było inaczej. Czyjaś obecność była tak namacalna, że czuła dłonie zaciskające się na jej gardle. Była pewna, że ktoś czaił się w progu kuchni albo pod jej łóżkiem. Wiedziała, że to coś miało dotknąć bezpośrednio jej serca.

Zbierając się na odwagę, powoli uniosła głowę. Pokój wypełniała cisza, zagłuszana przez rytmiczny, ciężki oddech, który zdawał się zagnieździć gdzieś w zakamarkach jej umysłu. Olimpia chciała wierzyć, że śpiąca obok Erna, jej matka, ma dobre sny. Pozbawione lęku, demonów i cierpienia. Ich życie było wystarczającym koszmarem. Odbijało się w nich jak czkawka po ciężkostrawnym posiłku. Do świtu pozostawało jeszcze kilka godzin. Musiała zachować spokój. To było jedyne lekarstwo na kłębiący się w niej niepokój i strach, którego nie potrafiła pokonać.

Ich pokój spowity był ciemnością. O tej porze dnia instynkty schorowanej Erny stawały się przewrażliwione, wyczulone na każdy bodziec. Olimpia wiedziała, że mama potrzebuje odpoczynku i spokoju. Okno przesłaniała ciężka kotara, która skutecznie tłumiła mdłe światło ulicznych latarni i blask księżyca. Nic nie miało prawa zakłócić ich snu.

W takiej chwili Olimpia żałowała, że nie może się upewnić, czy żadne zło nie przekroczyło progu ich mieszkania w starej kamienicy. Grube zasłony, szczelnie blokujące światło, chroniły je również przed zimnem oraz wścibskimi spojrzeniami sąsiadów. Gdy jej świadomość wróciła w pełni, nabrała odwagi, by dyskretnie uchylić kotarę. Chciała się upewnić, że nikt nie wybiega z ich klatki schodowej. Miała wrażenie, że ktoś ją śledził, przyszedł za nią do domu, by wymierzyć sprawiedliwość.

Po chwili nieśmiało weszła do drugiego pomieszczenia. Rzuciła okiem na pochrapującą ciotkę Stefanię, której legowisko przy kaflowej kuchni przypominało raczej obozowisko harcerzy niż łóżko starszej pani. Mokra gałąź, która przyplątała się wraz z Olimpią do mieszkania, wyglądała na pospolitą. Leżała przy ciepłym piecu, powoli obsychając i zmieniając kolor. Wiedziała, że za dwa dni doskonale nada się na rozpałkę. Przez chwilę zawahała się, czy dobrze zrobiła, zabierając ją ze sobą, ale nie miała już czasu ani odwagi, by rozmyślać o tej decyzji. Nic nie wzbudziło jej podejrzeń, więc wróciła do pokoju i schowała się pod wysłużoną pierzyną.

Odetchnęła z ulgą. Zdała sobie sprawę, że nawiedziły ją zwidy. Te, które czasem snują się o zmroku po mieście albo krążą cicho nad wartkim nurtem rzeki. Czy jakaś zjawa mogła do niej przylgnąć? Zagnieździć się w ich mieszkaniu? Rozbudziła się na tyle mocno, że nie było już odwrotu. Musiała znów sięgnąć po koronkę różańca i modlitwę do stróża, Anioła Bożego. Ucząc się pacierza z ciotką i matką, nauczyła się panować nad swoim lękiem.

Jako dziecko Olimpia wpatrywała się z zachwytem w swoją matkę, zawsze pogrążoną w skupieniu i modlitwie. Nie wiedziała wtedy, że Erna w ten sposób stopniowo wypierała z pamięci to, kim kiedyś była. Słyszała nie raz, że „tego się nie zapomina”, lecz wewnętrzna kurtyna, blokada wspomnień i uczuć potrafiła zamknąć wrota do świata przeszłości tak mocno, że ludzie sami nie byli już w stanie ich otworzyć.

Wyczekując świtu, Olimpia myślała o matce i przybranej ciotce, o ich skomplikowanej relacji i niezrozumiałej więzi. Zastanawiała się, która z nich była jej bliższa i za którą tęskniłaby bardziej, gdyby musiały się rozstać.

W naszym serwisie przeczytacie już kolejny fragment książki Cudze oddechy. Powieść kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

Tagi: fragment,

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Cudze oddechy
Paweł J. Sochacki7
Okładka książki - Cudze oddechy

Można milczeć, jednak nigdy nie uciszy się krzyku wspomnień. Rok 1963. Stojąca u progu dorosłości Olimpia zaczyna mierzyć się z powojennymi traumami...

Wydawnictwo