Hanka w warsztacie samochodowym – miejscu, gdzie rządzi testosteron – czuje się jak ryba w wodzie. W podwarszawskim Karczewie pod okiem ojca mechanika uczy się fachu, potem przejmuje po nim salon samochodowy, rozbudowuje firmę, a wreszcie zdobywa poważne fundusze na dalsze inwestycje. Kiedy jednak nabiera przekonania, że kobieta, jeśli tylko zechce, może wszystko, sielanka dobiega końca.
Księgowa Hanki zostaje zamordowana, a ona nieoczekiwanie staje się główną podejrzaną. Nie ma alibi, a dowody przesądzają o jej winie.
Od tej pory wpada w wir wydarzeń, które stawiają jej dotychczasowe życie na głowie: więzienie, pościgi i tajemnice, przenikający do polityki świat szemranych interesów i dużych pieniędzy, czy relacje rodzinne – tak złożone, jak tylko potrafią być w prawdziwym życiu.
Hanka, dziewczyna Bonda, pożal się Boże, z Mazowsza, musi znaleźć odwagę i siłę, by wziąć sprawy w swoje ręce i dociec, gdzie kryje się prawdziwy morderca. Zwłaszcza że nie walczy tylko o siebie, ale i o przyszłość swoich bliskich.

Do przeczytania powieści Agnieszki Kępkowicz Stąd do jutra zaprasza Wydawnictwo Novae Res.
Mieszanka prozy sensacyjnej, psychologicznej i pełnego napięcia romansu? Agnieszka Kępkowicz serwuje to wszystko w powieści Stąd do jutra. Wyrazista i silna bohaterka podbije czytelnicze serca już od pierwszych stron – pisze Danuta Awolusi w recenzji książki Stąd do jutra.
W ubiegłym tygodniu na naszych łamach zaprezentowaliśmy premierowy fragment książki Stąd do jutra. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii:
Szef ich komisariatu, Zbyszek Berkan, w cywilu brat Piotra, stał przed nią sztywny jak kij. Za nim prężył się nienagannie umundurowany byczek, zezując na porozkładane wokół żarcie.
Nie dziwota, takich cudów pewnie jeszcze w życiu nie widział.
– Chodź.
Hanka wzięła Zbyszka pod ramię i poprowadziła w kierunku stojącej nieco z boku Laguny, z której ponownie ściągnięto płachtę.
– Nie wiem, gdzie się podziewałeś, ale dobrze, że jesteś. Spisz jak najszybciej protokół, żeby chłopaki mogli zabrać się do mycia. No wiesz, mamy tu urwanie głowy. Sam widzisz, święto. Daruję ci, żeś się spóźnił, ale może zostaniesz po wszystkim? Są pyszności, jakich świat nie widział. I trochę wódeczki, ma się rozumieć. Przecież nie odmówisz?
Spojrzała na towarzyszącego szwagrowi byczka.
– Kolega też się załapie.
Pociągnęła Zbyszka za podium, gdzie wciąż jeszcze stała nieszczęsna Laguna.
Ale Zbyszek nie wyciągnął notesu, tylko stał i patrzył na Hankę. Przetarł ręką czoło i przeczesał dłonią włosy.
A cóż takiego mu powiedzieli przez telefon, że go aż tak zatkało?
Hanka spojrzała uważniej na szwagra. Do spisania protokołu z zajścia mogli wysłać kogokolwiek, on teraz powinien raczyć się wódką razem z innymi.
– Jestem tu nieoficjalnie… Jak przyjadą, zostaniesz zatrzymana z artykułu 148 jako…
– Według ciebie sama usmarowałam auto gównem?
W ich stronę odwróciło się kilka głów. Ktoś zachichotał.
Berkan wytarł ręce o spodnie, odchrząknął i zaczął na nowo:
– Zostaniesz zatrzymana jako podejrzana w sprawie zabójstwa. Wczoraj Ewa…
– Co ma do tego Ewa?
– Nie słuchasz.
– Bo gadasz głupoty. Ewka gdzieś tu biega spóźniona, sama wczoraj mówiła, że wpadnie od razu na jedzenie, bo będzie odsypiać cholerne podatki. Dzwonię do niej.
Hanka sięgnęła do kieszeni po komórkę, ale w tym momencie towarzyszący Zbyszkowi byczek wyjął jej Nokię z ręki.
– Co pan wyrabia?!
– Hanka, proszę, poproś kogoś, żeby ci załatwił adwokata.
– Zgłupiałeś?!
– Na miejscu zdarzenia znaleziono twoje odciski palców. Były w AFIS. Ewa…
– Sam do niej zadzwoń!
– Nie.
– Dlaczego?
– Bo jest w kostnicy.
Nie wierzyła, że to się dzieje naprawdę.
Po rewelacjach Zbyszka kazali jej ruszać do radiowozu. Nawrzeszczała, że chyba ich pojebało. Więc nie tylko się nie wynieśli, ale jeszcze ją za te awantury skuli.
A teraz policja, zamiast zajmować się zniszczonym samochodem, do czego została wezwana, postawiła ją w rozkroku nad nieszczęsną Laguną.
– Niech tu przyjdzie Barańska – usłyszała obcy głos.
No tak, trudno, żeby ją macał po nogach jakiś chłop.
Hanka odwróciła się z otępiałą ciekawością za tą jakąś Barańską. Niewiele zobaczyła, bo w międzyczasie otoczył ich zwarty tłum. Widowisko na cały Otwock z przyległościami.
Kątem oka dojrzała, jak wścibska masa ludzka zafalowała i nieco się rozstąpiła.
Przybyła policjantka obszukała zatrzymaną, przesuwając dłonią po jej udach, pośladkach, brzuchu, bokach i plecach.
Hanka miała przed sobą wspaniały widok na uwaloną ekskrementami szybę. Znów zebrało jej się na wymioty.
Jeśli to prawda, jeśli coś stało się Ewie…
Zacisnęła usta. Przestała oddychać, żeby nie zwymiotować.
– Mają nakaz prokuratorski na zatrzymanie cię i przeszukanie – usłyszała Zbyszka. – Ja nie mogę się wtrącać.
Między jej zalaną smrodem twarz i maskę Laguny ktoś wcisnął kartkę.
– Nakaz przeszukania – odezwał się znów obcy głos. – Sierżancie, spiszcie wszystkich gości, a potem ich wypuśćcie. I zbierzcie tutaj całą rodzinę.
– Tak jest, panie prokuratorze.
No właśnie – gdzie jej rodzina? Lilka zaraz im wszystko wyjaśni.
Tylko że chwilę później było jeszcze gorzej.
– Panie Tadku, nie!
Rozpędzony Tadeusz zaszarżował na trzymających ją gliniarzy. Prokurator oberwał w szczękę, Zbyszek w nos.
A potem pana Tadka skuto i zapakowano do radiowozu za atak na stróżów prawa.
Kierowca uruchomił policyjnego Poloneza i jej obrońca znikł ze sceny wydarzeń na amen.
O Boże.
Hanka odwróciła głowę w bok i zobaczyła bladego jak ściana Jaśka z dłońmi zaciśniętymi kurczowo na aparacie, Piotra, który poszarzał na twarzy, powtarzał:
„Kurwa, kurwa…”
i Lilkę, która jak nigdy stała cicho w drugim rzędzie i chłonęła wszystko szeroko otwartymi oczami.
A wokół nich gapie wyciągali szyje i pokazywali ją sobie palcami.
Kiedy miała odwrócić rozmazany wzrok, zauważyła jakiś ruch. Ktoś znowu przepychał się przez tłum.
– Nazywam się Krzysztof Rzohowski. Reprezentuję panią Hannę Gnatek jako prawnik. Pod jakim zarzutem jest zatrzymana?
– On mówi, że zabiłam Ewę!
Krzysztof zwrócił się do Berkana.
– Zbyszku, przecież to nonsens!
Nawet nie zdążyła się ucieszyć, że Krzysztof wreszcie wszystko naprawi, gdy poczuła paskudne szarpnięcie. To policjantka pociągnęła ją w tył.
– Co znowu?!
– Pani pozwoli.
W drodze do radiowozu widziała jak przez mgłę gapiące się na nią dzieci, zaskoczoną twarz Lilki, przerażony wzrok Piotra i słyszała gorączkowo wołającego do niej Krzysztofa:
„Jadę za tobą! Ściągnę mecenasa Rolskiego!”
Byczek z patrolu otworzył przed nią drzwi. Po chwili siedziała w cuchnącym papierosami wnętrzu radiowozu.
Przed oczami latały jej mroczki, głowę rozsadzał ból. Zaczęła z trudem łapać powietrze.
– Do Mostowskich – rzucił byczek do kierowcy.
Z oddali nadciągnął jękliwy odgłos karetki. Ktoś zasłabł?
Spojrzała na świat za oknem, na swój dom z magnolią w pąkach, na otoczony lśniącymi autami salon Renault, na tłum rozgadanych ludzi, na leżącego na ziemi Piotra i zastygłą w strachu twarz klęczącego nad nim Jaśka.
Książkę Stąd do jutra kupicie w popularnych księgarniach internetowych:
Tagi: fragment,
