Jest idealnie! Fragment książki „Winne Wzgórze. Nadzieja"

Data: 2019-03-05 10:48:44 Autor: Sławomir Krempa
News - Jest idealnie! Fragment książki „Winne Wzgórze. Nadzieja

Jeśli poszukujecie lektury niosącej chwilę oddechu, niosącej możliwość oderwania się od codziennych problemów i rzeczywistości, sięgnijcie po powieści Doroty Schrammek z cyklu Winne Wzgórze. Książki te przenoszą czytelnika na tereny niezwykle pięknego, choć mało popularnego Pojezierza Drawskiego, pokazując, co w życiu najważniejsze. Przeczytajcie naszą redakcyjną recenzję najnowszej powieści z serii – Winne Wzgórze. Nadzieja. Od kilku tygodni w naszym serwisie publikujemy jej premierowe fragmenty. Dziś czas na ostatni spośród nich. Jeśli historie te przypadły Wam do gustu, jeśli spodobało Wam się na Pojezierzu Drawskim, musicie już sięgnąć po książki Doroty Schrammek.  

Tadeusz wypił niemal pół butelki wody. Od czasu wizyty u lekarza spacery z kijkami, nieregularne i zazwyczaj dość krótkie, zamienił na codzienne dwugodzinne marsze. Po pierwszym myślał, że płuca wypluje. Nigdy nie narzucił sobie takiego tempa. Sapał, pot lał się z niego strumieniami, bo już o poranku temperatura dochodziła do trzydziestu stopni. Wracał około dziewiątej do domu, brał szybki prysznic i kładł się na godzinkę, by odpocząć. Potem uzupełniał zapasy wody, która wyparowała z organizmu. Pierwszego dnia czuł się tragicznie. Bolał go każdy mięsień, nie tylko same nogi. Wracając z lasu do domu, klął na czym świat stoi. Zachciało mu się sprawności, to ma. Kiedyś pewnie by poprzestał na jednodniowej próbie, teraz jednak od razu przed oczami stanął mu Kacperek, który potrzebował sprawnego dziadka, pełnego sił, potrafiącego i pobiec za nim, i pobawić się, a nie stać na środku podwórka i kaszleć z wysiłku. Obiecał sobie, że tym razem się nie podda.

Dzisiaj był zwolniony z opieki nad wnukiem, chociaż wcale nie odczuwał tego jako obowiązek. Sabina pojechała do Koszalina na zakupy z synkiem. Na pewno spędzą tam cały dzień. Ojciec był zadowolony z tego, jak sobie radzi. Otwarcie własnego saloniku kosmetycznego dodało jej pewności siebie. I chyba coś jeszcze… Ktoś właściwie. Tadeusz zauważył, że córka często spotyka się z Radkiem. Rosjanin zjawiał się u niego za każdym razem, gdy przyjeżdżała ona. Szli na spacer nad jezioro, czasami zabierając Kacperka, który jednak wolał towarzystwo dziadka i zabawę w drewnianym domku. Tadeusz z dnia na dzień zbierał się, aby zacząć pewien temat, ale ciągle coś stawało na przeszkodzie. Po raz pierwszy bał się wyśmiania pomysłu, na którym mu tak zależało. Nie mógł patrzeć, z jakim żalem za każdym razem odjeżdża od niego Kacperek, który chciałby nadal się bawić i bawić.

Nawet nie wiedział, kiedy zapadł w drzemkę. Śnił mu się i wnuk, i Sabinka, i nawet on sam. Całą trójką przebywali w ogrodzie, spędzając czas na beztroskiej zabawie. Piłka, którą grali, poleciała w stronę płotu i uderzyła w listonosza, który tam stał.

– Proszę pana, tak się nie robi! – krzyknął w jego stronę.

Gospodarz machnął ręką, bagatelizując sprawę.

– Proszę pana, tak się nie robi! Jak można spać?!

Tadeusz powoli otworzył oczy. To nie był sen! Tuż nad nim stały trzy kobiety, a jedna z nich powtarzała w kółko to samo.

– Co panie… O co chodzi?! – spytał, siadając na kanapie, na której drzemał. Nagły zryw spowodował, że ponownie dały znać o sobie wszystkie bolące mięśnie.

– Przyszłyśmy, bo tam nie będziemy mieszkać.

Mężczyzna był pewien, że nadal śni. W dodatku sen wydawał się bardzo niezrozumiały.

– Tam nie będziecie mieszkać… – powtórzył niepewnie, wpatrując się szczególnie w rudowłosą grację stojącą przed nim.

Trzy nieoczekiwane osoby w domu sprawiały niesamowite wrażenie. Wszystkie były dobrze po pięćdziesiątce. Dwie z nich to blondynki ubrane w długie, powłóczyste sukienki w barwne kwiaty. Na głowie miały słomkowe kapelusze. Trzecia o miedzianych włosach włożyła obcisłą koronkową sukienkę z dużym dekoltem podkreślającym obfity biust. Na głowie nosiła kapelusik z piórkiem. Wyglądała jak aktorka z filmu międzywojennego. Nawet makijaż wykonała w tym stylu. Tadeusz przyglądał się jej z zainteresowaniem. Kobiecie brakowało jeszcze długiej cygaretki, aby efekt był pełny.

– Nie będziemy tam mieszkać, bo właściciel jest pijany i niegrzeczny! – Blondynki mówiły jedna przez drugą. – Ma paskudne maniery i brak artystycznego zmysłu.

Niemal jednocześnie wydęły usta, okazując pogardę mężczyźnie. Tylko Tadeusz kompletnie nie wiedział któremu…

– Byłyby panie łaskawe zacząć od początku – poprosił.

Blondynki zaczęły prawie jednocześnie, ale miedzianowłosa podniosła rękę i przerwała im.

– Pozwólcie, że ja opowiem – rzuciła stanowczym tonem. – Przyjechałyśmy wcześnie rano do pensjonatu U Gienka. Tam miałyśmy zatrzymać się przez kilka dni pleneru malarskiego. Długo dzwoniłyśmy do drzwi, ale nikt nie otwierał. Rozszczekały się psy. Jeden ujadał naprawdę głośno. To zbudziło właściciela, który w końcu raczył wstać. Zamiast udostępnić nam pokoje, w których miałyśmy nocować, wskazał palcem bramę i kazał się wynosić. Krzyczał, że to niemoralne budzić go o tak nieludzkiej porze, że ma prawo odpocząć po ciężkiej pracy, a w ogóle my mamy… Pozwoli pan, że nie powtórzę, co dalej mówił, bo to nie nadaje się dla ludzkich uszu.

– No dobrze, ale w jaki sposób znalazły się panie tutaj? – Tadeusz dalej nie rozumiał.

– Pani Gizela mówiła, że mamy tu przyjść.

Mężczyzna otworzył oczy szeroko ze zdumienia.

– Gizela powiedziała, że macie tu przyjść?!

– Tak. – Wszystkie trzy skinęły głowami.

– Ale po co?!

– Dokładnie powiedziała tak: „Idźcie do domku z okiennicami i winoroślą na ścianie. Nie sposób go przeoczyć. Ścieśnicie się jakoś i znajdą się dla was miejsca do spania. Ja załatwię wszystkie szczegóły”.

– Naprawdę tak powiedziała?

– Jak bum-cyk-cyk! – Rudowłosa walnęła się ręką w bujną pierś, na co Tadeusz popatrzył z prawdziwą przyjemnością. Nigdy nie był obojętny na kobiece wdzięki. Panie o rudych włosach podobały mu się od zawsze.

– No to co ja mam zrobić?

– Proszę nam pokazać pokój, w którym możemy się zatrzymać.

Sam nie wiedząc dlaczego, wstał i poprowadził kobiety do sąsiedniej sypialni. Była tam dwuosobowa kanapa i pojedyncza leżanka.

– Wy bierzecie kanapę – zakomenderowała rudowłosa. – Ja śpię tam.

Dopiero wtedy do niego dotarło, że robi się z tego wszystkiego jakieś wielkie nieporozumienie. Wyszedł do kuchni i chwycił telefon, by zadzwonić do Gizeli. Nie odbierała. Wybrał numer Sabiny. Z trudem usłyszał ją przez gwar w centrum handlowym.

– Tato, coś się stało? Bardzo słabo cię słyszę!

– Wiesz może, dlaczego mama nie odbiera telefonu? – krzyczał do słuchawki.

– Ma trzy grupy, które oprowadza do wieczora. Odezwie się po osiemnastej! – odpowiedziała córka równie głośno i się rozłączyła.

Uświadomił sobie, że przed nim kilka godzin oczekiwania na wyjaśnienie sytuacji.

– Czy przyszłyśmy nie w porę? – W drzwiach stanęła rudowłosa. Przebrała się. Sukienkę zamieniła na krótkie spodenki odsłaniające jej smukłe, opalone nogi i obcisły top z jeszcze większym dekoltem niż poprzednio.

– Jestem po prostu zaskoczony. To wszystko…

– Mam nadzieję, że nie przeszkadzamy. Koleżanki położyły się spać. Jesteśmy po całonocnej podróży. Jazda pociągiem z południa Polski wykończyła nas, ale ja nie potrafię zasnąć w ciągu dnia. Zbyt mocno lubię, kiedy świeci na mnie słońce! – Uśmiechnęła się. Jej wygląd zdawał się to potwierdzać. – Przepraszam, nie przedstawiłam się. Wiolina jestem. – Wyciągnęła rękę do mężczyzny.

– Tadeusz. – Uścisnął jej dłoń delikatnie. – Może napijesz się kawy? Zaraz będę robił.

– Chętnie. – Usiadła przy kuchennym stole i rozglądała się. – Bardzo tu ładnie.

Tylko skinął głową. Każda rzecz znajdująca się w tym pomieszczeniu została nabyta, przywieziona lub odnowiona przez Monikę. Nie zmienił kompletnie nic we wnętrzu, które ona zaaranżowała. Zalał wodą dwa duże porcelanowe kubki, do których wcześniej nasypał kawy. Nie lubił jej pić z małych filiżanek. To też był nawyk wprowadzony przez zmarłą partnerkę. Twierdziła, że przygotowywanie kawy w małych naczyniach mija się z celem. Uwielbiała ten napój i często delektowała się nim.

Po chwili po kuchni rozszedł się aromatyczny zapach. Gospodarz postawił na stole oba kubki i cukiernicę, a z lodówki wystawił mleko.

– Co będziecie tu robiły? – spytał, by zagaić rozmowę.

– Jesteśmy uczestniczkami pleneru malarskiego organizowanego już kolejny raz przez panią Gizelę.

Informacja o tej imprezie obiła mu się o uszy. Nie wypytywał jednak o szczegóły. Gizela robiła wiele rzeczy, które sprawiały jej radość: oprowadzała wycieczki, przygotowywała spotkania z podróżnikami lub plenery jak ten. Nie opowiadała nigdy o niczym ze szczegółami. Nie miała na to czasu, pędząc z jednego wydarzenia na drugie. Wszędzie było jej pełno. Znał ją niemal każdy mieszkaniec Czaplinka. Rzadko szła z Tadeuszem i Kacperkiem na lody lub na kawę do miasta, ale nawet wtedy spotykała znajomych i na każdym kroku wdawała się w dyskusje. Była aktywistką, zupełnie jak za czasów studenckich. Ciągle w czymś brała udział lub sama organizowała. Wieczór w domu to dla niej rzadkość. Tadeusz czasami zastanawiał się, jak wyglądałoby ich wspólne życie. Były to jednak dywagacje czysto hipotetyczne. On lubił spokój i przez wiele lat nienawidził się ruszać, natomiast Gizela nie usiedziała na miejscu. Ciągle za czymś goniła. Może przy niej nabyłby podobnych nawyków? A może ona by jednak zwolniła? Wszystko pozostawało w sferze domysłów, bo los nie dał im szansy bycia razem.

– Napijemy się tej kawy na zewnątrz? Widziałam, że stoją tam meble ogrodowe – odezwała się Wiolina z uśmiechem.

Z pokoju dochodziło potężne chrapanie obu kobiet.

Tadeusz mrugnął i odpowiedział uśmiechem. Kubki postawił na tacy i wyszli przed dom. Kobieta usiadła na krześle i wystawiła nogi do słońca. Dłonie splotła na karku i twarz skierowała ku promieniom. Zamknęła oczy. Delikatny uśmiech błąkał się po jej ustach.

– Jest idealnie – wyszeptała.

Z prawdziwą przyjemnością przyglądał się Wiolinie. Cóż za nietypowe imię! Takie artystyczne, pasujące do jej osobowości. Nie ukrywała wieku. Delikatny makijaż tylko uwidaczniał jej piękne rysy twarzy. Ciało nadal było powabne i bez żenady je prezentowała. Kobiece kształty, zmysłowość ruchów i delikatny, egzotyczny zapach perfum – to wszystko sprawiało, że mężczyźni na pewno nie byli obojętni na jej widok. Tadeusz także spoglądał z zainteresowaniem. Już dawno w taki sposób nie patrzył na kobietę.

Chyba wyczuła na sobie jego spojrzenie, bo poruszyła się delikatnie na krześle. Piersi zafalowały.

– Robi się upalnie – powiedziała i wyprostowała się. Uniosła napięty do granic możliwości top i dmuchnęła sobie na piersi, by lekko je ochłodzić.

Tadeuszowi momentalnie zrobiło się bardzo gorąco. Wstał i pod pretekstem szukania cienia zaczął spacerować po podwórku. Wiolina natychmiast zrobiła to samo. Pod niewielką jabłonką stanęli tuż obok siebie. Dotykała go odsłoniętym ramieniem, próbując dosięgnąć do jabłek wiszących im nad głową.

– Dawno nie jadłam takich prosto z drzewa. – Uśmiechnęła się i podała mu zerwany owoc. Drugi zostawiła dla siebie.

– Przed wiekami nie skończyło się to najlepiej… – mruknął, ale przyjął podarunek.

Chwilę stali w milczeniu.

– Dzieci też tu przyjmujecie? – spytała Wiolina, wskazując na drewniany domek i porozrzucane wokół niego zabawki.

– Właściwie tylko jedno. – Tadeusz był zaskoczony dziwnie postawionym pytaniem. Już miał odpowiedzieć, że chodzi o wnuka, ale od furtki ktoś zawołał.

– Panie Tadeuszu! Panie Tadeuszu! – Machał do niego młody mężczyzna, który właśnie podjechał rowerem.

– Przepraszam, to inkasent z wodociągów – powiedział gospodarz i oddalił się w jego stronę.

Gdy pięć minut później wrócił w to samo miejsce, kobieta leżała na trawie i smacznie spała. Przyglądał się jej przez chwilę, jakby chcąc nasycić wzrok kobiecymi, powabnymi kształtami, a potem powoli odszedł w stronę domu. Jeszcze raz wziął telefon i wyszukał numer do Gizeli.

– Słucham – odezwała się lekko zirytowana po którymś sygnale z kolei. – Mam nadzieję, że to coś ważnego, bo zaraz zaczynam oprowadzanie kolejnej grupy.

– Ważne. Nie uprzedziłaś mnie, że przyślesz trzy panie i każesz im u mnie nocować.

– Co ty za bzdury opowiadasz? – podniosła głos. – Zacznij od początku.

Wrócił opowieścią do dzisiejszego poranka i streścił całą historię.

– Panie pomyliły domy. Reszta grupy jest zakwaterowana w agroturystyce.

– U tej babci i wnuczki? Dlaczego w takim razie nie umieściłaś tam wszystkich uczestników?

Gizela opowiedziała o perypetiach z noclegiem.

– Nie wiem, gdzie je ulokuję – westchnęła. – Chyba będę musiała przyjąć je u siebie w bloku, choć to niewygodne i nieprofesjonalne. Jakoś w tym roku nie mam szczęścia do organizacji pleneru. Wszystko idzie jak po grudzie. W agroturystyce na Winnym Wzgórzu też się nie zmieszczą.

– Na jak długo przyjechały? – spytał Tadeusz nieoczekiwanie.

– Pięć dni. W niedzielę mamy uroczystą kolację z prezentacją namalowanych prac, a po niej wszyscy rozjeżdżają się do domów. Chyba ostatni raz organizuję takie coś, bo…

– Dobrze. – Nie pozwolił jej dokończyć. – Niech zostaną u mnie tych parę dni – powiedział nieoczekiwanie dla samego siebie.

– Co? Serio?! Jesteś pewien? – W głosie kobiety słychać było nieukrywaną radość. – Odbiorę pieniądze od pana Gienka i zapłacę ci. Ureguluję wszystko na pewno. Ogromnie ci dziękuję za pomoc! Nawet nie wiesz, ile to dla mnie znaczy!

Tadeusz w krótkich słowach pożegnał się i rozłączył. Nigdy nie postępował tak spontanicznie jak teraz. No cóż, musi pomóc Gizeli w tej sytuacji. Została postawiona pod ścianą, a towarzystwo kobiet przez kilka dni może być miłe i atrakcyjne. Szczególnie tej jednej. Zerknął pod jabłonkę. Wiolina odwróciła się i spała na brzuchu. Krągła pupa wystawała z trawy. Z trudem oderwał od niej wzrok.

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Winne Wzgórze. Nadzieja
0
Okładka książki - Winne Wzgórze. Nadzieja

Na Winnym Wzgórzu zapanował spokój. Niestety tylko przez chwilę. Dorota niemal całkowicie utraciła zaufanie do męża. Gdyby nie dzieci i wspólna...

dodaj do biblioteczki
Wydawnictwo
Recenzje miesiąca
Tylko dla dorosłych
Nina Majewska-Brown
Tylko dla dorosłych
Pod naszym niebem
Sylwia Kubik
Pod naszym niebem
Ta, która musi umrzeć
David Lagercrantz
Ta, która musi umrzeć
Marzycielka
Katarzyna Michalak
Marzycielka
Ojciec, czyli o Pieronku
Szymon Wróbel
Ojciec, czyli o Pieronku
Kolory pawich piór
Jojo Moyes;
Kolory pawich piór
Coco i jej mała czarna sukienka
Annemarie Van Haeringen
Coco i jej mała czarna sukienka
Wariat na wolności. Autobiografia
Wojciech Eichelberger;
Wariat na wolności. Autobiografia
Pokaż wszystkie recenzje