Zabrał tajemnicę ze sobą. Fragment książki „Consilio"

Data: 2022-03-31 12:27:19 Autor: Piotr Piekarski
udostępnij Tweet

Kraków, lata dwudzieste XX wieku. W Szpitalu Uniwersyteckim grupa osób skupionych wokół lekarza Juliana Zagajewskiego prowadzi tajne badania naukowe, eksperymentując z pionierskimi przeszczepami organów. Nieszczęśliwy wypadek kobiety bliskiej sercu jednego z medyków powoduje, że ambitni badacze posuwają się o krok za daleko...

Krakowska policja kryminalna zaczyna odnotowywać liczne przypadki okrutnego traktowania ludzi i zwierząt, a podejrzenia padają na środowisko medyczne.

Czy początkiem mrocznych zajść mogła być samobójcza śmierć pewnego sowieckiego zbiega i dokumenty, które razem z nim trafiły do Polski?

Obrazek w treści

Consilio Danuty Marć to opowieść o tajemniczych zbrodniach, szalonych ambicjach ludzi nauki oraz o początkach transplantologii, która odkrywa swoje ponure oblicze. Do lektury zaprasza Wydawnictwo Lira. W ubiegłym tygodniu w naszym serwisie mogliście przeczytać premierowy fragment książki Consilio. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii: 

— Mamy cię, psie. Gdzie skradziony przedmiot? — Strażnik szturchnął spętanego mężczyznę kolbą karabinu Mosin. Uderzenie było mocne i stanowiło tylko zapowiedź tego, co w przyszłości czekało więźnia.

— To jakaś pomyłka. Nic nie wiem o żadnych skradzionych przedmiotach. — Młody człowiek bronił się jeszcze.

— Pomyłka? No, skoro uważasz, że to pomyłka… — Oprawca już szykował się do kolejnego ciosu. Zadał go z wielką przyjemnością i przymierzał się do przeszukania ubrania mężczyzny. Powstrzymało go jednak pytanie z ust jeńca:

— Zapalicie?

Więzień zaryzykował i bez pozwolenia sięgnął skrępowanymi dłońmi do swej kieszeni. Z trudem wyciągnął zawiniątko i zaczął je niezdarnie rozwiązywać, zapewne w poszukiwaniu papierosów. Zdaniem strażnika nic nie stało na przeszkodzie, by odłożyć na chwilę rewizję zbiega i zaciągnąć się kilka razy.

Rosjanin patrzył szyderczo i czekał z ironicznym grymasem na twarzy. W końcu pojmany oswobodził zawartość ze strzępu pobrudzonej tkaniny i zanim strażnicy się zorientowali, podniósł ją do ust. Zmiażdżył ampułkę zdrowymi, młodymi zębami i przełknął śmiertelną dawkę cykuty.

Doskoczyli do niego, złorzecząc, że tak łatwo wystrychnął ich na dudka. Nie zdążyli już zapobiec jego śmierci. Więzień wyszczerzył zęby w ostatnim, drwiącym uśmiechu. Zabrał tajemnicę ze sobą.

5

Rok 1927

Jakieś osiem miesięcy wcześniej Heniek widział zdarzenie z uciekinierem i policją. Wracał akurat z lasu z zającem złapanym we wnyki, dyndającym na rzemieniu u pasa. Po kilkudniowej nieobecności w domu rozgrzeszał się w myślach, licząc, że mięsiwo udobrucha matkę, a ta oszczędzi mu narzekań.

Szykował się właśnie, by nie rzucając się w oczy, wychynąć z leśnego mroku na trakt, gdy w porę zauważył nadchodzących drogą mundurowych. Przycupnął ostrożnie za drzewem. Oj, nie chciał za nic w świecie zostać przyłapany na kłusownictwie. Obserwował więc scenę z oddali.

Pomimo nocy Heniek widział wszystko doskonale, bo księżyc dawał jasne, białe światło. Była pełnia. Dlatego zresztą poszczęściło mu się ze zwierzyną, bowiem gadziny głupiały, traciły ostrożność i łatwiej wpadały w zastawione sidła.

Młody mężczyzna — więzień mówiący ze strażnikami granicznymi po rosyjsku, na oczach osłupiałego ze zdumienia Heńka połknął truciznę. No bo cóż innego mogłoby to być, skoro pojmany od razu padł trupem?

Chłopak gapił się zza pnia starego świerka, jak po śmierci mężczyzny Rosjanie przeszukują odzienie więźnia. Niecierpliwie rozszarpują podszewkę bluzy, skrupulatnie przetrząsają zniszczone buty i onuce.

Potem zaczęli maglować pytaniami chłopa mieszkającego w chałupie, w której złapali owego człowieka. Wściekli, że nie znaleźli, czego szukali, śpiewnym językiem wymuszali zeznania, skąd przybył mężczyzna. Gdzie mają szukać jego ostatniego schronienia? Zakazali mieszkańcom domu, grożąc śmiercią, mówić komukolwiek o wydarzeniu, którego byli świadkami. Heniek dobrze słyszał ich krzyki i złorzeczenia.

Całe szczęście nie odkryli jego obecności, bo pewnie nie daliby mu odejść w spokoju. Toby dopiero było!

Rosjanie jeszcze pod osłoną nocy zabrali zwłoki ze sobą, wlokąc je bez żadnego poszanowania po suchej, piaszczystej drodze. Bose stopy martwego mężczyzny rysowały głęboką bruzdę w pyle siwym od księżycowego lśnienia. Jeden z oprawców włożył pod pachę buty więźnia, mimo że były już wysłużone. Podarte, zabrudzone onuce smętnie zwisały nad krawędziami cholewek, kołysząc się na prawo i lewo. Prawo i lewo — w rytm kroków strażnika granicznego.

— Przez kilka następnych nocy, w tajemnicy przed wszystkimi, Ruski przeszukiwali po próżnicy las w pobliżu naszej wsi — opowiadał Heńkowi parobek z domu pod lasem. — Tylko nie mów o tym nikomu. Zakazali nam rozpowiadać… Jeśli się rozniesie, po nas…

— Nie jestem gadułą… Przecież wiesz… Znasz mnie.

— Wiem. I tylko dlatego ci o tym gadam. Nic nie znaleźli. A tak po prawdzie, nie wiadomo, za czym węszyli… Sam jestem ciekaw…

Heniek wciąż dumał o tej zagadkowej sytuacji. Owa myśl nie dawała mu spokoju. Postanowił zatem we własnym zakresie poszperać za tajemniczym „czymś”. Skoro i tak ciągle włóczył się po okolicy…

Znał przecież każdy skrawek ziemi w promieniu kilku kilometrów od wsi. I wiedział, że w czasie poprzedzającym dziwny epizod nikt nie ukrywał się w pobliżu osady. Wydumał zatem, że uciekinier musiał przyjść z dalszego rejonu. Z każdym dniem rozszerzał więc teren penetracji, obchodząc coraz odleglejsze obszary. Coraz rzadziej bywał w domu. Przepadał znowu na kilka dni.

Powieść Consilio kupicie w popularnych księgarniach internetowych: 

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeĹźeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Consilio
Danuta Marć 3
Okładka książki - Consilio

Kraków, lata dwudzieste XX wieku. W Szpitalu Uniwersyteckim grupa osób skupionych wokół lekarza Juliana Zagajewskiego prowadzi tajne badania naukowe, eksperymentując...

dodaj do biblioteczki
Wydawnictwo