Zaufaj jej! Fragment książki „Dopóki starczy mi wiary"

Data: 2021-05-14 10:55:18 Autor: Piotr Piekarski

Nowa powieść Karoliny Klimkiewicz przynosi dalsze losy bohaterów emocjonującej książki Dopóki starczy mi sił. Czy Zola i Liam pokonają przeciwności losu i znajdą własny happy end?

Obrazek w treści

Dwa lata po tragicznych wydarzeń w Jonesport Zola mieszka i studiuje w Stanford, starając się poukładać życie na nowo. Dziewczyna próbuje dowiedzieć się, kim tak naprawdę jest. Jednak przeszłość nie daje o sobie zapomnieć… Czy Zoli uda się uporać z własnymi lękami? Co się działo z Liamem przez te dwa lata? Bohaterowie po raz kolejny będą musieli zmierzyć się z rzeczywistością, by przekonać się, czy są sobie pisani.

Do lektury najnowszej powieści Karoliny Klimkiewicz Dopóki starczy mi wiary zaprasza Wydawnictwo Szósty Zmysł. W ubiegłym tygodniu na naszych łamach mogliście przeczytać fragment powieści. Dziś macie okazję poznać kolejną odsłonę tej historii: 

Spróbuj nie opierać się zmianom,

które napotykasz na swojej drodze.

Zamiast tego daj się ponieść życiu.

I nie martw się, że wywraca się ono

czasem do góry nogami.

Skąd wiesz, że ta strona, do której się przyzwyczaiłeś,

jest lepsza od tej, która cię czeka?

Elif Şhafak – Czterdzieści zasad miłości

Noc powinna być ukojeniem. Odpoczynkiem dla skołatanych nerwów, podpuchniętych oczu i zmęczonych zmysłów. Moja od dzieciństwa jest niczym noc w średniowieczu: ciemna, zimna i straszna. Piaskowy Ludek zapomniał o moim istnieniu, jego czary nie działają na moją wyobraźnię. Łapacze snów nie wychwytują mych koszmarów. Pozostawiona sama sobie walczę z demonami, które zadomowiły się w mej duszy na dobre.

– Witaj, słoneczko. – Eddy wchodzi do mojego pokoju bez pukania i odsłania zasłonę. – Mamy piękny dzień – świergocze.

– Puka się! – jęczę, zakrywając głowę poduszką.

– Dziś ważny dzień, a ja mam wytyczne. – Zamaszystym ruchem ściąga mi z głowy jaśka. Staje przede mną, dłonie kładzie na biodrach.

– Co ta wariatka znów wymyśliła? – pytam, pewna, że owe wytyczne, o których wspomina, dostał właśnie od Melanii.

– Masz się ubrać – zaczyna wyliczać na palcach – Ubrania masz przygotowane w salonie na krześle, zjeść płatki z mlekiem, które są już w misce, wsiąść do samochodu i na razie tyle. – Uśmiecha się triumfalnie.

Przecieram twarz i stękam zniesmaczona, po czym udaję płacz, marszcząc twarz.

– Chodź, bo ci tak zostanie. – Eddy chwyta mnie za stopę i ciągnie. Spadam z łóżka, ale nawet to nie zmusza mnie do wstania.

– Nienawidzę was, idź sobie, wyprowadź się, pa. Przewracam się na brzuch i udaję oburzoną. Wszystkie moje mięśnie napinają się, w głowie słyszę uciążliwe głosy kłócące się o to, co powinnam zrobić. Nie chcę dziś wstawać z łóżka, nie chcę wychodzić z pokoju, nie chcę się z nim żegnać.

Dwa lata to dużo, gdy czekamy na wizytę u lekarza lub na ukochanego, który wyjechał na misję. Dwa lata to aż dwadzieścia cztery miesiące, sto cztery tygodnie, siedemnaście tysięcy pięćset dwadzieścia godzin. To szmat czasu, wciąż jednak za mało, żeby móc zapomnieć o miłości swojego życia, zbyt krótko, żeby móc pogodzić się ze stratą, żyć jak gdyby nigdy nic i przepracować krzywdę, jakiej się doświadczyło.

– I tak wiesz, że nie pozwolę ci zostać w pokoju.

– Bo boisz się gniewu Mel. – Śmieję się przez łzy.

– No już, nie stękaj – karci mnie Eddy.

Więc zwlekam się, znajduję w sobie tę odrobinę pokładów dobrej woli. Wstaję i idę do salonu. Zjadam przygotowane śniadanie, myję zęby oraz twarz. Ubieram się w przyszykowane przez Melanię ciuchy czerwoną sukienkę do kolan, balerinki i długą, czarną kamizelkę.

– Co teraz? – pytam przewodnika dzisiejszej podróży.

– Zobaczysz – odpowiada zagadkowo z tajemniczym uśmiechem.

Biorę z pokoju torebkę i dołączam do Eddy’ego, który siedzi już w samochodzie.

– Swoją drogą, gratki za odwagę – mówi, gdy jedziemy wzdłuż głównej ulicy.

– Mówisz o konferencji czy o tym, że zaufałam twojej dziewczynie?

– W sumie – myśli – i o tym, i o tym. – Śmieje się.

– Uważasz, że to pomoże?

– Sądzę, że nie zaszkodzi.

Dalszą drogę milczymy. Przez jakiś czas wpatruję się w szybę, po chwili jednak zamykam oczy i wchodzę do swojej prywatnej przestrzeni. Nie tkwię w niej długo, bo nie wiedzieć kiedy po prostu zasypiam. Z płytkiego snu wybudza mnie ciepła dłoń Eddy’ego.

– Jesteśmy.

Otwieram oczy. Przed nami na złoto migocze szyld zakładu fryzjerskiego.

– Serio?

– Zaufaj jej.

– Ale serio? – Nie mogę uwierzyć, że genialnym pomysłem Melanii jest właśnie fryzjer. Niby jak zmiana fryzury ma mi pomóc stanąć na nogi? Już bardziej spodziewałam się szpitala psychiatrycznego, ale na pewno nie tego.

Wchodzimy do środka, gdzie Mel stoi rozpromieniona przy ladzie i wita nas uśmiechem. Bez zbędnych słów bierze mnie za rękę i ciągnie w głąb salonu.

– Po co to wszystko? – pytam, nie uzyskuję jednak odpowiedzi.

– Przecież ustaliłyśmy, że zaczynasz nowy rozdział, czyż nie?

Rozglądam się po pomieszczeniu. Kobiety siedzą w swoich fotelach uśmiechnięte od ucha do ucha, żwawo rozmawiając ze swoimi stylistami. Z radia leci optymistyczna muzyka, a dookoła unosi się przyjemny zapach perfum i preparatów do włosów. Chciałabym tak jak one cieszyć się ze zmiany fryzury. Dla mniej jednak to wszystko znaczy dużo więcej, nie chodzi tu tylko o podcięcie końcówek czy zakrycie odrostów.

Moje włosy były na to narażone co trzy miesiące. Ścięcie, doczepianie, farbowanie, rozjaśnianie… i tak nieskoczenie wiele razy. Czasami było to uciążliwe, ale nigdy nie sprawiało aż tak wielkiego kłopotu. Problem pojawił się wówczas, gdy dany kolor włosów, ich długość oraz kształt zaczęły być utożsamiane ze mną i były przeznaczone dla dziewczyny, w której zakochał się Liam. Mimo że rudy był zarezerwowany dla Avy i miał zniknąć, jak każdy poprzedni, to stał się symbolem.

– Boję się – wyznaję po cichu.

– Wiem, dlatego tu jestem. Nikt nie oczekuje, że nie będziesz się czuła tak jak teraz…

Biorę głęboki oddech.

Zamykam oczy i po raz ostatni wyobrażam go sobie. Siedzi na fotelu obok i się uśmiecha.

– Wybaczysz mi? – szepczę do wyimaginowanego obrazu Liama.

– Więcej… – Słyszę jego głos tak wyraźnie, jakby naprawdę tu był. – Bez względu na kolor włosów, jaki będziesz miała, zawsze będę cię kochał.

Po policzku spływa mi łza, którą szybko wycieram.

– Dobrze – kiwam głową i silę się na uśmiech. – Zróbmy to.

Zmiany towarzyszą mi od zawsze. Przyzwyczaiłam się do nich. Jednak czasami nasze życie odmienia się w takim momencie, w którym nie jesteśmy gotowi, by je przyjąć i choćbyśmy nie wiem jak silni i odporni byli, wszystko dzieje się za szybko. Nie nadążamy. Ani serce, ani rozum nie są w stanie się z nimi pogodzić. Jednak nie to jest najgorsze. Najgorszy jest ból, który tworzy się w środku, tak głęboko w trzewiach, że choćbyśmy wyrwali sobie wszystkie narządy, on wciąż by tam był. Tęsknota za tym, co odeszło i już nigdy nie wróci.

Książkę Dopóki starczy mi wiary kupić można w popularnych księgarniach internetowych: 

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Dopóki starczy mi wiary
Karolina Klimkiewicz0
Okładka książki - Dopóki starczy mi wiary

Nowa powieść Karoliny Klimkiewicz przynosi dalsze losy bohaterów emocjonującej książki "Dopóki starczy mi sił". Czy Zola i Liam pokonają...

dodaj do biblioteczki