Nazywam się Zola Henderson i byłam ofiarą przemocy. "Dopóki starczy mi wiary"

Data: 2021-04-26 11:19:19 Autor: Piotr Piekarski
udostępnij Tweet

Nowa powieść Karoliny Klimkiewicz przynosi dalsze losy bohaterów emocjonującej książki Dopóki starczy mi sił. Czy Zola i Liam pokonają przeciwności losu i znajdą własny happy end?

Obrazek w treści

Dwa lata po tragicznych wydarzeń w Jonesport Zola mieszka i studiuje w Stanford, starając się poukładać życie na nowo. Dziewczyna próbuje dowiedzieć się, kim tak naprawdę jest. Jednak przeszłość nie daje o sobie zapomnieć… Czy Zoli uda się uporać z własnymi lękami? Co się działo z Liamem przez te dwa lata? Bohaterowie po raz kolejny będą musieli zmierzyć się z rzeczywistością, by przekonać się, czy są sobie pisani.

Do lektury najnowszej powieści Karoliny Klimkiewicz Dopóki starczy mi wiary zaprasza Wydawnictwo Szósty Zmysł. Tymczasem już teraz zachęcamy Was do przeczytania premierowego fragmentu powieści: 

Światła reflektorów rażą mnie w oczy. Mrugam, zasłaniam twarz dłonią. Nie chce mnie opuścić wrażenie, że jestem zamknięta w klatce. Przekonuję samą siebie, że przyszłam tutaj z własnej woli. Moja obecność tu ma sens, znaczenie, jest po coś.

Prawda?

Spoglądam na nią kątem oka. Wydaje się pogodna i promienna. Na jej pięknej twarzy, mimo przybywających lat, widnieje uśmiech. Tylko oczy zdradzają strach przed niewygodnymi pytaniami, przed tym, że ludzie dostrzegą to, co ja widzę.

Bierze łyk wody, odgarnia niesforny kosmyk za ucho i ponownie się uśmiecha do kamer. Nie umiem udawać, a przynajmniej nie w taki sposób, jak ona. Grałam wiele osób, potrafiłam się uśmiechać, gdy miałam ochotę płakać, i płakałam, gdy nie widziałam w tym sensu. Byłam malarką, pianistką, kujonką i buntowniczką. Mówili do mnie Ava, Jo, Dominika, Lena – gdy byłam nimi, nie przeszkadzało mi kłamstwo, nie w sposób moralny, etyczny. Moim celem było grać, więc robiłam to najlepiej, jak potrafiłam. Musiałam, żeby przetrwać.

Dziś siedzę tu jako Zola Henderson, córka martwego senatora psychopaty. Dziewczyna, która przełamała system i zrobiła c o ś wielkiego. Bez względu na to, czy się z nimi zgadzam, czy nie, jako Zola nie umiem i nie chcę kłamać, już nie! Właśnie po to się uwolniłam, po to zaryzykowałam, żeby już nigdy więcej nie musieć kłamać. Być może z tego powodu, gdy pada najtrudniejsze pytanie, odpowiadam zgodnie z prawdą.

– Czy uważasz, że był inny sposób na powstrzymanie twojego ojca?

– Słucham? – pytam wciąż zakotwiczona we własnych myślach.

– Czy można było uniknąć jego śmierci? Czy był inny sposób? – ponawia pytanie dziennikarz.

– Nie. – Kręcę głową. Na sali pełnej reporterów słyszę nasilone szepty.

– Zola miała na myśli… – wtrąca mama, ale szybko jej przerywam.

– Miałam na myśli dokładnie to, co powiedziałam. – Patrzę na nią gniewnie. – Cieszę się, że nie żyje, żałuję tylko, że tak długo musiałam na to czekać.

Mama próbuje to odkręcić, zaczyna tłumaczyć moje własne słowa i argumentować. Wszyscy jednak wiemy, że to na nic. Powiedziałam to, oni usłyszeli, jutro przeczyta o tym cała Ameryka – Senator Henderson był potworem, z którego śmierci cieszy się nawet jego córka.

Siedzę i milczę. Nawet jeśli pytanie skierowane jest do mnie, nikt z obecnych nie pozwala mi się wypowiedzieć. Nie kłócę się, nie zabiegam o to, w zasadzie nie mam nic więcej do powiedzenia. Wbijam wzrok w szklankę. Chcę się skurczyć i do niej wejść, zanurzyć w tej czystej wodzie i móc przez chwilę nie myśleć. Nie uczestniczyć w tej szopce, nie być na świeczniku.

Od śmierci ojca wiele się zmieniło. Nie musiałam udawać, przestałam być szara, znów stałam się złota – cena była jednak wysoka, zbyt wysoka. Miałam nadzieję, że gdy to wszystko się skończy, będę wolna, do wolności jednak było mi tak bardzo daleko. Gdziekolwiek nie poszłam, tam byli oni. Paparazzi śledzili mnie na każdym kroku, jak gwiazdę muzyki pop, a ja byłam zwyczajną dziewczyną, która zapragnęła normalności, o którą tak długo walczyła. Jedyne miejsce, gdzie mogłam czuć się sobą, to dom. Dom, w którym mieszkałam razem z Mel i Eddym. To oni namówili mnie na tę konferencję prasową, na pokazanie się z mamą, odpowiadanie na pytania. Przekonywali, że jeśli będę się ukrywać, wszyscy uznają, że nie jestem szczera i nie dadzą mi spokoju. Jeśli natomiast będę przyjmować ich zaproszenia, w końcu znudzi im się ten temat i znów będę mogła wrócić do normalności. Czym jednak była ta normalność i czy po tym wszystkim, co się wydarzyło, naprawdę miałam prawo o nią prosić?

Kątem oka spoglądam na mamę, wciąż ten sam przyklejony uśmiech. Rozglądam się po sali i jedyne, co dostrzegam, to parodię, w której przyszło mi uczestniczyć. Oni nie są tu po to, żeby poznać prawdę, my zresztą też nie. My chcemy, żeby dali nam spokój, więc mówimy wszystko, co tylko pragną usłyszeć, a oni chcą sensacji.

Boże!

Słyszę w swojej głowie krzyk bezsilności – jak mogę na to pozwolić?! Dlaczego zgodziłam się tu przyjść? Moje dłonie drżą, serce zaczyna walić coraz szybciej, jeszcze nie podjęłam decyzji, jednak moje ciało już reaguje na to, co nieuniknione. Siedzę tu, podpisuję się swoim imieniem i nazwiskiem. To nie może być kolejne gówno, które damy publice – musi być w tym prawda, moja własna prawda, prawda, którą powinnam wyjawić już dawno temu.

– Mam pięć lat – zaczynam, a wszystkie spojrzenia kierują się w moją stroną – może sześć, siedzę w szafie i nasłuchuję jego kroków.

– Co ty robisz? – pyta mama w panice.

Lekceważę ją, mówię dalej:

– One jednak nie nadchodzą. Wzdycham z ulgą, pewna, że dziś nie spotka mnie kara, dziś byłam grzeczną dziewczynką i wykonałam plan idealnie!  Do moich uszu dobiegają jednak krzyki, wzdrygam się, bo wiem, co to oznacza. Ja byłam idealna, ale ona nie. – Spoglądam na mamę ze współczuciem. Pamiętam ten dzień jak dziś. Mimo że byłam mała i minęło tyle lat, pamiętam go. Gdy patrzę w jej przerażone oczy, wiem, że ona też nie zapomniała. – Wychodzę z szafy i idę do ich sypialni. Tylko tam sobie na to pozwalał, tam nie było służby, kamer, tam mógł pokazać swoją twarz…

– Myślę, że na tym zakończymy – przerywa mi prawnik mamy. Wstaje i uśmiecha się do wszystkich, machając dłonią, żeby wyszli. Dziennikarze są jednak nieustępliwi, wszyscy wstają i robią krok wprzód. Masowo zadają mi pytania. Nie słyszę ich i szczerze, mam je gdzieś. Nie chcę opowiedzieć im tego, na co liczą, chcę zostać wysłuchana i przedstawić swój punkt widzenia.

– Możesz wyjść, nikt cię tu nie trzyma – zwracam się do prawnika, nawet na niego nie patrząc.

– Pożałujesz tego – syczy.

Biorę wdech i lekceważąc groźby, wracam do opowieści.

– Tej nocy połamał mamie rękę i obił śledzionę. Po wszystkim ucałował ją w policzek i wyszedł. Zabrałam ją do łazienki i jak zwykle umyłam: z krwi, brudu i wstydu. Jeszcze wtedy nie byłam tego świadoma, ale tamtej nocy i każdej kolejnej odciskał na nas piętno, którego nie da się niczym zmyć. Obecni tutaj zakazali mi o tym mówić. Twierdzą, że to dla naszego dobra, bo nie zrozumiecie, zniszczycie nas i być może taka jest prawda. Ale to nie ja powinnam się wstydzić tej historii, bać się o niej mówić. To nie ja katowałam własną żonę i znęcałam się psychicznie nad dzieckiem, nie ja byłam psychopatą, który zniszczył to, co niewinne.

Wstaję uniesiona emocjami. Mój głos staje się donośniejszy, dłonie się zaciskają, a oczy i policzki palą żywym żarem.

– Wówczas byłam dzieckiem, dzieckiem, które miało więcej odwagi niż wszyscy dorośli razem wzięci. Jednak mimo tej odwagi byłam tylko dzieckiem. Nie pozwolę, ani dziś, ani już nigdy więcej, skrzywdzić tego dziecka! Nie będę milczeć, nie dam się zastraszyć! Nazywam się Zola Henderson i byłam ofiarą przemocy, nigdy więcej!

Kiwam na pożegnanie głową, bez słowa wychodzę. Nagromadzone w płucach powietrze znajduje ujście. Czuję się lepiej, mogę swobodnie ruszać twarzą. Czuję się bezpieczna i taka lekka.

– Coś ty sobie wyobrażała. – Dłoń mamy znajduje się na moim ramieniu i za nie szarpie. Spoglądam na nią lekceważąco. Milczę, bo w tym momencie żadne słowa nie oddadzą pogardy, jaką do niej czuję. – Zola, robię wszystko, żeby ci pomóc, żeby załagodzić sytuację, żeby ją znormalizować, na tyle, na ile się da… – Pauza. Czeka, aż jej podziękuję, przeproszę, powiem cokolwiek, żeby tylko umniejszyć jej poczucie winy.

Nie czynię tego. Mierzę ją wzrokiem i odwracam spojrzenie. Wyciągam telefon – gotowa zadzwonić po taksówkę.

– Córeczko, musisz mi pomóc, ja nie jestem twoim wrogiem. – Jej ton łagodnieje. Widzę, jak się wije, próbuje do mnie dotrzeć, nie wierzę jednak, żeby robiła to dla nas. Dla mnie. Każda komórka mojego ciała wyczuwa w niej zakłamaną hipokrytkę, martwiącą się jedynie o czubek własnego nosa.

– Skończyłaś?

– Słucham?

– Pytam, czy skończyłaś? Bo szczerze, nie mam ochoty słuchać tych bzdur.

– Zola! – unosi się matka.

– A i jeszcze jedno… Dopóki nie przyznasz, że on nas zniszczył, nie nazywaj się moją matką.

Marzyłam o rodzinie i mamie. Chwilami tak bardzo za nią tęskniłam. Pragnęłam się do niej przytulić i poczuć, że mnie kocha. Bywały nawet chwile, że wyobrażałam sobie, że jesteśmy zwyczajną, szczęśliwą rodziną.

Gdy pierwszy raz weszła do sali szpitalnej, spojrzała na mnie swym lodowatym wzrokiem i oskarżyła Camillę o wszystko, wiedziałam! Właśnie wtedy zrozumiałam, że jest taka sama jak on. Broniłam jej, dla niej poświęciłam wszystko, bałam się o nią. Tymczasem okazało się, że to był układ. Sprzedała się – dla luksusu, pieniędzy, pozycji, oddała mu siebie. I mimo że on już nie żył, wciąż była jego niewolnicą i mu służyła.

– Już mnie oceniłaś, ale nie będę się tutaj z tobą kłócić. Możesz wierzyć lub nie, ale znam ten świat i wiem, co należy zrobić, żebyśmy obie mogły zacząć normalnie żyć.

Stoję do niej tyłem. Jestem irracjonalnie wściekła.  Nie odwracam się, wychodzę z pomieszczenia. Łapię taksówkę i podaję adres, chcę się już znaleźć na lotnisku i móc wrócić do domu. Mimo tego nie żałuję, że przyjechałam do Waszyngtonu, nie żałuję, że zgodziłam się na tę konferencję. Żałuję jedynie tego, że wciąż mi na niej zależy.

Książkę Dopóki starczy mi wiary kupić można w popularnych księgarniach internetowych: 

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Dopóki starczy mi wiary
Karolina Klimkiewicz0
Okładka książki - Dopóki starczy mi wiary

Nowa powieść Karoliny Klimkiewicz przynosi dalsze losy bohaterów emocjonującej książki "Dopóki starczy mi sił". Czy Zola i Liam pokonają...

dodaj do biblioteczki
Recenzje miesiąca
Bóg Maszyna
Joanna W. Gajzler
Bóg Maszyna
Tam, gdzie nie pada
Michael Sowa
Tam, gdzie nie pada
Przepustka do męskości
Paweł Pollak
Przepustka do męskości
Żyje się tu i teraz
Katarzyna Kaźmierczak
Żyje się tu i teraz
Kwestia winy
Małgorzata Rogala
Kwestia winy
Prezydentka
Marika Krajniewska
Prezydentka
Joker
Natalia Nowak-Lewandowska
Joker
Pokaż wszystkie recenzje