Trzykrotki bez reszty poświęcają się opiece nad wnuczętami. Zaniedbują pasje, ignorują szwankujące zdrowie i choć mają tego dość, nie przyznają się rodzinie do zmęczenia. Gdy pewnego dnia dostają zaproszenie na potańcówkę w klubie seniora, decydują się z niego skorzystać i wreszcie zrobić coś dla siebie. Nie spodziewają się, że ten mały krok wywoła w ich życiu rewolucję.
Krótko potem przyjaciółki wyruszają w szaloną podróż. Przy dźwiękach muzyki flamenco, na tle bajecznych zabytków Andaluzji oraz na słonecznych plażach Costa del Sol rozpętują mrożącą krew w żyłach i nieco gorszącą aferę. A wszystko przez żądzę zemsty i niewygodną znajomość z młodości... Czy tym razem obejdzie się bez strat?

Już trzeci raz Trzykrotki porywają nas w wir przygody. Komiczne sytuacje, zabawne nieporozumienia, a ponad wszystko apoteoza przyjaźni – to największe atuty nowej powieści Katarzyny Kieleckiej, zatytułowanej Trzykrotki. Apetyt na życie. Wydanie książki z dużą, czytelną czcionką. Do lektury zaprasza Wydawnictwo Szara Godzina. W ubiegłym tygodniu na naszych łamach zaprezentowaliśmy premierowy fragment książki Trzykrotki. Apetyt na życie. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii:
– Rozważaliśmy przez chwilę zatrudnienie opiekunki, ale jedna obca osoba nie ogarnie trzech dwuipółlatków. Odwiedziliśmy żłobki w okolicy. – Skrzywiła się. – Byłoby to rozwiązanie, gdyby mieli tam wolne miejsca. Ostatecznie stanęło na czymś zupełnie innym. Niestety, jeszcze przez trzy tygodnie musi zostać po staremu. Potrzebujemy czasu, żeby się przeorganizować. Na potem plan wygląda tak….– Spojrzała groźnie na Huberta, wyciągnąwszy ku niemu dłoń odwróconą wierzchem do góry. Znalazł z kieszeni zwinięty świstek i jej podał. – Sorry, nie nauczyłam się jeszcze na pamięć. Otóż – odchrząknęła. – W poniedziałki dyżur przy dzieciach będą pełnić Gaja i Mieszko. Uprzedzam wasze pytania, w pracy to poustalali. Wtorki bierzemy my z Hubertem. Czwartki przejmują obaj dziadkowie, bo to jedyny dzień w tygodniu, w którym wujek Mateusz nie ma wykładów ze studentami. We dwóch na pewno sobie poradzą. Dla Trzykrotek zostają środy i piątki. Dodatkowo chcielibyśmy was prosić, byście raz, maksymalnie dwa razy w miesiącu, posiedziały z bąbelkami w weekend. To pozwoli nam wszystkim bez większych strat dotrwać do września przyszłego roku. Wtedy naradzimy się ponownie, jak działać, w razie gorączek i katarów, bo, nie czarujmy się, przedszkolne infekcje nas nie ominą. Czy przedstawiłam wszystko jasno? Są jakieś pytania? Dodatkowe życzenia?
– Pić! – wycharczała Olutka, czując, że kawałek ciasta utkwił jej w gardle. Marcelina usłużnie nalała do szklanki wodę z cytryną. Kot wypiła duszkiem, nie zważając na brak lodu i zwyczajne, nietermiczne naczynie.
– Wyłącznie w środę i w piątek? – wydusiła z siebie Kamilla.
– Mhm – potwierdziła Gaja, opanowawszy emocje.
– Dwa razy w tygodniu, jeśli nie liczyć wizyt towarzyskich, takich jak dzisiejsze. Nie możecie widywać tylko naszych dzieci. My też chcemy się z wami spotykać. – Ale to za mało! – włączyła się w rozmowę osłupiała Kasiasta. – Wystarczy. – Mieszko zerwał się z krzesła, podszedł od tyłu do matki i objął ją ramionami. – Dwa dni was nie wykończą nawet w sytuacji, gdy którąś dopadnie na przykład grypa. Zresztą wszyscy w razie potrzeby będziemy się nawzajem zastępować, więc jeśli twoje biodro nie może poczekać do przyszłego roku…
– Może! Synuchna, ja już teraz mam wrażenie, że boli mnie jakby mniej!
W salonie wybuchł ogólny entuzjazm. Dzieci stanowczo żądały uwolnienia z krzesełek, więc ojcowie wzięli je na ręce. Wszyscy po kolei wyściskali wszystkich, ocierając ukradkiem łzy wzruszenia. Koty skorzystały z okazji i dobrały się do resztek ciasta na stole. Sake uznał, że zamieszanie przerasta jego wytrzymałość, i zaczął szczekać. Wyrwany ze snu Leon wskoczył przednimi łapami na kuchenny bufet, by poczęstować się resztką mięsa z brytfanny.
– Cisza! – wrzasnął nagle Hubert i scena zamarła jak zapauzowany film. – Nie skończyliśmy. Dziękujemy wam za wszystko, co zrobiłyście dla naszych dzieci do tej pory. Chcieliśmy wam w jakiś sposób wynagrodzić tę naszą ślepotę. Różne bzdury przychodziły nam do głowy, fakt, nie bardzo się popisaliśmy kreatywnością. Na szczęście tata i wujek Mateusz wpadli na doskonały pomysł. W zasadzie to oni wszystko załatwili. My tylko zleciliśmy przelew. Helenka też się dołożyła, bo trochę ją gniecie sumienie, że tak uciekła na koniec świata, nie zważając, że nie jesteście coraz młodsi… Mieszko syknął i klepnął go w plecy.
– Hubi zamierzał powiedzieć, że trzymacie się świetnie, nie tracicie apetytu na życie i trzeba to wykorzystać.
– O mamuńciu… – wypsnęło się Olutce.
W oczach Trzykrotek pojawił się popłoch.
– Coście zrobili? – spytała Kamilla przez zaciśnięte zęby.
– Wykupiliśmy dla was wycieczkę – wypaliła Gaja. – Sorry, nie dałam rady dłużej trzymać języka za zębami. Kochacie zwiedzać, prawda? A żadne z was jeszcze tam nie było.
– Powiedziała „żadne”, bo ja i Radzio wybieramy się z wami. Ruszamy za trzy tygodnie – uzupełnił docent.
– Kamperem w listopadzie? – zdziwiła się Kasiula.
– Dlaczego kamperem? Wam się wydaje, że to jedyny środek lokomocji? – wtrącił się starszy Wiśniewski, wyjątkowo jak na siebie ożywiony. – I co się czepiasz listopada? Miesiąc jak miesiąc. Świat jest ogromny. Są kraje, w których dopiero w listopadzie da się wytrzymać. Nie kręćcie nosami, bo za późno. Bilety kupione. Ewelka w ostatniej chwili wpisała nas na listę.
– Jaka Ewelka? – Kamilla zastrzygła uszami.
– Różycka. Ta, co wpuszczała na potańcówkę w klubie seniora i pobierała opłaty – wyjaśnił Mateusz. – Na ścianie w korytarzu wisiał ogromny plakat z informacjami o tej wyprawie. Nie udawajcie, że nie zwróciłyście uwagi. Ja zwróciłem, bo mnie zaciekawił kierunek. Nawet o to zapytałem i dowiedziałem się, że zostały ostatnie dwa miejsca. Chodziła mi po głowie niespodzianka dla Kasiuli, tylko nie bardzo wiedziałem, jak rozwiązać problem z bączkami. We wtorek zadzwoniła do mnie Gaja, cała w emocjach, i tokowała, że trzeba was odciążyć i wynagrodzić. Pomyślałem, że a nuż… Podjechałem po wykładach do klubu seniora i ta Ewelka mi powiedziała, że może dopisać całą naszą piątkę, bo jakieś osoby się rozmyśliły. To wyglądało jak przeznaczenie.
Trzykrotki spojrzały na siebie, nie wiedząc, co o tym myśleć. W podróżach kochały swobodę, pełną dowolność doświadczania, smakowania i poznawania. Zorganizowana wycieczka kojarzyła im się z dreptaniem z miejsca na miejsce za przewodnikiem jak pisklaki za gęsią. Nie wypadało jednak okazać rozczarowania. Wszyscy wpatrywali się w ich twarze w oczekiwaniu na wybuch radości. Spróbowały ukradkiem porozumieć się wzrokiem. Wreszcie jak na komendę zmusiły się do uśmiechu.
– Dokąd jedziemy? Niech wiem, za co piję – spytała Kamilla i chwyciła kieliszek z resztką wina.
– Kupa! – zawołała Pola i zaczęła wyrywać się z ojcowych objęć.
– Przepraszam, wyjdę z nią – mruknął Mieszko.
Gdy zniknął za drzwiami łazienki, Marcelina przyłożyła palec do ust i wyszeptała z emfazą:
– Niespodzianka.
– Zdradzę wam tylko jedno. – Mateusz pogładził się po łysinie z tajemniczym uśmiechem. Między władcami tego kraju a dynastią Piastów istniały wyraźne koligacje. A wszystko za sprawą Ryksy, córki Władysława Wygnańca. To bardzo ciekawa postać…
Kasiula poczuła dreszcz na plecach. Kątem oka łypnęła na sąsiednie krzesło. Olutka pozornie wyglądała na wyluzowaną, ale znały się nie od dziś. Jej dłoń mechanicznie pomasowała tatuaż kota na przedramieniu. Stają jej włoski, pomyślała Paliwoda. Niech mnie kule biją, znowu skończy się jakąś aferą.
Książkę Trzykrotki. Apetyt na życie kupicie w popularnych księgarniach internetowych:
Tagi: fragment,
