Czy można współczuć bestii ? Czy można zrozumieć działania mordercy? Kiedy następuje ten moment gdy przekroczone zostają granice człowieczeństwa?
“- Oferuję ci zbawienie - oświadcza z miną kaznodziei. - Ofiarę. Módl się, bo tylko śmierć może zmazać twoje grzechy.”
Niedawno skończyłam kolejną książkę (niezawodnej) Bondy : “Dom bestii”. Wciąż mam w głowie zamieszanie spowodowane tym jak często łapałam się na tym, że rozumiałam owego mordercę oraz ile jego postać wzbudzała współczucia, a nawet chwilami mi imponowała. Z góry zastrzegam: nie akceptuję jego czynów, nie bronię sprawcy… ale widziałam w nim kogoś więcej niż potwora.
Podczas promocji tej książki, mocno rzucało się w oczy hasło : “Śpiewał w kościelnym chórze… został mordercą” oraz informacja, że autorka bazowała na kanwie prawdziwych wydarzeń i stwierdziła, że to najmocniejsza z napisanych przez nią książek. Książkowy Norbert to w rzeczywistości Mariusz B. znany też jako Dusiciel z Woli. Ciężko przeoczyć taką historię i ciężko też ominąć ją gdy kocha się kryminały.
Dla mnie fundamentem tej książki jest trauma. Ona wzbudza współczucie czytelnika i ciężko go nie czuć. Ona też wg mnie była przyczyną wszystkiego co tu opisano. Można odnieść wrażenie, że Norbert miał po prostu pecha w życiu. Pochodzący z ubogiej rodziny, wychowany w maleńkim, ubogim mieszkaniu przez matkę, szukał miejsca, w którym będzie mu lepiej. Domu, w którym nie planował przeistoczyć się w bestie. I jeszcze jako dziecko, młodziutki nastolatek, który pięknie śpiewał i wzbudzał ogrom emocji czytając liturgię, był przekonany, że odnalazł swoje miejsce w kościele, pod opieką księży. Jednak tu wcale nie miał lepiej, bo był wykorzystywany, manipulowany i…molestowany. Przyjął to brzemię. Ale wtedy pojawił się kolejny “wybawca” - Julian, który zauważył fascynację Norberta swoją żoną - Marleną. I tytułowa bestia zaczęła powoli się rodzić w tych właśnie okolicznościach. Wyciągnięta z czeluści kościelnego piekła, przekonana, że trafia do raju w rzeczywistości zaczęła roztaczać własny mrok i wręcz zarażać swoim pechem ludzi, którzy nie pasowali do obrazu idealnej rodziny, jaki sobie wymarzył.
Przy tej książce wciąż można szukać odpowiedzi na pytanie : czy “bestia” się rodzi, czy nią powstaje? Czy Norbert stałby się tym “Dusicielem z Woli” gdyby trafił w swoim życiu na innych ludzi? Gdyby na jego drodze nie pojawił się taki ksiądz Rafał czy Julian z Marleną, którzy zamiast go ratować, wypaczyli jego pogląd na normalność ?
Bonda sprawnie prowadzi czytelnika przez tę historię, stopniowo budując napięcie i wzbudzając współczucie, niepokój, podziw, czy pogardę ? Różnie tu bywa z emocjami, bo wszystko zależy od tego jak będziecie odbierać poszczególnych bohaterów. Z pewnością są to postacie bardzo złożone, wielowarstwowe i nawet autorce ciężko jednoznacznie określić taką chociażby Marlenę. Niesposób z pewnością uznać ją za pozytywną bohaterkę. Wzbudza emocji niemniej niż sam Norbert. Jest w epicentrum każdego istotnego zdarzenia w tej książce, powodem każdego zwrotu akcji i każdego z morderstw.
A przerażenie i częściowo mój podziw wzbudza fakt, że ciał ofiar bestii, do dziś nie odnaleziono. Jak tego dokonał? To mi też miesza w głowie. Fakt, że był tak blisko dokonania zbrodni doskonałej. To, że tyle lat umiejętnie grał na nosie policji, tak perfekcyjnie wszystko przygotowywał, działał z precyzją jakiej pewnie wielu morderców mu zazdrości. Nie można mu odmówić inteligencji, a czym się się kierował możemy przypuszczać, mimo, że opinia biegłego na jego temat liczyła ponad sto stron, to czy pokrywała się w 100 % z tym co myślał sprawca? Brakowało tu mi bardzo tych scen z opisem samych morderstw. Ale Bonda bazując na faktach, pewnie nie chciała ich za bardzo naciągać, nie chciała tu pisać przecież fantastyki. Nie znając sposobu w jaki Norbert zabił swoje ofiary, nie wiedząc jakie były tego okoliczności, bo nigdy ich nie zdradził, zapewne autorka nie chciała tej historii odbierać realizmu. Wzbudza to z kolei głód, ciekawość, której pewnie nigdy nie zaspokoimy.
Widzimy rekonstrukcje wydarzeń, w których przeszłość mordercy odgrywa istotną rolę i rzuca się cieniem na los i jego i jego ofiar. Mamy tu wyraźny profil sprawcy, analizę jego , psychiki, sposób myślenia. Ta książka obrazuje nie tylko śledztwo ale też studium umysłu “bestii”. Bonda przeraża tym jak pokazuje cały proces jego przekształcania się w mordercę, a nie tylko efekty tych zmian. Pokazuje nam człowieka, który był ofiarą zanim stał się zbrodniarzem. Ciężko tu nie zareagować wspomnianym przeze mnie współczuciem gdy właśnie w taki sposób autorka zapoznaje nas z tą historią i z Norbertem - dzieckiem, które nie miało szans , człowiekiem, który gdzieś po drodze się złamał, a moment, w którym chwycił za niewłaściwą “pomocną” dłoń, zmienił wszystko.
Zdecydowanie to książka, która szokuje, daje do myślenia i pozostawia z pytaniem : czy każdy potwór, kiedyś był tylko dzieckiem, którego nikt nie uratował?
Dziękuję za egzemplarz do recenzji i polecam.
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 2026-04-08
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 480
Dodał/a opinię:
Marta BONIECKA
Czterdzieści trzy ciosy nożem. Tak pożegnała się z życiem Róża Englot. Obok otwartych ran na jej ciele sprawca pozostawił coś jeszcze - klucz. Gdy...
Sasza Załuska postanawia wrócić do policji. Najpierw jednak wyjeżdża na Podlasie do Hajnówki, by raz na zawsze uporządkować swoje życie osobiste...