Nawet najpiękniejsza przygoda musi dobiec końca, by pozostały po niej pieśni, legendy, opowieści toczone gdzieś w ciepłych domach tych, którzy zazdroszczą ich bohaterom tego, co przeżyli... Końca musiała dobiec tym samym także wspaniała historia Johna Gwynne o losach bohaterów znakomitego cyklu fantasy „Saga o Krwiozaprzysiężonych”, w którym to ludzie zostali uwikłani w walkę narodzonych na nowo, bezwzględnych bogów. Serię tę wieńczy powieść „Gniew Bogów”, jaka to ukazała się właśnie w naszym kraju nakładem Wydawnictwa Fabryka Słów.
Orka, Elvara, Varg, Biorr i Gudvarr znaleźli się w samym centrum wojny bogów, gdzie po jednej stronie staje wilczy bóg Ulfrir wraz ze swą córką, zaś po drugiej przerażająca boska smoczycza Lik-Rifa oraz jej boski, szczurzy brat Rotta. Znaleźli, by walczyć o to, w co wierzą, by odzyskać swych najbliższych, jak i by wreszcie świat, jaki nadejdzie jutro, był tym choćby trochę lepszym, dającym szansę na szczęśliwszą przyszłość. I jak to z każdą wojną już jest, o wszystkim zadecyduje ostatnia, największa z bitew, która przyniesie rozstrzygnięcie, ale wraz z nim cierpienie, stratę, krew i śmierć. Oto rozpoczyna się decydujący akt walki o Vigrid...
Wyczekując polskiej premiery tej powieści nie mogłam przestać rozmyślać nad tym, jak potoczą się losy moich ulubionych bohaterów - nie tylko tych dobrych, z Orką, Elvarą i Vargiem na czele, ale też i tych złych, wśród których mogę wymienić także najprawdziwszych, zwierzęcych bogów. I dziś już wiem, że ich życiowe ścieżki potoczyły się w absolutnie najlepszy możliwy sposób, niosąc niektórym z nich triumf, innym gorzki smak porażki, a jeszcze niektórym jakże niesprawiedliwą i niezasłużoną śmierć. John Gwynne doprowadził tę epicką sagę fantasy do końca w sposób piękny, mądry i w mej ocenie spełniający wszelkie pokładane przez nas oczekiwania.
Podobnie, jak to miało miejsce w dwóch pierwszych tomach, tak i tym razem obserwujemy tu naprzemiennie wydarzenia związane z jednym z najważniejszych bohaterów, dzięki czemu cała ta relacja nabiera spektakularnego tempa, jak i dramatyzmu. Orka walczy o życie syna po tym, gdy udało mu się go odnaleźć...; Elvara mierzy się z nieznanym jej dotąd ciężarem władzy w wojnie, w której reprezentuje jedną z najważniejszych stron...; Varg jest coraz bliższy spotkania z zabójcą siostry...; zaś Biorr i Gudvarr starają się przetrwać w tym szaleństwie wojny ludzi i bogów, choć nie będzie to prostym. I mamy tu absolutnie wszystko - epickie bitwy, zaskakującą swoją postacią magię, polityczne knowania oraz namiętność. To klasyczne fantasy, ale podane w taki sposób, że wciąż czujemy się zaskoczeni.
Świat tej powieści oczarowuje nas w jeszcze większym stopniu, gdyż jego przeszłość, boska obecność, ale też i nadchodzące zmiany względem chociażby postrzegania przez ludzi tych, którzy mają w sobie spaczenie krwią znienawidzonych i budzących strach bogów, stają się tu jeszcze ważniejszymi, wyraźniejszymi, bardziej obecnymi, To świat skandynawskich podań i mitów, ale ułożony przez Johna Gwynne zupełnie na nowo, co nas intryguje, zaskakuje i sprawia, że chcemy z niego czerpać jak najwięcej. Bo też jest w nim niezwykła tajemnica, jest coś z bohaterskiej baśni, ale jest też i cierpienie, które kreśli ludzkie losy bez choćby krzty współczucia, litości, zrozumienia. I to jest piękne, choć w jakiejś mierze bardzo smutne.
Każda pieśń i każda saga musi mieć swoich bohaterów - i ta też ma, wspaniałych, czasami bardzo ludzkich, czasami posiadających swoje pochodzące od zwierzęcych bogów nadprzyrodzone zdolności, zawsze intrygujących, bo prawdziwych w tym, co czynią. To nie są szlachetni i idealni ludzie, gdyż nawet walcząca o swojego syna Orka, czy też jakże poczciwy i uczący się tak naprawdę wolności Varg mają swoje na sumieniu, popełniają błędy, marnują szanse na to, by być lepszymi. Ale za to ich lubimy, cenimy i cieszymy się ich obecnością, że oto są właśnie tak bardzo podobni do nas. Są tu też i bogowie - fascynujący, nieodgadnieni, zazwyczaj źli do szpiku kości i tchnięci mniejszym lub większym szaleństwem, ale i oni mają wspólnego z nami więcej, niż chyba byśmy chcieli.
Jak to z każdym finałem serii bywa, tak i ten jednych zachwyci, innych rozczaruje. Jednakże wydaje mi się, że w tym przypadku tych drugich będzie niewielu, gdyż historia ta wieńczy losy ludzi i bogów naprawdę dobrze, znajdując gdzieś idealny środek pomiędzy happy endem, a gorzkim poczuciem współczucia, że tak to właśnie być musiało. Dla mnie najważniejsze jest to, że losy każdego z bohaterów zostały doprowadzone do punktu, o którym chcielibyśmy wiedzieć - niezależnie od tego, co i czy ogóle spotka ich coś jeszcze. Bo ta saga kończy się tu i teraz, dając nam poczucie spełnienia, satysfakcji, ale też i dumy, że oto mogliśmy ją poznać i że pozostanie ona z nami na zawsze.
Znakomity przekład Macieja Pawlaka, pięknie i jakże klimatyczne ilustracje Roberta Łakuty oraz epickie wydanie tego tytułu przez Fabrykę Słów – to wszystko w połączeniu z pisarskim geniuszem Johna Gwynne składa się na tę powieść, którą poznać po prostu trzeba. Trzeba dla tej historii ludzi i bogów uwikłanych w wojnę o nowy świat, dla tych niezwykłych bohaterów, którzy stają się dla nas kimś bardzo ważnym i dla tego literackiego świata, jaki to w mej ocenie stanowi jedną z najpiękniejszych literackich rzeczywistości, jakie tylko powstały. Polecam.
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 2025-06-20
Kategoria: Fantasy/SF
ISBN:
Liczba stron: 0
Tytuł oryginału: Fury of the Gods
Język oryginału: angielski
Tłumaczenie: Maciej Pawlak
Dodał/a opinię:
Uleczkaa38
“Męstwo“, drugi tom cyklu Wierni i Upadli autorstwa Johna Gwynne’a, trzyma w napięciu równie mocno jak pierwszy. Ziemie Wygnanych...
Król Nathair zajął twierdzę Drassil i zawładnął trzema z siedmiu Skarbów. Z pomocą Calidusa oraz królowej Rhin jest gotów zrobić wszystko, by przejąć resztę...