Okładka książki - Lost Hope

Lost Hope


Ocena: 5.67 (6 głosów)
opis


Recenzja Patronacka

„Lost Hope”

Autor: Karolina Witkowska

Wydawnictwo: Orzeł

"Czuję się źle jakby, ktoś zrobił mi w sercu ogromną dziurę."

"Czym jest miłość? Czy mogę powiedzieć, że jest spokojem, opanowaniem, bezpieczeństwem albo nawet prywatnym zakątkiem świata?
Pewnie tak. To wszystko jest bardzo skomplikowane, bo przecież już kochałam. A może nawet nie? Może wcale to nie było zakochanie, a strach przed odejściem i konsekwencjami?"

„Lost Hope” wchodzi pod skórę powoli, warstwa po warstwie, aż w pewnym momencie orientujesz się, że już nie jesteś tylko czytelnikiem. Jesteś w środku tej historii. Oddychasz jej napięciem, czujesz jej ciszę między zdaniami i nosisz w sobie emocje, których nie da się tak po prostu odłożyć na półkę.

To nie jest opowieść, która próbuje być wygodna. Nie udaje lekkiego romansu, nie daje złudnego poczucia bezpieczeństwa, nie prowadzi czytelnika za rękę. Zamiast tego wrzuca go w emocjonalną przestrzeń, gdzie nic nie jest proste, ani ludzie, ani decyzje, ani uczucia. I właśnie dlatego tak działa.

Od pierwszych stron „Lost Hope” buduje atmosferę, która nie pozwala złapać dystansu. Jest w niej coś dusznego, coś niepokojąco cichego, jakby pod powierzchnią każdego zdania kryło się coś, czego jeszcze nie widać, ale co już czuć. To napięcie nie krzyczy, ono narasta.

I w tym wszystkim jest Hope.

Bohaterka, która nie została napisana po to, by ją podziwiać z bezpiecznej odległości. Ona została napisana tak, żeby ją czuć. Jej historia nie jest linearną drogą od bólu do „wszystko będzie dobrze”. To raczej rozpad i składanie siebie od nowa w warunkach, które wcale na to nie pozwalają.

Hope nie „staje się silna” w efektowny, książkowy sposób. Nie ma tu nagłego przełomu, wielkiej sceny olśnienia, momentu, w którym wszystko się naprawia. Jest za to coś dużo bardziej prawdziwego, chaos emocji, cofanie się, lęk, przyzwyczajanie do tego, co nie powinno być normalne, i bardzo powolne odzyskiwanie siebie, które bardziej przypomina walkę niż proces.

To, jak pokazana jest trauma, zasługuje na szczególne podkreślenie. Nie jako pojedyncze wydarzenie, ale jako stan, który zmienia sposób oddychania, myślenia i reagowania. To nie jest „coś, co się wydarzyło”. To coś, co zostaje i wpływa na wszystko.

I właśnie dlatego Hope jest tak wiarygodna. Nie idealna. Nie wygładzona. Ale prawdziwa do bólu.

A potem pojawia się Manson i historia zmienia rytm.
To nie jest postać, która wchodzi i ratuje świat. Nie jest też prostym przeciwieństwem wszystkiego, co złe. To ktoś, kto sam niesie ciężar, którego nie widać od razu, ale który czuć w każdym jego wyborze. Kontrolujący, silny, niejednoznaczny i właśnie dlatego tak intrygujący.

Relacja między nim a Hope nie rozwija się w schemacie „on ją ratuje, ona mu ufa”. To coś znacznie bardziej skomplikowanego. Bardziej napiętego. Bardziej niebezpiecznego emocjonalnie.

To relacja, która nie daje komfortu. Ona go buduje, bardzo powoli, bardzo niepewnie, w świecie, który wciąż nie przestaje być zagrożeniem.

I może właśnie dlatego tak trudno oderwać się od tej historii. Bo tu nic nie jest oczywiste. Nawet to, co powinno być „bezpieczne”, takie nie jest.

„Lost Hope” jest intensywne w sposób, którego nie da się porównać z typową powieścią emocjonalną. To nie jest książka, która wzrusza w konkretnych momentach. To książka, która trzyma w napięciu cały czas, nawet wtedy, kiedy nic spektakularnego się nie dzieje.

Emocje nie są tu dodatkiem. Są strukturą tej historii. Strach, niepewność, kontrola, uzależnienie emocjonalne, próba odzyskania siebie, wszystko to przeplata się tak naturalnie, że momentami trudno złapać dystans.

I właśnie to robi największe wrażenie, brak dystansu.

Autorka nie boi się trudnych tematów. I co ważniejsze, nie próbuje ich złagodzić. Przemoc psychiczna, zależność emocjonalna, trauma, manipulacja, to nie są elementy tła. To fundament, na którym stoi cała historia.

Jednocześnie „Lost Hope” nie daje gotowych odpowiedzi. Nie mówi czytelnikowi, co ma czuć. Nie zamyka relacji bohaterów w jednej definicji. Nie odpowiada na pytanie, czy to miłość, czy uzależnienie, czy coś pomiędzy.

I to właśnie jest jej siła.

Bo po tej książce zostaje się z pytaniami. Z refleksją, która nie kończy się na ostatniej stronie. Z czymś, co nie daje się łatwo nazwać.

„Lost Hope” nie jest historią, którą się po prostu „lubi”.

To historia, która zostaje.

W emocjach. W myślach. W tym dziwnym, cichym napięciu, które wraca jeszcze długo po zakończeniu czytania.

Karolina Witkowska stworzyła debiut, który nie próbuje być bezpieczny. I całe szczęście, bo dzięki temu jest prawdziwy.

To opowieść o granicach, które się zacierają. O uczuciach, które nie mieszczą się w definicjach. O przetrwaniu, które nie zawsze wygląda tak, jak w książkach. I o nadziei, która czasem rodzi się dokładnie tam, gdzie nie powinna.

„Lost Hope” nie prosi o uwagę.
Ona ją po prostu bierze.
I zostawia czytelnika dokładnie tam, gdzie chciała, w emocjach, które trudno uciszyć.

Informacje dodatkowe o Lost Hope:

Wydawnictwo: b.d
Data wydania: 2026-04-30
Kategoria: Romans
ISBN: 9788368129212
Liczba stron: 348
Język oryginału: polski
Dodał/a opinię: Mirela Marcinek

Tagi: romans mafia toksyczność toksyczne relacje przemoc fizyczna

więcej
Zobacz opinie o książce Lost Hope

Kup książkę Lost Hope

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
Cytaty z książki

Na naszej stronie nie ma jeszcze cytatów z tej książki.


Dodaj cytat
REKLAMA

Zobacz także

Recenzje miesiąca Pokaż wszystkie recenzje
Reklamy