Hope wierzyła, że znalazła miłość swojego życia - pełną uczucia, wsparcia i bliskości. W zamian otrzymała jednak ból, strach i kontrolę nad każdym aspektem swojego życia. Kiedy myślała, że nie ma już dla niej nadziei, pojawił się Manson Harper. Silny, bezwzględny i pewny siebie mężczyzna ratuje Hope z rąk oprawcy i wciąga ją do swojego świata, w którym zasady są proste, ale bezlitosne. Razem stają przed wyzwaniami, jakie niesie nowe życie. Czy miłość, która narodziła się z bólu i strachu, przetrwa w świecie pełnym zasad, wrogów i pragnienia zemsty?
Wydawnictwo: b.d
Data wydania: 2026-04-30
Kategoria: Romans
ISBN:
Liczba stron: 348
Język oryginału: polski
Recenzja Patronacka
„Lost Hope”
Autor: Karolina Witkowska
Wydawnictwo: Orzeł
"Czuję się źle jakby, ktoś zrobił mi w sercu ogromną dziurę."
"Czym jest miłość? Czy mogę powiedzieć, że jest spokojem, opanowaniem, bezpieczeństwem albo nawet prywatnym zakątkiem świata?
Pewnie tak. To wszystko jest bardzo skomplikowane, bo przecież już kochałam. A może nawet nie? Może wcale to nie było zakochanie, a strach przed odejściem i konsekwencjami?"
„Lost Hope” wchodzi pod skórę powoli, warstwa po warstwie, aż w pewnym momencie orientujesz się, że już nie jesteś tylko czytelnikiem. Jesteś w środku tej historii. Oddychasz jej napięciem, czujesz jej ciszę między zdaniami i nosisz w sobie emocje, których nie da się tak po prostu odłożyć na półkę.
To nie jest opowieść, która próbuje być wygodna. Nie udaje lekkiego romansu, nie daje złudnego poczucia bezpieczeństwa, nie prowadzi czytelnika za rękę. Zamiast tego wrzuca go w emocjonalną przestrzeń, gdzie nic nie jest proste, ani ludzie, ani decyzje, ani uczucia. I właśnie dlatego tak działa.
Od pierwszych stron „Lost Hope” buduje atmosferę, która nie pozwala złapać dystansu. Jest w niej coś dusznego, coś niepokojąco cichego, jakby pod powierzchnią każdego zdania kryło się coś, czego jeszcze nie widać, ale co już czuć. To napięcie nie krzyczy, ono narasta.
I w tym wszystkim jest Hope.
Bohaterka, która nie została napisana po to, by ją podziwiać z bezpiecznej odległości. Ona została napisana tak, żeby ją czuć. Jej historia nie jest linearną drogą od bólu do „wszystko będzie dobrze”. To raczej rozpad i składanie siebie od nowa w warunkach, które wcale na to nie pozwalają.
Hope nie „staje się silna” w efektowny, książkowy sposób. Nie ma tu nagłego przełomu, wielkiej sceny olśnienia, momentu, w którym wszystko się naprawia. Jest za to coś dużo bardziej prawdziwego, chaos emocji, cofanie się, lęk, przyzwyczajanie do tego, co nie powinno być normalne, i bardzo powolne odzyskiwanie siebie, które bardziej przypomina walkę niż proces.
To, jak pokazana jest trauma, zasługuje na szczególne podkreślenie. Nie jako pojedyncze wydarzenie, ale jako stan, który zmienia sposób oddychania, myślenia i reagowania. To nie jest „coś, co się wydarzyło”. To coś, co zostaje i wpływa na wszystko.
I właśnie dlatego Hope jest tak wiarygodna. Nie idealna. Nie wygładzona. Ale prawdziwa do bólu.
A potem pojawia się Manson i historia zmienia rytm.
To nie jest postać, która wchodzi i ratuje świat. Nie jest też prostym przeciwieństwem wszystkiego, co złe. To ktoś, kto sam niesie ciężar, którego nie widać od razu, ale który czuć w każdym jego wyborze. Kontrolujący, silny, niejednoznaczny i właśnie dlatego tak intrygujący.
Relacja między nim a Hope nie rozwija się w schemacie „on ją ratuje, ona mu ufa”. To coś znacznie bardziej skomplikowanego. Bardziej napiętego. Bardziej niebezpiecznego emocjonalnie.
To relacja, która nie daje komfortu. Ona go buduje, bardzo powoli, bardzo niepewnie, w świecie, który wciąż nie przestaje być zagrożeniem.
I może właśnie dlatego tak trudno oderwać się od tej historii. Bo tu nic nie jest oczywiste. Nawet to, co powinno być „bezpieczne”, takie nie jest.
„Lost Hope” jest intensywne w sposób, którego nie da się porównać z typową powieścią emocjonalną. To nie jest książka, która wzrusza w konkretnych momentach. To książka, która trzyma w napięciu cały czas, nawet wtedy, kiedy nic spektakularnego się nie dzieje.
Emocje nie są tu dodatkiem. Są strukturą tej historii. Strach, niepewność, kontrola, uzależnienie emocjonalne, próba odzyskania siebie, wszystko to przeplata się tak naturalnie, że momentami trudno złapać dystans.
I właśnie to robi największe wrażenie, brak dystansu.
Autorka nie boi się trudnych tematów. I co ważniejsze, nie próbuje ich złagodzić. Przemoc psychiczna, zależność emocjonalna, trauma, manipulacja, to nie są elementy tła. To fundament, na którym stoi cała historia.
Jednocześnie „Lost Hope” nie daje gotowych odpowiedzi. Nie mówi czytelnikowi, co ma czuć. Nie zamyka relacji bohaterów w jednej definicji. Nie odpowiada na pytanie, czy to miłość, czy uzależnienie, czy coś pomiędzy.
I to właśnie jest jej siła.
Bo po tej książce zostaje się z pytaniami. Z refleksją, która nie kończy się na ostatniej stronie. Z czymś, co nie daje się łatwo nazwać.
„Lost Hope” nie jest historią, którą się po prostu „lubi”.
To historia, która zostaje.
W emocjach. W myślach. W tym dziwnym, cichym napięciu, które wraca jeszcze długo po zakończeniu czytania.
Karolina Witkowska stworzyła debiut, który nie próbuje być bezpieczny. I całe szczęście, bo dzięki temu jest prawdziwy.
To opowieść o granicach, które się zacierają. O uczuciach, które nie mieszczą się w definicjach. O przetrwaniu, które nie zawsze wygląda tak, jak w książkach. I o nadziei, która czasem rodzi się dokładnie tam, gdzie nie powinna.
„Lost Hope” nie prosi o uwagę.
Ona ją po prostu bierze.
I zostawia czytelnika dokładnie tam, gdzie chciała, w emocjach, które trudno uciszyć.
Współpraca recenzencka z wydawnictwem
Bliskość, wsparcie i relacja pełna uczucia...
Hope myślała, że właśnie taką miłość znalazła. Miała to być miłość jej życia.
Miała być, ale nie była.
Dostała strach, ból i kontrolę na każdym kroku.
Nie widziała już ratunku. Myślała, że tak już będzie, że nie ma dla niej lepszej drogi. Do czasu...
Do czasu, gdy pojawił się Manson Harper. Bezwzględny i silny. Pewny siebie mężczyzna. To on ratuje Hope. Uratował ją przed oprawcą. Wciąga do swojego świata. Świata, który rządzi się innymi prawami. Zasady w nim są proste, ale bezlitosne. Czy Hope odnajdzie się w takim świecie? Czy sobie poradzi? Czy zaufa?
Hope i Manson będą musieli zmierzyć się z wyzwaniami. Wyzwaniami, które nie będą łatwe, ale konieczne by przetrwać.
Czy ich rodzące się uczucie przetrwa? Czy oni przetrwają w świecie pełnym wrogów? Wrogów, którzy pragną zemsty?
Od pierwszych stron akcja bardzo szybko się rozkręca. Poznajemy Hope w jej najgorszym okresie życia. Smutną, słabą, przybitą, nie mającą już nadziei na lepsze jutro. W pracy zakłada maskę. Maskę uśmiechu i dobrego samopoczucia oraz humoru. W domu przeżywa piekło. Całą prawdę trzyma w tajemnicy. Tajemnicy, którą poznaje Manson.
Od tego momentu wszystko się zmieni. Zmieni się tak, jak zmienia się główna bohaterka. Każdego dnia stara się poskładać i walczyć. Jej droga nie jest prosta, ale otaczają ją ludzie, którym na niej zależy. Kobieta ma wzloty i upadki, ale mimo to walczy. Ćwiczy, uczy się nowych umiejętności i nie poddaje się. Staje się waleczną, upartą i z czasem bezwzględną. Nie ma śladu po dawnej Hope.
W drodze do odzyskiwania wiary w siebie, pomaga i towarzyszy jej nie tylko Manson, ale też jego pracownicy, którzy bardzo ją polubili.
Harper stara się zadbać o kobietę, wynagrodzić jej wszelkie zło jakie ją spotkało.
Jest przy tym coraz bardziej stanowczy i nie cofnie się przed niczym. Ich relacja przechodzi różne etapy, ale uczucie jest tam cały czas obecne. Czy Hope otworzy serce na nowe uczucia?
Akcja toczy się bardzo szybko. Prosta, ale mająca niejeden zwrot akcji. Brakowało mi trochę dynamiki i większej ilości opisów strzelanin. Troszkę za mało i wszystko kończyło się praktycznie zaraz po urazie kobiety.
Historia napisana lekko i bardzo dobrze się ją czyta, pomimo tego jaki trudny temat porusza.
Jest to historia bolesna. Opowiada o strachu, bólu i stracie, ale nie tylko. Opowiada też o sile. Sile jaką można znaleźć, by zawalczyć o siebie.
Główna bohaterka przeszła przemianę, pod której jestem wrażeniem. Tego się nie spodziewałam, ale jestem pozytywnie zaskoczona, choć nie raz zaskoczyła mnie swoim zachowaniem. Jedno jest pewne - na pewno zasługuje na szczęście.
Lektura wywołała u mnie cały wachlarz emocji. Z początku czułam ból i strach kobiety. Ciężko czytało mi się o jej doświadczeniach. Po pojawieniu się Mansona czułam, że będzie lepiej i uśmiech nie schodził mi z twarzy. Autorka zaserwowała nam zwrot akcji, który najpierw wywołał u mnie szok, a potem łzy. Tego zupełnie się nie spodziewałam i chwilę mi zeszło zanim się oswoiłam z tym wydarzeniem. Najczęściej towarzyszyło mi współczucie, które przeradzało się w podziw dla głównej bohaterki. Kilka razy się zaśmiałam. Bawiły mnie rozmowy Hope z pracownikami. Wszystko ze sobą bardzo dobrze współgrało. Dzięki temu czas spędzony z lekturą był czasem przyjemnym.
Bardzo polecam 🖤
Czy miłość może nas zmienić tak, że nasze granice moralne zaczynają się zacierać?🖤
[współpraca recenzencka]
To nie jest historia o utraconej nadziei. To opowieść o chwilach, w których los przejmuje stery, nie pytając nas o zdanie. To studium strachu, który potrafi uwięzić człowieka w toksycznej relacji z oprawcą, ale także kronika niezłomnej wiary w przeznaczenie i miłość zdolną przetrwać nawet w brutalnym świecie mafijnych porachunków.
W tej historii zdrada i ból przeplatają się z determinacją i odkrywaniem wewnętrznej siły. Śledzimy losy młodej kobiety oraz mężczyzny, który kocha ją do szaleństwa, gotów rzucić wyzwanie całemu światu.
W tym zapisie fascynującej przemiany, poznajemy Hope jako osobę kruchą i bezbronną, która – wbrew swojemu imieniu – niemal straciła nadzieję. Obserwujemy jej ewolucję w silną, odważną kobietę sukcesu: wpływową szefową fundacji i dumną kobietę mafii, która odzyskała kontrolę nad własnym życiem.
Autorka po mistrzowsku kreśli psychologiczną przemianę bohaterki. Widzimy kobietę, która dla bezpieczeństwa ukochanego potrafi wyzbyć się skrupułów, choć jej psychika, mimo pozornej niezniszczalności, rozpada się na kawałki. Równie intrygujący jest Manson – rozdarty między rolą czułego opiekuna a bezwzględnego lidera, na którego szkolono go od dziecka.
Gdy wydaje się, że miłość i determinacja pozwolą im przetrwać najgorsze, Hope zostaje zdradzona przez osobę, której ufała najbardziej. To starcie z nielojalnością po raz kolejny spycha ją w otchłań cierpienia, zmuszając czytelnika do pytania: jaką cenę można zapłacić za zaufanie do przyjaciela?💔
Są takie książki, przy których rzeczywistość po prostu przestaje istnieć, a „Hope” Karoliny Witkowskiej jest właśnie jedną z nich. Fabuła pędzi tu na złamanie karku – nie ma miejsca na nudę, jest tylko czysta adrenalina i literacki kunszt. Styl autorki jest zachwycający – lekki, a jednocześnie dojrzały.
Znalazłam się w brutalnym świecie mafii i razem z bohaterką szukałam odpowiedzi na trudne pytania: Czy miłość posiada moc rozmywania granic moralnych? Czy w rzeczywistości pełnej zdrady i mroku ta miłość ma w ogóle szansę przetrwać?
Choć na co dzień sercem należę do „drużyny papieru”, ta historia wynagrodziła mi brak zapachu kartek i ich szelestu. To e-book, który pochłania bez reszty. Karolina Witkowska gratuluję debiutu! To prawdziwa perełka w ofercie Wydawnictwa Orzeł, któremu bardzo dziękuję za e- book recenzencki.✨
Koniecznie sprawdźcie tę nowość! 📖🖤
Polecam z całego serca
#jolamab_zaczytana
Instagram ksiazki_moja_chwila?,,Lost Hope" Karoliny Witkowskiej to książka, która od pierwszych stron wywołała we mnie ogrom emocji. To mocny, mroczny i bardzo emocjonalny debiut, który pokazuje, jak wygląda życie osoby uwikłanej w toksyczny, pełen przemocy związek. Opowieść o bólu, strachu, traumie, walce o siebie i próbie odnalezienia nadziei wtedy, gdy wydaje się, że wszystko zostało już stracone.
?Hope to bohaterka, która wierzyła, że znalazła miłość swojego życia, człowieka, przy którym będzie szczęśliwa i bezpieczna. Zamiast tego otrzymała cierpienie, kontrolę i życie w ciągłym lęku. Autorka bardzo dobrze pokazała psychikę osoby żyjącej w przemocowej relacji, strach przed odejściem, poczucie bezradności, zagubienie i stopniowe tracenie samej siebie. Czytając niektóre sceny, czułam złość, smutek i ogromne napięcie, bo momentami historia Hope była wręcz przytłaczająca emocjonalnie. Wszystko jest tutaj brutalne, momentami niewygodne i mocne. Emocje bohaterów są prawdziwe, a ich decyzje często wynikają z bólu, traum i doświadczeń, które ich ukształtowały.
?Pojawienie się Mansona Harpera całkowicie zmienia bieg wydarzeń. To bohater, który od początku budzi respekt i niepokój. Silny, pewny siebie, bezwzględny wobec wrogów, a jednocześnie potrafiący pokazać Hope troskę i wsparcie. Relacja między Hope a Mansonem rozwija się stopniowo. Między nimi czuć napięcie, chemię i emocje, ale też wiele lęku oraz niepewności.
?Książka ma bardzo ciężki klimat i zdecydowanie jest przeznaczona dla pełnoletnich czytelników. Pojawia się przemoc fizyczna i psychiczna, manipulacja, trudne przeżycia oraz sceny, które mogą być dla niektórych osób mocne. Mimo tego uważam, że autorka poruszyła te tematy w bardzo dobry sposób, pokazując, jak ogromny wpływ na człowieka mają traumatyczne doświadczenia.
Ogromnym plusem tej książki jest także styl pisania autorki. Jak na debiut, Karolina poradziła sobie naprawdę świetnie.
?Książkę czyta się lekko i szybko, a rozdziały kończą się w takich momentach, że ciągle chce się czytać dalej. Ja momentami totalnie przepadałam w tej historii i nie potrafiłam odłożyć książki choćby na chwilę.
?Bardzo podobało mi się również to, że poza wątkiem romantycznym autorka skupiła się na emocjach bohaterów, ich wewnętrznych przeżyciach i walce z własną przeszłością. Dzięki temu historia nie jest płytka i zostawia po sobie coś więcej niż tylko chwilowe emocje podczas czytania.
?,,Lost Hope" to książka pełna cierpienia, bólu, niebezpieczeństwa i mroku, ale jednocześnie pokazująca, że nawet po najgorszych doświadczeniach można próbować odzyskać siebie i zawalczyć o lepsze jutro. To debiut, który naprawdę mnie zaskoczył i sprawił, że z ogromną chęcią sięgnę po kolejne książki autorki. Jeśli lubicie mroczne, emocjonalne historie z trudnymi tematami i bohaterami, którzy muszą walczyć nie tylko z innymi, ale też z własnymi demonami, to zdecydowanie warto poznać historię Hope i Mansona.
? Dziękuję wydawnictwu za egzemplarz do recenzji ?
RECENZJA PRZEDPREMIEROWA
PREMIERA 30.04.2026 r.
"Miłość wyzwala w nas
niepohamowane pokłady siły"
Czasem najtrudniejszą walką, jaką musi stoczyć człowiek, jest ta o własną godność i prawo do normalności. Zwłaszcza wtedy, gdy ktoś, kto miał kochać i chronić, okazuje się największym zagrożeniem. Historia bohaterki w powieści ,,Lost Hope" pokazuje, że ludzie nie zawsze są tacy, jakimi wydają się na początku, a droga do odzyskania siebie bywa pełna bólu, lęku i nieoczywistych wyborów. Ci, których nazywa się ,,porządnymi", potrafią skrywać najciemniejsze oblicze, natomiast ci, którzy na pierwszy rzut oka budzą niepokój, czasem okazują się jedynymi, którzy wyciągają rękę w chwili, gdy świat wali się w gruzy.
Hope Davidson była przekonana, że odnalazła coś, o czym marzy większość ludzi - miłość dającą poczucie bezpieczeństwa, zrozumienia i prawdziwej bliskości. Zamiast tego trafiła w pułapkę relacji, która stopniowo odbierała jej wolność, godność i kontrolę nad własnym życiem. Gdy zaczyna wierzyć, że nie ma już dla niej ratunku, na jej drodze pojawia się Manson Harper - mężczyzna równie niebezpieczny, co fascynujący. Bezwzględny, dominujący i przyzwyczajony do życia według własnych zasad, pomaga jej wydostać się z koszmaru, ale zamiast tego wciąga ją w rzeczywistość, w której przetrwanie wymaga siły, a zaufanie jest luksusem, na który niewielu może sobie pozwolić. Okazuje się, że to nie koniec kłopotów, bo niełatwo wyrwać się że szponów tyrana.
"Lost Hope" to debiut pani Karoliny Witkowskiej, która zwraca uwagę na ważne zagadnienia dotyczące przemocy kobiet. O tym, że jest to pierwsza wydana powieść autorki jest chwilami wyczuwalne, chociażby w dialogach, które czasami wypadają zbyt mało wiarygodnie i brzmią nienaturalnie, ale też przemiana bohaterki nie zawsze jest przekonująca. Następuje wprawdzie stopniowo, ale nie wszystkie sytuacje wydawały się realne.
Mimo tych niedoskonałości widać jednak ogromny potencjał, zarówno w sposobie budowania napięcia, jak i w umiejętności kreślenia mrocznego, emocjonalnego tła. Ważnym elementem tej historii jest sposób, w jaki autorka pokazuje psychiczne konsekwencje przemocy. Świetnie oddaje stan emocjonalny i psychiczny bohaterki - jej zagubienie, strach, ale też stopniowo rodzącą się determinację, by zawalczyć o samą siebie.
Hope, mimo wyrwania z piekła, wciąż nosi w sobie ,,wgrany program" ofiary przemocy. Jej ciało i umysł reagują szybciej, niż jest w stanie to świadomie kontrolować. Panika pojawia się nawet wtedy, gdy ktoś podnosi głos nie ze złości, lecz z zaskoczenia; gdy ktoś wykonuje gwałtowny ruch, choć nie ma zamiaru jej skrzywdzić. Kilkuletnie znęcanie się nad nią wypracowało w niej automatyczne mechanizmy obronne -- odruch cofania się, zamierania, przepraszania za coś, czego nie zrobiła. Autorka bardzo trafnie oddaje te reakcje, pokazując, że trauma nie znika w momencie zmiany otoczenia. Pokazuje, że można uciec z miejsca, w którym doświadczyło się przemocy, ale nie da się tak łatwo uciec od tego, co zostało zapisane w psychice.
Relacja z Mansonem Harperem wprowadza do tej historii zupełnie nową dynamikę - nie jest to typowe ,,ocalenie", a raczej wejście w kolejny skomplikowany układ, w którym granice dobra i zła nie są oczywiste. To sprawia, że czytelnik pozostaje w ciągłym napięciu, nie do końca wiedząc, komu można zaufać i jakie konsekwencje przyniesie każdy kolejny wybór bohaterki.
W tym momencie powieść z obyczajowego charakteru stopniowo skręca w rejony mafijne, co sprawia, że można ją podzielić na dwie wyraźne części, chociaż formalnie nie zostało to zaznaczone. Fabuła nabiera nabiera jeszcze bardziej intensywnego charakteru, gdyż wchodzimy w świat mafijnych układów, niebezpieczeństw i brutalnych zasad, gdzie liczy się siła, lojalność i bezwzględność. Akcja przyspiesza, pojawia się więcej zagrożeń zewnętrznych, emocji, dynamiki i napięcia.
,,Lost Hope" to opowieść o kobiecie, która musi nauczyć się żyć na nowo, choć jej ciało i umysł wciąż pamiętają każdy krzyk i każdy cios. Hope udało się zmienić otoczenie, ale nie potrafiła w jednej chwili zmienić siebie. Wciąż drży, gdy ktoś podnosi głos. Wciąż zamiera, gdy ktoś wykonuje szybki ruch, przeprasza za rzeczy, których nie zrobiła. Jest więc w tej historii wiele autentycznych reakcji, zachowań i sytuacji, które ukazują obraz ofiary przemocy.
Autorka nie łagodzi rzeczywistości, nie próbuje jej upiększać, tylko pokazuje jej brutalność wprost, co dla wielu odbiorców może być zarówno atutem, jak i wyzwaniem. Wnika bardzo sugestywnie zarówno w stan emocjonalny ofiary, jak i daje poczuć sposób funkcjonowania osoby ze skłonnościami do niekontrolowanej agresji. Pokazuje, że ucieczka od oprawcy to dopiero początek walki, bo najtrudniej uciec od tego, co zostało zapisane głęboko w psychice. To mroczna, intensywna historia o przemocy, psychicznej destrukcji i próbie odbudowania siebie po latach życia w strachu. Pani Karolina Witkowska stworzyła opowieść pełną emocji, napięcia, intensywności i nieoczywistych relacji, która zostaje w umysłach na dłużej i zmusza do zastanowienia się, jak niewiele potrzeba, by czyjeś życie zmieniło się w koszmar... i jak wiele siły trzeba, by z niego wyjść.
Książkę przeczytałam w ramach współpracy z wydawnictwem Orzeł
Przeczytane:2026-05-19, Ocena: 6, Przeczytałam, Insta challenge. Wyzwanie dla bookstagramerów 2026, Wyzwanie - wybrana przez siebie liczba książek w 2026 roku, 12 książek 2026, 26 książek 2026, 52 książki 2026, Przeczytaj tyle, ile masz wzrostu – edycja 2026,
Zaznaczam, że jest to książka wyłącznie dla osób pełnoletnich. Dla tych, którzy nie boją się spojrzeć w twarz osobom dotkniętym przemocą fizyczną, gdyż czytanie jej jest wiernym ukazaniem krzywd w naszej głowie na podstawie dokładnych opisów scen osoby krzywdzonej. Dla tych, którzy są gotowi zajrzeć do psychiki zwyrodnialca, który rekompensując swoje wyższe ego ,,pokazuje" jak bardzo ktoś musi mu być za wszystko wdzięczny. Z początku mamy też adres do telefonu zaufania, gdzie można zgłosić się po prawdziwą pomoc.
Czytając ją pomyślałam sobie, że jest to dobra opowieść dla tych, którzy doznają krzywd, ale tak bardzo się do tego przyzwyczaili, że pozwalają na łamanie praw własnego ciała. Prawdopodobnie po tej lekturze ujrzą kogoś w podobnej sytuacji i przełożą to na siebie. Jeśli choć przez moment pojawi się w ich umysłach myśl, że tak nie powinno być, brawa dla autorki.
Wiem też, że dobrym odbiorcą będą też osoby około dwudziestoletniego życia i więcej, gdyż po przeżyciu krzywdy, lub poznaniu osób, które jej doznają, podpowiedzą lub podarują tą książkę komuś, kto wiedzy w niej zawartej potrzebował. Jeśli uczyni tak choć jedna osoba, brawa dla autorki.
Ogólnie nieprzyjemnie się czyta kwestie, kiedy pomimo wymyślonej postaci i scen w niej zawartych, zna się podobne historie, ale ucieka od jej ofiar z powodów tylko komuś znanych. Podobno jednak, kiedy coś nam nie odpowiada, to nie przypadkiem znajduje się na naszej drodze. Wszystko czego nie lubimy jest odbiciem czegoś z dawnych lat, co zostało głęboko ukryte i schowane do pamięci ciała. Dlatego podczas czytania od razu czujemy, że coś jest nie dla nas i dlatego tym bardziej powinniśmy lekturę takiej książki dokończyć.
Czytanie tej opowieści boli, ale i pokazuje, że tylko za pomocą odsunięcia się od kogoś, kto nas krzywdzi, możemy ponownie poczuć się człowiekiem. Miłość jaka tutaj jest opisana jest trudna. Ciało pragnie być dotykane, jednak osoba umiłowana jest w bardzo ryzykownych kręgach bezpieczeństwa. Zagrożenie z jakim pracuje jest bardzo namacalne, ludzie z jakimi obcuje bardzo okrutni i najlepiej nie mieć wtedy kogoś na kim nam zależy. Jak to jednak zrobić, kiedy krucha i skrzywdzona kobieta wymaga opieki, ruchliwości serca i poświęconego czasu w umyśle? Czy faktycznie może być wtedy bezpieczna? Czy sama miłość wystarczy aby dać jej ochronę?
Słuchajcie, ta książka jest utworzona na kształt emocji, przeżywania i naprzemiennego napięcia ulgi z zagrożeniem. Nie znajdziecie tutaj filozofii czy dumania nad swoim losem. Czyta się ją na jednym wdechu nie zwracając uwagi na żadne drobne opisy, bo najważniejsze jest to, czy uda się jej zdobyć bezpieczeństwo i czy z każdego wydarzenia wyjdzie w jednym kawałku. Mądry przekaz, serdecznie ją polecam:-)