Po udanym debiucie nie sposób nie sięgnąć po kolejną książkę tej autorki. Scarlett Peacock dała się poznać jako pisarka, która nie boi się tematów niewygodnych, emocjonalnych i momentami bolesnych, a jednocześnie potrafi opowiadać historie wciągające od pierwszych stron. „Owoc żywota słodkiego” przyciągnął mnie od razu swoim tytułem, obietnicą intensywnych emocji i okładką, która jest subtelna, smaczna i dwuznaczna, jak na erotyk przystało. Już na starcie czułam, że to nie będzie lekka historia „do poduszki”, tylko książka, która zostanie w głowie na dłużej.
Sięgnęłam po nią, bo byłam ciekawa, w którą stronę autorka pójdzie po swoim debiucie. Czy znów mnie zaskoczy? Czy odważy się jeszcze bardziej? I przede wszystkim, czy znów sprawi, że emocjonalnie wpadnę po uszy?
Nie zawiodłam się.
To opowieść o Maggie, młodej dziewczynie, która przez całe życie słyszała, że do niczego się nie nadaje. Te słowa wżarły się w nią głęboko, stały się jej wewnętrznym głosem i cieniem, od którego próbuje uciec. Moment przyjęcia na studia jest dla niej jak otwarcie drzwi do innego świata – Dallas, rok 2001, katolicki uniwersytet, który z moralnością ma więcej wspólnego w teorii niż w praktyce. Maggie ucieka z rancza nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim emocjonalnie, chce udowodnić wszystkim (i sobie), że jest kimś więcej.
Nowe miasto to pokusy, chaos, intensywne życie studenckie i grupa przyjaciół, którzy są skrajnie różni, a jednak tworzą wybuchową mieszankę. Autorka świetnie pokazuje, jak łatwo zagubić się w wolności, kiedy wcześniej jej nie znało się wcale. Hazard, alkohol, przelotne relacje... to nie są tu tylko „atrakcje”, ale kolejne etapy osuwania się w coś, co z pozoru daje ulgę, a z czasem zaczyna boleć coraz bardziej.
Najciekawsze momenty? Dla mnie zdecydowanie te, w których beztroska zaczyna pękać. Relacje w grupie, napięcia między bohaterami, narastający niepokój wokół Roba – tego „miłego nudziarza”, który z czasem przestaje być tylko tłem. Jego obsesja rozwija się powoli, niemal niepostrzeżenie, aż w pewnym momencie zaczyna być duszna i przerażająca.
Czy Maggie naprawdę panuje nad swoim życiem?
Czy ucieczka od przeszłych ran nie prowadzi jej w jeszcze mroczniejsze miejsce?
Jak cienka jest granica między fascynacją a szaleństwem?
Emocji w tej książce jest cała gama. Od ekscytacji i poczucia wolności, przez zagubienie, gniew i frustrację, aż po narastający lęk. Scarlett Peacock bardzo umiejętnie stopniuje napięcie, pozwala czytelnikowi chwilę odetchnąć, by za moment znów uderzyć w czułe struny. Czułam niepokój, chwilami irytację, momentami współczucie, a czasem zwykłą bezsilność wobec wyborów bohaterki.
Najbardziej spodobało mi się to, że ta historia nie udaje. Maggie nie jest idealna, podejmuje złe decyzje, bywa impulsywna i pogubiona, ale właśnie dlatego jest tak prawdziwa. Bardzo doceniam też psychologiczną warstwę powieści i to, jak autorka pokazuje, że dzieciństwo i wypowiedziane kiedyś słowa potrafią ciągnąć się za człowiekiem latami.
„Owoc żywota słodkiego” to książka intensywna, momentami niewygodna, ale niezwykle wciągająca. Polecam ją czytelnikom, którzy lubią historie o przekraczaniu granic, o szukaniu siebie i o konsekwencjach wyborów. To nie tylko opowieść o studenckim życiu, to historia o tym, jak łatwo pomylić wolność z ucieczką… i jak wysoka może być cena tej pomyłki.
Wydawnictwo: Wydawnictwo Postępu
Data wydania: 2025-11-27
Kategoria: Romans
ISBN:
Liczba stron: 443
Dodał/a opinię:
Poczytajzemna
Terapeuta, przed którym obnażysz wszystko Janet jest nieugiętą bizneswoman. Jej życie to pozorne spełnienie marzeń. Za fasadą perfekcji kryją się jednak...