Gdybym miała wskazać powieść, która bez niepotrzebnego patosu, a za to z ogromną dawką psychologicznego realizmu oddaje dramat polskiej wsi podczas II wojny światowej, bez wahania wskazałabym „Po tamtej stronie rzeki”. Ewa Szymańska stworzyła dzieło, które wciąga czytelnika w nurt wydarzeń równie nieprzewidywalny i mętny, jak wody granicznego Bugu, nad którym toczy się akcja. W centrum tej sagi stoi rodzina Borkowskich - Szymon, stateczny zarządca majątku, i jego znacznie młodsza żona, Bogumiła. Autorka po mistrzowsku nakreśliła dynamikę ich związku, który w obliczu wojny zaczyna pękać w szwach. Fascynujące jest obserwowanie, jak wielka historia wdziera się do alkowy i kuchni. Szymon, napędzany poczuciem obowiązku i patriotyzmem, rzuca się w wir konspiracji, podczas gdy Bogumiła, zostawiona sama z gromadką dzieci, reprezentuje głos instynktu przetrwania. To właśnie ten konflikt - etos walki kontra prozaiczna konieczność wykarmienia rodziny - stanowi emocjonalny kręgosłup powieści. Szymańska nie ocenia swoich bohaterów, dzięki czemu stają się oni namacalni, krwiści i boleśnie ludzcy w swoich błędach czy chwilach słabości.
Warsztatowo autorka zasługuje na najwyższe uznanie za oddanie realiów tzw. „pierwszego sowieciarza” oraz późniejszej okupacji niemieckiej. Podlasie w jej wydaniu to nie sielankowy skansen, ale ziemia niczyja, targana wywózkami na Sybir, brutalnością kołchozów i strachem przed sąsiadem. Szczególnie przejmujące są fragmenty dotyczące powojennej rzeczywistości, gdzie nadzieja na normalność miesza się z goryczą nowych, komunistycznych porządków. Szymańska potrafi pisać o wielkich tematach - jak bitwa o Monte Cassino czy losy łagierników - przez pryzmat jednostkowych, intymnych doświadczeń, co nadaje książce ogromną siłę rażenia. Autentyzm psychologiczny sprawia, że relacje między małżonkami są nakreślone bez lukru - pełne napięć, niedomówień i trudnych kompromisów. Styl i język autorki cechują się niezwykłą lekkością, unikaniem zbędnych ozdobników, a proza jest gęsta, obrazowa i jednocześnie bardzo płynna. Zachwyca wielowymiarowość tła, od szlacheckich dworów po biedne wiejskie chaty i syberyjskie pustkowia.
Oczywiście, jak każda rzetelna lektura, także i ta posiada momenty, które mogą wywołać u czytelnika pewien niedosyt. Choć narracja przez większość czasu trzyma w napięciu, samo zakończenie może sprawiać wrażenie nieco urwanego, jakby autorka zbyt nagle wyciągnęła pióro z kałamarza, pozostawiając czytelnika z poczuciem niedomknięcia pewnych wątków. Dla jednych będzie to intrygujące zaproszenie do domysłów, dla innych - lekki zawód po tak intensywnej podróży. Również tempo akcji bywa kapryśne; miłośnicy typowych powieści historycznych mogą uznać niektóre partie obyczajowe za zbyt niespieszne, jednak moim zdaniem to właśnie ta powolność pozwala wybrzmieć prawdziwym emocjom i wiernie oddać rytm życia na podlaskiej wsi.
„Po tamtej stronie rzeki” to lektura, która boli w sposób szlachetny. Autorka przypomina nam, że wojna to nie tylko frontowe mapy, ale przede wszystkim puste talerze, strach o to, czy mąż wróci z lasu i trudna sztuka przebaczania samemu sobie. To powieść o budowaniu na zgliszczach - zarówno tych materialnych, jak i duchowych. Ta historia urzekła mnie swoją rzetelnością i brakiem czarno-białych podziałów na bohaterów i zdrajców. Każdy tu po prostu próbuje przeżyć kolejny świt.
Rzadko spotyka się tak udane połączenie sagi rodzinnej z surowym, historycznym świadectwem, które pozostaje w głowie na długo po odłożeniu książki na półkę. Jest to pozycja obowiązkowa dla każdego, kto chce poczuć na własnej skórze ciężar historii niesionej przez zwykłych ludzi.
Wydawnictwo: Szara Godzina
Data wydania: 2024-09-17
Kategoria: Obyczajowe
ISBN:
Liczba stron: 344
Dodał/a opinię:
auraliteracka
Nowa powieść Ewy Szymańskiej to dwie historie - matki i córki, które los wystawił na próbę. Elżbieta żyła w niespokojnych latach 80., kiedy rodziła się...
Czy imię może wpłynąć na los człowieka? Młoda dziewczyna uśmiecha się łagodnie, przytrzymując wdzięcznym ruchem rondo ukwieconego kapelusza. Patrząc...