"Polanie i Leganie" to debiut powieściowy Joanny Kasprzak, wcześniej pisała bajki. Sięgnęłam po książkę skuszona tytułem, okładka niestety nie przyciąga, w ogóle nie przypadła mi do gustu. Powieść wprowadza nas w świat dwóch pradawnych rodów, Polan i Legan, oraz ich rywalizacji. Główną bohaterką jest Gabrysia, która wiedzie spokojne życie. Niespodziewanie zostaje poinformowana, że jest związana z magicznym światem, co wywraca jej codzienność do góry nogami. Na jej drodze pojawiają się magowie Petris i Ana, którzy starają się ją chronić, jednocześnie nie zdradzając jej zbyt wielu szczegółów o jej pochodzeniu ani roli w konflikcie rodów.
Historia jest osadzona w realiach pełnych magii i niebezpieczeństw, jednak fabuła koncentruje się w dużej mierze na wątku obyczajowym i relacjach między postaciami. Wprowadzenie licznych bohaterów i ich skomplikowanych powiązań sprawia, że można poczuć się przytłoczonym, szczególnie że tempo wydarzeń jest szybkie, a mimo to fabuła wydaje się mozolnie iść do przodu, poza tym pozostawia wiele pytań bez odpowiedzi. Gabrysia, mimo swojej kluczowej roli, często wydaje się postacią drugoplanową wobec działań innych bohaterów, co nie pozwala jej w pełni rozwinąć się jako protagonistce. Cóż, Gabrysia jest po prostu nijaka i kompletnie nie można się z nią zżyć. Do reszty postaci również ciężko jest się przywiązać. Niby są, niby coś tam robią, kierują nimi jakieś motywacje i emocje, ale tylko o tym czytamy. Wszystko jest w powieści opowiedziane, niczego nie przeżywamy razem z bohaterami. Co do Gabrysi jeszcze. Nie jestem w stanie zrozumieć postępowania tej dorosłej już przecież kobiety. Kiedy dowiaduje się, że ma jakąś moc, nie drąży zbytnio, aby się czegoś dowiedzieć. Ot tak wpuszcza Petrisa/Kamila do swojego życia i właściwie pozwala sobą kierować, nie zadając żadnych pytań. A już kompletnie nie rozumiem, dlaczego, kiedy każą jej gdzieś pójść, żeby uzdrowić ciężko rannego maga,
ona idzie, uzdrawia go w taki sposób, jak mówią, potem ten człowiek pojawia się w jej życiu cały i zdrowy, a ona nie zadaje ani jednego pytania. Ja chciałabym wiedzieć od razu, jak to możliwe, co takiego się stało, że tego człowieka udało się uzdrowić, dlaczego tylko ona mogła to zrobić, skoro o magii nie ma pojęcia, a są inni magowie i w ogóle miałabym mnóstwo pytań. A Gabrysia przyjmuje wszystko jak jest i żyje sobie dalej, a jej największym zmartwieniem wydaje się być fakt, że jej partner od niej odszedł.
Pomysł na fabułę ma potencjał, szczególnie w odniesieniu do tajemniczości i magii rodów, a także magicznej krainy Kalderii, o której również dostajemy niestety raczej szczątkowe informacje. Jest jednak kolejna rzecz, która mi się nie spodobała, a mianowicie sposób prowadzenia narracji i styl pisania. Niby jest sporo dialogów, które w teorii powinny pchać akcję do przodu, niby rozdziały są krótkie i one też dodają opowieści dynamiki, ale sam styl jest jakiś taki toporny, nawet nie wiem, jak go określić. Czytało mi się tę powieść po prostu ciężko, zbyt mozolnie, nie potrafiłam się w ogóle wkręcić w tę historię. Nie zliczę też ilości "swe", "swych" i innych odmian "swe", a tak mnie to wkurzało, że miałam ochotę czasem rzucić książką. Przecież jest chociażby podstawowe "swoje", którego można czasem również użyć. Nie chcę dalej pastwić nad tą książką, bo jednak biorę poprawkę na to, że jest to debiut, dlatego na koniec napiszę tylko, że liczyłam na bardziej rozbudowaną i emocjonującą opowieść. Wątki magiczne są zarysowane pobieżnie, a wiele pomysłów pozostaje niewykorzystanych. I czuję w związku z tym niedosyt.
Mimo że nie do końca ta historia spełniła moje oczekiwania, nie żałuję, że ją przeczytałam, bo lubię poznawać twórczość nowych, szczególnie polskich autorów i szczególnie tych, którzy piszą fantastykę. Autorce kibicuję, liczę na poprawę w przyszłości i na pewno sprawdzę jej kolejną powieść, aby sprawdzić postępy.
Wydawnictwo: BookEdit
Data wydania: 2024-10-10
Kategoria: Fantasy/SF
ISBN:
Liczba stron: 270
Dodał/a opinię:
maitiri_books