USŁYSZYSZ MÓJ GŁOS
Losy literackiej grozy bywają dziwne i pokrętne. Przykładem takiej zawirowanej historii jest „Pozwól mi wejść” Johna Ajvide Lindqvista. Powieść, którą rozsławiły jej filmowe ekranizacje. Obrazy, które tak mocno zapisały się w pamięci widzów, że często zatarły świadomość tego, że powstały na motywach książki. Oto wydawnicctwo Zysk i S-ka nareszcie oddało tej powieści należny jej głos. Wydanie, które niedawno miało swoją premierę jest po prostu imponujące. Rewelacyjna okładka, która przyciąga spragnione wrażeń czytelnicze oczy. Twarda oprawa i doskonały papier. Wydanie godne klasyki, mimo iż mamy przed sobą książkę współczesną. To zaproszenie, którego nie sposób nie przyjąć.
Szwecja, 1981 rok. Blackeberg to spokojne osiedle na peryferiach Sztokholmu. Jest tu dość nudno, szaro i lepiej pilnować własnych spraw. W tym miejscu mieszka trzynastoletni Oskar wraz ze swoją mamą. Chłopiec ma kompleksy i niską samoocenę, Jest ofiarą prześladowania w szkole i licznych drwin ze strony rówieśników. W jego życiu zachodzą nieoczekiwane zmiany, gdy do sąsiedniego mieszkania wprowadza się Eli. Dziewczynka jest rówieśniczką Oskara. Nie uczęszcza jednak do szkoły, a z domu wychodzi tylko po zmroku. Od pierwszego spotkania tę dwójkę zaczyna łączyć niespotykana więź - oto dwoje wyrzutków odkrywa braterstwo dusz. Gdy w okolicy dochodzi do wyjątkowo makabrycznego morderstwa, a następujące po nim wypadki niezbicie wskazują na to, że w okolicy działa niebezpieczny morderca, Oskar zaczyna podejrzewać, że Eli nie jest tym, za kogo się podaje. Jest czymś większym... Czy istnieje więź tak silna, że może stać się orężem przeciwko całemu światu ? Co stanie się, gdy do twoich drzwi zapuka ciemność, a ty pozwolisz jej wejść ?
Mit, który funkcjonuje w kulturze tak długo, że jego zagadnienie wydaje się być całkowicie wyczerpane. Bohater licznych legend, podań, filmów i książek. Ożywiany tysiące razy. Od Europy po Amerykę. Tak stary, że gruntownie już zakorzenił się w popkulturze. Stał się podstawą na której zbudowany jest horror. I każdy szanujący się pisarz wie, że to temat, którego lepiej nie ruszać. Niechaj dalej obrasta mitem uwięziony w ciemnym grobie. Wampiryzm. Z nielicznymi wyjątkami : „Miasteczko Salem” Stephena Kinga, „Dracula” Brama Stokera i absolutnie genialna „Trupia otucha” Dana Simmonsa, które potwierdzają jedynie regułę, że na wampirach zawsze się przejedziesz. Utoniesz w tej legendzie. Nie zdołasz wymyśleć nic, co czytelnika zaskoczy i poruszy. Twój bohater przetrwa, ponieważ jego żywot jest wieczny, ale ty przepadniesz. Chyba, że zabierzesz wampira do Szwecji. Takiej karkołomnej operacji podjął się John Ajvide Lindqvist. I wyszedł z niej zwycięsko. Oto zimna Szwecja początku lat osiemdziesiątych. Blokowisko jakich wiele. Ludzie jakich są tysiące. I jedna opowieść, która zmienia bieg rzeczy. Powiedzieć o stylu Lindqvista, że jest chłodny, to nie powiedzieć nic. Jest zimny jak stół w prosektorium. Lodowaty. Pisarz opowiada tę historię w reporterski sposób. Praktycznie nie omawia emocji, a mimo to, ta książka aż krzyczy. Krzyczy bólem, strachem, złością i nienawiścią. Obraz kraju, w którym obojętność przypomina temperaturą klimat. Portret społeczeństwa tak dosadny, tak wstrząsający, że każe nam otworzyć oczy. Jak dużo tutaj dzieje się zła. Jak bardzo skumulowane potrafi być to cierpienie. Jak otoczone jest uczuciową pustką. Lindqivst rozprawia się z mitem kraju mlekiem i miodem płynącego. Ten Blackeberg, te przedmieścia, to coś, co uderzająco odbiega od obrazu powszechnie kojarzonego z tym państwem. Autor jest wnikliwym obserwatorem . Gorzki obraz, jaki wyłania się z kart jego powieści, jest wręcz szokujący. Przemoc w szkole, na którą nie reaguje nikt i która przybiera bardzo niebezpieczne rozmiary. Wszechobecny alkohol będący przyczyną konfliktów i rozpadu rodzin. Dzieci opuszczone przez rodziców, wybierające własne drogi. Drogi najeżone niebezpieczeństwami. Straszni są bohaterowie stworzeni przez Lindqvista. Wyprani z emocji, zakłamani, utrzymujący fasadę normalności. Nikt tu nie jest sympatyczny, ludzki, szczery. Wszyscy ci ludzie dążą do tego, by przejść przez kolejny dzień życia bez szwanku. Nie wiem czy we współczesnej prozie ktoś wykreował tak przejmujący obraz społeczności wielkomiejskiej. A pośród nich pojawia się Eli - stworzenie, które musi mordować, by żyć. I paradoksalnie wydaje się być najuczciwszą moralnie istotą tutaj.
Powieść, która otwiera przed czytelnikiem potężne wrota i zaprasza, by przez nie przejść. Wkroczyć do świata grozy. Nie wysublimowanej, nie gotyckiej, nie archaicznej, ale grozy, która bardzo dobrze wpisuje się we współczesne zapotrzebowania. Sięga do klasyki, ale jest nowatorska. Lindqvist operuje zdaniami z chirurgiczną precyzją. Odnoszę wrażenie, że w tej książce nie ma ani jednego zbędnego słowa. Wydaje się ona sterylna. Na przykładzie kilku postaci autor buduje cały, złożony świat. Wnika w umysły swoich bohaterów, nadaje im rysy pospolitości, a jednocześnie dba o to, by los, jaki im zaserwował, wstrząsnał podstawmi ich życia. Powieść, która jest wielką, miejską epopeją. Bardzo dokładny, analityczny i posępny wizerunek przedmieść europejskiej stolicy. To książka, jaka daje nam mnóstwo możliwości interpretacji. W tej chłodnej narracji kryje się także piękna opowieść o przyjaźni, o poszukiwaniu wspólnoty i potrzebie dzielenia się smutkiem. Z kart powieści tak bardzo przesyconej cierpieniem płynie także cząstka światła. John Ajvide Lindqvist to pisarz nie bojący się wyzwań. Nie próbuje obalać starych, wytartych schematów. On nadaje im nową formę. Wspaniałe w tej powieści jest połączenie klasycznego spojrzenia na temat wampirów z wpleceniem ich w dobrze znaną dla czytelnika codzienność. „Pozwól mi wejść” łączy w sobie pełen krwi i brutalności horror z obyczajową konwencją. To naprawdę się udało.
Może zdarzyć się tak, że to, czego nigdy nie chciałbyś spotkać, zapuka do twoich drzwi. Może zdarzyć się tak, że twoja samotność przywoła najczarniejszy mrok. Może również zdarzyć się tak, że ciemność otuli cię przyjaznym ramieniem. Jeżeli tylko pozwolisz jej wejść... Piękna w swojej brzydocie, brutalna, ale i romantyczna. Książka, jaka trafia się raz na kilkanaście lat. Zimna, a kipiąca od emocji. Szokująco prawdziwa. Dająca starym motywom nowe życie. To mogło udać się tylko w Szwecji. Literacki horror miewa wzloty i upadki. A także dzieła wybitne takie jak „Pozwól mi wejść” Johna Ajvide Lindqvista. Diabeł gorąco poleca.
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 2025-09-30
Kategoria: Horror
ISBN:
Liczba stron: 492
Tytuł oryginału: Latt den ratte komma
Dodał/a opinię:
chico6401
Eva ginie w wypadku samochodowym. Jej mąż błaga Boga, by sprawił, żeby żona do niego wróciła. I Eva wraca, ale nie taka, jaką David pamięta. Elvy...
Hipnotyzująca opowieść o mrokach ludzkiej duszy, w której spokojne szwedzkie miasteczko staje się areną niepokojących wydarzeń Pewnego jesiennego...