Po tę książkę sięgnęłam zupełnie naturalnie, bez wahania. Uwielbiam historie, w których to właśnie przeszłość jest sercem opowieści, a losy bohaterów splatają się z prawdziwymi wydarzeniami. Lubię, gdy akcja nie goni na oślep, lecz pozwala mi zanurzyć się w emocjach, w realiach dawnych lat, w ludzkich wyborach podejmowanych w czasach granicznych. A jeśli do tego dochodzą dwie płaszczyzny czasowe, wiem, że taka historia ma szansę wybrzmieć pełniej, da się poznać „od podszewki”, zobaczyć przyczynę i skutek, młodość i dojrzałość, nadzieję i jej konsekwencje.
Nie bez znaczenia jest też sama autorka. Anna Rybakiewicz to pisarka, po której książki sięgam w ciemno. Jest znana z powieści, w których historia nigdy nie jest tylko tłem, ale żywym organizmem, który wpływa na bohaterów, kształtuje ich, łamie i jednocześnie daje siłę. Jej książki są emocjonalne, pełne czułości, bólu i prawdy, a jednocześnie pisane z ogromną wrażliwością. Wiem, że oddając się jej historii, czeka mnie coś więcej niż tylko dobra lektura... czeka mnie przeżycie.
„Przez trudy do gwiazd” to opowieść rozpięta między dwoma czasami, które zderzają się ze sobą w sposób niezwykle poruszający. Z jednej strony mamy rok 1940 — czas zesłania, strachu, odebranej godności i walki o przetrwanie. Siedemnastoletnia Anastazja, wywieziona wraz z rodziną w głąb Związku Sowieckiego, zapisuje swoją codzienność w zeszycie. Te zapiski są nie tylko świadectwem tamtych okrutnych realiów, ale też zapisem rodzących się uczuć — trudnych, nieoczywistych, bo skierowanych ku Leonowi, synowi ludzi odpowiedzialnych za jej tragedię. Jak pokochać kogoś, kto jest symbolem krzywdy? Jak oddzielić człowieka od win jego rodziny?
Drugi czas to rok 1990 — Anastazja po udarze, pozbawiona pamięci, zagubiona we własnym życiu. I znów pojawia się Leon. To on czyta jej pożółkłe kartki z przeszłości, dzień po dniu, przywracając jej wspomnienia. Ale czy każda prawda powinna zostać odkryta? Czy pamięć zawsze jest darem, czy czasem bywa przekleństwem?
Najciekawsze w tej historii są właśnie te momenty, gdy przeszłość zaczyna doganiać teraźniejszość. Gdy jedno zdanie z pamiętnika potrafi wywołać lawinę emocji. Czy można zbudować przyszłość na fundamencie tak bolesnej przeszłości?
Podczas lektury towarzyszył mi cały wachlarz emocji. Czułam ból, wzruszenie, gniew, bezsilność, ale też ciepło i nadzieja. Autorka nie oszczędza czytelnika, pokazuje głód, chłód, strach i upokorzenie zesłańców, ale równocześnie daje coś bezcennego. Daje miłość, która nie jest cukierkowa ani łatwa. To miłość, która przetrwała wojnę, zesłanie, ból i chorobę. Miłość, która nie znika wraz z utratą pamięci, bo jej ślad zapisany jest głębiej niż wspomnienia.
Najbardziej urzekło mnie właśnie to jak pięknie i prawdziwie pokazana jest siła uczucia. Że miłość potrafi być cicha, cierpliwa, obecna nawet wtedy, gdy druga osoba nie pamięta, kim dla niej jesteśmy. Że potrafi trwać mimo wszystkiego. Ta książka zostawiła mnie z myślą, że nawet w największej ciemności można odnaleźć światło, jeśli obok jest ktoś, kto nie odchodzi.
Z całego serca polecam „Przez trudy do gwiazd” każdemu, kto kocha powieści z historią w tle, głębokie emocje i bohaterów z krwi i kości. To książka, która boli, ale i koi. Która zostaje w sercu na długo po przeczytaniu ostatniej strony. I która przypomina, że przez największe trudy naprawdę można sięgnąć gwiazd.
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 2026-01-28
Kategoria: Obyczajowe
ISBN:
Liczba stron: 416
Dodał/a opinię:
Poczytajzemna
PORUSZAJĄCA OPOWIEŚĆ O MIŁOŚCI I ZDRADZIE, O TĘSKNOCIE I TRUDNYCH WYBORACH ORAZ O TYM, CO TAK NAPRAWDĘ KRYJE SIĘ ZA MASKĄ WROGA. Afryka, rok 1947. ...
PORUSZAJĄCA OPOWIEŚĆ O BÓLU, CIERPIENIU I STRACHU, ALE TAKŻE O WIELKIEJ MIŁOŚCI, POŚWIĘCENIU I NIEGASNĄCEJ NADZIEI. Apolonia Dobkowska miała odziedziczyć...