Rok 1940.
Siedemnastoletnia Anastazja Zielińska wraz z matką i rodzeństwem zostaje zesłana w głąb Związku Sowieckiego. W tym samym wagonie jedzie Leon Białowąs - syn ludzi, którzy donieśli na jej rodzinę. Na kazachskich stepach Anastazja prowadzi zeszyt, zapisując codzienność zesłańców i uczucia, które niespodziewanie się w niej budzą.
Rok 1990.
Anastazja doznaje rozległego udaru i niemal całkowicie traci pamięć. Po powrocie ze szpitala potrzebuje stałej opieki, a jedyną osobą, która oferuje jej wsparcie, jest jej sąsiad - Leon Białowąs. To on każdego dnia czyta kobiecie pożółkłe zapiski z Kazachstanu, przywracając wspomnienia, które mogą okazać się dla niej błogosławieństwem... lub przekleństwem.
,,Przez trudy do gwiazd" - słowa, które dla Anastazji i Leona nabierają prawdziwego znaczenia. Bo tylko ci, którzy przeszli przez piekło, potrafią naprawdę sięgnąć nieba.
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 2026-01-28
Kategoria: Obyczajowe
ISBN:
Liczba stron: 416
Twórczość Anny Rybakiewicz śledzę od jej debiutanckiej powieści „Lekarka nazistów”, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie i do dziś pozostaje jedną z najlepszych książek z literatury wojennej, jakie czytałam. Od tamtej pory sięgnęłam po wszystkie kolejne tytuły autorki – każda z nich na swój sposób mnie zachwyciła. Anna Rybakiewicz ma niezwykły dar opowiadania historii osadzonych w trudnych realiach historycznych w taki sposób, że nie są one jedynie zapisem wydarzeń, ale przede wszystkim przejmującą opowieścią o ludziach, emocjach i wyborach, które często nie mają dobrych rozwiązań.
Rok 1940.
Siedemnastoletnia Anastazja Zielińska zostaje wraz z matką i rodzeństwem zesłana w głąb Związku Sowieckiego. Deportacja odbywa się w bydlęcych wagonach, w nieludzkich warunkach, bez pewności jutra i bez prawa do sprzeciwu. W tym samym wagonie jedzie Leon Białowąs – syn ludzi, którzy donieśli na rodzinę Anastazji, skazując ją na zesłanie. Już sam ten fakt sprawia, że ich relacja od początku obciążona jest bólem, gniewem i poczuciem niesprawiedliwości.
Na kazachskich stepach Anastazja próbuje przetrwać zesłańczą codzienność. Głód, ciężka praca, strach i tęsknota za domem stają się jej nową normalnością. Dziewczyna prowadzi zeszyt, w którym zapisuje swoje myśli, obserwacje i emocje – ten intymny dziennik staje się dla niej jedyną przestrzenią wolności. To właśnie tam rodzą się uczucia, których sama się nie spodziewała, a które wydają się niemożliwe w obliczu krzywd i wojennego okrucieństwa.
Rok 1990.
Starsza już Anastazja doznaje rozległego udaru i niemal całkowicie traci pamięć. Po powrocie ze szpitala potrzebuje stałej opieki, jednak jej bliscy z różnych powodów nie są w stanie jej jej zapewnić. Pomoc oferuje sąsiad – Leon Białowąs. Ten sam Leon, który przed laty był częścią jednej z najboleśniejszych kart jej życia.
Każdego dnia Leon czyta Anastazji pożółkłe zapiski z Kazachstanu, próbując przywrócić jej wspomnienia. Z każdym kolejnym fragmentem przeszłość zaczyna powoli wracać – wraz z nią emocje, pytania i rany, które nigdy tak naprawdę się nie zabliźniły. Pamięć może okazać się dla Anastazji wybawieniem… albo największym ciężarem.
„Przez trudy do gwiazd” Anny Rybakiewicz to powieść, która poruszyła mnie wyjątkowo mocno – być może nawet bardziej niż wcześniejsze książki autorki. To historia nie tylko o zesłaniu i wojennej traumie, ale przede wszystkim o pamięci, winie, przebaczeniu oraz o tym, jak bardzo przeszłość potrafi determinować całe życie.
Fabuła powieści przedstawiona jest w dwóch płaszczyznach czasowych – w latach 1940 i 1990. Dzięki temu czytelnik stopniowo odkrywa prawdę razem z bohaterką. Motyw utraty pamięci nie jest tu tanim chwytem fabularnym, lecz głęboko uzasadnionym elementem konstrukcji powieści. Każde odzyskane wspomnienie boli – zarówno Anastazję, jak i czytelnika. Fragmenty zeszytu pisanego w Kazachstanie sprawiają, że miałam wrażenie obcowania z czymś niezwykle intymnym, niemal zakazanym, jakby z cudzą, bardzo kruchą tajemnicą.
Postać Anastazji została wykreowana w sposób niezwykle wiarygodny i wielowymiarowy. To bohaterka silna, ale niepozbawiona słabości; wrażliwa, a jednocześnie zmuszona do przedwczesnej dorosłości. Jej emocje są surowe, nieupiększone, często sprzeczne – dokładnie takie, jakie mogłyby rodzić się w tak skrajnych warunkach. Leon z kolei to postać niejednoznaczna, obciążona zarówno cudzymi winami, jak i własnymi decyzjami. Autorka nie wydaje łatwych wyroków i nie podsuwa prostych ocen, co uważam za jeden z największych atutów tej powieści.
Styl Anny Rybakiewicz ponownie mnie zachwycił – jest oszczędny, a jednocześnie pełen emocji. Autorka potrafi jednym zdaniem oddać cały ciężar sytuacji, unikając patosu i nadmiernego dramatyzmu. Opisy zesłańczej codzienności są przejmujące, ale nie epatują okrucieństwem – to raczej cichy, narastający ból, który pozostaje z czytelnikiem na długo po zamknięciu książki.
To książka trudna emocjonalnie, momentami bardzo bolesna, ale jednocześnie piękna. „Przez trudy do gwiazd” tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że Anna Rybakiewicz jest jedną z autorek, którym bezgranicznie ufam. Polecam ją szczególnie tym, którzy cenią literaturę wojenną, skupioną na losach zwykłych ludzi i ich emocjach.
Po tę książkę sięgnęłam zupełnie naturalnie, bez wahania. Uwielbiam historie, w których to właśnie przeszłość jest sercem opowieści, a losy bohaterów splatają się z prawdziwymi wydarzeniami. Lubię, gdy akcja nie goni na oślep, lecz pozwala mi zanurzyć się w emocjach, w realiach dawnych lat, w ludzkich wyborach podejmowanych w czasach granicznych. A jeśli do tego dochodzą dwie płaszczyzny czasowe, wiem, że taka historia ma szansę wybrzmieć pełniej, da się poznać „od podszewki”, zobaczyć przyczynę i skutek, młodość i dojrzałość, nadzieję i jej konsekwencje.
Nie bez znaczenia jest też sama autorka. Anna Rybakiewicz to pisarka, po której książki sięgam w ciemno. Jest znana z powieści, w których historia nigdy nie jest tylko tłem, ale żywym organizmem, który wpływa na bohaterów, kształtuje ich, łamie i jednocześnie daje siłę. Jej książki są emocjonalne, pełne czułości, bólu i prawdy, a jednocześnie pisane z ogromną wrażliwością. Wiem, że oddając się jej historii, czeka mnie coś więcej niż tylko dobra lektura... czeka mnie przeżycie.
„Przez trudy do gwiazd” to opowieść rozpięta między dwoma czasami, które zderzają się ze sobą w sposób niezwykle poruszający. Z jednej strony mamy rok 1940 — czas zesłania, strachu, odebranej godności i walki o przetrwanie. Siedemnastoletnia Anastazja, wywieziona wraz z rodziną w głąb Związku Sowieckiego, zapisuje swoją codzienność w zeszycie. Te zapiski są nie tylko świadectwem tamtych okrutnych realiów, ale też zapisem rodzących się uczuć — trudnych, nieoczywistych, bo skierowanych ku Leonowi, synowi ludzi odpowiedzialnych za jej tragedię. Jak pokochać kogoś, kto jest symbolem krzywdy? Jak oddzielić człowieka od win jego rodziny?
Drugi czas to rok 1990 — Anastazja po udarze, pozbawiona pamięci, zagubiona we własnym życiu. I znów pojawia się Leon. To on czyta jej pożółkłe kartki z przeszłości, dzień po dniu, przywracając jej wspomnienia. Ale czy każda prawda powinna zostać odkryta? Czy pamięć zawsze jest darem, czy czasem bywa przekleństwem?
Najciekawsze w tej historii są właśnie te momenty, gdy przeszłość zaczyna doganiać teraźniejszość. Gdy jedno zdanie z pamiętnika potrafi wywołać lawinę emocji. Czy można zbudować przyszłość na fundamencie tak bolesnej przeszłości?
Podczas lektury towarzyszył mi cały wachlarz emocji. Czułam ból, wzruszenie, gniew, bezsilność, ale też ciepło i nadzieja. Autorka nie oszczędza czytelnika, pokazuje głód, chłód, strach i upokorzenie zesłańców, ale równocześnie daje coś bezcennego. Daje miłość, która nie jest cukierkowa ani łatwa. To miłość, która przetrwała wojnę, zesłanie, ból i chorobę. Miłość, która nie znika wraz z utratą pamięci, bo jej ślad zapisany jest głębiej niż wspomnienia.
Najbardziej urzekło mnie właśnie to jak pięknie i prawdziwie pokazana jest siła uczucia. Że miłość potrafi być cicha, cierpliwa, obecna nawet wtedy, gdy druga osoba nie pamięta, kim dla niej jesteśmy. Że potrafi trwać mimo wszystkiego. Ta książka zostawiła mnie z myślą, że nawet w największej ciemności można odnaleźć światło, jeśli obok jest ktoś, kto nie odchodzi.
Z całego serca polecam „Przez trudy do gwiazd” każdemu, kto kocha powieści z historią w tle, głębokie emocje i bohaterów z krwi i kości. To książka, która boli, ale i koi. Która zostaje w sercu na długo po przeczytaniu ostatniej strony. I która przypomina, że przez największe trudy naprawdę można sięgnąć gwiazd.
“Każdy, kto został wywieziony, kto tam był i komu udało się wrócić - wszyscy mieliśmy te same niezabliźnione rany, te same powracające koszmary”.
Piękna i trudna jednocześnie opowieść, ją się nie tyle czyta, co przeżywa. Bardzo. Splata dwa odległe momenty życia kobiety, której los od samego początku nie oszczędzał – najpierw brutalnie wyrwaną z bezpiecznego świata młodości, później zmuszoną zmierzyć się z pustką po własnych wspomnieniach.
Jest 1940 rok, wojenna zawierucha trwa w najlepsze. W wyniku donosu siedemnastoletnia Anastazja Zielińska z matką i rodzeństwem muszą zostawić wszystko co do tej pory było drogie i wyruszyć w nieznane. Zostają zesłani w głąb Związku Radzieckiego. Do tego samego, brudnego wagonu razem z bratem zostaje wepchnięty Leon Białowąs, to ich matkę Anastazja wini za całe zło, które ich dotyka. Wiele lat później Anastazja dostaje rozległego udaru i traci pamięć. Wszystko, co było, znika jakby za mgłą. I właśnie wtedy wracają zapiski sprzed dekad, czytane przez człowieka, którego obecność ma w sobie coś niejednoznacznego. Każda kolejna strona to krok w stronę prawdy – tej bolesnej, ale koniecznej.
Autorka prowadzi nas dwoma ścieżkami czasu. Jedna biegnie przez młodość naznaczoną przymusem, rozłąką i surową ziemią, która nie dawała nic za darmo. Druga zatrzymuje się przy kobiecie dojrzałej, dotkniętej nagłym milczeniem umysłu, próbującej poskładać siebie z porozrzucanych okruchów dawnych dni. Te dwa światy splatają się dzięki zapiskom sprzed lat. Pani Anna pięknie pisze, pomimo poruszanych bolesnych tematów – przez książkę się płynie. Czuć ogromną wiedzę historyczną. Z łatwością, szczerością i realizmem Autorka oddaje ducha tamtych strasznych czasów. Wyraźnie nakreślone osobowości bohaterów, to zwykli ludzie, charakterni, silni, dumni i słabi tchórze. Do Anastazji od razu poczułam sympatię. Doświadczenia, które ją spotkały, hartują, ale nie odbierają wrażliwości. Wręcz przeciwnie – staje się ona cichą siłą tej historii. Kimś, kto mimo bólu potrafi dostrzec drugiego człowieka. Nawet tam, gdzie serce podpowiada nieufność.
Tragiczne losy zesłańców. Straszne warunki do życia, głód, choroby, przejmujące zimno, walka o przetrwanie. Ogromne wrażenie robi sposób, w jaki pokazane są relacje rodzące się w nieludzkich warunkach. Bliskość, która nie potrzebuje wielkich słów. Wdzięczność za drobiazgi. Umiejętność trwania obok siebie, gdy wszystko inne się rozpada. Jest w tym prawda, która boli – ale i daje ukojenie. To także książka o pamięci: tej, która potrafi ranić, i tej, która może ocalać. O tym, że nie zawsze chcemy wiedzieć wszystko, ale czasem tylko prawda pozwala ruszyć dalej. I że przebaczenie bywa trudniejsze niż gniew, lecz niesie w sobie światło.
Mimo ciężaru doświadczeń, ta historia nie przytłacza. Pokazuje, że nawet pośród największego mroku można znaleźć sens, a nadzieja – choć krucha – potrafi przetrwać najgorsze burze. To piękna, poruszająca opowieść. Serdecznie polecam! Tatiasza i jej książki :)
Kolejna niezwykła, piękna i zapadająca w pamięć książka bestsellerowej autorki @annarybakiewicz.
Siadając z nią rano w fotelu, planowałam przeczytać około stu stron. Mając na uwadze to, że miałam ambitne plany odnośnie obowiązków domowych, chciałam jedynie posmakować książki, by wieczorem do niej wrócić... I co? Skończyłam dopiero grupo po trzysetnej stronie...🫣
Czy jestem zaskoczona? Cóż, przy książkach Ani jest to normalne..przez nie się dosłownie płynie, połyka bez kontroli.
Tym razem mamy do czynienia z historią Polaków zesłanych na Syberię. Jest to zbiorowa trauma, bolesna karta historii, która nie powinna nigdy mieć miejsca..
Książka została napisana z dwóch perspektyw czasowych: 1940 rok- zesłanie w głąb Związku Sowieckiego Anastazji, jej mamy oraz rodzeństwa.
W tym samym przedziale jadą synowie znienawidzonej przez Anastazję rodziny Białowąsów - Leon oraz Eugeniusz. To ich rodzice donieśli na rodzinę dziewczyny.
Druga perspektywa to 1990 rok, gdzie główna bohaterka doznaje rozległego udaru i traci prawie całą pamięć. Wsparcie po pobycie w szpitalu oferuje jej sąsiad, Leon Białowąs. To on codziennie z cierpliwością, zrozumieniem i ogromną sympatią czyta kobiecie pożółkłe strony jej własnego pamiętnika, którego kartki zapisała w czasie zsyłki na Syberii.
Czy Anastazja przypomni sobie wydarzenia sprzed lat? Jak to wszystko na nią wpłynie? Może udar i późniejsza amnezja były dla niej zbawieniem?
Czy ją i sąsiada łączyło coś więcej niż tylko nienawiść?
Jak udało im się wrócić do ojczyzny?
**
Książka jest cudowna! Piękna..
Wątek amnezji i czytania pamiętnika, uruchomiło w mojej pamięci wspomnienie o książce Pamiętnik Nicolasa Sparksa, co sprawiło, że jeszcze mocniej ta historia na mnie oddziaływała.
Porównując ją do poprzednich powieści autorki- ta jest najmniej emocjonalna, choć porusza trudne tematy, z pewnością idealnie nada się dla osób, które boją się mocnych wrażeń, unikają skrajnych emocji. Skończysz czytać książkę z uśmiechem, delikatnymi wypiekami na twarzy, ale bez łez, które zazwyczaj towarzyszą książkom Anny.
Pozostawiła po sobie wiele refleksji, uczucie ciepła i nadziei.
Z całego serca ją polecam! Warto.
#współpracareklamowa
Nie jest zaskoczeniem, że następna książka Anny Rybakiewicz dotyczy czasów wojennych a jej akcja rozgrywa się wokolicach Łomży.
Autorka stąd pochodzi i okres II Wojny Światowej jest jej szczególnie bliski. Jak równieź temat wywózek Polaków z tych okolic do Kazachstanu i na Sybir, bo to też część historii jej rodziny.
Tym razem poznajemy losy Anastazji Zielińskiej. Anastazja jest starszą już panią i niespodziewanie doznaje bardzo rozległego wylewu. Wprawdzie kobietę udało się uratować, ale straciła ona pamięć.
Mimo bardzo dobrej opieki madycznej Anastazja nie jest w stanie sama sobą się zająć - zapada więc decyzja o umieszczeniu jej w odpowiedniej placówce opiekuńczej. Kobieta jednak nadludzkim wysiłkiem coś sobie przypomina i prosi, żeby zawieźć ją do jej domu i żeby zaopiekował się nią Leon Białowąs.
Dlaczego akurat Leon przyszedł jej do głowy? Kim on tak naprawdę jest dla Anastazji?
W odzyskiwaniu pamięci pomocny będzie pamiętnik, który przez lata prowadziła Nastka i który po kawałeczku będzie odczytywał jej Leon Białowąs.
Z przeczytanych książek tej autorki "Przez trudy do gwiazd" najbardziej przypadła mi do gustu.
Akcja książki rozgrywa się w dwóch okresach czas: w czasach wojennych i pod koniec XX wieku.
Książka jest napisana starannie i ładnie wydana.
A spotkanie autorskie nt. tej właśnie książki było tak wzruszające, że niejednej osobie zakręciły się łzy w oczach.
Dopisek - w tej książce pojawia się (epizodycznie) Apolonia Dobkowska, bohaterka jednej z wcześniejszych książek Anny Rybakiewicz "Do końca moich dni".
,,-Pamiętaj, Nastuś... przez trudy do gwiazd".
Anastazja często wracała do słów powtarzanych przez ojca, które w najtrudniejszych chwilach pozwalały wierzyć, że ,,każdy trud, każdy ból, każda łza prowadzą gdzieś wyżej, do czegoś pięknego, do światła, które nigdy nie gaśnie." Powracała do nich w momentach, gdy wojna odbierała jej ojczyznę, dom, poczucie bezpieczeństwa. Gdy pociąg wywoził ją w głąb Związku Sowieckiego, a krajobraz za oknem stawał się coraz bardziej obcy, a głód coraz bardziej dotkliwy. Gdy czuła ból straty tak intensywny, że odbierał jej oddech. Gdy nie miała już nic poza nadzieją, która z każdym dniem gasła coraz bardziej.
Tylko czy gwiazdy naprawdę są warte tej ceny...
Anastazję poznajemy w chwili, gdy budzi się w szpitalu po rozległym udarze. Jest bezradna, zagubiona i nic nie pamięta. Nie rozpoznaje ludzi, którzy ją odwiedzają, wie, tylko że chciałaby wrócić do domu. Opieki nad nią podejmuje się sąsiad Leon, który codziennie czyta jej stare zapiski z czasów, gdy chodzili wspólnie do szkoły, jak i początków wojny, która na zawsze zmieniła ich życie.
Za każdym razem, gdy sięgam po powieści autorki wiem, że czeka mnie emocjonalna, pełna wzruszeń lektura. Dokładnie tak było i tym razem. Podobała mi się konstrukcja powieści, w której lata 90. przeplatają się ze wspomnieniami zapisanymi w dziennikach, prowadzonych od czerwca 1939 roku. Te zapiski bolą. Czuć w nich trud zesłania, strach, bezsilność i przejmującą tęsknotę za ojczyzną oraz bliskimi. Nie jestem w stanie zliczyć, ile razy łzy same napływały mi do oczu, a serce ściskało się z żalu i współczucia.
Anastazja to jedna z tych bohaterek, które po prostu zostają w sercu. Szczerze ją polubiłam za siłę, ale też za wrażliwość i ogromne przywiązanie do rodziny. Gdy zaczyna się wojna, ma zaledwie siedemnaście lat oraz głowę pełną marzeń i planów na przyszłość, na dni, które miały nadejść, a które nigdy nie przyszły. Jej świat rozpada się na kawałki, a razem z nim zmienia się jej życie, tak jak życie wszystkich głównych bohaterów.
To powieść o sile, która rodzi się w najtrudniejszych momentach, o bolesnych pożegnaniach i konieczności odnalezienia w sobie odwagi do nowego początku. O bezsilności wobec bezwzględnej polityki i narzuconych nakazów. I wreszcie, o iskierce nadziei, która mimo wszystkich przeciwności wciąż tli się w sercach bohaterów.
Anna Rybakiewicz debiutowała w roku 2023 i od tamtej pory swoimi przepięknymi opowieściami zdobywa coraz szersze grono czytelników. Jak możecie się domyślić, ja również znajduję się w kręgu fanów jej prozy. A skoro tak jest to gdy tylko ukazała się zapowiedź najnowszej książki o intrygującym tytule ,,Przez trudy do gwiazd" - wiedziałam, że bardzo chcę ją przeczytać, więc na przełomie stycznia i lutego tak właśnie się stało.
W opowieści tej akcja toczy się w dwóch planach czasowych. Pierwszy z nich to lata 1990/91, gdy poznajemy Anastazję Zielińską (nazywaną przez bliskich i przyjaciół Nastką), która na skutek udaru traci pamięć.
Drugim zaś jest pamiętnik Anastazji datowany od czerwca 1939 roku, który czytany bohaterce przez nielubianego niegdyś Leona Białowąsa staje się swego rodzaju bramą do odzyskania przez nią utraconych wspomnień...
Chwytająca za serce historia tułaczki pośród kazachskich stepów, która nie szczędzi bohaterom trudów i znoju, lecz także zdarzają się momenty przynoszące odrobinę wytchnienia w wymagającej codzienności.
Anna Rybakiewicz w mistrzowski sposób splotła ze sobą wątki, łącząc współczesność z przeszłością i pokazując ich ogromne wzajemne oddziaływanie.
Jest to historia o międzyludzkich relacjach, które życie weryfikuje w bardzo różnych kierunkach. O tym, jak ważna jest ludzka pamięć i wspomnienia oraz o tym, jak bezbronni stajemy się w obliczu jakiejkolwiek choroby i jak ważne staje się wtedy wsparcie otoczenia.
Czytelnik bardzo kibicuje Nastce, zarówno tej z kiedyś, jak i tej z dziś. Autorka przedstawia jej losy w sposób tak plastyczny, że odbiorca wręcz współodczuwa jej emocje, bolączki i różnorakie rozterki.
Historię tę czyta się z zapartym tchem i właściwie nie sposób jej odłożyć, a gdy jest to konieczne, chcemy jak najprędzej do niej wrócić. Sam tytuł ,,Przez trudy do gwiazd" jest niezwykle wymowny w kontekście całej opowieści.
Losy głównej bohaterki oraz pozostałych postaci w tej książce porywają czytelnika od pierwszej do ostatniej strony. Jest to bowiem opowieść o niesamowitym harcie ludzkiego ducha, przyjaźni, miłości, rodzinie oraz narodowej tożsamości i tęsknocie odczuwanej każdego dnia w wyniku przymusowego oddalenia od ojczyzny, oraz wszystkiego tego, co znane i kochane.
Jesteście ciekawi czego Nastka dowie się o sobie i czy odzyska pamięć? Dokąd ostatecznie doprowadziła ją ,,kolczasta" relacja z Leonem? - odpowiedź na te i wiele innych pytań pojawiających się w trakcie czytania znajdziecie na kartach tej wzruszającej i skłaniającej do refleksji lektury.
Anna Rybakiewicz po raz kolejny dotyka czytelnika swoją wyrazistą, a zarazem subtelną i pełną różnorodnych emocji opowieścią. Obok tej prozy nie można przejść obojętnie, ponieważ w moim odczuciu pozostawia ona w czytelniku trwały ślad, nie dając o sobie zapomnieć przez bardzo długi czas, a jej przesłanie wciąż do nas powraca.
Polecam!
* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *
https://ksiazkowoczyta.blogspot.com/2026/02/per-aspera-ad-astra.html
,,Przez trud do gwiazd" to już 10 książka tej autorki. I jak poprzednie i ta mnie oczarowała i dostarczyła wiele emocji. Opisana tutaj historia potrafi wzruszyć, czasami wywołać uśmiech na twarzy i sprawić, że na sercu zrobi się cieplej. Ale są też tutaj opisane trudne momenty w życiu głównych bohaterów. Wojna i utrata najbliższych.
Anastazja to starsza pani, która miała udar w wyniku którego straciła pamięć. Wraca do domu, a odzyskać pamięć pomaga jej Leon. Kobieta pamięta mężczyznę z szkolnych lat. I wie, że nie przepadała za nim. Z kolejnych lat swojego życia nie pamięta już. Nie wie co stało się z jej rodzicami, siostrą. Nie wie kim dzisiaj dla niej jest Leon, Gosia i Łukasz.
Akcja książki dzieje się na dwóch płaszczyznach czasowych. Jedną są lata 90 ubiegłego wielu, a druga do czasy II Wojny Światowej, kiedy to Anastazja z rodziną została wywieziona na wschód. Warunki w jakich żyła i z czym się tam zmagała wywołują wiele emocji. Ale nie przytłaczają. Pani Ania oszczędza czytelnika przed tym, z czym z dnia na dzień przyszło żyć ludziom. Skupia się natomiast na ich emocjach wobec najbliższych.
Wydarzenia tutaj opisane są z perspektywy Anastazji. Bardzo lubię taką narracją, która pozwala bardziej poznać bohaterów.
Jeśli również lubi książki, których akcja dzieje się na dwóch płaszczyznach czasowych to bardzo polecam ,,Przez trud do gwiazd".
Uwielbiam takie audiobooki, po których mam wielką ochotę posiadania wersje papierową. Pamięć, która nie chce zasnąć. Dlaczego warto posłuchać ,,Przez trudy do gwiazd"? Nie wiem, czy się ze mną zgodzicie, ale są opowieści, które pozostają w pamięci jeszcze długo po tym, jak lektor wypowie ostatnie słowo. Anna Rybakiewicz w swojej najnowszej książce uderza w najczulsze struny człowieczeństwa. To historia Anastazji, która pewnego dnia budzi się po udarze w świecie bez wspomnień, z wyjątkiem tych najbardziej bolesnych, związanych z syberyjskim wygnaniem.
To opowieść, która mogłaby wydarzyć się obok nas. To, co w tej książce uderzyło mnie najbardziej, to kontrast. Z jednej strony mamy brutalne wspomnienia nastolatki rzuconej w mróz i głód Kazachstanu, a z drugiej ciszę współczesnego mieszkania, w którym próbuje poskładać swoje życie z okruchów. Współczesny wątek Leona, który czyta Anastazji własne wspomnienia, jest niesamowicie intymny. To piękna metafora tego, jak bardzo potrzebujemy drugiego człowieka, by zrozumieć, kim naprawdę jesteśmy.
Dlaczego ta historia jest ważna dzisiaj? Czytając lub słuchając tej książki w 2026 roku, trudno nie odnosić się do niej w kontekście współczesnych wydarzeń. Historia Anastazji przypomina nam o kilku istotnych sprawach, w tym o sile przetrwania. Pokazuje, że człowiek jest w stanie znieść niewyobrażalne trudy, jeśli w sercu nosi choćby cień nadziei lub bliską osobę, o którą chce dbać. Dom to nie tylko mury; to jedna z tych opowieści, które uświadamiają, że domem są język, zapach herbaty i obecność kogoś, kto zna nasze imię.
Czy warto sięgnąć po wersję audio? Zdecydowanie tak. Uważam, że audiobook dodaje tej historii dodatkową głębię. Słuchając o syberyjskim mrozie, siedząc w przytulnym fotelu z kubkiem ciepłej kawy, można niemal fizycznie poczuć tę opowieść. Głos lektora staje się głosem Leona, który przeprowadza nas (i Anastazję) przez ciemność ku gwiazdom. To nie jest tylko ,,kolejna książka o wojnie". To opowieść o tym, że nawet jeśli los odbierze nam wszystko zdrowie, dom, a nawet pamięć miłość jest tym ostatnim bastionem, którego nie da się tak łatwo zburzyć. Jeśli szukacie czegoś, co autentycznie Was wzruszy i skłoni do przytulenia kogoś bliskiego, ,,Przez trudy do gwiazd" jest właśnie dla Was.
Oparta na prawdziwych wydarzeniach historia chłopca, o którego dalszym życiu zadecydował przypadek oraz historia matki, która dla upamiętnienia córki dokonała...
Jest rok 1941. Alicja Sambor - lekarka chirurg - ucieka wraz z córką z Warszawy, gdzie dzień wcześniej jej mąż został rozstrzelany przez Gestapo. W trakcie...
Przeczytane:2026-02-13, Ocena: 6, Przeczytałam, 100 ksiażek 2026,
Anna Rybakiewicz pisze bardzo emocjonalne książki obyczajowo-historyczne, w których głównymi postaciami są kobiety. Tłem fabuły są często wydarzenia z okresu II wojny światowej, a fakty historyczne łączą się w nich z fikcją literacką. Do jej książek przyciąga mnie ich silne nacechowanie fabuły emocjami i kobieca postać bohaterki, z którą łatwo można nawiązać więź emocjonalną. Jej ostatnia powieść ,,Przez trudny do gwiazd" nie odbiega od tego schematu. Jest to książka, w której historia pięknie splata się z teraźniejszością, a dwie linie czasowe połączone są postaciami dwójki głównych bohaterów Anastazji Zielińskiej i Leona Białowąsa.
W roku 1991 68-letnia Anastazja ma ciężki udar, którego skutkiem jest między innymi utrata pamięci i umiejętności czytania. Strzępki jej wspomnień obejmują ludzi z czasu kiedy była nastolatką, jeszcze przed II wojną. Kobieta upiera się przy powrocie do rodzinnego domu, który pamięta. Zdumiona odkrywa, że jedyną osobą, która deklaruje jej pomoc i opiekę jest Leon Białowąs. Ten człowiek wywołuje w niej bardzo negatywne uczucia, choć nie pamięta dlaczego. Zmuszona okolicznościami zgadza się na jego pomoc. Leon pomaga jej w przywróceniu pamięci czytając pisany przez nią od 1939 roku pamiętnik. Pamiętnik ten jest opisem wojennych wydarzeń, w tym zesłania Zielińskich i Białowąsa w 1940 roku do Kazachstanu i stanowi drugą płaszczyznę wydarzeń w powieści. Czy jego lektura przywracając bolesne wspomnienia pozwoli Anastazji odzyskać pamięć?
Jakiś czas temu czytałam reportaż historyczny ,,Dzieci Sybiru. Tragiczne losy polskich dzieci na Wschodzie" Agnieszki Lewandowskiej-Kąkol, w której opisane zostało życie zesłańców z okresu II wojny w różnych miejscach Rosji. Czytając pamiętnik Anastazji i opisy życia jej rodziny na zesłaniu przypomniały mi się tamte historie. Ten wątek został przedstawiony bardzo wiarygodnie i realistycznie budząc wiele emocji, ale także dostarczając wiedzy na ten temat. Pokazuje przykłady różnych zachowań mieszkańców tamtych obszarów wobec Polaków i z czym przyszło się mierzyć naszym rodakom, którym przyszło tam żyć.
Znakomicie poprowadzony jest także wątek współczesnych wydarzeń. Pisarka bardzo realistycznie przedstawia przeżycia kobiety po udarze, która traci pamięć, ogromną cierpliwość osób z jej otoczenia i ich wiarę w powrót pamięci Anastazji. Z podziwem śledziłam postępowanie Leona, który stopniowo i mądrze przywołuje obrazy z przeszłości i towarzyszące im emocje, z empatią i zrozumieniem koi ból tragicznych wspomnień i jednocześnie otacza ją opieką i pomocą poruszając się w wyznaczonych przez Anastazję granicach.
Dzięki naturalnym i złożonym postaciom bohaterów ta powieść ożywa. Ich losy głęboko poruszają, nawet jeśli ich zachowania budzą nasz sprzeciw czy czasami wydają się zbyt naiwne czy schematyczne. Narratorką obu historii jest Anastazja, więc naturalne jest, że wszystkie wydarzenia przedstawiane są z jej perspektywy i przez pryzmat jej odczuć, przeżyć i ocen. Ta perspektywa sprawia, że jej przekaz jest bardzo emocjonalny i te emocje udzielają się nam - czytelnikom, ale także zniekształcony jej subiektywizmem. Najpierw poznajemy zagubioną w swoim umyśle kobietę, która nikogo i niczego nie poznaje oraz wymaga pomocy w codziennym funkcjonowaniu. Kobietę, która świat odbiera poprzez stosunek emocjonalny innych ludzi wobec niej. Jej ograniczenia wywołują w niej bezsilność i złość. Kiedy z kolei wkraczamy w świat młodej Nastki spotykamy trochę naiwną dziewczynę wychowaną w inteligenckiej rodzinie, w dostatku, która czuje się lepsza od innych. Wojenne wydarzenia zmieniają świat wokół Anastazji i zmieniają ją samą. Obserwowanie tej przemiany i przyspieszonego dorastania jest poruszające. W przypadku Leona dość długo mamy pewien dysonans poznawczy pomiędzy jego zachowaniem, a obrazem przedstawianym przez Anastazję. Zagłębiając się w wydarzenia z udziałem tej pary na zesłaniu poznajemy kolejne wcielenie Leona i na koniec rola sąsiada jaką przyjmuje wobec Zielińskiej. Poznanie całości historii rzuca na jego postać nowe, choć nie zaskakujące, światło. Postacie drugoplanowe takie jak na przykład brat Leona Gienek nie są tylko tłem, ale postacią wpływająca na rozwój fabuły.
Konstrukcja powieści, w której przeplatają się wydarzenia z dwóch polszczyzn czasowych, jest przemyślana i uzasadniona. Dwie płaszczyzny są dobrze zharmonizowane, a zakończenie wyjaśnia wszystko i domyka pięknie oba główne wątki powieści. Całość utrzymana jest w melancholijno-nostalgicznym klimacie. Bardziej dynamiczna akcja w wątku historycznym równoważy spokojniejszy jej przebieg w wątku współczesnym. Konieczność oczekiwania na kolejny fragment pamiętnika utrzymuje stały poziom napięcia towarzyszący czytaniu powieści. Styl Anny Rybakiewicz jest zrozumiały, płynny, pozbawiony zbędnego patosu i niezmiernie emocjonalny. Autorka pięknie pokazuje relacje międzyludzkie - szacunek, miłość, odpowiedzialność. Bardzo podobał mi się fragment, kiedy Leon czyta kartki z pozdrowieniami i słowami wsparcia dla Anastazji od jej uczniów.
,,Przez trudy do gwiazd" może być przez niektórych czytelników odbierana jako naiwna i stereotypowa historia. I po części taka jest. Ale nie można jej odmówić walorów edukacyjnych. Pokazuje pewien fragment polskiej historii, który powinniśmy znać i pamiętać. Mnie urzekło także pokazanie sposobu traktowania osoby po udarze z utratą pamięci, ten takt i cierpliwość osób z jej otoczenia i wiara, że powrót pamięci jest możliwy. Ta książka przynosi nadzieję i wiarę w dobre zakończenia i w miłość, w siłę ludzkich więzi, które pomagają przetrwać najtrudniejsze chwile. W naszym życiu są one bardzo ważne. Osobiście lubię takie historie, pokazujące ludzkie życie przez pryzmat emocjonalnych przeżyć. Jeśli też chętnie czytacie takie powieści to ,,Przez trudy do gwiazd" na pewno Was nie zawiedzie.