Lubicie sagi, w które można się zanurzyć i na chwilę zapomnieć o świecie? Ja coraz bardziej. Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją pierwszego tomu serii Rodzina Tylczyńskich, debiutu literackiego Moniki Klary Krajniak. Słuchajcie! To jest idealna książka na takie dni, gdy pragniesz wprowadzić do nich odrobinę normalności, odciąć się od tego szybko pędzącego świata i powrócić do takiego swojskiego życia.
Mela i Daniel stanowią parę nierozłącznych przyjaciół. Łączy ich silna więź, która trwa od najmłodszych lat i wydaje się, że nic nie jest w stanie jej zagrozić. Wkrótce jednak przychodzi pierwsza poważna próba. Daniel wyjeżdża na studia, podczas gdy Mela zostaje jeszcze na rok w szkole. Chłopak szybko daje się porwać studenckiemu, imprezowemu życiu i zaczyna coraz bardziej oddalać się od przyjaciółki. Ich relacja zostaje zachwiana. W wyniku niefortunnych zdarzeń zrywają kontakt, a później nadchodzą złe wieści. Czy po tym wszystkim Mela przebaczy Danielowi i da im jeszcze jedną szansę? I to odwieczne pytanie: przyjaźń czy miłość?
To nie jest historia pełna nagłych zwrotów akcji, tutaj wszystko płynie spokojnie, w rytmie relacji Meli i Daniela. Przyglądamy się tej przyjaźni z bliska, uczestniczymy emocjonalnie w chwilach szczęścia i rozpaczy. Jednocześnie tak bardzo wszystko rozumiemy, bo to zwyczajna, ludzka historia. Taka, w której bez trudu można odnaleźć własne wspomnienia i doświadczenia. Też byłam kiedyś młoda, też wciągnęło mnie życie studenckie, dlatego tak bardzo wszystko rozumiem.
Dużym atutem tej książki jest odejście od szybkiego, konsumpcyjnego życia na rzecz prostoty, relacji międzyludzkich, bliskości natury i codziennych, zwyczajnych spraw. Autorka pokazuje życie jednej z wielu rodzin mieszkających na wsi, takie prawdziwe i autentyczne. Coś, co mnie bardzo urzekło to obraz wielodzietności i relacji międzypokoleniowych. U Tylczyńskich zawsze jest głośno i sporo się dzieje, ale w tym wszystkim jest mnóstwo miłości i wsparcia. Relacje między rodzeństwem — te wszystkie sprzeczki, drobne psikusy, wybuchy śmiechu, ale też wzajemna pomoc, oparcie i wspólne ploteczki — budują niezwykle ciepły, radosny klimat tej powieści. Przyznam szczerze, że dawno nie czytałam książki z tak ujętym motywem.
I chociaż to Mela i Daniel są głównymi bohaterami, w tej historii każdy z bliskich ma swoje miejsce i znaczenie. Nie są jedynie tłem, Monika nadała każdemu indywidualny charakter i własną rolę do odegrania. Rzadko zdarza się, by w jednej powieści pojawiło się aż tyle pozytywnych, wyrazistych postaci. To musiało się udać.
To także historia z ważnym przesłaniem: że warto walczyć o to, co naprawdę się liczy. Że w życiu przychodzą momenty zagubienia, ale one nas nie definiują ani nie przekreślają. Przypomina też, by kierować się ku temu, co niesie miłość, wsparcie i bezinteresowność. I że czasem, mimo wątpliwości i strachu, warto zaryzykować, bo można zyskać coś znacznie cenniejszego. Zwłaszcza wtedy, gdy czuje się to całym sercem.
Zachęcam Was do przeczytania pierwszego tomu „Rodziny Tylczyńskich”. Ta książka udowadnia, że w prostych historiach tkwi ogromna siła. Jej fabuła przenosi do swojskiej, klimatycznej wsi, w sam środek codzienności wielodzietnej rodziny, gdzie każdy przeżywa swoje radości i smutki. A gdzieś w tle wszyscy trzymają kciuki za dwoje młodych ludzi, by udało się im na nowo poskładać coś, co kiedyś było naprawdę wyjątkowe. Samo życie, prawda?
Moja ocena: 9/10.
Wydawnictwo: Videograf
Data wydania: 2026-03-26
Kategoria: Literatura piękna
ISBN:
Liczba stron: 368
Język oryginału: polski
Dodał/a opinię:
Justyna Kubacka
Gdy Piotrek dostaje telefon z wymarzonej firmy, jest pewien, że zaczyna się dla niego nowy, lepszy etap. Nie przeczuwa jednak, że wraz z tą szansą przyjdzie...