Recenzja książki: Jesień w Brukseli

Recenzuje: Justyna Gul

Czas przemian

 

Najpiękniejsza z pór roku, zadumana pogodną zadumą zrozumienia i ciszy, wspaniała w mądrym uśmiechu do opadających z niej złotych i purpurowych liści, w uśmiechu do przemijającego porywu wiosennej młodości i rozkwitu lata. Najmądrzejsza z pór roku, zapatrzona w głębię tajemnic natury (…) – tak o jesieni pisał Tadeusz Dołęga-Mostowicz. O tej wyjątkowej porze roku powstało wiele książek, czyniąc z niej zarówno bohaterkę, jak i tło wydarzeń. Efekt zmian, jak i do nich bodziec.

 

A jaka jest jesień u Katarzyny Targosz, pisarki i fotografki, znanej z wyjątkowo udanego debiutu Wiosna po wiedeńsku? Jej najnowsza powieść, Jesień w Brukseli, jest właśnie taka, jak ta osobliwa pora roku, niosąca piękno, ale i przemijanie, kreację, ale i destrukcję. Opublikowana nakładem wydawnictwa JanKa pozycja zachwycić może poszukujących w literaturze czegoś więcej niż tylko ulotnej przyjemności. Teksty Targosz, choć odwołują się do znanych schematów, do codziennego życia, odznaczają się niezwykłą głębią i zmuszają do refleksji. Dzięki nim nie tylko gościmy w świecie bohaterów. Bohaterowie tych książek wpływają na nasz świat – zarówno ten wewnętrzny, jak i nasze otoczenie.

 

Autorka przenosi czytelników do Brukseli - tyle tylko, że krakowskiej. Ekskluzywne osiedle zamknięte, wysoki standard wykończenia i płynący z tego prestiż – to wartości, jakie ceni bohaterka książki, Konstancja Igłowska. Trzeba przyznać, że to całkiem przyjemne warunki do tego, by rozpocząć nowe życie. Ostatnie miesiące były bowiem dla trzydziestoletniej graficzki niezwykle ciężkie - nie dość, że mężczyzna, z którym wiązała życiowe plany, postanowił szukać duchowej równowagi w Tybecie, to jeszcze firma, w której była zatrudniona, ogłosiła nagle upadłość. Okazuje się, iż mimo sukcesu komercyjnego, jaki odniosła ostatnia gra stworzona przez Konstancję, ofert pracy w zawodzie nie ma zbyt wiele. Szansą może być rozmowa z firmą pracującą nad serią gier komputerowych, która potrzebuje osoby do opracowania gry edukacyjnej, rozgrywającej się w średniowieczu.

 

Jednym z szefów firmy okazuje się niezwykle pociągający mężczyzna, Marek Zlewik, który nie ma nic przeciwko łączeniu pracy z przyjemnością. Zacieśnienie relacji i przekroczenie pewnych barier wydaje się też nie przeszkadzać Konstancji. Pomimo oczywistych sygnałów, kobieta wydaje się zupełnie nie zauważać, że jest zaledwie zabawką w jego rękach. Romans z szefem nie jest jednak gwarancją zatrudnienia – do tego potrzebna jest jeszcze akceptacja projektu gry przez wspólnika Marka. Konstancja staje zatem przed zadaniem przełamania swojej niechęci do epoki, w której toczyć ma się akcja, i stworzenia oferty, która zapewni jej zdolność kredytową i możliwość pozostania w pięknym mieszkaniu.

 

Będzie to trudne, bowiem od pracy odrywają Konstancję jej nałogi, hulaszczy tryb życia i brak asertywności. Mogłoby się wydawać, że osoba o jej pozycji zawodowej, autorka gry „Mroczne katakumby”, będzie poważniej podchodziła do obowiązków oraz ludzi. Tymczasem poranki Konstancja spędza na leczeniu kaca, kolejne dni upływają jej właściwie pod znakiem niekończącej się imprezy, przerywanej tylko przygodnym seksem. Paradoksem jest to, że jedyny przyzwoity mężczyzna w jej otoczeniu, Bartek, wykładowca UJ, nie pociąga jej fizycznie. Prawdopodobnie właśnie dlatego, że jest…zbyt przyzwoity. Konstancja ma bowiem wyjątkową słabość do "niegrzecznych chłopców", którzy nie lubią zobowiązań, dla których seks jest sportem, formą relaksu.

 

W obliczu zainteresowań Konstancji i jej miłosnych przygód nie dziwi wcale korespondencja, jaką nagle zaczyna otrzymywać. Nadawca listów wydaje się owładniętym myślą o cielesnych uciechach psychopatą, lubującym się przy tym w straszeniu swojej ofiary. Początkowe podejrzenia padają na nowego sąsiada Konstancji, sympatycznego pana Zenona, ale śledztwo prowadzone przez brata bohaterki prowadzi w zupełnie innym kierunku… I jak w atmosferze strachu, podejrzeń, a przy tym niekończącej się zabawy tworzyć grę? Nieocenioną pomocą służy mężczyzna poznany na jednym z for internetowych, Ostrze_B, historyk-mediewista, który nie tylko odsłania przez Konstancją realia średniowiecza, ale i próbuje skłonić kobietę do podpowiedzi na fundamentalne pytania dotyczące jej życia oraz wyznawanych przez nią wartości. Czy uda mu się ta trudna sztuka?

 

Jesień w Brukseli to powieść wielowymiarowa, której kolejnych znaczeń możemy doszukiwać się w zależności od naszych poglądów czy życiowego doświadczenia. Autorka tworzy niezwykłą atmosferę dla swojej opowieści. Wydawać by się mogło, że pętla zaciska się na szyi Konstancji coraz mocniej, nieodwracalnie rujnując jej przyszłość, zaś jej serce zmienia się w kamień. Jak to jednak jesienią bywa, wszystko może się odmienić – zarówno sytuacja, jak i sami bohaterowie.

 

Graficzka raczej nie budzi sympatii, nie jest typem osoby, z którą chcielibyśmy mieć cokolwiek wspólnego. Leniwa paranoiczka ze skłonnością do autodestrukcji – takie określenie nieustannie przychodzi mi na myśl w odniesieniu do niej. Nie mogę się również przełamać, by nazwać ją "Sisi" - zbyt pretensjonalnie to brzmi w jej ustach. Pozostaję zatem przy pięknym, choć znienawidzonym przez nią imieniu – Konstancja. Ogromną sympatię budzi natomiast jej brat, równie lekko podchodzący do życia, ale naturalny w swoich zachowaniach, pozbawiony skłonności do tworzenia pesymistycznego scenariusza każdego wydarzenia czy do prokrastynacji. Mimo osobliwego podejścia do życia, jest empatycznym młodym człowiekiem, będącym zawsze tam, gdzie jest potrzebny. To on pierwszy zauważył, że aktywność pana Zenona nie wynika z chęci osaczenia sąsiadki czy jej wystraszenia, ale z samotności. Właśnie ta relacja, najpiękniejsza w całej książce, zasługuje na głębsze przemyślenia i rozejrzenie się dookoła. Być może wśród osób z naszego otoczenia jest więcej osób, podobnych do pana Zenona?

 

A co z samą Konstancją? Czy uda jej się zdobyć wymarzoną pracę? Czy gra podbije serce wspólnika Marka? Kim tak naprawdę jest Ostrze_B i jaki wpływ na rzeczywistość na internetowa znajomość? Ile zniesie zakochany w Konstancji Bartek? Na te pytania musimy poszukać odpowiedzi w powieści Targosz, pamiętając jednocześnie, że Nawet w zaawansowanej jesieni życia można zaczynać od początku. Pozostawić za sobą miejsca ciężkie od wspomnień i znajomą okolicę (…)

 

Recenzja została umieszczona na blogu http://qulturaslowa.blogspot.com/

Tagi: Jesień w Brukseli, Jesień w Brukseli recenzja, Jesień w Brukseli książka, Katarzyna Targosz Jesień w Brukseli, Katarzyna Targosz recenzja, Katarzyna Targosz książka, Katarzyna Targosz

Kup książkę Jesień w Brukseli

<
Sprawdzam ceny dla ciebie ...

Zobacz także

Zobacz opinie o książce Jesień w Brukseli
Książka
Jesień w Brukseli
Katarzyna Targosz
Inne książki autora
Wiosna po wiedeńsku
Katarzyna Targosz 0
Okładka ksiązki - Wiosna po wiedeńsku

Trudno wyobrazić sobie temperamenty, style życia, poczucie humoru i stosunek do świata bardziej odmienne niż w przypadku Katariny i Leo – artystki...

Powierzchnia. W poszukiwaniu prawdziwej siebie. Opowieści z Wiary
Katarzyna Targosz 0
Okładka ksiązki - Powierzchnia. W poszukiwaniu prawdziwej siebie. Opowieści z Wiary

Czterdziestoletnia Kinga znów wkracza na szlak cudów. Opuszcza Krościenko, w którym przed pięciu laty znalazła wiarę, nadzieję i miłość...

Zobacz wszystkie książki tego autora