Przepraszam, bo ja pierwszy raz... to książka, która w bardzo lekki, humorystyczny, a jednocześnie zaskakująco refleksyjny sposób opowiada o sytuacji, z którą prędzej czy później może zmierzyć się każdy z nas – nagłym wejściu w zupełnie nową rzeczywistość. Paweł Piliszko stworzył historię osadzoną w sanatoryjnych realiach, ale tak naprawdę jest to opowieść o zagubieniu, adaptacji, zdrowiu i odnajdywaniu siebie w miejscu, które początkowo wydaje się całkowicie obce.
Książka łączy w sobie elementy literatury obyczajowej, humorystycznej i autobiograficznej refleksji. Autor prowadzi narrację bardzo naturalnie i swobodnie, dzięki czemu całość czyta się lekko i z dużą przyjemnością. Styl Pawła Piliszko jest pełen ironii, dystansu do siebie i codziennych sytuacji, ale pod tą humorystyczną warstwą kryje się także sporo życiowych obserwacji. To właśnie ten balans między śmiechem a refleksją sprawia, że książka wyróżnia się na tle typowych lekkich obyczajówek.
Fabuła skupia się na trzytygodniowym pobycie głównego bohatera w sanatorium – miejscu, które początkowo wydaje mu się niemal inną planetą. „Apollo 48”, jak sam określa swoją misję, staje się początkiem zderzenia z nowym środowiskiem, nieznanymi zasadami i ludźmi o zupełnie innych doświadczeniach życiowych. Bohater, będący „młodzieniaszkiem przed pięćdziesiątką”, trafia do świata, w którym czuje się jednocześnie obcy i zagubiony. Musi odnaleźć się w sanatoryjnej codzienności, poznać panujące tam zwyczaje i nauczyć funkcjonować w miejscu, którego wcześniej zupełnie nie rozumiał.
Największą siłą tej książki są właśnie bohaterowie i relacje między nimi. Autor bardzo trafnie pokazuje różnorodność ludzi spotykanych w sanatorium – ich przyzwyczajenia, lęki, poczucie humoru i potrzebę kontaktu z drugim człowiekiem. Postacie są autentyczne, momentami zabawne, ale też bardzo życiowe. Dzięki temu czytelnik szybko zaczyna odnajdywać w nich fragmenty własnych doświadczeń lub osób ze swojego otoczenia.
W książce wyraźnie pojawiają się motywy zdrowia, starzenia się, samotności, oswajania zmian i wychodzenia ze strefy komfortu. Autor pokazuje, jak trudno odnaleźć się w sytuacji, która wymusza zmianę codziennych przyzwyczajeń i konfrontuje człowieka z własnymi ograniczeniami. Jednocześnie sporo miejsca poświęca relacjom międzyludzkim i temu, jak bardzo ludzie potrzebują rozmowy, zrozumienia i zwykłej obecności drugiej osoby.
Choć książka pełna jest humoru i zabawnych sytuacji, nie brakuje w niej także bardziej refleksyjnych momentów. Czytelnik może się uśmiechnąć, ale też zatrzymać na chwilę i pomyśleć o własnym życiu, zdrowiu czy lęku przed tym, co nowe i nieznane. To historia, która pokazuje, że nawet najbardziej absurdalne lub niewygodne doświadczenia mogą czegoś nauczyć i stać się początkiem ważnej zmiany.
„Przepraszam, bo ja pierwszy raz...” szczególnie poleciłabym osobom lubiącym lekkie książki obyczajowe z humorem i dużą dawką życiowych obserwacji. To świetna lektura dla czytelników ceniących historie o codzienności, relacjach i odnajdywaniu się w nowych sytuacjach. Spodoba się także osobom, które same mają za sobą pobyt w sanatorium lub po prostu lubią książki pokazujące zwykłe życie w bardzo autentyczny sposób.
Paweł Piliszko stworzył historię ciepłą, zabawną i pełną dystansu, ale jednocześnie bardzo prawdziwą. „Przepraszam, bo ja pierwszy raz...” pokazuje, że nawet w najbardziej niekomfortowych sytuacjach można odnaleźć coś wartościowego – trochę śmiechu, trochę refleksji i może nawet nowe spojrzenie na samego siebie. To książka, która bawi, ale też przypomina, że każdy z nas czasem trafia do swojego własnego „sanatorium sytuacji niespodzianych”.