Powieść o dojrzewaniu i godzeniu się z własnym losem uderzająca z siłą huraganu
Ida trafiła na Rugię właściwie przez przypadek. Chciała po prostu uciec z małego miasteczka, w którym spędziła całe dotychczasowe życie. Nic jej tam nie trzymało - na pogrzeb matki nawet nie dotarła, do Tildy, swojej siostry, która mieszka w Hamburgu, za nic nie chciała trafić. Na dworcu wsiadła do pociągu, który jechał jak najdalej. I tak trafiła na wyspę, bez żadnego planu, za to z gulą wściekłości, żalu i poczucia winy, które cichną tylko wtedy, gdy Ida rzuca się w fale Bałtyku i płynie do utraty sił.
Przypadkiem poznaje Knuta i jego żonę, Marianne, którzy przyjmują ją pod swój dach. W końcu wszystko zaczyna się układać: poranne gorące bułeczki, spacery do lasu, planszówki i wieczorami praca w knajpie Pod Foką. No i pojawia się też Leif, równie pokiereszowany jak ona...
Jednak życie Idy ponownie zadrży w posadach, a dziewczyna będzie musiała zdecydować: uciekać czy zostać?
17 w skali Beaufortato opowieść o burzliwym dojrzewaniu, rodzinie, śmierci i żałobie, a także o tym, jak żyć dalej. Caroline Wahl opowiada trudną historię z ciepłem i humorem, zachowując styl, który zapewnił literacki sukces jej debiutowi.
Wydawnictwo: Sonia Draga
Data wydania: 2026-03-11
Kategoria: Literatura piękna
ISBN:
Liczba stron: 336
Tytuł oryginału: Windstärke 17
,,17 w skali Beauforta" to książka, która na pierwszy rzut oka wydaje się spokojna, ale pod tą powierzchnią kryje się naprawdę dużo emocji. To opowieść o stracie, poczuciu winy i o tym, jak trudno jest nauczyć się żyć dalej, kiedy coś w środku wciąż boli.
Relacja Idy z matką była skomplikowana i daleka od ideału. Uzależnienie od alkoholu stopniowo niszczyło nie tylko życie matki, ale też więź między nimi. Po jej śmierci Ida zostaje z czymś bardzo ciężkim - z poczuciem, że może dało się coś zrobić inaczej. Że gdyby była wtedy na miejscu, tragedii dałoby się uniknąć. To ,,co by było gdyby" nie daje jej spokoju i odbiera sens codzienności.
Ucieczka na Rugię jest trochę impulsem, trochę próbą oddechu. Ida trafia tam przypadkiem, bez planu, z całym bagażem emocji, których nie potrafi unieść. I właśnie tam spotyka ludzi, którzy nie próbują jej naprawiać na siłę. Knut i Marianne po prostu są - spokojnie, bez nacisku, bez zbędnych pytań. Dają jej coś bardzo rzadkiego: przestrzeń i czas, żeby mogła przeżyć żałobę po swojemu.
Bardzo podobało mi się to, jak autorka pokazuje ten proces. Bez wielkich słów, bez dramatycznych zwrotów. Raczej małymi krokami - codziennością, drobnymi gestami, powolnym oswajaniem bólu. Pojawia się też Leif, który - podobnie jak Ida - niesie swoje własne rany, co dodaje tej historii jeszcze więcej autentyczności.
Warto też wspomnieć, że to drugi tom tej historii. Można go czytać bez znajomości pierwszej części, ale mam wrażenie, że sięgnięcie po nią pozwala lepiej zrozumieć bohaterów i ich przeszłość - więc zdecydowanie warto to zrobić.
,,17 w skali Beauforta" to książka o tym, jak bardzo potrafimy utknąć w przeszłości i jak trudno jest sobie wybaczyć. Ale też o tym, że czasem wystarczy obecność drugiego człowieka, żeby coś zaczęło się powoli zmieniać. To spokojna, ciepła i jednocześnie poruszająca opowieść, która zostawia czytelnika z myślą, że nawet po największej burzy można spróbować poukładać wszystko od nowa.
Dni Tildy są ściśle zaplanowane: studia, praca kasjerki w supermarkecie, opieka nad młodszą siostrą Idą, a w gorsze dni także nad matką alkoholiczką. We...
Przeczytane:2026-03-27, Ocena: 6, Przeczytałam,
„Właściwie całe moje życie wydaje się rozwiązaniem tymczasowym.”
Debiutancka powieść Caroline Wahl, „22 długości”, była dla mnie ubiegłorocznym objawieniem i totalnym zachwytem. A w marcu autorka wróciła z drugim tomem cyklu z siostrami Tildą i Idą, w którym zachowała swój charakterystyczny, żywy i autentyczny, z jednej strony surowy, a z drugiej pełen ciepła styl. W „17 w skali Beauforta” wrzuciła mnie w emocjonalny sztorm o niewyobrażalnej sile, by na końcu subtelnie uspokoić wzburzone fale i przepuścić promień słońca przez kłębowisko czarnych chmur.
W poprzedniej części zgłębialiśmy perspektywę Tildy, tym razem stery przejmuje młodsza z sióstr. Jednak łajba zwana życiem nie jest jej przychylna, a sterowanie z gulą wściekłości, żałoby, traumy i wyrzutów sumienia, zamglone używkami, często znosi ją na manowce. Kiedy emocje dławią, jedyną drogą pozostaje ucieczka od znanych miejsc, znanego życia. Od siostry, której troska budzi irracjonalną złość, i od siebie samej. Jednak upychając dotychczasowe życie do jednej zniszczonej walizki, zabiera je ze sobą.
To historia bezustannie pulsująca emocjami. Opowieść toczy się liniowo, zgodnie z upływającym czasem, ale wspomnienia i przemyślenia Idy tną tę rzeczywistość jak ostry nóż. To one czają się w mroku, nie pozwalając spać i przywołując koszmary, a w dzień wywołują napady lęku lub totalne zagubienie. Jej jedynym wentylem bezpieczeństwa, zupełnie jak w poprzedniej części, staje się woda. Tym razem to nie chłodny basen, a nieprzewidywalne morze otaczające wyspę Rugię, w którym pływa aż do utraty sił, byle tylko uciec od rzeczywistości, życia i przytłaczających ataków paniki.
Właśnie tam, na Rugii, w swoim najciemniejszym momencie, Ida trafia na dobrych, bezinteresownych ludzi. W jej życiu pojawia się też Leif, na zewnątrz odnoszący sukcesy didżej, a wewnątrz chłopak doświadczony przez los równie mocno jak ona. To tu Ida uświadamia sobie, że życie nie jest przewidywalne i nigdy nie będzie spokojną taflą, ale nie da się zawsze uciekać. Bo nie tylko my potrzebujemy innych ludzi, by przetrwać, równie mocno oni potrzebują nas. A czasem wystarczy być.
Autorka po raz drugi przeniknęła swoimi słowami do mojego serca. Napisała powieść tak prawdziwą, że czytając, niemal czułam słony smak łez i morskiej wody. Ta historia uderza z potężną siłą, obnaża najtrudniejsze uczucia, a ostatecznie przynosi niezwykłe, uwalniające ukojenie. To surowy, gęsty od emocji portret dziewczyny, która próbuje po prostu przetrwać, a ja ściskałam za nią kciuki aż do bólu.