Elektryzująca opowieść inspirowana eksperymentem znanym jako mysia utopia Johna B. Calhouna. Popularna marka napoi energetycznych, Pure Eden, organizuje konkurs, w którym do wygrania są wakacje na tropikalnej wyspie. 20-letnia Sara Zarzycka mimo początkowych wątpliwości decyduje się wysłać zgłoszenie. Wkrótce kobieta odkrywa niepokojące połączenie między wyspą a własną mroczną przeszłością.
Wydawnictwo: inne
Data wydania: 2024-09-30
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 340
Język oryginału: polski
O matko co to była za historia. Do tej pory jestem w szoku, jakim trzeba być potworem i zwyrolem, żeby zrobić coś takiego.. Powieść była inspirowana straszą historią, w której ojciec więził swoją córkę w piwnicy. Tutaj natomiast Sara Zarzycka zostaje uwięziona na pewnej wyspie, po tym jak została wybrana w konkursie znanej firmy, zajmującej się produkcją napoi marki Pure Eden. Ona i kilkadziesiąt innych osób zostaje przewiezionych na nieznaną nikomu wyspę, gdzie dzieją się dziwne rzeczy. Ale zanim do tego dochodzi, to Sara wiedzie smutne życie, biednej studentki. Wywodzi się z domu dziecka w Lublinie. I gdyby nie miłość jej siostry z wyboru, którą zajmowała się w domu dziecka, to możliwe, że nigdy nie wyszło by na światło dzienne okrucieństwo, jakiego dokonał na niej pewien mężczyzna.
I choć początkowo mi się trochę dłużyła i nie czułam się wgl zainteresowana dalszym czytaniem, to nie poddałam się i dobrze zrobiłam, bo dopiero później zaczęło się wszystko dziać. Mocna historia. Okropnie smutna, trochę (momentami) obrzydliwa, ale wciągająca (jak już ruszą na wyspę).
Perfekcyjna niania. Idealna rodzina. Niebezpieczna gra. Laura i Adam Hallerowie wydają się mieć wszystko – bogactwo, prestiż i piękny dom. Brakuje...
Seria „Miejsce styku” powraca w jeszcze mroczniejszej odsłonie. Max Keller, w poszukiwaniu dzieci, trafia do tajemniczego miasteczka na...
Przeczytane:2025-08-22, Ocena: 5, Przeczytałam, Wyzwanie - wybrana przez siebie liczba książek w 2025 roku, Przeczytaj tyle, ile masz wzrostu – edycja 2025,
Kiedy sięgnęłam po "Bloody Island" Catherine Reiss, miałam wrażenie, że wchodzę w świat obiecujący egzotyczną przygodę, lekki powiew marzeń i oddech od szarej codzienności. Konkurs, tropikalna wyspa, perspektywa luksusu – to wszystko brzmi jak sen, w który chce się zanurzyć bez zastanowienia. A jednak od pierwszych stron czułam podskórny niepokój, jakby ten raj miał w sobie coś nienaturalnego, jakby sama sceneria próbowała zasugerować, że to miejsce nigdy nie było zaprojektowane do wypoczynku, lecz do czegoś o wiele mroczniejszego.
Sara Zarzycka, główna bohaterka, jest postacią bolesną w swojej prawdziwości. Wychowana w sierocińcu, bez rodziny i stabilizacji, żyje na krawędzi – finansowej i emocjonalnej. To nie jest bohaterka z powieści w stylu „bajki o Kopciuszku”, która nagle trafia do raju i w nim odnajduje szczęście. Jej przeszłość i głęboko zakorzenione traumy czynią ją wyjątkowo podatną na manipulację, na uwikłanie w cudze reguły. Na tle kolorowej, tropikalnej scenerii jej samotność wydaje się jeszcze bardziej przejmująca, jakby piękno wyspy kontrastowało z ciężarem, który nosi w sobie.
Kiedy jacht znika, a wokół zaczynają ginąć ludzie, atmosfera zamienia się w gęsty, duszny koszmar. To, co miało być nagrodą, staje się więzieniem. A wraz z pojawieniem się tajemniczego Mirona, który wydaje się wiedzieć więcej, niż mówi, czytelnik zaczyna rozumieć, że nic nie dzieje się tu przypadkiem. Reiss z mistrzostwem buduje klimat klaustrofobicznej pułapki, w której każdy ruch jest obserwowany, każdy błąd prowokowany, a każdy wybór prowadzi jeszcze głębiej w sieć manipulacji.
Najmocniejsze w tej powieści jest jednak to, że nie opiera się tylko na intrydze. Autorka sięga po motyw eksperymentu społecznego i pyta, co dzieje się z ludzką psychiką, kiedy pozbawić ją zwyczajnych trosk, a w zamian podać złudzenie wolności. Okazuje się, że zamiast harmonii pojawia się agresja, zamiast wspólnoty – podziały, a człowiek odkrywa w sobie mroczne instynkty, o których wolałby nigdy się nie dowiedzieć. Lektura sprawiła, że zaczęłam zastanawiać się nie tyle nad bohaterami, ile nad sobą – ile we mnie samej byłoby zdolności do empatii, a ile do przetrwania kosztem innych.
Zakończenie to prawdziwy cios. Kiedy wydaje się, że rozpoznałam kierunek opowieści, autorka jednym ruchem wywraca wszystko. Trudno powiedzieć, czy to bardziej satysfakcja z tak dobrze rozegranego suspensu, czy bezsilność wobec pytań, jakie zostają po ostatniej stronie. A pytania te są poważne: o cenę bezpieczeństwa, o wolność, o to, na ile nasze życie jest w naszych rękach, a na ile kształtują je niewidoczne mechanizmy kontroli.
"Bloody Island" nie jest więc tylko thrillerem, który wciąga i przeraża. To opowieść o człowieku w sytuacji granicznej, o samotności i głodzie bliskości, o cienkiej granicy między iluzją a prawdą. To książka, która nie daje spokoju i długo jeszcze rezonuje w myślach. Dla mnie była doświadczeniem intensywnym, chwilami bolesnym, ale też nieodparcie fascynującym. To lektura, po której nie można po prostu odłożyć książki na półkę i przejść do następnej – trzeba chwilę zostać z ciszą, by zrozumieć, jak mocno poruszyła nasze najgłębsze lęki.