W świecie po nuklearnej zagładzie przetrwają tylko najsilniejsi – lub ci, którzy zostali stworzeni, by zabijać. Madeleine, wyszkolona tropicielka i zabójczyni, otrzymuje nowe zlecenie: namierzyć Nicolę Duboisa, istotę, która zagraża jej przełożonemu, Jean Lucowi Russeau. Gdy odnajduje swój cel, okazuje się, że Dubois zna jej przeszłość. A co gorsza, wszystko wskazuje na to, że był dla niej kimś więcej.
Zmuszona do wyboru między obowiązkiem a prawdą o sobie, zostaje wciągnięta w walkę, która może zadecydować o losie ludzkości. Madeleine musi odzyskać wspomnienia i zmierzyć się z przeszłością, która niekoniecznie jest tym, czego pragnie.
W świecie pełnym zdrad, mutacji i brutalnych rozgrywek granica między wrogiem a sojusznikiem staje się niebezpiecznie cienka. Madeleine popada w obłęd, czy może ktoś miesza jej w głowie? Jaką rolę w tym wszystkim odgrywa Ezra Cohen?
Jedna niewłaściwa decyzja może spowodować śmierć milionów istnień. Czy Madness odnajdzie własną drogę? I czy to wszystko w ogóle jest prawdziwe?
„Ciche miejsce” to mroczny thriller urban fantasy o poszukiwaniu tożsamości i lojalności, a także o konsekwencjach wyborów, które mogą zniszczyć wszystko. Lub ocalić to, co najważniejsze.
Wydawnictwo: b.d
Data wydania: 2025-10-20
Kategoria: Fantasy/SF
ISBN:
Liczba stron: 492
Język oryginału: polski
Z reguły rzadko sięgam po science fiction, jednak „Ciche miejsce” całkowicie przełamało moje czytelnicze przyzwyczajenia. Ta historia porwała mnie od pierwszych stron i sprawiła, że mój gust ewoluował w stronę futurystycznych wizji, które nie tylko fascynują, ale i niepokoją swoją realnością.
Madeline to bohaterka, obok której nie da się przejść obojętnie. Tajemnicza, charyzmatyczna, z pazurem – wyszkolona tropicielka, skuteczna i pozornie niezniszczalna, a jednocześnie niezwykle wrażliwa na los bliskich, szczególnie Ezry. Jej dążenie do odzyskania utraconych wspomnień staje się kluczem do odkrycia prawdy nie tylko o samej sobie, lecz także o prawdziwych intencjach ludzi, którzy ją otaczają.
Fabuła prowadzona jest dynamicznie, z wyraźnym rytmem i licznymi zwrotami akcji. Autorka umiejętnie miesza emocje, buduje napięcie i wprowadza postacie drugoplanowe, które nadają historii głębi i sprawiają, że atmosferę zagrożenia odczuwamy niemal fizycznie. Tajemniczość, pożądanie, nieustanne napięcie i wiszące w powietrzu niebezpieczeństwo zwiastują nadejście przełomowych scen.
Centralna zagadka pochłania bez reszty – jako czytelnik pragnęłam pomóc Madeline i Ezrze w dotarciu do prawdy. Świat przedstawiony jest dopracowany, wiarygodny i niepokojąco realistyczny. Odniosłam wrażenie, że to wizja przyszłości, która wcale nie musi być tak odległa, jeśli ludzkość przekroczy granice w swoich badaniach i ambicjach.
Pojawienie się Duboisa wnosi do historii dodatkową dynamikę. Tajemniczy, uwodzicielski, magnetyczny – fascynuje, a jednocześnie wzbudza instynktowny niepokój. Nicola początkowo również mnie zaintrygował, jednak z każdą kolejną sceną rodził coraz więcej pytań i podejrzeń. Jego intencje pozostają niejasne, a granice między dobrem a złem zaczynają się niebezpiecznie zacierać.
W pewnym momencie pojawia się kluczowa wątpliwość: kto tak naprawdę stoi po której stronie barykady w walce o przyszłość ludzkości? A może nikt – bo każdy walczy wyłącznie o własny interes? Jedno jest pewne: ta misja nie obejdzie się bez ofiar. Mężczyźni otaczający Madeline noszą wiele masek, grają podwójne role, a pytanie o to, czy rzeczywiście łączy ich wspólny cel, pozostaje otwarte. Coraz wyraźniej rysuje się myśl, że utrata wspomnień Madeline nie była dziełem przypadku, a Instytut badań skrywa znacznie więcej tajemnic, niż początkowo się wydaje.
Nie mogłam oderwać się od czytania. Emocje targały mną jak wicher. Motywy poszukiwania własnej tożsamości, ograniczonego zaufania, lojalności, miłości wbrew regułom i nawet różnicom gatunkowym tworzą poruszającą, wielowymiarową opowieść.
„Ciche miejsce” to niezwykle wciągająca i intensywna lektura, która zostaje w głowie na długo po odłożeniu książki. Już teraz z niecierpliwością wyczekuję kolejnej części i finału tej skomplikowanej rozgrywki między bohaterami. Polecam z całego serca – pozwólcie, by uniwersum przyszłości zawładnęło waszymi zmysłami i rozpaliło ciekawość.
,,Proszę nie mówić głośno. Przypominam, że to ciche miejsce."
Cokolwiek można mówić o tej książce, a mówić można wiele, Ciche miejsce nie jest zwyczajnym fantasy osadzonym w dystopijnych czasach. To świat stojący w obliczu zagłady na wiele lat po nuklearnej wojnie, gdzie po ziemi kroczą już nie tylko ludzie. Demony, potwory, trimisi oraz mutacje, jakich nie sposób napotkać w miastach budzą do życia emocje i wywołują napięcie, które niemalże nie odpuszcza w trakcie trwania opowieści. Na szczęście znajdą się też momenty, w których można złapać oddech, choć historia wcale nie zwalnia.
Emocje w tej książce są kluczowe. Tu nie ma czasu na nudę, a kolejne obroty sytuacji trzymają niemal w nieustannym napięciu. Nie brak tu momentów, kiedy wszystko aż krzyczy w czytelniku, że zaraz coś się wydarzy. Wtedy palce same zaciskały się mocniej na pięknej, twardej oprawie. Prawie każdy rozdział kończyłam w poczuciu całkowitego ,,erroru" bądź z potrzebą natychmiastowego sięgnięcia po następny. Nie znaczy to jednaj, że pochłonęłam opowieść duszkiem, bo zdarzały się chwile, kiedy musiałam odsapnąć, odłożyć książkę i nieco pomyśleć lub uspokoić rozszalałe emocje. Niekiedy wręcz czułam jak trymis - bardziej oraz mocniej.
Na uznanie zasługuje światotwórstwo, nawet jeśli bazuje ono na istniejącej już Ziemi. Niemniej wiele się tu zmieniło. Scentralizowanie ludzkości w miastach przypominających starożytne polis, zagospodarowanie podziemi, zastąpienie politycznego podziału państw na kontynenty oraz wyszczególnienie różnic między ,,mutacjami" w miastach i ich pobliżu, a gdzieś tam w głębi lądu to doprawdy świetny zabieg. Mocno mnie cieszy stopniowe poznawanie kolejnych fragmentów ówczesnej rzeczywistości wraz z rozwojem historii, zaś zmiana nazwy współczesnego Amsterdamu jest prawdziwym strzałem w dziesiątkę.
Grzechem byłoby pominięcie trójkąta między główną bohaterką, Madeleine a jej obecnym i eks-partnerem. Ktoś powiedziałby może, że zabieg sztampowy oraz często napotykany we współczesnej literaturze. Ten ktoś z pewnością nie miał do czynienia z tą trójką, a gra, na którą ja osobiście nie spojrzę już nigdy tak samo, wyniosła tę relację na zupełnie inny poziom.
Ciche miejsce jest głównie opowieścią snutą przez Mad, ale zdarza się trafić na perspektywę Nikoli, a nawet Ezry. Zdradzę Wam osobiście - ale bez spoilerów - że najbardziej urzekł mnie zabieg autorki w 20. rozdziale, bo wspaniale oddała oszołomienie bohatera sytuacją, która spadła nań niczym grom z jasnego nieba. Wspaniale operowała też emocjami pozostałych bohaterów, zwłaszcza Madeleine, w której perspektywę wczuwaliśmy się najczęściej, choć momentami ta utalentowana zabójczyni przypominała rozchwianą nastolatkę walczącą z huśtawką hormonalną. Szczęśliwie nie płakała o byle co, lecz posiadała priorytety utrzymane od początku po koniec książki.
Na szczególną uwagę zasługuje warsztat autorki, zwłaszcza że książka jest jej debiutem. Bardzo podobało mi się słownictwo, opisy, porównania, humor oraz zwroty, jakie zostały zaserwowane w książce. Zabrakło mi niestety spisu treści. I niby nie jest to błąd, niby żaden mankament, ale czytając, lubię - bez dodatkowego szukania - sprawdzić, ile książka ma rozdziałów lub jakiej są one długości. Tu nie miałam takiej opcji, chyba że zdecydowałabym się na wertowanie kartek. Cała reszta znalazła się na swoim miejscu - łącznie z ostrzeżeniami, których nie mogło tu zabraknąć.
Absolutnie nie żałuję, że sięgnęłam po tę lekturę, zwłaszcza że czekałam na nią od chwili, gdy historia zniknęła z Wattpada. Zakończyłam ją z mętlikiem w głowie oraz nadmiarem emocji. Te potrzebowały solidnego rozładowania i wyciszenia, ale bez wątpienia będę czatować na II tom.
Przeczytane:2026-01-17, Ocena: 6, Przeczytałam, Współpraca reklamowa, fantasy/SF, Booktour,
Każdy, kto choć trochę zagłębił się w mój profil, wie, że czytam głównie romanse w różnych odcieniach i podgatunkach. Jednak od czasu do czasu lubię wyjść ze swojej strefy komfortu i często trafiam na naprawdę świetne książki. A czy tym razem trafiłam – zaraz Wam opowiem.
„Ciche miejsce” to książka, która intrygowała mnie od pierwszych zapowiedzi. Od okładki, przez fragmenty, posty i rolki – czułam, że muszę ją przeczytać, coś mnie do tej historii po prostu przyciągało.
Przenieśmy się do świata po nuklearnej wojnie, gdzie ludzkość jest na wymarciu, a zastępują ją demony, potwory, mutanty i różne inne twory, takie jak trimisy. W takiej rzeczywistości poznajemy Madeleine – trimisa. Okazuje się, że dziewczyna uległa jakiemuś wypadkowi, w wyniku którego straciła pamięć. Zostaje przygarnięta przez Jean Luca Russeau, który wyszkolił ją na niebezpieczną tropicielkę i zabójczynię.
Pewnego dnia Madness dostaje zlecenie na Nicolę Duboisa. Dubois to również wyszkolony i śmiertelnie niebezpieczny typ – widmo, którego nie da się namierzyć. Dziewczyna rusza z realizacją zlecenia, szuka go, a kiedy w końcu go odnajduje, zaczyna się bardzo niebezpieczny etap w jej życiu. Odkryje wiele tajemnic – tych mrocznych i naprawdę groźnych. Będzie musiała podjąć trudne decyzje, które dotyczą nie tylko jej samej, ale też Ezry Cohena.
Kim jest Ezra Cohen? Czy Madness uda się ocalić świat? Czy uda jej się ocalić samą siebie?
Czy to było dobre? Oczywiście, że tak. Na pewno jest też zupełnie inne niż to, co czytam na co dzień. Początkowo naprawdę trudno mi było wbić się w fabułę, ale jak już się wciągnęłam, poszło gładko. Choć nadal musiałam czytać uważniej – nie oszukujmy się, każdy gatunek ma inny „poziom wejścia”. Romanse są dla mnie po prostu łatwiejsze w odbiorze. Mimo to „Ciche miejsce” bardzo mi się podobało.
Dodajmy, że to debiut. No kochana Olu, chylę czoła, bo uwielbiam czytać tak dopieszczone książki. Już nie chodzi nawet o to, że to debiut – po prostu ta książka jest dopracowana od A do Z. Nie mam się do czego przyczepić.
Wiedziałam, że jednym z motywów jest trójkąt miłosny. Jako typowa romansiara czekałam na ten moment. Kiedy w końcu do niego doszło, byłam… usatysfakcjonowana. Pikantne sceny opisane świetnie, ze smakiem, bez wulgarnych zwrotów. Wow, po prostu wow!
Polubiłam Madeleine, bo uwielbiam takie twarde babki, które wiedzą, czego chcą, i za wszelką cenę dążą, żeby to zdobyć. Madness pragnęła odzyskać wspomnienia – to tak naprawdę był jej cel życiowy. Dążyła do niego po trupach. I to dosłownie.
Na jej drodze stoją dwaj mężczyźni, którzy ponoć chcą jej dobra? Czy to prawda? Hmmm… musicie sami to odkryć. Fakt jest taki, że to dwa niezłe ciacha, które z przyjemnością schrupałaby niejedna z Was. Moja wyobraźnia działała na najwyższych obrotach…
Trzeba wspomnieć też o otoczeniu – o opisach przyrody zniszczonej przez wojnę nuklearną. Opisy potworów, mutantów są rewelacyjne – od razu stawały mi przed oczami. Ola super opisała też walki, w których brała udział Madness. Czułam się, jakbym sama była na polu walki!
A zakończenie?! Powiem Wam, że wbiło mnie w fotel. Nie mogłam uwierzyć, że tak bardzo pomyliłam się w ocenie jednego z bohaterów.
Olu, co jeszcze mogę napisać? Gratuluję! To jest świetny debiut. Pisz tak dalej, a wróżę Ci tłumy czytelników!
Cieszę się, że sięgnęłam po tę historię. Jak widać, nawet romansiara lubi czasem trochę krwi nie z tego świata 🖤. Ja czekam na kolejne książki Oli, a Wy czytajcie – nie pożałujecie!
Polecam