Cichoborek

Wydawnictwo: JanKa
Data wydania: 2019-09-30
Kategoria: Obyczajowe
ISBN: 978-83-62247-68-4
Liczba stron: 252

Ocena: 5.67 (3 głosów)

W Cichoborku – sennej wsi gdzieś na południu Polski – ciekawych historii na pozór brak. Życie toczy się zgodnie z cyklem roku liturgicznego, okazji do zabawy dostarczają chrzciny, wesela i stypy, czasem imieniny i sylwester organizowany w remizie. Burzę plotek wywołuje pozamałżeńska ciąża, nikt nie pokłóci się na tyle cicho, żeby umknęło to uwadze sprzedawczyni Jadzi; żaden gość nie przejdzie przez wieś niezauważony. A przecież są w Cichoborku tacy, którzy nie mieszczą się w ramach stworzonych przez despotycznego proboszcza oraz obłudną sklepową. Gdy do wsi przybywa nowa opiekunka dziewięćdziesięcioletniej staruszki, niektórzy mieszkańcy ujawniają warte opowiedzenia dramaty.
„Cichoborek” to historie jedenaściorga bohaterów; powiązane ze sobą opowiadania o drzemiącej w wielu potrzebie zmiany, łamaniu konwenansów, o poszukiwaniu sensów i – bo przecież nie mogłoby być inaczej – o różnych odmianach miłości.

Eliza Kącka o książce:

Czym jest ten Cichoborek? Zwykłą wioską czy przestrzenią mityczną? Czy obmywa go szary nurt literatury o polskiej prowincji, czy barwny – lokalnego realizmu magicznego? Jedno i drugie. To miejsce zaplatania się losów, które ów splot czyni nie tylko regułą konstrukcyjną, lecz także źródłem sensu życia i opowieści. Bo co innego mamy, uczy Cichoborek, niż rzeczy elementarne: bycie z sobą, bez siebie, wobec siebie – i odchodzenie. Być może główną bohaterką książki nie jest ani Justyna, dla której Cichoborek jest tylko przystankiem, ani esencja cichoborkowatości. Kto wie, czy nie jest nią śmierć, a konkretniej: ta dziwna strefa umierania, która miesza cielesne z bezcielesnym, święte z nieświętym. Z Cichoborka nie odchodzimy bowiem osobno – i wyjątkowo długo trzymamy się ziemi.

O autorce:

Urszula Stokłosa urodziła się w 1990 roku w Żywcu. Ukończyła filologię polską na Uniwersytecie Wrocławskim. Obecnie mieszka w Unterhaching – niewielkiej miejscowości pod Monachium. Prywatnie – szczęśliwa żona, zawodowo – zadowolona z życia pomoc domowa.

Lubi dobrą literaturę i podróże, a przy tym obserwować i rozmyślać. Oprócz kilku ludzi, kocha swojego psa i swoje roślinki. Nie wyobraża sobie życia bez kawy, za to spokojnie mogłaby się obejść bez słodyczy i internetu.

Tagi:

Kup książkę Cichoborek

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
REKLAMA

Zobacz także

Polecana recenzja

Chichoborek jest wszędzie, ale przede wszystkim Cichoborek jest w każdym z nas. Bo przecież nie o szerokość geograficzną tu chodzi, ale o mentalność, a ta nie jest przypisana do żadnego miejsca na ziemi. Mała miejscowość, a obok niej większa, choć też niewielka. Cichoborek i Smęcice, dwa archipelagi, a w nich świat, zamknięty niczym w pigułce. I ludzie w tych archipelagach, nie lepsi i nie gorsi niż gdzie indziej. Ze swoimi marzeniami, kłopotami, w zdumieniu, w zachwycie, z powątpiewaniem. Tak wygląda prawie panoramiczna powieść Urszuli Stokłosy, która w minibiografiach kilku bohaterów zamknęła opowieść o Universum. Postaci są zwyczajne, banalne, szablonowe, ale nie o ich oryginalność tu idzie, a o powtarzalność schematów, które są jednakowe dla małego Cichoborka i dla stołecznej Warszawy. Osią historii jest przyjazd do miejscowości Justyny. Justyna jest zwyczajna, ma nieco nieobecne spojrzenie i koszmarne doświadczenia, od których chce uciec i o których chce zapomnieć. Jest w Cichoborku nowa, obca. Ani się tu nie wychowała, jak Tereska, ani nie mieszkali tu jej dziadkowie, jak to było z Pawełkiem z tartaku. Jest z zewnątrz, co budzi ciekawość i niepokój. Jednak Justyna nie zamierza Cichoborka zmieniać. Chce się w nim ukryć, przytulić do tego lekko zatęchłego światka i w nim trwać. W gazecie znajduje ogłoszenie, że w Cichoborku potrzebna jest opiekunka dla starszej Maryli, która ...
(czytaj dalej)

Opinie o książce - Cichoborek

Wydawnictwo JanKa ma niebywały dar do odkrywania niesamowitych opowieści. „Cichoborek” Urszuli Stokłosy mnie oczarował swoją magią z jednej strony i zwyczajnością – z drugiej.


Cichoborek ma swoje kłopoty, mieszkańcy swoje. Jednak o ile o sprawach wsi głośno się debatuje, tak o prywatnych bolączkach nikomu nie przychodzi do głowy opowiadać. I tak, duszą się bohaterowie w swoich ciasnych chałupach, ze słabościami, strachem i wstydem. Nie mogą odnaleźć w sobie radości, boleją nad utraconym sensem egzystencji.


Życie Justyny rozpadło się po stracie ukochanej rodziny. Długo próbowała otrząsnąć się po tragedii. Szukała różnych metod, aż zawędrowała do Cichoborka, by opiekować się starszą panią, Marylą, przeczuwającą, że kres jest blisko. Justyna od razu poznała też synową starowinki, gadułę Marzenę. Kobieta chętnie opowiada obcej o sobie i jeszcze chętniej o innych. Natychmiast zwierza się, że niemal samotnie wychowuje (chorobliwie wstydliwą) Karolcię, bo męża stale nie ma w domu. Stefan vel Steve jeździ bowiem tirem i w tej monotonii zajmuje sobie czas obsesyjnym myśleniem o potencjalnych zdradach żony. Właściwie nie wiadomo czemu ta kwestia aż tak go uwiera, gdyż sam nie do końca jest uczciwy względem małżeńskiej przysięgi.


Do Justyny zagląda także najbliższa sąsiadka, Mania. Dziewczyna od dawna ma świadomość, że w życiu najważniejszy jest wygląd, bo przez pryzmat fizyczności postrzegają cię inni. Dlatego już jako dwudziestolatka ciężko pracowała na holenderskich polach uprawnych, by za pierwsze zarobione pieniądze nieco zaingerować we własną urodę. Manię wyróżnia dar obserwacji, bohaterka potrafi dostrzec więcej niż inni, rozpoznaje znaki, przeczuwa. Wkrótce Justyna poznaje także inne ważne postaci w cichoborskim krajobrazie, m.in. Lidkę, która wiedzie życie w stylu slow. Dziewczyna ma niezwykłą pamięć – nic jej nie umyka, trwale zapisuje sobie wszelkie informacje. W każdej chwili jest w stanie przypomnieć sobie najdrobniejszy szczegół.


Życie w Cichoborku płynie nieco sennym, spokojnym rytmem. Wszystko co tu się dzieje, nawet niespodziewanego, jest przyjmowane bez większych emocji, jako naturalna kolej rzeczy. I choć do mieścinki powoli zagląda współczesność i nowa, świeża (w jakimś stopniu może nawet rewolucyjna) myśl, to jednak mieszkańcy swoje wiedzą, na każdy temat.


Autorka pokazuje nam bohaterów w momentach bodaj najtrudniejszych. Gdy męczą się sami ze sobą, balansują na granicy życia i egzystowania. Opowiada również co ważnego wydarzyło się w ich życiu wcześniej, które sytuacje, rozmowy czy osoby zdeterminowały ich późniejsze losy. Przy tej okazji dostrzegamy na przykład plany, wyobrażenia czy marzenia bohaterów, boleśnie zweryfikowane przez rzeczywistość. Źródłem ich frustracji, niemal za każdym razem, jest brak czegoś/kogoś. Większość bohaterów nie żyje w pełni, bo nie do końca są sobą. Noszą w sobie jakąś blokadę, przez którą nie wypowiadają słów, które sobie poukładali w myślach, nie realizują marzeń, nie stawiają kroku, uprzednio zwizualizowanego w głowie. Niektórzy próbują poradzić sobie z tym stanem, szukają zamienników, igrają z losem, ale czy wyjdzie im to na dobre?


Tu i ówdzie pojawiają się znaki przepowiadające pewne zdarzenia. Nie każdy bohater potrafi je dostrzec, a już bodaj żaden nie potrafi właściwie na nie odpowiedzieć. Stąd wszystkie komplikacje w ich życiu. Stokłosa pisze o różnych, mniejszych lub większych, drobiazgach, które na co dzień (świadomie lub nie) ignorujemy, a to właśnie one są odpowiedzialne za największe zmiany w życiu.


Fascynujące są wszystkie te miniopowieści w „Cichoborku” (w jednym opowiadaniu potrafi być ich kilka). Każdy z bohaterów wiedzie niby zwyczajny żywot, ale to tylko pozory. Noszą w sobie własne historie, tajemnice, do których mało kogo dopuszczają. Przeżywają mniejsze lub większe dramaty, właściwe nam wszystkim. Pragną miłości, bliskości i akceptacji, marzą o emocjonujących przeżyciach, poszukują czegoś, co nada sens ich życiu. Nie ma w Cichoborku mieszkańca spełnionego – szczęśliwego, który nie musi mierzyć się ze smutkiem, rozczarowaniem, bólem. Każdy z nich oczekuje na coś lepszego, choć nie wszyscy są w stanie swoje oczekiwania sprecyzować.


Nie jest łatwo umieścić „Cichoborek” w konkretnej przegródce – to zbiór opowiadań (który czyta się jak powieść, wszak wszystkie cząstki są ze sobą w jakiś sposób połączone) umykający sztywnym podziałom. Bo i jest współczesny, wiele zdarzeń czy dialogów jest wyjętych z najbliższej nam teraźniejszości, ale już samo miejsce akcji osadzone zostało tam, gdzie – jak się wydaje – czas się zatrzymał dawno temu. Właściwie Cichoborek jest jak swoista kapsuła czasu, odnaleziona tu i teraz. Zresztą na przestrzeni całej książki wyczuwamy jakąś dwudzielność, ścieranie się tego, co nowe i stare, dobre i złe, błahe i ważne czy wreszcie – prawdziwe i wyobrażone (odczuwane, wyśnione). Najbliżej książce Stokłosy do literatury spod szyldu (lokalnego) realizmu magicznego.


Ciekawa to publikacja, o interesującej konstrukcji i dynamicznym języku, dużo modnych wyrazów, potocznych wyrażeń, subtelny humor ukryty w grze słów i aluzjach. Wiele się tu dzieje, może nie w sensie zawrotnego tempa akcji, co tętniących emocji.


Zbiór Stokłosy przypomina nieco montaż filmowy – co chwila doklejana jest kolejna scena, zaglądamy to tu, to tam i obserwujemy raz jednego bohatera, raz innego. W czasach obecnych i minionych – przy czym nie ma tuż żadnej wyraźnej granicy, nie zawsze mamy pewność czy akurat jesteśmy czytelnikami czyichś wspomnień, czy to jedynie narrator zagląda w przeszłość postaci. Co więcej, dostajemy nawet informacje z pogranicza rzeczywistości. Jednak to na tyle hipnotyczna opowieść, że przyjmujemy ją z zachwytem i nie podajemy w wątpliwość pewnych zdarzeń, wierzymy w tę swoistą magię. I chcemy więcej.


Stokłosa zachwyca tak przemyślaną, misternie utkaną siecią powiązań między bohaterami i wydarzeniami. Tu nie ma niczego przypadkowego, zachowany jest porządek przyczynowo-skutkowy, choć nie zawsze taki oczywisty – możemy być pewni, że to, co się przydarza postaciom jest zawsze wynikiem wcześniejszych decyzji. Nawet jeśli pewne sytuacje wydają się początkowo pozostawione sobie, to z pewnością w dalszej części znajdą swoje rozwiązanie (często dopiero w kolejnych opowiadaniach). To, co nie może (z różnych względów) wydarzyć się w toku zdarzeń, dzieje się w snach i marzeniach. Przy czym narrator nie stara się zaznaczyć granicy, płynnie przechodzi od swojej opowieści do myśli bohaterów.


To taka książka, o której się marzy, by nigdy się nie skończyła. Poznajemy najmroczniejsze, najboleśniejsze i najpiękniejsze strony drugiego człowieka, w wypadku „Cichoborka” aż kilkunastu osób, i czujemy się z nimi na tyle zżyci, że interesuje nas to, jak ich życie potoczy się dalej. Co jeszcze ich spotka oraz jak zachowają się w obliczu nowych zdarzeń. Zresztą niewykluczone, że Urszula Stokłosa – ku uciesze czytelników – dopisze kolejne historie swoim cichoborkowianom. Czekam na to z wielką nadzieją.

Link do opinii

Choć Cichoborek nie istnieje, próżno szukać go na mapie, jak i stacji autobusowej Smęcice, to mam wrażenie, że znam tę miejscowość doskonale, a czasem bywam mieszkańcem tej wymyślonej przez Urszulę Stokłosę wsi.

Główną bohaterką tej historii myślę, że można nazwać Justynę. Dlaczego myślę, że można? Ponieważ "Cichoborek" aż pęka w szwach od istotnych dla fabuły postaci, z których każda jest niezwykle barwna i nosi w sobie wiele smutku, nawet jak nie jest go zupełnie świadoma.
Nie wiem nawet, czy to sama wioska nie jest nie tyle sceną, co głównym aktorem.
Justyna przeżyła prawdziwą traumę, stratę, po której nie wszyscy byśmy byli w stanie się podnieść.
Jak każde chmury w końcu rozwiewa wiatr, tak Justyna pragnie zmiany i na pragnieniu nie poprzestaje, ponieważ znajduje pracę właśnie w Cichoborku.
Będzie opiekunką pewnej starszej i schorowanej kobiety, z którą zamieszka. Znowu poczuje się potrzebna i nawiąże wiele nowych więzi z mieszkańcami i na życie paru z nich będzie miała znaczący wpływ.
Powieść składa się z trzynastu rozdziałów, a narracja prowadzona jest w osobie trzeciej.

Powieść Urszuli Stokłosy jest napisana w dość niespotykanej formie. Każdy z rozdziałów jest skonstruowany na kształt opowiadania o innej osobie, ale wszystkie te opowieści łączą się ze sobą, tak jak los każdego z nas splata się z losami innych ludzi.
Wioska, o której pisze autorka, to jedna z tych jakich wiele na całym świecie. Wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą. Każdy ma swój plan dnia i się go trzyma, a całe życie toczy się wokół cyklu obrzędów kościoła katolickiego. Od wesela przez chrzest do stypy.
Chociaż wszyscy się znają, to tak naprawdę nikt nic o sobie nie wie. A najbardziej widać to w zawieranych małżeństwach. Pary są sobie całkowicie obce, nie znają ani swoich potrzeb, nie mają wspólnych planów. Nikt tu z nikim szczerze nie rozmawia, za to żaden skandal nie umknie uważnemu oku ekspedientki jedynego sklepu we wiosce - Pani Jadzi.
Rodzice nic nie wiedzą o swoich dzieciach, które rodzą się jakoby z musu ich posiadania - bo co ludzie powiedzą na bezdzietne małżeństwo. Kobiety trwają w małżeństwach nacechowanych obrzydzeniem do męża, a mężowie wolą szukać płatnych uciech cielesnych niż przyznać otwarcie, że taka małżeńska relacja też im nie służy.
Jedną z bohaterek jest też niezwykle empatyczna dziewczynka, której wyjątkowości boją się wszyscy - łącznie z rodzicami.

Choć to smutna opowieść o bylejakości codzienności, o trwaniu w przyjętym schemacie, o kłamstwie powtarzanym tak często, że stało się w końcu prawdą - to czyta się ją bardzo lekko, a to za sprawą dużej dozy humoru.
Autorka serwuje nam znane przysłowia, puenty o ludzkiej niedoskonałości. Jednak nadal jest to taki śmiech przez łzy.
Cichoborek to taka stacja, na której można chwilę poczekać na przesiadkę do lepszego życia, by nie przeżyć go jak babcia, którą opiekuje się Justyna - podglądając zza firanki życie innych. Powieść przestroga, byśmy nie przyzwyczajali się do tego, co mamy, skoro marzymy o czymś zupełnie innym. Nasze życie i jego jakość jest zależne tylko od nas, a moc sprawcza leży w nas samych.
Nie jest też zupełnie tak, że powieść nie daje żadnej nadzei, bo ona jest i tkwi właśnie w terapeutycznej mocy słów, rozmowy z człowiekiem, który chce i umie słuchać.

To dość krótka powieść, jednak nie da się nie zauważyć jak została przez autorkę przemyślana nie tylko w ciekawej konstrukcji literackiej, ale w systemie powiązań relacji między ludzkich, niczym pajęcza sieć. Obojętnie gdzie wystąpi drganie, to odczuje je cały misterny system.

Wydaje się nam, że tak naprawdę wszystko wiemy, a tymczasem życie umyka, czas biegnie, a my nadal tkwimy w Cichoborku.

Link do opinii
Recenzje miesiąca
Wizna
Jacek Komuda
Wizna
Selfie z Toskanią
Monika B. Janowska;
Selfie z Toskanią
Dom sekretów
Natalia Bieniek
Dom sekretów
Magiczne skrzypce
Izabella Klebańska
Magiczne skrzypce
Zapach makadamii
Anna Wojtkowska-Witala
Zapach makadamii
Bezsenna
Lou Morgan
Bezsenna
Trzecia strona medalu
Dariusz Grochal
Trzecia strona medalu
Czwarta władza szóstej B
Adam Studziński;
Czwarta władza szóstej B
Drogi Edwardzie
Ann Napolitano
Drogi Edwardzie
Pokaż wszystkie recenzje