Czesałam ciepłe króliki. Rozmowa z Alicją Gawlikowską Świerczyńską

Wydawnictwo: Czarne
Data wydania: 2018-10-17
Kategoria: Biografie, wspomnienia, listy
ISBN: 9788380497603
Liczba stron: 200

Ocena: 4.67 (12 głosów)
Inne wydania:

Rozmowa o fenomenalnym optymizmie. W każdych warunkach, także w obozie koncentracyjnym. O tym, że człowiek umie przetrwać bardzo wiele i że do końca może pozostać młody. Alicja Gawlikowska-Świerczyńska - lekarka, była więźniarka obozu w Ravensbrück - w wieku dziewięćdziesięciu dwóch lat opowiada o swoim życiu. To niezwykły dokument, a zarazem porywająca opowieść o życiu kobiety silnej, odważnej i niezależnej.

Alicja Gawlikowska-Świerczyńska urodziła się w 1921 roku w Warszawie. Gdy miała dwanaście lat - umarła jej matka. Gdy miała szesnaście lat - zmarł jej ojciec. Gdy miała osiemnaście lat - wybuchła wojna. Działała w konspiracji. Po wpadce trafiła na pół roku do więzienia na Pawiaku, a potem na cztery lata do obozu koncentracyjnego w Ravensbrück. Po wojnie została lekarką: pulmonologiem i anestezjologiem. Pracuje do dziś.

Kup książkę Czesałam ciepłe króliki. Rozmowa z Alicją Gawlikowską Świerczyńską

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
REKLAMA

Zobacz także

Polecana recenzja

  Po śmierci mamy przećwiczyła pani i zrozumiała, że bunt nic nie daje?   Tak, że nie ma się przed czym bronić, bo to nieodwracalne. A skoro jest nieodwracalne, to trzeba się od tego odseparować. każde takie przeżycie czegoś człowieka uczy. Tylko jedni przyjmują te nauki, a inni - nie. I przez całe życie są rozkojarzeni i nieszczęśliwi. A do tego nie można dopuścić. Zawsze się tym kierowałam i nie żałuję. Och, proszę pana, często to słyszę: "Tobie to dobrze, bo ty zawsze uśmiechnięta".   Każdy może się uśmiechać.   Przecież nikt nikomu nie broni. Wobec tego wypijmy jeszcze trochę whisky. Sztuka życia, to też sztuka, proszę pana. Proszę sobie nalać i mnie nalać, bo może mi ręka zadrży (śmiech).   Ma 92 lata. Nic nie robi sobie z ryzyka, a ewentualne niebezpieczeństwa kwituje butnym a co mi się może stać? Najwyżej mogę umrzeć. Ojciec nazywał ją "kruszynką" i "słowiczkiem", matka - "małpiszonem". Urodziła się niedługo po pierwszej wojnie światowej, druga zaś zastała ją jako osiemnastolatkę z głową pełną planów. Planowała dziennikarstwo, ale zaangażowała się w konspirację, która doprowadziła ją na Pawiak, a potem do obozu w Ravensbrück. Na cztery lata pełne ciężkiej pracy i głodu i brudu. Ważyła 38 kg i... czesała ciepłe króliki. Po wojnie mieszkając w mieszkanku bez łazienki i bieżącej wody, skończyła w Krakowie medycynę i wróciła do stolicy. Wychowała dwie córki ...
(czytaj dalej)

Opinie o książce - Czesałam ciepłe króliki. Rozmowa z Alicją Gawlikowską Świerczyńską

Polecam pani doktor obejrzenie filmu "Guzikowcy" Petra Zelenki. Chwała, że wciąż przyjmuje pacjentów w wieku 90 lat. Pozostają mieszane uczucia i nie jest to fakt odosobniony. A tak na marginesie: "umierają" znacznie młodsi pacjenci. Nieobiektywne, konformistyczne, niby-optymizm, daleki od głębi. Nie przekonują mnie ani autor, ani bohaterka
Link do opinii
Książka jest rozmową o fenomenalnym optymizmie o tym że człowiek umie przetrwać prawie wszystko i że do końca może pozostać młody mimo upływu lat i mijającego nas otoczenia.
Link do opinii
Dzieki za komentarze, nie bylem przekonany do tej ksiazki, teraz sie to zmienilo
Link do opinii
Nawet optymizm może być zbyt radykalny w swej formie i w tej książce momentami taki był, niemniej sądzę, że jego najbardziej monstrualna postać to nieuświadamiany sposób autorki na radzenie sobie z traumą tego, co przeżyła. Wywiad wspaniale się czytało i wzbogacił moją wiedzę na temat wojennych lat
Link do opinii

- A jaką największą makabrę przeżyła pani w obozie?

- Walka z psychiką, żeby utrzymać się na powierzchni i żeby utrzymać w sobie optymizm, to już była makabra.

- Jaki miała pani sposób, żeby przeżyć?

- Polubić sytuację.

-Polubić obóz koncentracyjny?!

- Tak! Polubić obóz koncentracyjny! Popatrzeć rano na apelu - gdy się stało trzy godziny - jakie wschodzi piękne słońce. (...) Zawsze miałam w głowie, że to, co człowiek robi, powinien polubić. Mam sytuację przymusową i nie ma innego wyjścia. (...) Zapewniam pana - ta metoda daje efekty. Moje życie potwierdziło, że to jedyny sposób, żeby uchronić się przed nieszczęściem. *

Chociaż minęło już kilkanaście dni od czasu, kiedy skończyłam książkę-wywiad z Alicją Gawlikowską-Świerczyńską, to nadal w tyle mojej głowy tkwi jej treść i przesłanie, które spowodowało, że zaczęłam inaczej patrzeć na własne życie. Niezmiennie zadaję sobie pytanie, skąd w człowieku tak ogromna siła? Jak bardzo trzeba być niezłomnym i twardym, żeby ogromną tragedię przełożyć na zwyczajną opowieść o życiu, służbie krajowi i ludziom? Po raz kolejny przekonuję się, że ludzka psychika jest niezmierzona, ciekawa i zaskakująca. Alicja Gawlikowska przekuła osobistą tragedię w życie pełne optymizmu i wiary, że pomimo przeciwności to człowiek sam o sobie stanowi. Ta książka to również świadectwo patriotyzmu najczystszego w swej postaci. Młoda, bo zaledwie 18-letnia, Alicja świadomie dokonała wyboru wiążąc swoje losy z konspiracją. Wiedziała jakie mogą być konsekwencje jej działań, a pomimo tego nie poddała się, dodało jej to więcej siły do walki z okupantem. Zapytana dzisiaj, czy żałuje, z całą mocą odpowiada, że nie i kolejny raz zrobiłaby dokładnie to samo.

Ta książka to obraz umiłowania i uwielbienia życia, z całym dobrodziejstwem i dramatami, jakie ze sobą niesie. W każdym zdaniu przebija racjonalne podejście do życia, które zmieszane z ujmującą osobowością oraz optymizmem tworzy mieszankę prawdziwie wybuchową. Nie boi się krytykować innej postawy, jaka bardzo często towarzyszy ludziom, którzy przeżyli wojnę, otwarcie sprzeciwia się umartwianiu i stroni od ludzi, którzy głównie się tym zajmują. Poznajemy nie tylko obozowe losy pani Alicji, ale również jej życie zawodowe i rodzinne. Do dziś, pomimo zaawansowanego wieku wykonuje zawód lekarza i nie zamierza przestać. I choć z jej postawą na temat rodziny wielokrotnie się nie zgadzałam, to Gawlikowska pozostaje dla mnie wzorem do naśladowania. Pozostaje cudowną kobietą, która nadal czerpie z życia pełnymi garściami i jest wdzięczna losowi za każdy dzień, który miała szczęście przeżyć przez jak dotąd, 93 lata.

Ta książka ma dla mnie dodatkowo prywatny wymiar. W tym samym czasie w obozie w Ravensbrück w bloku numer 16 przebywała moja przyszywana babcia. W zupełnie inny sposób radziła sobie z tym, czego tam doświadczyła. Nie chciała o tym z nikim rozmawiać, nie dochodziła również swoich praw po zakończeniu wojny. Za to do dziś zachowały się pamiątki, które babcia zabrała ze sobą wychodząc z obozu. Za sprawą opowieści Alicji Gawlikowskiej-Świerczyńskiej znalazłam się bliżej wydarzeń, w których uczestniczyła babcia, poczułam się bliżej niej.

 

Link do opinii
Czasem myślę sobie, że dla mnie mogłaby istnieć jedynie literatura faktu. Na co mi fikcja, kryminały, horrory, obyczajówki, kiedy życie pisze tak niesamowite scenariusze? Do tego ludzie z krwi i kości, którzy o niebo lepiej sprawdzają się w roli głównego bohatera danej historii od jakiegoś wymyślonego protagonisty. Literatura faktu królową wszystkich historii. To na niej opiera się cała fikcja literacka. Alicja Gawlikowska-Świerczyńska przeżyła Ravensbrück. Brzmi strasznie, prawda? A jednak ona nie robi z tego wielkiej tragedii. Dla niej codzienność obozowa nie była piekłem. W przeciwieństwie do wielu osób nie stara się ubarwić historii, dodać wystarczająco złym i okrutnym Niemcom dodatkowych, diabelskich cech. Obóz to nie wakacje, ale też nie koniec świata. Nie jest wygodnie, ale też można było dać sobie radę. Takie wyznania mogą szokować - szczególnie po lekturze licznych wspomnień wojennych, których autorzy opisują swoją traumatyczną codzienność. Przyjęło się już, że ocaleni od śmierci z rąk nazistów piszą o tym, jak bardzo trudne było przeżycie w Oświęcimiu czy w Buchenwaldzie. Tymczasem dla pani Alicji jest to jeden z wielu etapów w życiu. Jasne jest, że odcisnął na niej jakieś piętno. Z obozem kojarzy jej się lęk przed niskimi temperaturami. Ale też przeżycie obozu otworzyło przed nią nową drogę życiową. Zamiast dziennikarką - została lekarzem; będąc świadkiem tylu śmierci sama postanowiła pomagać chorym. Jest optymistką. Nie żali się na swój los. Nie narzeka. Cytat z książki: "Zawsze uważałam, że nie ma sytuacji, w której - jak to się mówi - trzeba złożyć broń. Pracowałam. Śpiewałam. Żartowałam. Przecież nie mogłam od rana do wieczora myśleć, że żyję w piekle!" Mimo swojego ogromnego przywiązania do kraju jest taka.. niepolska. Patrzy w przyszłość, zamiast pławić się w rozpaczy związanej ze wspomnieniami wojennymi, nadając im z każdym mijającym rokiem dodatkowych odcieni. Jej opowieść jest ciągle żywa, a opowiadane historie są bardzo realne - przy czym zupełnie niepodkolorowane na potrzebę zgnębienia Niemców - którzy od czasów II wojny światowej ciągle pokutują za grzechy swoich przodków. Nazwisko Dariusza Zaborka pojawia się na okładce tej książki jako autora. Jednak on usuwa się po dżentelmeńsku w tył, zwalniając scenę dla pani Alicji. A mimo to jest niezbędny. W umiejętny sposób zadaje właściwe pytania, drąży niektóre tematy, inne taktownie zostawia w spokoju. To dzięki niemu ta historia nabiera odpowiedniego kształtu. Wydarzenia nie są opisywane przez rozmówczynię w kolejności chronologicznej. Nie raz zaskakuje nas skok daleko w przód lub jeszcze dalej w tył. Ale ta rozmowa to bardzo uporządkowany chaos. Nie czułam się w ogóle zagubiona, przewijające się w dużych ilościach nazwiska różnych ludzi nie sprawiały mi problemu, nie mieszały w głowie. "Czesałam ciepłe króliki" pochłania się w parę chwil. Historia pani Alicji Gawlikowskiej-Świerczyńskiej wciąga już od pierwszej strony. Ta książka pasuje do kategorii wspomnień wojennych, jednak zupełnie inaczej czyta się tak optymistyczną opowieść. I na co komu fikcja literacka, kiedy gdzieś w Warszawie mieszka taka wspaniała kobieta, która w wieku ponad dziewięćdziesięciu lat ciągle leczy ludzi? Recenzja z: www.book-loaf.blogspot.com
Link do opinii
Takie książki powinno się czytać z jednego powodu. One są mądre. Uczą życia a wnikliwe spojrzenie w treść pomaga życie zrozumieć. Bez oceniania, bez nadęcia, bez patosu.
Link do opinii
Avatar użytkownika - wampirka44
wampirka44
Przeczytane:2020-09-01, Ocena: 4, Przeczytałam,

Książka p. Zaborka to wywiad przeprowadzony z 92 letnią byłą więźniarką obozu w Ravensbruck. Pani Alicja jest osobą bardzo optymistyczną,  pomimo swoich przeżyć uśmiecha się i ma poczucie humoru. 

Link do opinii
Avatar użytkownika - be_ha
be_ha
Przeczytane:2017-12-13, Ocena: 6, Przeczytałam,

Książka inna niż wszystkie. Wprawdzie nie ze wszystkimi jej poglądami na temat życia i relacji rodzinnych się zgadzam, ale sam wątek obozu bardzo interesujący. Pierwszy raz spotkałam się z opinią, że to nie było piekło, ale po prostu miejsce w którym jakoś trzeba było przeżyć. Bardzo polecam.

Link do opinii
Avatar użytkownika - Monika87
Monika87
Przeczytane:2015-08-29, Przeczytałam,
Avatar użytkownika - AMJ1986
AMJ1986
Przeczytane:2015-05-05, Ocena: 5, Przeczytałam,
Inne książki autora
Czesałam ciepłe króliki
Dariusz Zaborek0
Okładka ksiązki - Czesałam ciepłe króliki

Rozmowa o fenomenalnym optymizmie. W każdych warunkach, także w obozie koncentracyjnym. O tym, że człowiek umie przetrwać bardzo wiele i że do końca może...

Zobacz wszystkie książki tego autora
Cytaty z książki

Jest taka życiowa zasada - dopóki człowiek wykonuje podstawowe czynności: chce się umyć, chce zjeść, chce się uczesać, chce się ubrać, to będzie żył. No, chyba że ma nadzwyczajnie zły los, tragiczną chorobę, coś ponad. Ale kiedy przestaje spełniać życiowe obowiązki wobec siebie samego, to koniec.


Więcej
Recenzje miesiąca
Wizna
Jacek Komuda
Wizna
Selfie z Toskanią
Monika B. Janowska;
Selfie z Toskanią
Dom sekretów
Natalia Bieniek
Dom sekretów
Magiczne skrzypce
Izabella Klebańska
Magiczne skrzypce
Zapach makadamii
Anna Wojtkowska-Witala
Zapach makadamii
Bezsenna
Lou Morgan
Bezsenna
Czwarta władza szóstej B
Adam Studziński;
Czwarta władza szóstej B
Drogi Edwardzie
Ann Napolitano
Drogi Edwardzie
Zośka. Dopóki biło serce
Anna Stryjewska;
Zośka. Dopóki biło serce
Pokaż wszystkie recenzje