,,To jak dotąd jej najbardziej intrygująca i skomplikowana powieść... Tylko pisarka tak utalentowana jak Gardner mogła sprawić, by lektura jej książki była tak niesamowicie satysfakcjonująca" - The Huffington Post
,,Nazywam się Nicky Frank. Choć... raczej się tak nie nazywam".
Nicole Frank nie powinna była przeżyć wypadku samochodowego, a co dopiero wspiąć się nocą ranna na stromy, błotnisty jar. Nie w ciemnościach, nie w deszczu, nie z odniesionymi obrażeniami. Ale jedna myśl pozwala jej zwalczyć wszelkie przeciwności i znaleźć pomoc: Vero
,,Szukam małej dziewczynki. Muszę ją uratować. Tylko że... ona raczej nie istnieje".
Sierżant Wyatt Foster jest sfrustrowany, gdy nawet policyjny pies tropiący nie jest w stanie znaleźć śladów tajemniczego zaginionego dziecka - dopóki nie pojawia się ze swoimi szokującymi rewelacjami mąż Nicky, Thomas. Nicole Frank doznała kilku urazów mózgu, więc policjanci nie powinni ufać jej słowom.
,,Mój mąż twierdzi, że zrobi wszystko, żeby mnie ocalić. Ale... raczej mu się nie uda".
Kim jest Nicky Frank i co się stało tej nocy, gdy jej auto wypadło z drogi? Czy był to rzeczywiście wypadek czy też coś bardziej złowrogiego? Kobieta nie ma przecież rodziny ani żadnych przyjaciół. Im głębiej Wyatt kopie, tym bardziej się niepokoi. Bo okazuje się, że to nie pierwszy wypadek Nicky w ciągu ostatnich kilku miesięcy... Wygląda na to, że ktoś bardzo pragnie jej śmierci.
Wydawnictwo: Sonia Draga
Data wydania: 2017-06-14
Kategoria: Kryminał, sensacja, thriller
ISBN:
Liczba stron: 368
Tytuł oryginału: CRASH & BURN
Uwielbiam thrillery, w których do samego końca nic nie jest oczywiste, a mistrzostwo w robieniu czytelnikowi wody z mózgu osiągnęła moja ulubiona autorka thrillerów kryminalnych, Lisa Gardner.
W „Domu dla lalek”, trzeciej części cyklu z byłą policjantką Tessą Leoni, niemal do ostatnich stron nie wiemy, czy Nicky Frank, „kobieta, która dwa razy powróciła z martwych”, jest ofiarą, sprawcą, czy może osobą szaloną. Trudno się temu dziwić, gdy odkrywamy, że w krótkim czasie doznała kilku urazów głowy, w tym jednego w wyniku poważnego wypadku samochodowego.
Jej narracja pełna jest niewiadomych, luk w pamięci i traum wyzierających ze wspomnień naznaczonych strachem i przemocą. Czy jednak dogłębne przekonanie o zaginięciu córeczki Vero i desperackie próby jej odnalezienia są tylko wytworem otumanionego umysłu? Czy wobec tak silnych, matczynych emocji można wierzyć jej mężowi, że nigdy nie mieli dziecka?
Czytając tę książkę, nieraz czułam się tak samo zagubiona jak Nicky. Przez tę ciągłą niepewność trudno darzyć bohaterkę jednoznacznymi uczuciami, czasem miałam ochotę nią potrząsnąć, innym razem przytulić. Pierwszoosobowa narracja pozwala zanurzyć się w jej skołowanych myślach niczym we mgle. Majaczą w niej kształty, które po bliższym przyjrzeniu okazują się czymś zupełnie innym, niż się wydawało. To sprawia, że ten thriller drażni i fascynuje jednocześnie.
Na szczęście w tym chaosie mamy kogoś, kto potrafi wyłuskać z mgły konkretne elementy. I tym razem jest to nie jedna osoba, a trio, które wzajemnie się uzupełnia. Choć sprawę prowadzi Wyatt, partner Tessy Leoni, w moim odczuciu to kobiety wychodzą tu na pierwszy plan. Tessa, patrząc na sprawę przez pryzmat własnych, bolesnych doświadczeń, zauważa to, co inni przegapiają. Natomiast wisienką na torcie jest pojawienie się D.D. Warren, mojej ulubionej, bezkompromisowej detektyw. Obserwowanie, jak te trzy silne osobowości składają w całość rozsypane puzzle pamięci Nicky, to czysta przyjemność. A okazuje się, że w jej odmętach kryje się o wiele więcej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać…
Ta powieść nie jest prostą zagadką kryminalną, lecz fascynującą i przerażającą zarazem podróżą przez zakamarki straumatyzowanego umysłu. Autorka pokazuje, że pamięć potrafi być naszym największym wrogiem, a jej utrata mechanizmem pozwalającym przetrwać. Więcej Wam nie zdradzę, powiem tylko na koniec, że rozwiązanie tej zagadki szokuje, a ta historia zostaje w głowie na długo. Gorąco Wam polecam, bo dla takich historii i takich emocji warto zarywać noce!
Lisa Gardner to autorka, której nazwisko od lat kojarzy się z solidnym, wciągającym thrillerem psychologicznym. Największą popularność przyniósł jej cykl powieści kryminalnych z niezłomną detektyw D. D. Warren – miałam przyjemność przeczytać trzy tomy tej serii, a każdy z nich pozostawił po sobie bardzo dobre wspomnienia. Do tego dochodzi jeszcze „Niepewność” z Tessą Leoni w roli głównej – powieść intensywna, mroczna i pełna emocjonalnych niuansów, która tylko umocniła moją sympatię do stylu autorki.
Gardner pisze w sposób, który trafia w mój czytelniczy gust: umiejętnie buduje napięcie, tworzy niejednoznacznych bohaterów i nie boi się zaglądać w najmroczniejsze zakamarki ludzkiej psychiki. Dlatego, sięgając po „Dom dla lalek”, byłam niemal pewna, że i tym razem się nie zawiodę. Liczyłam na wciągającą fabułę, psychologiczną głębię i historię, która zostanie ze mną na dłużej. Czy moje oczekiwania zostały spełnione? Zdecydowanie tak – choć nie obyło się bez emocjonalnych turbulencji.
Prywatna detektyw Tessa Leoni staje przed jedną z najbardziej niepokojących spraw w swojej karierze – sprawą, w której nie może być pewna absolutnie niczego, nawet tego, czy osoba prosząca o pomoc jest rzeczywiście ofiarą.
„Nazywam się Nicky Frank. Tylko że najprawdopodobniej tak nie jest.”.
Nicole Frank nie powinna była przeżyć wypadku samochodowego. Nie w środku nocy, nie w ulewnym deszczu, nie po tym, jak jej auto stoczyło się do stromego wąwozu. A jednak przeżyła. Poraniona, zdezorientowana, ledwo przytomna, kierowana jedną obsesyjną myślą – musi odnaleźć Vero. Małą dziewczynkę, którą trzeba uratować.
Problem polega na tym, że Vero najprawdopodobniej… nie istnieje.
Na miejscu pojawia się szeryf śledczy Wyatt Foster. Mimo zaangażowania służb i użycia specjalnie wyszkolonych psów nie ma najmniejszego śladu po rzekomo zaginionym dziecku. Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy zjawia się mąż Nicky – Thomas Frank. Według niego Nicole cierpi na rzadkie uszkodzenie mózgu, które powoduje zaburzenia pamięci, halucynacje i konfabulacje. Jego zdaniem policja nie powinna wierzyć ani jednemu słowu, które wypowiada jego żona.
Tylko że coś tu nie gra.
Kim tak naprawdę jest Nicky Frank? Co wydarzyło się tamtej nocy, gdy jej samochód wypadł z drogi? Czy był to nieszczęśliwy wypadek, próba samobójcza, a może ktoś celowo chciał ją uciszyć? Im głębiej Wyatt Foster zagłębia się w sprawę, tym więcej pojawia się niepokojących znaków. Okazuje się bowiem, że w ostatnich miesiącach Nicole uczestniczyła w więcej niż jednym „wypadku”. Wszystko wskazuje na to, że ktoś bardzo chce jej śmierci… a prawda jest znacznie bardziej przerażająca, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać.
„Dom dla lalek” autorstwa Lisy Gardner to thriller, który od pierwszych stron wciąga i angażuje czytelnika z niezwykłą siłą. Podczas lektury towarzyszył mi narastający niepokój i nieustanne poczucie dezorientacji — dokładnie takie, jakiego doświadcza główna bohaterka. Autorka po raz kolejny mistrzowsko manipuluje odbiorcą, zmuszając go do zadawania sobie pytania: komu można ufać? I czy w ogóle komukolwiek?
Szczególnie urzekło mnie to, jak Gardner wykorzystuje motyw niewiarygodnego narratora oraz wątek problemów neurologicznych. Granica między prawdą a urojeniem jest tu niezwykle cienka, a każda kolejna strona potęguje napięcie. Towarzyszyły mi autentyczne emocje: frustracja, zagubienie, ale też strach — bo świadomość, że nie można zaufać własnemu umysłowi, jest naprawdę przerażająca.
„Dom dla lalek” działa nie tylko na poziomie fabularnym, lecz przede wszystkim psychologicznym i emocjonalnym. Lisa Gardner po raz kolejny udowadnia, że doskonale odnajduje się w opowieściach o kruchości ludzkiego umysłu oraz o tym, jak łatwo podważyć czyjąś wiarygodność — zwłaszcza gdy w grę wchodzą choroba, trauma i brak jednoznacznych dowodów.
Jednym z najmocniejszych tematów powieści jest kwestia tożsamości. Kim jesteśmy, jeśli nie możemy ufać własnym wspomnieniom? Jaką wartość ma prawda, gdy każdy interpretuje ją inaczej? Autorka sugestywnie pokazuje, jak przerażające może być życie w świecie, w którym inni wiedzą o nas więcej niż my sami — albo przynajmniej twierdzą, że wiedzą. Wraz z Nicky czytelnik doświadcza zagubienia, bezradności i narastającego lęku, a poczucie, że grunt usuwa się spod nóg, towarzyszy niemal do samego końca.
Gardner porusza również temat przemocy ukrytej za fasadą troski i miłości. Relacje międzyludzkie w tej historii są dalekie od jednoznaczności — pojawia się pytanie, gdzie kończy się ochrona, a zaczyna kontrola oraz jak łatwo manipulację można zamaskować jako „działanie dla czyjegoś dobra”. To jeden z najbardziej niepokojących wątków powieści, bo uświadamia nam, jak cienka bywa granica między bezpieczeństwem a zniewoleniem.
Nie sposób pominąć także motywu traumy i jej długofalowych konsekwencji. Autorka pokazuje, że nie zawsze objawia się ona w oczywisty sposób — czasem rozmywa pamięć, zniekształca rzeczywistość i odbiera poczucie sprawczości. Jednocześnie daje bohaterom przestrzeń na walkę, determinację i próbę odzyskania kontroli nad własnym życiem.
Ogromnym atutem książki jest również atmosfera ciągłej niepewności. Przez większość lektury nie byłam w stanie jednoznacznie ocenić, komu wierzyć, a każda nowa informacja podważała wcześniejsze przypuszczenia. To thriller, który wymaga od czytelnika aktywnego zaangażowania — analizowania, wątpienia i kwestionowania tego, co pozornie oczywiste.
Postacie są świetnie skonstruowane, pełne sprzeczności i emocjonalnej głębi. Szczególnie zapadła mi w pamięć Nicky — krucha, a jednocześnie zdeterminowana i niezwykle silna. Tessa Leoni ponownie udowadnia, że jest jedną z ciekawszych bohaterek w thrillerach Gardner: inteligentna, empatyczna i gotowa iść pod prąd, nawet gdy wszyscy wokół wątpią.
Dla mnie „Dom dla lalek” to nie tylko znakomicie skonstruowany thriller, lecz także mroczna opowieść o władzy, manipulacji i walce o własną tożsamość. To książka, która wciąga, zaskakuje i nie pozwala się od siebie oderwać. Zakończenie — mocne i emocjonalne — pozostawiło mnie z poczuciem satysfakcji, ale też z lekkim niepokojem, który jeszcze długo po odłożeniu książki nie chciał zniknąć.
Jeśli lubicie thrillery psychologiczne, w których nic nie jest oczywiste, a napięcie budowane jest przede wszystkim przez atmosferę i psychologię, „Dom dla lalek” będzie strzałem w dziesiątkę. Dla mnie to kolejny dowód na to, że Lisa Gardner doskonale wie, jak opowiadać historie, które naprawdę zapadają w pamięć.
Świetna! Kilku spraw domyśliłam się od razu ale mimo to, zwroty akcji były ciekawe
Kobieta która nazywa się Nicky Frank ulega wypadkowi i szuka swoje córki Vero. Angażuje w to całą policję, okazuje się że nie ma i nigdynie miałażadnej córki. Kim jest Vero jej wymysłem? Czy też ona istnieje? Kobieta uległa w ciągu ostatnich 6 miesiecy dziwnym wypadkom, doznała wstrząśnieć mózgu.Zmaga się z syndormem powstrząsowych ma zaniki pamięci, nie wie co jest prawdą a co rzeczywistością, miewa częste bóle głowy i zmiany astroju. Ma męża Thomasa który mówi policjantom że nie można wierzyć słowom żony i z jej pamięcią nie jest najlepiej. Zajmują się tworzeniem scenografii do filmow, nie mają żadnych przyjaciół znajomych. Wypadek wydaje się policjantom dziwny wyraźnie coś tu nie gra. Przez polowe ksiazki słuchamy rozmowy Nicky z tajemniczą Vero nie wiemy co tu jest prawdą a co wymysłem jej umysłu. Zwyczajnie nic się nie dzieje policjanci motają się z miejsca w miejsce. Są to mysli chorej kobiety wymysł jej wyobrażni a może coś z przeszłości. Niestety książka nuży nudzi i niestety nie trzyma napięcia. Uważam że to jej najsłąbsza powieść nie godna uwagi zwyczajny wypadek przy pracy.
Dawno się tak nie umęczyłam przy książce Lisy Gardner... Akcja rozwija się strasznie flegmatycznie i przez pierwszą połowę wieje nudą. Kiedy już zaczyna się coś dziać, czytelnik dosyć szybko jest stanie domyślić się kwestii, które powinny pozostać zagadką aż do końca. Wiele obiecujący tytuł, bardzo entuzjastyczne "polecajki", a tymczasem nie mogłam się doczekać końca tej książki, gdyż okazała się mocno mecząca.
Wszystko rozpoczyna się dosyć mocnym akcentem czyli wypadkiem samochodowym, któremu ulega Annie Frank. Co ciekawe, wcześniej również przydarzyły jej się dwa wypadki, zakończone wstrząśnieniem mózgu. Czy maczał w tym palce jej mąż? W dodatku kobieta po kraksie samochodowej ciągle nawołuje dziewczynkę o imieniu Vero, jednak śledczy odkrywają, że w samochodzie nie jechało z nią żadne dziecko, w dodatku w toku śledztwa wychodzi na jaw, iż jest ona bezpłodna. Czy to możliwe, że schody, ganek, samochód, czyli miejsca w których Annie przytrafiły się kraksy są dziełem przypadku lub też jej nieuwagi, niezdarności, roztargnienia? Wydaje się to mocno podejrzane, dlatego prowadzący śledztwo kierują swoje podejrzenia pod adresem najbliższej (i zresztą jedynej) rodziny kobiety czyli jej męża. Ona sama mówi o mężu w następujący sposób:" Bo przez dwadzieścia dwa lata ten mężczyzna był całym moim światem. Moim jedynym towarzyszem, moim najlepszym przyjacielem, największym źródłem irytacji i najważniejszym źródłem pociechy. Był dla mnie wszystkim."
Dopiero w drugiej połowie książki pojawia się tytułowy Dom dla Lalek i cała mroczna historia z tym związana. Myślałam, że od tego momentu zacznie się dziać i owszem, akcja trochę ruszyła do przodu, ale szału nie było, bo to wszystko takie trochę jak z horroru B klasy. W dodatku ekipa śledcza pracująca nad sprawą Anne Frank, w składzie: detektyw Wyatt Foster, prywatna detektyw i jednocześnie jego dziewczyna - Tessa Leoni oraz D.D. Warren, mająca wgląd w archiwalne akta policyjne tworzyli jakiś niemrawo działający zespół. Podobnie wyglądało ich życie osobiste. Niby dorośli ludzie, a w sprawach sercowych robili względem siebie "podchody" jak dzieci.
Uważam, że thriller powinien mocno trzymać czytelnika "za pysk" i grać na jego emocjach. Tutaj pod tym względem było słabo. Dopiero końcówka powieści czyli jakieś mniej więcej pięćdziesiąt stron mocno mnie poruszyło i obudziłam się z letargu, w jaki wprowadziła mnie autorka rozwlekłą, nijaką, przekombinowaną, a jednak mocno przewidywalną akcją. Na tle innych książek tej autorki, ta wypadła kiepsko .
" [...] Muszę uratować Vero. [...]"
Moją ulubioną amerykańską pisarką jest Lisa Gardner. Jej thrillery kryminalne pochłaniam z ogromną przyjemnością. Najnowsza powieść "Dom dla lalek" ma okładkę, która z jednej strony straszy, a z drugiej nie można oderwać od niej wzroku. Dosłownie hipnotyzuje czytelnika. Brawo dla jej twórcy. Mogę powiedzieć, że idealnie oddaje charakter treści, którą w sobie ukrywa.
Było to moje kolejne udane spotkanie z głównymi bohaterkami: Tessą Leoni i D.D. Warren. Dziewczyny czeka niełatwa sprawa. Będą uczestniczyły w nietypowym śledztwie, ponieważ sprawa cofnie je aż o trzydzieści lat. Co się wtedy wydarzyło? Będą musiały to odkryć. Można powiedzieć, że jeden wypadek otworzy puszkę pandory. To, co było ukryte, zacznie wychodzić na powierzchnie. Tajemnice zaczną powoli wypływać.
Powiem wam, że autorka nieźle mnie zaskoczyła. Trzymała w napięciu aż do ostatniej strony. Chociaż liczyłam na bardziej krwawe zakończenie, to i tak jestem zadowolona z tej historii i mam ochotę na więcej.
Jeżeli tak jak ja, cenicie sobie twórczość Lisy Gardner, to koniecznie przeczytajcie "Dom dla lalek" i spodziewajcie się naprawdę czegoś bardzo nieprzewidywalnego. Autorka po raz kolejny udowadnia, że jest mistrzynią thrillera kryminalnego.
A wszystko zaczyna się od pewnego wypadku i kolejnego wstrząśnienia mózgu Nicky Frank. Czy ta postać oszalała? Przekonajcie się sami.
Nicky Frank ma wypadek samochodowy. Policja liczy na szybkie zamknięcie sprawy, tyle że... kobieta powtarza ciągle imię Vero i mówi, że musi znaleźć małą dziewczynkę. Wszystko wskazuje jednak na to, że nikt z nią nie jechał. Co zatem robiła sama na drodze w deszczową noc? Im bardziej śledczy się w to zagłębiają, tym więcej tajemnic wychodzi na świtało dzienne i prowadzi ich do starej sprawy, w tym również zaginięć dzieci.
Słynna Tessa Leoni powraca i tym razem również musi połączyć siły z detektyw D.D. Warren, aby rozwiązać kolejną zagadkę.
"Domek dla lalek" to mocny thriller psychologiczny utkany w całości z sieci kłamstw i tajemnic. Z pozoru prosta sprawa przeradza się w coś nieoczywistego, z czym ciężko poradzić sobie zwykłym śledczym. Nicky po trzech wypadkach i trzech wstrząśnieniach mózgu stara się odzyskać swoje wspomnienia, które będą kluczowe dla rozwiązania tej zagadki.
Jak to zwykle bywa, pierwsze podejrzenia padają na męża i być może słusznie, bo nie jest on do końca taki krystaliczny, jak mogłoby się wydawać. I dlaczego w swoich rzeczach nadal trzyma zdjęcie Vero, skoro ona rzekomo nie istnieje?
Tutaj tajemnica goni tajemnicę, a autorka porusza wiele ważnych tematów, tj. trauma z dzieciństwa, dziecięca prostytucja czy handel dziećmi.
,,Przeszłość nigdy nie jest do końca przeszłością. Potrafi nas dogonić".
Sierżant Wyatt Foster zostaje wezwany na miejsce nocnego wypadku. Samochód stoczył się ze skarpy, a od rannej kobiety, która prowadziła pojazd, wyczuwalna jest silna woń alkoholu. Okazuje się, że mimo poważnych obrażeń zdołała wspiąć się po stromym, błotnistym jarze, rozpaczliwie, wykrzykując wciąż to samo imię, Vero.
Wyatt próbuje odtworzyć przebieg wydarzeń i jednocześnie rozpoczyna poszukiwania zaginionej dziewczynki. Niestety, nawet policyjny pies tropiący nie znajduje żadnych śladów. Dopiero rozmowa z mężem kobiety burzy dotychczasowe ustalenia i ujawnia fakty, które całkowicie zmieniają kierunek śledztwa.
Twórczość Lisy Gardner towarzyszy mi od lat, głównie za sprawą serii z detektyw D.D. Warren oraz jej pojedynczych thrillerów. ,,Dom dla lalek" należy do cyklu z Tessą Leoni, lecz najważniejszą postacią jest Nicky Frank, którą poznajemy w chwili wypadku samochodowego. Zdezorientowana i poturbowana, nie potrafi zebrać myśli, ale wie jedno: musi wydostać się z pojazdu i odnaleźć Vero. Problem w tym, że w momencie wypadku była sama, a nikt nie zna dziewczynki, której rozpaczliwie poszukuje. Nawet sama Nicky nie ma pewności co do własnych wspomnień, a luki w pamięci tylko potęgują jej niepokój. Równie niejednoznaczną postacią jest jej mąż, którego intencje i zachowanie trudno ocenić. Zastanawiałam się, co właściwie dzieje się z Nicky, czy to co przeżywa, ma źródło w jej przeszłości, czy jest tylko skutkiem urazu i rozsypującej się psychiki. Z każdym kolejnym rozdziałem czułam coraz większy mętlik w głowie, a gdy tylko pomyślałam, że w końcu udało mi się rozgryźć główną intrygę, autorka zaserwowała plot twist, który zmiótł wszystko, co sobie wcześniej poukładałam. Oczywiście jest i śledztwo, w trakcie którego Wyatt staje przed najbardziej skomplikowaną sprawą w swojej karierze. To thriller, który porusza tematy trudne i bolesne, a tytułowy dom dla lalek staje się synonimem największego z koszmarów.
W książkach Lisy Gardner bardzo lubię to, że choć wszystkie należą do jakiegoś cyklu, to jednak pisane są tak, że przodują w nich historie postaci właściwych tylko dla jednego tomu, a te, które spinają kilka książek w jedno, pozostają w tle. I tak też jest z "Domem dla lalek", książką wydaną w Polsce po raz pierwszy w 2017, w 2026 wydaną ponownie, która choć zalicza się do serii z Tessą Leoni, a i D.D. Warren też się przez nią przewija, to jednak na pierwszym planie pozostaje Nicky - to ją musimy poznać i zrozumieć, by zagadkę rozwiązać. To ona opisana jest tutaj w narracji pierwszoosobowej, a co za tym idzie, to jej emocje są tym, co całej powieści przewodzi. To dobry ruch, bo przez to czytelnik nie wie, co tak naprawdę jest prawdziwe, ba!, sama Nicky zdaje się tego nie wiedzieć, po wypadku samochodowym obudziła się bez pamięci. Napięcie, niepewność i podejrzliwość są więc teraz tymi emocjami, które jej towarzyszą, ale mimo to w jej pamięci jest jeden pewnik - to mała dziewczynka, Vero. Szkopuł w tym, że nikt poza nią nic o niej nie wie, nikt o niej nie słyszał. Autorka doskonale oddaje dezorientację bohaterki, a równocześnie poprzez jej historię porusza ważne tematy, które możemy rozpatrywać uniwersalnie: wpływ minionych zdarzeń na teraźniejszość, smutne i trudne wspomnienia, które w końcu wymykają się spod kontroli, jest też i miejsce na miłość, bezpieczeństwo, rodzicielstwo w przeróżnych odcieniach - od tych dobrych, pozytywnych po te mocno toksyczne. Sama intryga powieści prowadzona jest tempem dość spokojnym, a mimo to utrzymuje czytelnika w ciekawości, twisty fabularne pojawiają się w odpowiednim momencie, a choć potencjalnie autorka zostawia do nich tropy, to jednak tak sprawnie nimi manipuluje, że za każdym razem solidnie zaskakują! Polecam fanom powieści kryminalnych, w których jest miejsce na dylematy psychologiczne.
Mike nie widział byłej żony od czterech lat i teraz, gdy Sandra jako jego szefowa weszła do sali, w której czekało na nią pięćdziesięciu policjantów, on-...
,,Pełen emocji thriller o relacjach rodzinnych i przyjacielskich". USA Today ,,Imponująca, mroczna podróż w głąb krwawych rodzinnych sekretów i nieporozumień...
Przeczytane:2026-02-15,
🧸„𝔻𝕠𝕞 𝕕𝕝𝕒 𝕝𝕒𝕝𝕖𝕜” 𝕃𝕚𝕤𝕒 𝔾𝕒𝕣𝕕𝕟𝕖𝕣 🧸
„Szukam małej dziewczynki. Muszę ją uratować. Tylko że… ona raczej nie istnieje”.
▪𝗥𝗘𝗖𝗘𝗡𝗭𝗝𝗔 ▪
Lisa Gardner jest niebywałą mistrzynią konstruowania thrillerów w taki sposób, że jak już się zacznie czytać jej książkę, to nie można jej odłożyć dopóki nie przewróci się ostatniej strony. 🔥 Tak też było w przypadku „Domu dla lalek”. Już od pierwszych stron wgryzłam się w tę historię, tak bardzo, że zarwałam dla niej noc. Autorka doskonale umie budować napięcie i pisze tak dobrze, że czytelnik nie jest w stanie oderwać się od czytania.
🧸 „Dom dla lalek” to trzeci tom z cyklu z byłą policjantką Tessą Leoni. W wyniku wypadku samochodowego, Nicki Frank doznaje poważnych obrażeń. W środku lasu, jej auto wpadło do rowu, gdzie znikąd pomocy, a samej Nicki ledwie udało się wydostać z samochodu. Gdy na miejscu wypadku, wreszcie zjawiają się policjanci, kobieta uparcie twierdzi, że jechało z nią dziecko, po którym nie ma ani śladu, a Nicki uporczywie wypowiada pewne imię - Vero. Policja rozpoczyna śledztwo, jednak wszelkie dowody wskazują na to, że Nicki jechała sama… Kim jest Nicky Frank i co się stało tej nocy, gdy jej auto wypadło z drogi? Czy był to rzeczywiście wypadek czy też coś bardziej złowrogiego? 🧸
Mimo iż nie czytałam opisu fabuły, to wiedziałam, że będzie to coś genialnego, bo samo nazwisko autorki zwiastuje sukces. Nie pomyliłam się w swoich przypuszczeniach, bowiem historia okazała się świetna, mówiąc wprost: zwala z nóg i uzależnia swoim mrocznym klimatem.
„Dom dla lalek” to mroczny i pokręcony thriller psychologiczny. Książka opowiada historię Nicky Frank, która jako dziecko przeżyła coś okropnego. Cała zagadka kręci się wokół jej wypartych wspomnień. To one stopniowo prowadzą do prawdy. Z każdym rozdziałem pojawia się coraz więcej pytań, a napięcie tylko rośnie. Ciężki klimat i niepokojąca atmosfera wciągają od pierwszych stron i trzymają w niepewności aż do finału. Jej historia to jedna wielka układanka pełna znaków zapytania: dziury w pamięci, urwane wspomnienia i traumy, które co chwilę dają o sobie znać. Ale czy to, że Nicky jest święcie przekonana o zaginięciu swojej córeczki Vero i za wszelką cenę próbuje ją odnaleźć, to prawda? Czy to tylko wytwór jej zagubionego umysłu?
„Dom dla lalek” to dobrze skonstruowany thriller psychologiczny, który wciąga już od pierwszych stron. Zaskakujący jest finał tej historii i jedno jest pewne, że czytelnik nie jest w stanie go przewidzieć. 🔥 Autorka odważnie porusza trudne tematy, takie jak handel ludźmi i wykorzystywanie dzieci. To zdecydowanie nie jest lekka lektura – wywołuje mnóstwo emocji, a zakończenie potrafi kompletnie zaskoczyć.