Tęsknię za dniami przed Ostatnim Spustoszeniem. Epoką, zanim Heroldowie nas porzucili, a Świetliści Rycerze zwrócili się przeciwko nam. Czasem, gdy na świecie wciąż była magia, a w sercach ludzi był honor.
Obserwujemy cztery postaci. Pierwszą jest chirurg, zmuszony do porzucenia swej sztuki i zostania żołnierzem w najbardziej brutalnej wojnie naszych czasów. Drugą – skrytobójca, morderca, który płacze, kiedy zabija. Trzecia osoba to oszust, młoda kobieta skrywająca za płaszczem kłamstw swoją prawdziwą naturę. Ostatnią jest arcyksiążę, wojownik, owładnięty żądzą krwi.
Świat może się zmienić. Wiązanie Mocy i Odpryski mogą powrócić, magia starożytnych dni może należeć do nas. Ta czwórka jest kluczem. Jedno z nich może nas zbawić. A jedno nas zniszczy.
Wydawnictwo: Mag
Data wydania: 2019-11-13
Kategoria: Fantasy/SF
ISBN:
Liczba stron: 1136
Tytuł oryginału: The Way of Kings
Język oryginału: angielski
Tłumaczenie: Anna Studniarek-Więch
Zapowiada sie ciekawie, zobaczymy jak wyglądać będzie kolejny tom
,,Droga Królów" Brandona Sandersona to imponujące otwarcie epickiego cyklu fantasy, które zachwyca rozmachem świata i precyzją jego konstrukcji. Autor powoli buduje fabułę, skupiając się na bohaterach, ich motywacjach i moralnych wyborach. Choć początek może wydawać się wymagający, z czasem historia wciąga coraz mocniej. To książka dla czytelników, którzy cenią rozbudowane uniwersa, dopracowaną magię i epicką narrację.
Chciałoby się rzecz -- arcydzieło. Ale, niestety, to byłoby nieprawdą, bo do arcydzieła to mu trochę brak (dziwi nie, jak niektórzy szastają 10/10 bez uzasadnienia).
Jest to jedynie wstęp do historii czwórki bohaterów. Dalinar to starszy gościu, arcyksiążę i jedyny, który z kasty rządzącej zachował jeszcze honor. Kaladin z niskiej półki spadł do niewolniczej i jak wahadło zegara, raz chce mu się żyć i walczyć, a raz nie. Shin praktycznie zabił króla i heja, mało go jest, ale trzyma się dziwacznych, chwilami nielogicznych zasad. A Shallan... za dużo się nad sobą użala i szkoda, że się jej nie zmarło (wciąż mam nadzieję).
Zdecydowanym plusem jest świat -- praktycznie nic nie łączy go z naszym i dlatego jest fascynujący; inne rośliny, inna fauna, różne nazwy na miary. Ale jest tu też dziwna kastowość rodem z Indii, zasłanianie rąk trochę jakby z islamu hidżab i zbiory ludzkich przywar. Zemsta. Zdrada. Paranoja. I to takie wywyższanie się, bo hej, moje oczy są zielone, więc byłabym dość wysoko na drabince. Tom pierwszy, tak obszerny, a jednak światotwórczo spójny i to jest wyczyn, proszę państwa.
Fabuła jest intrygująca, łączy wątki polityczne i militarne, ale także te osobiste z codziennego, nudnawego, choć czasami zaskakującego życia. Końcówka obfituje wręcz w zwroty akcji i to takie, które za żadne skarby byście nie wymyślili. Początek jest też taki, że samemu musisz się połapać i o ile niektórych to zrazi, to ja takie rzeczy lubię. Co trochę pytasz się -- ale o co chodzi? Najlepsze, że są takie rzeczy, które się nie wyjaśniają i zostajesz z pytaniami do kolejnego tomu, bądź mnożą kolejne.
No dobra, to dlaczego to nie arcydzieło? Bo ma za wolne tempo narracji! Fabuła się wręcz wlecze i niektóre scenki są przegadane, a introspekcje bohaterów wciąż drepczą w tym samym temacie. Sanderson na tendencje do przyklejania się do tematu i tak go mieli przez kilkanaście stron. Nie potrzebuję, żeby Kaladin co rusz mi przypominał, jaki jest jego stosunek do jasnookich, już za trzecim razem zapamiętałam. Albo żeby wracać do zdrowia psychicznego jednej z postaci albo sytuacji rodzinnej drugiej. No, starczy mi raz, ja mam dobrą pamięć.
Problemem są też chwilami postacie -- czy nie wydaje wam się, że wszyscy brzmią tak samo? Poważni, wewnętrznie rozdarci, mówiący z patosem i moralizatorstwem. Chwilami ich rozmowy to manifesty, serio, kto tak gada w fantasy? Więcej indywidualności! Nawet syn jednej z postaci, chociaż ewidentnie kreowany na postać rozprężającą i śmieszka, to jego humor jest taki wymuszony, schematyczny i nie jest naturalny. Oni wszyscy są tacy jacyś... nie do końca ludzcy.
Kurcze, trochę się czuje, jakbym przeczytała bardzo długą rozprawkę z liceum. Dobrze napisaną, miejscami ciekawą, ale wciąż przydługą i chwilami nużącą. I tak, zabiorę się za kolejny tom (jeszcze grubszy!) i sprawdzę, czy jest z tej samej gliny co Droga, czy może autor otrząsnął się z chwilowego marazmu i zabrał za pisanie bardziej immersyjnej historii. No ja bym tam chciała.
Na początku można się w niej trochę zagubić, jest dużo wątków i trudnych imion/nazw, ale im dalej się czyta tym bardziej wciąga.
Przybierałem się do tej pozycji przynajmniej kilka razy. Nigdy jakoś nie było mi po drodze. Może to i dobrze, bo to nie jest książka dla mnie. Wszystkiego jest tutaj za dużo. Za dużo rozwlekania, za dużo wątków, za dużo świata, za dużo dziwnych nazw i nazwisk.
Książka przytłacza. Może nie swoją objętością. Bo czytałem i grubsze, ale przytłacza tym wszystkim, o czym wspomniałem wcześniej.
To powyżej napisałem, przeczytawszy jedynie około 10% książki. A potem. Potem dziękowałem sam sobie, że postanowiłem kończyć KAŻDĄ książkę, którą zacznę czytać.
Historia mnie całkowicie pochłonęła. Wchłoną mnie świat. Zacząłem przejmować się o losy bohaterów. Tak powinno być w klasycznym fantasy. Nie można nawet się spostrzec, kiedy przenosimy się zupełnie gdzie indziej. A strony mijają setkami nie wiadomo kiedy.
Wykreowany świat jest oryginalny. Cudowny. Niesamowity. Pochłania.
Do tego wszystkiego autor nie traktuje nas tak jak inni, współcześni ,,literaci" domniemywając, że przecież czytelnik jest debilem i trzeba zawsze wszystko prosto, wprost a najlepiej od razu po ryju... Autor świat i rządzące nim zasady przedstawia po kawałeczku, nigdy wprost, waląc opisem prosto w mordę.
Do końca denerwowały mnie jednak nazwy miejsc i imiona bohaterów. Ciężko to przeczytać, wymówić, a zapamiętać nie sposób. Co nie znaczy, że nie warte jest tego wysiłku.
Czy zabicie Ostatniego Imperatora, by obalić Ostatnie Imperium, było właściwym krokiem? Wraz z powrotem zabójczej formy wszechobecnych mgieł, wzmagającymi...
Dokonali niemożliwego, obalając niemal boską istotę, której brutalne rządy trwały tysiąc lat. Teraz Vin, wychowanka ulicy, która wyrosła na najpotężniejszą...