Dziewczyna z drużyny

Wydawnictwo: Pascal
Data wydania: 2016-06-15
Kategoria: Dla młodzieży
ISBN: 9788376426815
Liczba stron: 336

Ocena: 4 (2 głosów)

Życie Jordan to jej drużyna futbolowa. Nie interesują ją związki i przelotne miłości, tylko sport i prestiżowe stypendium. Jedyną osobą, która może jej to odebrać jest... zabójczo przystojny i utalentowany chłopak, który znienacka pojawia się w szkole. Czy odbierze jej tytuł kapitana? A może totalnie ją zauroczy?

Kup książkę Dziewczyna z drużyny

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
REKLAMA

Zobacz także

Opinie o książce - Dziewczyna z drużyny

Avatar użytkownika - gabolek000
gabolek000
Przeczytane:2016-11-10, Ocena: 3, Przeczytałam, 2016, 52 książki 2016, zrecenzowane,
Wiele osób uważa, że futbol to typowo męski sport, w którym dobrze zbudowani, potężni mężczyźni nacierają na siebie i szarżują po piłkę. Niektórzy twierdzą, że ten, podobnie jak mnóstwo innych sportów, nie jest przeznaczony dla kobiet. Żyjemy jednak w takich czasach, w których granice te stopniowo się ze sobą zacierają, a dawne, surowe i rygorystyczne zakazy oraz przepisy przestają obowiązywać. Miranda Kenneally w swojej książce idealnie to pokazuje. Jesteście ciekawi, co sądzę o "Dziewczynie z drużyny", złamanych barierach i stereotypach? Główną bohaterką tej książki jest siedemnastoletnia Jordan Woods, będąca kapitanem szkolnej drużyny futbolowej. Nie interesują jej ani chłopcy, ani nienaganny makijaż, ani perfekcyjny ubiór, ani romanse. Faceci traktują ją jak dobrego kumpla. Jordan marzy wyłącznie o prestiżowym stypendium sportowym, dostaniu się do akademickiej drużyny i akceptacji jej pasji przez ojca. Pewnego dnia sielanka się kończy, bo do zespołu dołącza nowy rozgrywający - nieziemsko przystojny i wielce utalentowany Ty Green. Dziewczyna popada w panikę, ponieważ jej dotąd niezachwiany autorytet zostaje poddany pod wątpliwość. Czy uda jej się zatrzymać tytuł kapitana? Co oznacza to przyjemne uczucie w brzuchu na widok Ty'a? Jak na to wszystko zareaguje jej najlepszy przyjaciel Henry? I najważniejsze, czy jej wymarzone stypendium i akademicka drużyna nie znikną za horyzontem? Książka autorstwa Mirandy Kenneally jest zwykłym umilaczem bądź zapychaczem czasu. W sam raz na jakieś wolne popołudnie czy długi wieczór, kiedy naszym jedynym celem jest psychiczne odpoczęcie od świata. To lektura lekka i niewymagająca. Przyznam szczerze, że pomimo moich niskich oczekiwań, i tak się lekko zawiodłam. Na sam początek wspomnę o czymś prawdopodobnie mało istotnym dla większości czytelników - o okładce. Wiem, że niektórym się ona spodobała, bo słyszałam i czytałam mnóstwo różnych opinii, ale do mnie ta cukierkowo-słodka oprawa graficzna kompletnie nie przemawia. Nawet po zaznajomieniu się z książką, dalej nie uważam, że oddaje treść. A choć trochę powinna. Całej historii, zapowiadającej się interesująco, zabrakło elementu, który popędziłby akcję do przodu. Rozwijała się ona stopniowo i umiarkowanie. Przydałby się więc jakiś dramat, ogromny konflikt lub potworna w skutkach sprzeczka. Teoretycznie, to ostatnie pojawiło się w książce, jednak w praktyce zostało przedstawione tak, że nie bardzo wczułam się w ten wątek. Rozwiązanie "wielkiej kłótni" było niestety czysto statyczne. Bohaterowie jakby zupełnie nie starali się niczemu zaradzić, ich marne próby wyszukiwania rozwiązań irytowały mnie, nudziły, a po jakimś czasie uznałam je za żałosne. Odniosłam również wrażenie, że autorka nie miała konkretnego pomysłu na rozwinięcie "wielkiej kłótni", więc pozwoliła swojej historii rozwijać się samoistnie. Ludzie mówią, że z biegiem czasu inni nam przebaczają. Miranda Kenneally, pisząc "Dziewczynę z drużyny", podczas uporządkowywania wątków, chyba myślała podobnie. Autorka kładła bardzo mocny nacisk na sportową część tej historii. Należały do tego między innymi liczne metafory futbolowe, żarty, nieznane mi nazwy różnych taktyk, zagrywek, itp, ważni dla tej dziedziny sportowcy. I choć wszystko wyjaśniono w przypisach, czasem nie mogłam się odnaleźć. Do pewnego momentu czułam się głupio i miałam wątpliwości, czy jest sens zabierać się za książkę o czymś, co tak właściwie totalnie mnie nie interesuje. Z drugiej jednak strony, przynajmniej dowiedziałam się czegoś nowego i ciekawego. Wiem, że niektórzy będą sięgać po tę pozycję prawdopodobnie dla wątku miłosnego, a jego jest trochę mniej (choć może to i lepiej). Niestety, związek Jordan i Ty'a to najbardziej mdłe, denerwujące i nierzeczywiste przedstawienie miłości, z jakim spotkałam się do tej pory. Pomijając fakt, że tak naprawdę to kolejny klasyczny trójkąt w słabym wydaniu. Nie cierpię nagle wybuchającego, rzekomo ogromnego uczucia, o którym wszyscy, łącznie z autorką(!) zapominają już po chwili. Ta wzajemna "fascynacja" głównej bohaterki nowym rozgrywającym kończy się, kiedy jej przyjaciel Sam Henry wyznaje, co do niej czuje. A ta od razu leci z nim w ślinkę, nie myśląc o chłoptasiu u boku. Sam jednak jest na tyle trzeźwy, że wszystko przerywa, więc upokorzona Woods wraca do najukochańszego, którego w sumie zdradziła. Główna bohaterka pokazuje przez to, jak niezdecydowana, zagubiona i nieszczera jest w swych uczuciach. Mówiąc o bohaterach, Sam jest moim ulubieńcem, przy którym dzień staje się piękniejszy. Jest męski, uroczy, ciepły i miły, stanowczy, postępuje sprawiedliwie i nie wpycha się do czegoś na siłę. Do tego naprawdę dobrze gra w futbol, ma swoją pasję i jest szczery (nie zapominając o urodzie). To idealny facet, u boku którego mogłabym codziennie zasypiać. Na plus zasługuje również kreacja reszty pobocznych postaci oraz ukazanie (tym razem naturalnych) walorów przyjaźni. Już nawet Jordan nie wydaje się taką złą postacią, pod warunkiem, że znajduje się poza zasięgiem Ty'a. Wtedy to niedająca sobie w kaszę napluć, odważna dziewczyna. Momentami przebijała się u niej naiwność, jednak w tym wypadku to bardzo dobre, ponieważ bez tego nie mogłaby powstać ta ciekawsza część historii. Ty'a Greena natomiast nie polubiłam, to jeden wielki płaczek, na którego szkoda słów. Bardzo spodobało mi się, iż autorka chciała pokazać wszystkim, że marzenia są ważne, że niezależnie od płci i zainteresowań powinno się realizować swe cele. Miranda Kenneally złamała stereotyp kobiety, jako słabej płci i zawarła komunikat płynący do seksistów, że również dziewczyna może być dobra w czymś typowo męskim. Zaznaczyła również, że czasem, aby osiągnąć zamierzony cel, trzeba zrezygnować z czegoś, co wydaje nam się najkorzystniejszą opcją na rzecz innej. Bazując na postaci Jordan, dodała również, że można mieć kilka zainteresować, nawet takich, które kompletnie do siebie nie pasują, i ważne jest, by się ich nie wstydzić. Komu polecam? Osobom, które uwielbiają dzieła utrzymane w amerykańskim klimacie, szczególnie nastolatkom.
Link do opinii
Każdy z nas ma marzenia. Są częścią nas. Potrafią ubarwić zwykłą, szarą rzeczywistość. A w pogoni za nimi czasami jesteśmy w stanie zrobić wszystko. O marzenia trzeba walczyć. Bo kimże jest człowiek bez nich? To jak żyć bez celu, bez najmniejszego sensu. Zawsze jest szansa, że któreś z nich się spełni. Wystarczy uwierzyć i zacząć działać. Co mamy do stracenia? Jordan Woods to rozgrywająca w szkolnej drużynie futbolowej. Nie jest taka jak inne dziewczyny w jej wieku ? obce jej randki, a wszystkich facetów traktuje wyłącznie jak kumpli. A przynajmniej do chwili, gdy w szkole pojawia się nowy uczeń, który potrafi grać nawet lepiej niż ona sama. Dziewczyna zaczyna bać się o swoją pozycję rozgrywającej i szanse na przyszłość, a także o swoje nieposłuszne serce, które uległo Tylerowi. Jak potoczą się jej losy? Czy zacznie walczyć o swoje marzenia? Tak się składa, że dawno nie miałam w rękach książki, w której tak istotną rolę odgrywałby futbol amerykański i licealne życie kręcące się przede wszystkim wokół sportu. Miło było spotkać Jordan i jej oczami zobaczyć, jak to jest przewodzić grupą facetów. Główna bohaterka nie była taka, jak wszystkie inne dziewczyny. Interesowały ją męskie sporty, a nie cheerleading. W niczym nie przypominała niektórych pustych i bezmózgich panien, które kręciły się wokół jej drużyny. Polubiłam ją już za samą tą odmienność. Ale momentami sprawiała wrażenie chłopczycy bez życia towarzyskiego skupionej przede wszystkim na futbolu, tak jak cała jej rodzina. Ważną rolę pełnił także Tyler ? chłopak z wieloma problemami, pragnący zapewnić szczęście swoim najbliższym. Jednak najbardziej byłam zaintrygowana Henrym, przyjacielem głównej bohaterki. Był jedną z tych osobowości, których wprost nie da się nie lubić. Momentami zabawny, ale też fascynujący. Z zaciekawieniem obserwowałam wszystkie zmiany, jakie w nim zaszły na kartach powieści. To samo można powiedzieć o Jordan. Wreszcie zrozumiała, co naprawdę jest ważne i dopiero wtedy była gotowa zadecydować o swojej przyszłości. Sama mawiała, że czasem musisz sobie coś odpuścić, by dojść do czegoś większego. I miała rację. Pojawił się także wątek romantyczny. Oczywiście musiał to być znienawidzony przeze mnie trójkąt miłosny. Ale okazał się całkiem znośny, a ja byłam ciekawa, jaki będzie ostateczny wybór. Relacje pomiędzy całą trójką zaangażowanych były dosyć skomplikowane. A część książki to rozważania miłosnych dylematów, jakie pojawiły się w sercu Jordan. Dobrze, że zostały nieco przesłonięte przez rozgrywane mecze i problemy z decydowaniem o swojej przyszłości. Podsumowując, Dziewczyna z drużyny to opowieść o odkrywaniu samego siebie i pogoni za marzeniami. To słodka historia o dziewczynie, której całym życiem jest futbol. Jest lekka i bardzo przyjemnie się czyta. Jedyne, do czego mogę się przyczepić to ten nieszczęsny trójkąt miłosny, ale nie wypadł tak źle. Całość wspominam całkiem dobrze. Spędziłam w świecie Jordan kilka godzin i stwierdzam, że to książka w sam raz na nadchodzące letnie dni, gdy wreszcie mamy okazję się odprężyć i przeczytać coś mało wymagającego.
Link do opinii