Ta powieść to jawna prowokacja, bezkompromisowy atak na narodowe mity Portugalczyków wykorzystywane i uświęcone przez propagandę salazarowskiej dyktatury. Autor bierze pod lupę historię Portugalii, obnaża jej imperialną wielkomocarstwowość, zaangażowanie w krwawe wojny i handel niewolnikami -- wszystko, co czyniono w imię Boga i Wielkości Ojczyzny.
Opowieść rozpoczyna się w 1975 roku, kiedy upada zamorska potęga Portugalii. Do Lizbony karawelami i samolotami wracają retornados, czyli koloniści, a wraz z nimi... legendarni odkrywcy i misjonarze. W barokowo-groteskowym świecie wykreowanym przez Antunesa 400 lat historii skupia się w jednej chwili: karawele cumują obok tankowców, a targi niewolników sąsiadują ze sklepami wolnocłowymi. Przeszłość spotyka teraźniejszość w najbardziej nikczemnym i obrzydliwym wymiarze. Wielcy bohaterowie narodowi schodzą z kart podręczników: Vasco da Gama jest nieuleczalnym hazardzistą, a król Sebastian to żałosna karykatura ginąca na ciemnej ulicy.
Wymieszanie czasów, postaci i narracji historycznych tworzy pozorny chaos, z którego wyłania się obraz Portugalii odartej z iluzji wielkości, zanurzonej w moralnej zgniliźnie. Jego sugestywność sprawia, że czytelnicy Karawel już zawsze będą patrzeć na lizboński pomnik odkrywców oczami Antunesa.
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Data wydania: 2026-03-04
Kategoria: Inne
ISBN:
Liczba stron: 250
Tytuł oryginału: As naus
"Karawele" to książka wyjątkowa. Nie spotkałam się dotąd z niczym podobnym.
Nie jest to łatwa lektura, sama w sobie, a do tego gdy nie zna się realiów, kultury i historii Portugalii może być wyjątkowo trudna. Dzięki czemu bardzo się cieszę, że początku znajduje się krótkie wprowadzenie od tłumacza Wojciecha Charchalisa "Mit wielkiej Portugalii". Nakreśla on tło historyczne i kulturowe. Wyjaśnia nam pokrótce o co w ogóle chodzi w tej książce, kiedy i dlaczego została stworzona etc. Jest to naprawdę świetny wstęp do lektury, dzięki czemu, rzeczywiście można się nią cieszyć.
Akcja rozgrywa się jednocześnie w teraźniejszości i przeszłości, miesza się i przeplata. Stanowi jedność. Ta historia atakuje mity narodowe, obnaża i rozkłada. Nie jest piękna. Jest pełna ciemności, zła.
Na pewno moją uwagę zwróciły język i styl pisarza. Jest ciężki, ale również piękny i wyjątkowy. Jego inspiracją był gotyk manueliński, który był typowy dla XVI-wiecznej Portugalii. Łączy on ozdobność, podniosłość wraz z elementami marynistycznymi. I język powieści zdecydowanie to odzwierciedla. Mamy tutaj długie, a nawet bardzo długie zdania, pełne wtrąceń, nieoczywistych porównań, a także wiele słownictwa związanego z morzem i żeglarstwem. Czasami nawet nie pasuje ono do kontekstu.
Tak, ta forma na pewno zwraca uwagę. Jednak powoduje też to, że czasem trzeba się zatrzymać albo wrócić do tego co już się przeczytało.
To było coś innego i fajnie, że miałam okazję przeczytać ten tytuł. Polecam!
,,Karawele" to książka, w której bardzo łatwo się zgubić - i mam wrażenie, że to jest w niej całkowicie zamierzone. Akcja nie trzyma się jednego czasu ani jednego miejsca. Przenosimy się między Lizboną a Luandą, między wiekiem XX a XVIII, często nawet nie zauważając, kiedy następuje ta zmiana. To sprawia, że czytelnik momentami czuje się zdezorientowany, jakby grunt ciągle usuwał mu się spod nóg.
Nie jest to łatwa lektura. Styl Antunesa bywa gęsty, momentami wręcz przytłaczający - pełen skojarzeń, obrazów i zdań, przez które trzeba się przedzierać. To trochę jak chodzenie przez zarośla: nie zawsze widać drogę, ale coś nas pcha dalej. I mimo tej trudności jest w tej prozie coś bardzo przyciągającego.
Pod powierzchnią tego pozornego chaosu kryje się jednak bardzo wyraźny zamysł. Autor rozprawia się z portugalskimi mitami narodowymi - z opowieścią o wielkiej, morskiej potędze, odkrywcach i ,,cywilizacyjnej misji". W jego wizji historia Portugalii zostaje odarta z patosu. Bohaterowie schodzą z pomników i okazują się słabi, groteskowi, często żałośni. Przeszłość miesza się z teraźniejszością, a wielkie narracje rozpadają się na kawałki.
Szczególnie mocne jest to, jak Antunes zestawia różne epoki w jednym czasie i miejscu. Karawele stoją obok nowoczesnych statków, a historia kolonializmu przenika się ze współczesnością. To daje bardzo sugestywny, momentami wręcz niepokojący efekt - jakby wszystko działo się jednocześnie, bez możliwości ucieczki od przeszłości.
Momentami naprawdę czułam, że się w tej książce gubię - że tracę orientację, kto mówi, gdzie jestem i w jakim czasie. Ale z drugiej strony właśnie to zagubienie ma tu sens i jest częścią całego doświadczenia czytania. Bo ,,Karawele" nie prowadzą czytelnika za rękę - raczej wrzucają go w środek tego świata i każą samemu się w nim odnaleźć.
To proza wymagająca, nieoczywista, czasem frustrująca, ale też bardzo intensywna i zostawiająca po sobie ślad. ,,Karawele" to nie jest książka dla każdego - ale jeśli ktoś da jej czas i cierpliwość, może odkryć coś naprawdę wyjątkowego. To jedna z tych lektur, które bardziej się przeżywa niż ,,czyta" i które potrafią zmienić sposób patrzenia na historię.
Uważana za arcydzieło Antonia Lobo Antunesa powieść "Zadupia" opowiada historię portugalskiego lekarza nękanego wspomnieniami z wojny, który jak dawni...
,,Podręcznik dla inkwizytorów" to przestroga dla wszystkich, którym zamarzyła się władza absolutna, oraz dla tych, którzy, nie zawsze świadomie, umożliwiają...
Przeczytane:2026-07-04, Ocena: 5, Przeczytałam,
(czytaj dalej)