Włoski duet Carla Fruterra i Franca Lucentiniego serwuje czytelnikowi romans subtelny, bo pozbawiony egzaltowanego pustosłowia romantycznego. Rdzeniem historii nie są buchające temperamenty i wylewające się z opisów namiętności, ale usilne poszukiwanie delikatności pierwotnych uczuć. Mr Silvera, bohater romantyczny jest niemal przezroczysty, jest pretekstem do sentymentalnej podróży po urbanistycznej pramatce wszystkich zakochanych i marzycieli - Wenecji.
Kochanek bez stałego adresu nie jest bynajmniej odrealniony - to powieść o ludziach, o detalach decydujących o życiowych przełomach i epifaniach, ale opowiedziana zza estetycznego płótna obrazu miasta dożów. W myśl sentencji ars longa, vita brevis, Fruterro&Lucentini zdają się nam mówić, że prawdziwym językiem miłości jest sztuka, w tym wypadku wenecka architektura i malarstwo, a intymny portret miasta stanowi najlepszy klucz do odkrycia tajemnic ludzkich serc.
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Data wydania: 2024-06-12
Kategoria: Obyczajowe
ISBN:
Liczba stron: 254
Tytuł oryginału: L
Czy lubicie czasem dać ponieść się książce, by powoli odkrywała przed Wami swoje tajemnice? Mój mózg domaga się takich opowieści z zagadką w tle, gdy rozleniwiony upałem próbuje przeciągać się w czaszce. Na dobry czas zatem trafiła powieść duetu F&L, czyli Carlo Fruttero i Franco Lucentini, twórców we Włoszech uznawanych już za klasyków. Ich prawdopodobnie najsłynniejsza powieść - Kochanek bez stałego adresu - w ubiegłym roku miała swoją polską premierę, blisko 40 lat po ukazaniu się włoskiego wydania.
W powieści przenosimy się do Wenecji lat 80. XX wieku, która zostaje już wtedy przedstawiona jako pocztówkowa, przepełniona turystami, ograbiana z przeszłości i autentyczności z każdym kolejnym sklepikiem z kiczowatymi pamiątkami wypierającym dawne kawiarnię, butik czy warsztat rzemieślniczy. Nadal jednak jest piękna, romantyczna, skrywająca pomijane zaułki oraz tajemnice. Do takiej Wenecji lecą znawczyni sztuki z Rzymu pochodząca z wyższych sfer oraz Mr. Silvera, przewodnik biura podróży wraz ze swoją grupą wycieczkową. Już w samolocie między obojgiem zawiązuje się nić porozumienia, choć nie wymienili ani jednego zdania. Od pierwszej chwili wiadomo, że to nie będzie ich ostatnie spotkanie. Zdradzać jednak więcej, to odbieranie przyjemności z lektury, niemalże zbrodnia.
Kochanek bez stałego adresu może się wydawać historią miłosną, ale ważniejsza jest w powieści atmosfera tajemniczości wokół Mr. Silvery. Odkrywane przez niego bardzo powoli karty pozwalają bohaterce oraz czytelnikowi rzucać coraz to nowe możliwości rozwiązania tej zagadki. Nie jest to zresztą jedyna zagadka, ponieważ ekspertka od malarstwa próbuje rozwiązać problem z kolekcją obrazów rodziny Zuanich; kolekcją uznaną za niewiele wartą, a jednak skupiającą uwagę podejrzanych osób z branży.
Duet F&L funduje opowieść, która potrafi uwieść językiem, tempem powolnym i dostojnym niczym przepływająca przez kanał gondola oraz swoistym smutkiem towarzyszącym postaciom podczas ich przelotnego, ale intensywnego romansu. Wysmakowany język i dbałość o szczegóły w partiach opisowych powodują, że książka nie jest banalna, a klasyczna i nieśpieszna narracja z podziałem na dwa głosy nadaje historii stateczności, a także spokoju. Pewnie te elementy zapewniły F&L miejsce w prestiżowej serii włoskich klasyków Meridiani wydawnictwa Mondadori.
Powieść stanowi także nietypowy przewodnik po Wenecji - od punktów obligatoryjnych dla każdej wycieczki prowadzonej przez różnych Mr. Silverów do miejsc rzadziej odwiedzanych, czy nawet osobistych perełek ważnych dla bohaterów książki. Księżniczka, jak nazywają protagonistkę niektórzy, kończy historię wpisem będącym indeksem osób oraz miejsc, dzięki czemu czytelnik planujący wizytę w La Serenissimie może nanieść na mapę swojej podróży kilka dodatkowych i mało oczywistych punktów, które przez F&L choćby pokrótce zostały opisane.
Kochanek bez stałego adresu zaskoczył mnie pozytywnie, bo książka przyniosła mi sporo odprężenia i nawet dałem się ponieść, próbując rozwiązać zagadkę Mr. Silvery (udało mi się przed oficjalnym przedstawieniem). Przekład Barbary Sosnowskiej okazał się bardzo przyjemnie czytalny i oddaje chyba bogactwo języka, z którego słynęli Fruttero i Lucentini. Jeśli jesteście jeszcze przed urlopem i zastanawiacie się, co wziąć do czytania, polecam wziąć ze sobą Kochanka...
Przeczytane:2024-12-15,
Kiedy pojawi się w Twoim życiu ktoś taki jak Mr Silvera, będziesz wiedzieć, że to ten, właściwy, niepowtarzalny, jedyny i zechcesz trzymać go blisko, zawsze w zasięgu wzroku. Żeby go rozpoznać, musisz najpierw sięgnąć po książkę fenomenalnego duetu Fruttero & Lucentini pt. „Kochanek bez stałego adresu”, wydaną nakładem Oficyny Literackiej Noir sur Blanc, w przekładzie Barbary Sosnowskiej i dać się uwieść urokowi Wenecji, lokalnej architektury, sztuki, a przede wszystkim Naszemu bohaterowi, który rzuca na kobiety czar.
Nie, nie chodzi tu o seks, choć nie brakuje namiętności między salonową arystokratką, koneserką sztuki i artystów a wydawać by się mogło zwykłym przewodnikiem turystycznym, zobaczonym przypadkiem, przy pracy. Ten mezalians nie powinien się zdarzyć. Różnica światów, wieku, przekonań czy wreszcie narodowości nie oddalają od siebie tej przekornej pary. Co więcej, podgrzewają narracyjną atmosferę do czerwoności, bo przecież nie ma lepszego miejsca na miłość niż Wenecja.
Z wypiekami na twarzy śledziłam losy bohaterów. W dzień i po zmroku przez trzy książkowe doby spacerowałam za nimi krok w krok weneckimi uliczkami. Płynęłam gondolą, odwiedziłam maleńkie włoskie kawiarenki, obcowałam z wielką sztuką i niewielkimi fałszerstwami. Byłam świadkiem pięknego połączenia dusz i ciał, a gdzieś głęboko, jak każdy człowiek, oczekiwałam szczęśliwego zakończenia. I wtedy do mnie dotarło, że ja, podobnie jak bohaterka, nie znam Mr Silvery. Nic nie wiem, o mężczyźnie, który urzekł mnie elegancją i elokwencją, owinął wokół palca i zniknął.
Ta wspaniała powieść to właściwie gotowy scenariusz filmowy, ze scenami równie cudownymi jak te z filmów Felliniego, które kocham od lat. „Kochanek bez stałego adresu” tętni życiem, zachwyca odniesieniami do kultury, jest narracyjnym majstersztykiem, o co niełatwo przy pisarskich duetach i zasługuje na każdą minutę spędzoną na tym, by odkryć sekrety Mr Silvery, bohatera o wielu tożsamościach i jednym pojemnym sercu.
PS. Polecam, a o tym, że się podobało niech świadczy stan książki, z którą nie rozstawiałam się w chorobie ani na moment.