Kotek Splotek idzie do szkoły po raz pierwszy i jest bardzo zmartwiony. Co się stanie, jeśli z nikim się nie zaprzyjaźni? Na wszelki wypadek zabiera ze sobą przyjaciela, ukochaną myszkę Zygmunta. Chowa Zygmunta w pudełeczku na drugie śniadanie. Pani nauczycielka, magister Kizia-Mizia, przedstawia Splotka klasie i zaczyna ważną lekcję. Ale na przerwie Zygmunt ucieka z pudełeczka, a wszystkie kotki robią to, co kotki robią najchętniej (gonią mysz!). Splotek znów się martwi. Czy nie straci wszystkich przyjaciół – starych i nowych? Na szczęście pani Kizia-Mizia czuwa i uczy kotki, że… KOTY NIE GONIĄ MYSZY – przynajmniej w szkole. Może szkoła nie jest taka zła?
Wydawnictwo: Vesper
Data wydania: 2010-11-10
Kategoria: Dla dzieci
ISBN:
Liczba stron: 32
Tytuł oryginału: Splat the Cat
Język oryginału: angielski
Tłumaczenie: Jędrzej Polak
"Kotek Splotek" to przeurocza książeczka wspierająca dzieci pierwszego dnia szkoły, a nawet przedszkola. Z humorem, mądrością, dobrze napisana, ciepła i przytulna, ucząca tolerancji. Pokazanie problemu tremy przed nowym miejscem, nową grupą na przykładzie zwierząt pomoże dzieciom uporać się z własnymi strachami. Nauczy też akceptacji dla odmienności i nieszablonowego myślenia i pokaże dzieciom, jak dorośli (pani Kizia-Mizia :D) elastycznie muszą reagować na rzeczywistość. Grafika może mało kolorowa, ale oryginalna i bardzo przyciągająca. Dla nas cudo!
Przeczytane:2026-03-10, Ocena: 5, Przeczytałam,
Bohater książki Roba Scottona „Kotek Splotek” nie chce iść do szkoły. Rano odwleka moment wyjścia, ale mamie sprytnie udaje się rozwiać jego obawy. W klasie zostaje miło przyjęty przez nowych kolegów. I wszystko układa się całkiem dobrze, aż do przerwy na drugie śniadanie. W śniadaniówce Splotka schował się jego przyjaciel Zygmunt, który jest myszką, a koty i myszy... Sami wiecie.
„Kotek Splotek” to książka, która bawi przede wszystkim ilustracjami. Znaczy fabuła też jest fajna. Można uznać, że to jedna z tych bajek, która ma za zadnie pokazać, że szkoła wcale nie jest taka straszna, bo bohater zostaje w niej miło przyjęty i pomimo początkowych obaw, wraca zadowolony po pierwszym dniu w szkole.
Ale wróćmy do ilustracji, bo to one skradły serca moich dzieci. Te wszystkie puchate i szczerzące się do nas ze stron książki koty. Może to nie są małe dzieła sztuki, jak chociażby ilustracje Beatrix Potter, o której opowiadaniach wam niedawno pisałam, ale... Sztuka sztuką, a kto nigdy nie cytował dialogów z filmu „Chłopaki nie płaczą”, niech „pierwszy rzuci kamień”. Fakty są takie, że takie ilustracje to czysta radość. Dziecko patrzy się na zgraję kotów i śmieje się w głos. Przynajmniej u mnie to tak wyglądało. Szczerze mówiąc obawiałam się, czy któreś się nie posika z tego śmiechu.
„Oni to wiedzą, Kocie” - aż mi się ciśnie na usta. To akurat fraza z serialu „13 posterunek”. Ale co wiedzą? Że w szkole można poznać przyjaciół oraz że czytanie książek to dobra zabawa. Takie publikacje, jak „Kotek Splotek” są idealne na poprawę humoru. Nieco szalone, ale to szaleństwo przykuwa uwagę. Prowokuje do skomentowania bajki, do pierwszych literackich dyskusji.