Szkoda, że musiałam za niego wyjść. Fragment książki „Dziewczyna z mgły"

Data: 2026-05-29 08:44:05 | artykuł sponsorowany | Ten artykuł przeczytasz w 20 min. Autor: Piotr Piekarski
udostępnij Tweet

Pasja, rywalizacja i tajemnice w najnowszej powieści Carli Montero, autorki Szmaragdowej Tablicy.

Wyspa Man, rok 1938. W tym odległym zakątku Morza Irlandzkiego Mila Kovac, młoda Hiszpanka, która zdobyła już sławę i pozycję w kręgach sportu motorowego, ma wziąć udział w wyścigu samochodowym. Zostawiła za sobą śmierć męża oraz przeszłość pełną wciąż otwartych ran. Na wyspie zebrali się wielcy kierowcy owych czasów, mężczyźni i kobiety. Jednak to nie wyścig i ostra walka na trasie okażą się dla Mili największym wyzwaniem. Ona będzie musiała się zmierzyć z własną historią, niespodziewanym uczuciem i podejrzeniami co do śmierci męża. Podczas gdy nad światem unosi się widmo nowego konfliktu, Mila poszukuje swojego miejsca między mgłą, pamięcią i pożądaniem.

W tej wypełnionej emocjami powieści linię mety przecinają miłość, ambicja i ukryte prawdy.

„Dziewczyna z mgły" Carli Montero - grafika promująca książkę

Do lektury Dziewczyny z mgły Carli Montero zaprasza Dom Wydawniczy Rebis.

Dziewczyna z mgły to fascynująca opowieść o kobiecie-pionierce, o jej złożoności i wyboistym życiu. To także historia ludzi próbujących żyć w świecie, który za chwilę runie. Ludzi, którzy jeszcze wierzą, że można coś wygrać – pisze Danuta Awolusi w naszej redakcyjnej recenzji książki Dziewczyna z mgły

– W ciągu 15 lat kariery pisarskiej w sposób naturalny rozwijałam swój warsztat, a po drodze odnalazłam też własny głos. Ale poza samą techniką myślę, że to właśnie czas zmienia sposób opowiadania historii. Kiedy człowiek staje się starszy i zdobywa więcej życiowego doświadczenia, zaczyna inaczej patrzeć na ludzi. Coraz bardziej interesują go sprzeczności, emocjonalna złożoność i wszystko to, co pozostaje niewypowiedziane. Chciałabym wierzyć, że dziś piszę z odrobinę większym zrozumieniem, cierpliwością i mądrością niż piętnaście lat temu – mówiła w naszym wywiadzie Carla Montero

W ubiegłym tygodniu na naszych łamach zaprezentowaliśmy premierowy fragment książki Dziewczyna z mgły. Dziś czas na kolejną odsłonę tej historii:

Lafont wolałby rozmawiać na stojąco, aby podkreślić krótkość i wagę swojej wizyty. Postawa miała znaczenie. Zrobił jednak to, o co poprosiła madame, zaskoczony własną reakcją. Usiedli naprzeciwko siebie; wiklinowy fotel zatrzeszczał zbyt głośno pod ciężarem policjanta. Niemal w tej samej chwili pojawił się koniak i dla madame coś, co wyglądało jak lemoniada. Lafont zauważył, że Hiszpan z góry wiedział, czego może chcieć dama, oraz to, że ona przyjęła szklankę z lekkim uśmiechem i podziękowała mu delikatnym muśnięciem przedramienia.

Co prawda nie przestawał obserwować tej kobiety, odkąd pojawiła się na pokładzie, skorzystał jednak z okazji i lepiej się jej przyjrzał, gdy zajęli się napojami. Oczywiście widział kilka zdjęć madame w prasie, była bowiem dość sławna w świecie kierowców i reklamy, ale rzecz jasna nie oddawały całego jej uroku.

Była młoda, znacznie młodsza, niż się spodziewał, biorąc pod uwagę te fotografie, na których pojawiała się mocno umalowana i z wyszukaną fryzurą. Ponadto mając na względzie, że jej nieboszczyk mąż był po czterdziestce, policjant spodziewał się kobiety znacznie dojrzalszej. Ta skończyła co najwyżej dwadzieścia pięć lat. Była ładna, o czym już wiedział ze zdjęć; w naturze jednak okazało się, że nie jest to uroda oszałamiająca; przeciwnie, raczej dyskretna – madame miała delikatne rysy, poza wielkimi oczami w karmelowym kolorze, które rozświetlały jej oblicze. W tej chwili były nieco zaczerwienione i podkrążone. Brak snu albo nadmiar płaczu, podsumował policjant. Może jedno i drugie. Tego popołudnia była ubrana prosto, skromniej niż wtedy, gdy pozowała na eleganckich przyjęciach albo przy masce luksusowego samochodu, albo trzymając perfumy, prezentując strój kąpielowy lub polecając pastylki na kaszel. Włosy, nieco ciemniejsze niż oczy, spływały jej lokami do wysokości dobrze zarysowanej brody. Nie miała

19 makijażu, tylko paznokcie pomalowane na czerwono. Włożyła czarne spodnie i zwiewną bluzkę w tym samym kolorze, która zdawała się falować na jej wiotkim ciele; wydatny biust rysował się na końcu rzędu kilku, zbyt wielu, rozpiętych guzików. Inspektorowi ta żałoba wydała się nader dziwaczna, aż za bardzo nowoczesna. Madame nie przyozdobiła się żadnym klejnotem ani nawet obrączką.

Jednak uwagę policjanta przykuł siniak na jej skroni, tuż przy prawym oku.

– Bardzo pani współczuję, madame Behra.

Dziewczyna podziękowała za kondolencje skinieniem głowy, ale poprawiła go:

– Kovac. Mila Kovac. Nigdy nie używam nazwiska męża. Aby uniknąć zamieszania, kiedy startujemy w tym samym wyścigu. Startowaliśmy…

– Tak. Widziałem, że pani również znajduje się na liście kierowców. Niewiele kobiet prowadzi samochód.

– Jest nas sporo, naprawdę, to zależy od wyścigu. Są wyścigi wyłącznie dla kobiet, ale niektóre z nas wolą się ścigać z mężczyznami.

– Tworzyła pani drużynę z mężem…

– Czasem. Przede wszystkim w rajdach i wyścigach wytrzymałościowych.

– Ach, jak ten dwudziestoczterogodzinny wyścig w Le Mans, tak?

– Tak, Le Mans to jedne z zawodów, na których wystąpiliśmy jako drużyna. Przy wielkich wyścigach zmienialiśmy się za kierownicą, kiedy Anton był już zmęczony. Jednak zwykle to on prowadził.

– Tak jak w tę niedzielę.

– Tak jest. Dzień wcześniej to ja pojechałam w Pucharze Księcia Rainiera.

Zajęła trzecie miejsce, co zdaniem inspektora było zaskakująco wysoką pozycją jak na kobietę. Zwłaszcza że zostawiła za plecami mnóstwo mężczyzn; między innymi tego tu Eduarda de Aranzana, który teraz tak jej nadskakuje, bardzo czuły i troskliwy. Pokonała też swoją odwieczną rywalkę, Vivi Nîmes, obecną gwiazdę kobiecych rajdów. Inspektor Lafont, patrząc na madame, nie mógł uwierzyć, że taka słodka osóbka na torze wyścigowym może się zachowywać agresywnie jak dzikie zwierzę. W każdym razie ta cała historia z kobietami w wyścigach wydawała mu się dość nieprzyzwoita. Czego one szukają pomiędzy mechanikami i awanturnikami, z dala od domu, niepotrzebnie ryzykując życie? Nie, to nie jest obyczajne. Nie powinni na to pozwalać.

– Kovac to nie jest francuskie nazwisko – zmienił temat.

– Przepraszam, ale co to ma wspólnego ze śmiercią Antona? – Hiszpan, który rozsiadł się obok dziewczyny, rzucił się w jej obronie, przyjmując rolę, jakiej wcale mu nie powierzyła.

– Nie, nie jest – szybko odpowiedziała policjantowi. – To węgierskie nazwisko. Moi rodzice są emigrantami, wyjechali z Budapesztu po wprowadzeniu w kraju republiki. Ja jednak mam paszport francuski, mogę go panu okazać.

Inspektorowi zaczynała się podobać ta kobieta. Jej sposób mówienia, jej postawa i spojrzenie zdradzały charakter zupełnie nieprzystający do kruchego wyglądu. Zaledwie przed dwoma dniami straciła męża, a jednak ani głos się jej nie łamał, ani w oczach nie pojawiały się łzy. Każda wdowa, która chciałaby się pokazać jako zbolała, dałaby spektakularny popis wielkiej rozpaczy. Ona nie. Jej smutek był wyraźny, ale nie odgrywała dramatu.

– Nie musi mi go pani pokazywać, madame. Jak słusznie zauważył ten kawaler, moje pytanie nie ma nic wspólnego ze śledztwem, to zwykła ciekawość.

Wspomniany kawaler, daleki od panowania nad impulsami, znowu przyjął postawę obronną i wtrącił:

– A skoro mowa o śledztwie… Dlaczego? Dlaczego policja zajmuje się czymś, co było nieszczęśliwym wypadkiem?

Lafont uznał, że ten młody don Kichot, który początkowo wyglądał mu na nieśmiałego, w obecności dziewczyny poczuł się w obowiązku stanąć do walki.

– Może. A może wcale nie – przyznał inspektor. – W każdym razie organizatorzy Grand Prix nie wydają się tacy pewni jak pan, monsieur. We wstępnym śledztwie w sprawie wypadku odkryto pewne anomalie, które zgłoszono sędziemu, a ten ze swej strony postanowił wszcząć śledztwo. Ale wie pan, może się okazać, że był to tylko… Jak pan mówił? Nieszczęśliwy wypadek? Oby… Byłoby znacznie lepiej dla wszystkich. Znacznie lepiej…

– Anton nie skręcił – przerwała mu madame ze wzrokiem zagubionym, jakby myślała na głos. – Nie skręcił przy szykanie.

– Chodzi pani o zakręt?

– Musiałby skręcić, żeby w niego wejść, ale tego nie zrobił.

– Widziała to pani?

– Nie, ale wielu ludzi tak, o niczym innym się nie mówi. I o śladach opon na asfalcie: zdaje się, że wcisnął hamulec do deski, ale i tak uderzył prosto w bandę.

Na tej bandzie kierowca stracił panowanie nad samochodem, który uderzył w murek portu, dwa razy przekoziołkował i spadłszy bokiem na jezdnię, spłonął. Tak było napisane w raporcie.

– Oczywiście nie mówią o tym przy mnie – ciągnęła kobieta. – Nie chcą o tym mówić, żeby nie sprawiać mi przykrości, ale… – Zawiesiła głos, kładąc czule rękę na kolanie Aranzany. – Proszę wybaczyć, jeśli Eduardo jest trochę niegrzeczny. On, tak jak inni, chce mnie tylko chronić – dodała, posyłając młodzieńcowi smutny uśmiech, na który odpowiedział podobnym uśmiechem i ścisnął jej dłoń.

– Chronić panią przed czym?

– Przed bolesną prawdą: że ja… być może jestem temu winna.

Policjant uniósł brew, co było szczytem jego mimiki podczas przesłuchań. Dziewczyna pochyliła się w stronę leżącej na stoliku papierośnicy; otworzyła ją i podała inspektorowi papierosa. Ten podziękował ruchem ręki, popił łyk koniaku i dalej prowadził przepytywanie.

– Winna?

Hiszpan podał kobiecie ogień. Następnie sam też zapalił. Madame Kovac zaciągnęła się, zanim odpowiedziała, i inspektor dostrzegł nieznaczne drżenie ręki, w której trzymała papierosa.

– Mówiłam mu, żeby nie jechał, ale nie chciał mnie słuchać. Powinnam była nalegać, powinnam była go zatrzymać. Pokłóciliśmy się… – powiedziała, wypuszczając kłąb dymu. Miała rozbiegane oczy i Lafont nie był w stanie nawiązać z nią kontaktu wzrokowego. – To dlatego nie byłam w boksach i nie widziałam wypadku, bo zostałam na jachcie. Byłam tak zła na Antona po naszej kłótni, że nawet nie chciałam pójść na wyścig. A teraz on… – Zagryzła usta.

– Dlaczego pani mąż nie miałby pojechać?

– Nie czuł się dobrze. Zjadł coś, co mu zaszkodziło, i trochę się podtruł. Przez kilka godzin przed wyścigiem ciągle wymiotował, ale był tak zawzięty, tak bardzo mu zależało na udziale w tym wyścigu, że…

– A był jakiś specjalny powód, dla którego nie chciał odpuścić?

Kobieta zaciągnęła się kilka razy, krótko, nerwowo. Wciąż unikała wzroku Lafonta.

– Milo, nie musisz… – wtrącił się Aranzana i zaraz postawił się inspektorowi: – Niech pan posłucha, myślę, że już wystarczy. Jeśli chce pan dalej prowadzić to przesłuchanie, proszę przynieść nakaz i niech ono się odbędzie w obecności adwokata.

– Proszę się tak nie denerwować, monsieur. – Lafont uśmiechnął się protekcjonalnie. – To nie przesłuchanie, tylko rozmowa, a madame nie jest o nic oskarżona. Nie musi odpowiadać na pytania, jeśli sobie tego nie życzy.

– Dobrze, dobrze! Słyszałaś, Milo. Nie odpowiadaj.

Dziewczyna zgasiła papierosa w popielniczce. Zatarła dłonie i wpatrzyła się w nie, jakby szukała odprysku lakieru na paznokciach.

– Anton był zrujnowany – zdradziła inspektorowi, nie zważając na słowa Hiszpana. – Od kilku lat jego interesy nie szły dobrze i miał mnóstwo długów, chociaż nie znam szczegółów, nie mówił mi o nich. Wiem tylko, że liczył na odbicie się finansowe dzięki Verusowi. Sam go zaprojektował i zbudował, i szczerze mówiąc, to był dobry samochód.

– Dość dobry, żeby wygrać wszystkie wyścigi?

– Nie. Bardzo trudno jest wygrać ze „srebrnymi strzałami”, ale wystarczy zająć jedno z trzech pierwszych miejsc, żeby zebrać wysokie nagrody na koniec sezonu. Można też zyskać sponsorów i kontrakty reklamowe. Wystarczyłoby na pokrycie części długów i dalszą walkę. Tak mówił.

– Według pani, madame, do wypadku doszło dlatego, że mąż nie czuł się dobrze tego dnia, czy tak?

– Nie mam oczywiście pewności, ale wiem, jak źle się czuł, i wiem z opowiadań świadków, że samochód zachowywał się tak, jakby nikt nim nie kierował, więc wydaje mi się to najbardziej prawdopodobne.

– Nie mogła się zdarzyć żadna usterka techniczna?

– Zawsze może się zdarzyć usterka techniczna, ale Anton bardzo drobiazgowo przeglądał samochód przed wyścigiem, a Philippe jest jeszcze bardziej skrupulatny.

Inspektor wiedział, że madame ma na myśli Philippe’a Bouchera, mechanika grupy, który też figurował na liście świadków do przesłuchania, ale jeszcze nie zdążył z nim porozmawiać.

– Nie znam się na samochodach, madame, ale wyobrażam sobie, że bez względu na to, jak skrupulatnie się je przegląda, zawsze istnieje ryzyko, że zawiodą.

Kobieta uniosła wzrok i utkwiła go gdzieś na morskim horyzoncie. Powoli skinęła głową.

– Oby dowiedziono, że tak było. Jeśli się okaże, że to wina maszyny, spadnie mi kamień z serca.

Policjant ze zdziwieniem przyglądał się przez chwilę profilowi zamyślonej madame Kovac. Powoli pokręcił głową i wrócił do przepytywania.

– A proszę mi powiedzieć, czy ktoś mógłby być zainteresowany tym, żeby monsieur Behra nie ukończył niedzielnego wyścigu?

– Jego wierzyciele z całą pewnością nie. A jeśli myśli pan o mnie, proszę uwierzyć, że ruina Antona oznacza także moje bankructwo. Nie miał żadnego ubezpieczenia, na którym bym skorzystała.

Lafont wychylił koniak. Jakkolwiek nie sądził, by kłamała w sprawie ubezpieczenia, i tak musiał to sprawdzić.

– Czy pani małżonek miał wielu wrogów?

– Oczywiście, że tak. Przynajmniej kilku. Nie dociera się do miejsca, w którym był Anton, nie robiąc sobie wrogów po drodze: w interesach, w wyścigach… Oba te światy pełne są rywalizacji. A Anton jest… był bardzo ambitny i nie miał skrupułów. Proszę pana, nie wiem, z iloma osobami już pan rozmawiał, ale wcześniej czy później odkryje pan, że mój mąż nie był zbyt lubianym człowiekiem. Jeśli jednak chce pan, żebym wskazała kogoś, kto nienawidził go aż tak bardzo, by go zabić… Nie wiem, trudno mi uwierzyć, żeby był ktoś taki.

– Chciałbym zadać pani pytanie osobiste, madame. Proszę odpowiedzieć, jeśli uzna to pani za stosowne, tak byśmy nie zdenerwowali pani przyjaciela. Czy była pani szczęśliwa w małżeństwie?

Jak przewidział inspektor, Eduardo de Aranzana aż podskoczył na fotelu, czemu towarzyszyło ostentacyjne skrzypienie wikliny.

– Na miłość boską! To jest niedopuszczalne! Milo, nie odpowiadaj na to pytanie.

Kobieta ponownie dowiodła, że ma wolną wolę. Po raz pierwszy spojrzała badawczo na Lafonta tymi oczami, w których zdawał się kryć cały świat.

– Nie można by nas uznać za idealne małżeństwo. Nawet nie konwencjonalne. Na początku tak było, ale ta sielanka trwała tylko pół roku. Potem…

– Co się wydarzyło?

– Żadna kobieta nie lubi, kiedy nie jest najważniejsza dla męża, a Anton wiele rzeczy przedkładał nade mnie: swoje firmy, swoje samochody, swoje zamiłowania… Wiem też o innych kobietach, chociaż oczywiście one też nie były dla niego najważniejsze, z pewnością nie ważniejsze ode mnie. Ale były. Znosiłam wiele przykrości, nieustannie się kłóciliśmy… Przynajmniej na początku, potem przywykłam.

– Znam kobiety, które się rozwiodły, mimo że miały znacznie mniej powodów. Nie jest pani zwolenniczką rozwodów, madame?

– Nie jestem przeciw. W sumie to wiele razy myślałam, żeby porozmawiać z nim o rozwodzie… Jednak w końcu… Doszłam do wniosku, że opłaca mi się być jego żoną. Anton mimo wszystko dobrze mnie traktował, zgadzał się na moje kaprysy, dawał mi wolność, robiłam to, na co miałam ochotę. Nie kontrolował mnie, nie podporządkowywał mnie sobie. O niewielu mężczyznach można coś takiego powiedzieć. Niektórym trzeba płacić znacznie więcej za ich miłość. Antonowi nie. Kochał mnie na swój sposób: nie dawał za wiele, ale też nie prosił o zbyt wiele. Osiągnęliśmy dobry kompromis.

– A pani miała jakiś romans?

– Nie – odpowiedziała kategorycznie – nie interesują mnie romanse. Zauważył już pan, że nie jestem osobą zbyt romantyczną.

– Proszę posłuchać, inspektorze – znowu wtrącił się Hiszpan – wydaje mi się, że madame już wykazała się wyjątkową cierpliwością. To oczywiste, że w najgorszym razie monsieur Behra rozkojarzył się za kierownicą z powodu złego samopoczucia. Nie ma co szukać dziury w całym, a już na pewno nie za cenę reputacji jego małżonki.

Inspektor chciał coś powiedzieć, ale ostatecznie się pohamował. Ten hiszpański mądrala nie zasługiwał na żadną odpowiedź. Odstawił kieliszek na stolik i uznał wizytę za zakończoną.

– Znakomicie, madame. – Z wysiłkiem wstał z fotela, jakby jego pokaźne ciało zaklinowało się między oparciem i podłokietnikami. – Bardzo dziękuję za szczerość i za pani czas. Nie będę już pani niepokoił, przynajmniej na razie.

Kovac i Aranzana również wstali. Gdy policjant sięgał po kapelusz i marynarkę, kobieta zapytała:

– Wie pan, kiedy będę mogła wyprawić pogrzeb mężowi i wreszcie zakończyć… to wszystko?

Hiszpan pogładził ją po plecach.

– Zaraz po autopsji, madame. Obawiam się, że potrwa to jeszcze kilka dni, ale postaram się przyspieszyć procedurę.

– Bardzo panu dziękuję, inspektorze. Jest pan bardzo miły. Jules Lafont włożył kapelusz, ale zanim odszedł, przypomniał sobie, że nie do końca wyczerpał temat.

– Proszę pozwolić mi zadać jeszcze jedno pytanie, madame: jak nabiła sobie pani tego siniaka?

– Pośliznęłam się, wychodząc z wanny.

– No tak, to się zdarza… Cóż, jak mówiłem: bardzo dziękuję i do widzenia.

Jules Lafont ostrożnie przeszedł przez pokład i trap. Bardzo pragnął znaleźć się już na stałym lądzie. Czuł, że kręci mu się w głowie, jakby wypił nie kieliszek koniaku, ale pół butelki. Gdyby ponownie musiał przesłuchać madame Kovac, czego nie wykluczał, zrobi to na komisariacie, na twardym gruncie.

Ta kobieta go intrygowała. Poznał już wiele wdów, zarówno w ramach swojej profesji, jak prywatnie, i wiedział, że jeśli czegoś można od nich oczekiwać, to głębokiej żałoby. Dlatego te, które nie czują jej w sercu, udają: i tego się po madame spodziewał. Po tym spotkaniu nie był pewien, czy odczuwa ona żałobę, ale bez wątpienia nie zadała sobie trudu, aby ją udawać. Próbowała tylko wypaść szczerze. Szczerze nawet w takiej sprawie. I policjant zadawał sobie pytanie dlaczego.

Z drugiej jednak strony kobieta mu się podobała, polubił ją. „Ta cholernica jest uwodzicielska do granic, chociaż wcale się nie stara – pomyślał Lafont. – A przynajmniej na to nie wygląda”.

Zanim opuścił nabrzeże, obejrzał się i po raz ostatni obrzucił spojrzeniem Liberté. Eduardo de Aranzana i Mila Kovac trzymali się za ręce, stojąc do siebie przodem, bardzo blisko. I wtedy ona wsparła głowę na jego piersi, a on otoczył ją ramionami.

Nie, dziewczyna nie była całkiem szczera, bo ewidentnie ta dwójka miała romans. Dlaczego jednak go nie ukrywali? Dlaczego madame zaprzeczała własnym słowom tymi oczywistymi gestami? Tak, zdecydowanie go intrygowała. Bardzo go intrygowała.

Eduardo de Aranzana czekał, aż policjant oddali się od jachtu, aby dać upust emocjom:

– Na Boga! Bałem się, że on już nigdy stąd nie pójdzie! Rozmawiali po hiszpańsku, jak zawsze kiedy byli sami. Mila mówiła, że nie chce zapomnieć języka. Odwrócił się do niej i przestraszył się, zobaczywszy, że pobladła i spochmurniała. Podszedł i czułym gestem założył jej kosmyk włosów za ucho.

– Dobrze się czujesz?

Mila nie potrafiła odpowiedzieć. Poza tym, że od śmierci Antona ciągle chciało jej się wymiotować, czuła się pusta, jakby świat poruszał się wokoło niej, a ona stała sparaliżowana, niezdolna do myślenia o tym, co ma zrobić albo co powiedzieć. Jak jednak wyjaśnić to Dudu?

– Tak. – Wysiliła się na uśmiech.

Chłopak podał jej szklankę lemoniady.

– Nawet jej nie spróbowałaś, a przy tym upale się odwodnisz. No wypij trochę.

Posłuchała go jak automat, ale popiła tylko kilka łyków i odstawiła szklankę na stolik. Eduardo ujął jej dłonie.

– Może połóż się i spróbuj zdrzemnąć, co?

– Nie, teraz bym nie dała rady zasnąć. Myślałabym w kółko o rozmowie z tym policjantem.

– Tak… zachował się bardzo grubiańsko, to prawda, a ty… Cóż… Nie uważasz, że byłaś z nim zbyt szczera?

– Powiedziałam mu tylko to, czego i tak wcześniej czy później się domyśli. Gdybym skłamała, kłamstwo obróciłoby się przeciwko mnie.

– Rozumiem, ale… Trzeba uważać, te typki tylko czekają, żeby znaleźć kogoś, kogo będą mogły oskarżyć. Nie wolno im ułatwiać sprawy.

Dziewczyna wzruszyła ramionami.

– I co to zmieni? Anton nie żyje, a ja nie wiem, co mam zrobić ze swoim życiem.

– Nie mów tak, ma chérie. Właśnie teraz możesz odzyskać własne życie. A ja stanę u twojego boku za każdym razem, kiedy będziesz mnie potrzebować.

Mila spojrzała na niego z czułością i wdzięcznością. Wyczerpana wsparła głowę na jego piersi i schroniła się w jego objęciach.

– Szkoda, że wyszłaś za tego człowieka – szepnął Dudu z brodą opartą na jej głowie.

– Szkoda, że musiałam za niego wyjść. Szkoda.

Książkę Dziewczyna z mgły kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

Tagi: fragment,

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Książka
Dziewczyna z mgły
Carla Montero0
Okładka książki - Dziewczyna z mgły

Pasja, rywalizacja i tajemnice w najnowszej powieści Carli Montero, autorki Szmaragdowej Tablicy. Wyspa Man, rok 1938. W tym odległym zakątku Morza Irlandzkiego...

Wydawnictwo