Nigdy nie mówię nigdy

Wydawnictwo: Wydawnictwo Psychoskok
Data wydania: 2018-11-29
Kategoria: Romans
ISBN: 978-83-8119-288-0
Liczba stron: 270
Język oryginału: polski

Ocena: 5.33 (3 głosów)

Samantha, trzydziestoletnia kobieta interesu, kierująca się założeniem – nie trać energii na bezużyteczne miłostki. Kobieta spełnia się zawodowo, kochana przez rodzinę i przyjaciół, a wolne od obowiązków wieczory spędza z kochankami, którzy nie oczekują od niej zbyt wiele. Doskonale!!!

 

Henry posiada to, co mężczyźnie w jego wieku nieodzowne do szczęścia - pieniądze, frywolne kobiety i jeszcze szybsze samochody.  Wszystko to ma… za wyjątkiem miłości. Na pozór ten duet nie integruje nic prócz zapału do pracy. Nie przewidują, że pewien ciąg wydarzeń połączył ich losy i że jednoczy ich więcej niż się spodziewali.

 

Czy zdecydowali by się ponownie zobaczyć, gdyby wiedzieli co przyniesie im dzień jutrzejszy?

Czy kiedyś będą skłonni  poznać prawdę, której nikt nie chce ujawnić ...

Ktoś skrywa tajemnicę, która odmieni los tych dwoje na zawsze.

 

 

Kup książkę Nigdy nie mówię nigdy

Sprawdzam ceny dla ciebie ...

Zobacz także

Opinie o książce - Nigdy nie mówię nigdy

Patrząc na okładkę, jaką miałam podczas lektury tej książki, jest utrzymana w podobnym stylu co do duologii Pani Marty. Widzimy mężczyznę z gołą klatąNiestety nie widać jego oczu, co jest dla mnie minusikiem. Bo ja lubię patrzeć w oczy, nawet bohaterom z okładki. ;P 
Niemniej jednak szata graficzna pasuje mi do treści więc nie mam żadnych przeciwwskazań. Nie wiem również, jak będzie wyglądać druk, dlatego też nie będę pisać nic o czcionce, błędach w druku, odstępach - bo nie wiem. Ja czytałam ebook przed korektą, więc sama automatycznie podsyłałam jakieś literówki autorce do poprawy (czułam się jak jakiś korektor, czy coś) :D no dobra, nie będę sobie pochlebiać. :D Idźmy dalej. 

Przechodząc do samej autorki, Marty muszę przyznać, że jestem pozytywnie zaskoczona. Oczywiście nic pobije bardzo emocjonującej lektury, jaką była I obiecuję ci miłość, po której ledwo co się pozbierałam, ale i ta lektura dostarczy Wam wielu wrażeń. Marta posługuje się prostym, przyjemnym i lekkim piórem, które nie sprawia wrażenia trudnego i niezrozumiałego. Dzięki temu my, Czytelnicy bez przeszkód możemy chłonąć każde kolejne słowo autorki niczym powietrze. Po pierwszych kilku stronach po prostu wpadamy do świata bohaterów i chcąc czy też nie zaczynamy obserwować ich poczynania. Autorka swoim lekkim piórem przyciąga naszą uwagę i mimo iż możemy powiedzieć o książce, że jest erotykiem, to jednak znajdują się w niej emocje, o których napiszę słów kilka za chwilę. Widać, że autorka podreperowała swój warsztat pisarski i teraz bez problemu może Was oczarować i nie pozwolić odejść od książki. Wie, jak zaciekawić czytelnika, by miał problem z odłożeniem jej na bok. Wie również jak przekazać nam emocje, które tutaj są potrzebne. Gdy doczytałam gdzieś może do połowy? To wtedy naprawdę bardzo ciężko było mi się od niej oderwać. To zakończenie, które serwuje nam pisarka... Uhhh. Będzie się działo Moi Drodzy!

Główna bohaterka, Sam... No cóż. Nie mam o niej zbyt dobrego zdania, niestety. Oczywiście rozumiem, że każdy ma przeszłość lepszą lub gorszą, ale styl życia, sposób prowadzenia się niestety zostawia wiele do życzenia. Niemniej jednak postanowiłam dać jej szansę, a może coś się zmieni? Może nastąpi przełom i myślenie, sposób postępowania będzie inny? Oczywiście czy to nastąpiło czy nie - Wam nie zdradzę, bo bym zaspoilerowała. :D
Jest Henry - przystojny (bo jakby inaczej), bogaty (no tak, śmierdzi schematem), ale mówiąc szczerze nawet go polubiłam... Domyślam się, że będzie miał grono adoratorek, co jest w sumie do przewidzenia, ale dlaczego wspomniałam, że śmierdzi schematem? Bo być może czytając tą recenzję wielu z Was właśnie o tym pomyśli. A tak nie wolno. Bo tu nie wieje schematem, więc wyrzućcie tę myśl z głowy.
Jest jeszcze wielu innych bohaterów, jednak nie będę zdradzać za dużo, bo to nie o to chodzi. Cieszę się jednak, że autorka nakreśliła tak żywe, charakterystyczne postacie, które są wyciągnięte z życia, naszego prawdziwego. Czytając, nie odnosi się wrażenia, że są płascy, papierowi, neutralni. Więc to kolejny plus dla Marty, że stworzyła naprawdę dobre postacie, dzięki którym możemy poznać i poczuć ich uczucia. :)
Emocje? Yes, of course.
Nie dość, że w pewnej chwili wszystko zacznie się niszczyć, to jeszcze pisarka postanowiła powolutku zasypywać nas z początku drobnostkami, które i tak mają dość duże znaczenie w całej lekturze. Ale to nie przyniosło żadnych większych emocji, jak scena finałowa, która spowodowała zdziwienie tak wielkie, że słów brak. Zaplanowała też dla nas scenę, w której nasze serce zacznie bić tak szybko, że będziecie się zastanawiać, za ile stracicie przytomność, bo czy to jest możliwe by czuć i słyszeć tak głośno uderzenia własnego serca?
W pewnej chwili myślałam, że się popłacze. W innej zaś było mi źle. W jeszcze innej cieszyłam się jak głupia i szczerzyłam do telefonu. Było mi też żal jednego z bohaterów...
Paleta emocji czeka na Was w najnowszej powieści Marty W.Staniszewskiej. Nie możecie jej ominąć, zabraniam Wam. :P

Zakończenie? Oczywiście Marta musiała nas wbić obowiązkowo w fotel. Bo inaczej by się nie dało. Nie wiem, skąd wpadła na taki pomysł, by wszystko w jednej chwili wywrócić do góry nogami, ale przyznam szczerze, że po doczytaniu do ostatniej strony zbierałam swoją szczękę w autobusie. Nie mogłam uwierzyć w to, co wymyśliła dla bohaterów autorka i byłam w tak głębokim szoku, że zapewne ludzie wracający do domu tak jak ja, patrzyli na mnie jak na jakąś niepoważną. Ale... To było coś! Element, którego nikt by się nie spodziewał. Dlatego wielkie gratulacje Marto, szczególnie za ostatnie strony, które wprawiły czytelnika w stan odrętwienie, zdziwienia i nie wiem jeszcze czego. Myślę, że i Was zszokuje to, co dostaniecie na ostatnich stronach tej powieści.

Reasumując chciałabym Wam polecić tę książkę z kilku powodów. Pierwszym i najważniejszym jest to, że są tutaj odczuwalne emocje, bez których powieść ta nie miałaby wyrazu. Drugi powód to taki, że jeżeli czytaliście dwa poprzednie tomy, nie wypada nie poznać następnego. :P Trzeci powód to taki, że jest to idealna książka na luźne popołudnie lub wieczór, jest idealna wtedy, gdy chcemy się odprężyć i zrelaksować. Kolejny powód to taki, że po prostu nie możecie ominąć tej książki szerokim łukiem bez uzasadnienia. Nie, bo nie to żadne usprawiedliwienie. ;P Jedynie osoby, które nie dojrzały do scen erotycznych, niech po nią nie sięgają, bo mogą się niestety zawieść, bo tych scen jest sporo, a mimo to nie czuć jakiejś odrazy, obrzydzenia czy sztuczności. Dlatego też polecam z całego serca tę lekturę i mam nadzieję, że nie będziecie żałować. Ja nie żałuję. Ja... Chcę jeszcze więcej!
Serdeczne podziękowania należą się Marcie, autorce tej książki. Napisała do mnie bym przeczytała tę powieść i napisała co o niej myślę. Tak wiem, że się powtarzam, ale jest to dla mnie duży zaszczyt i czuję się dumna, że to ja zostałam wybrana, oczywiście między innymi, nie tylko ja. Ale jednak. :P Dziękuję za zaufanie, za cierpliwość, za to, że nie obraziłaś się na mnie bo wysyłałam ci screen'y gdzie pojawiały się błędy, literówki lub jak jakiś wyraz był zbędny. Bo może nie powinnam się tak panoszyć po czyjejś powieści? :P Po prostu raz jeszcze dziękuję i czekam na więcej. :*

Link do opinii

Panią Martę miałam przyjemność poznać przy „I obiecuję Ci miłość”. Wiedziałam, że mogę w ciemno sięgać po jej kolejną książkę bez żadnego wahania. Romanse, które pisze, zdecydowanie mają to coś!

Mamy tytułową Samanthę i jednego z jej klientów, którego syn, Henry, odmieni jej życie na pełnej linii. Co jak co, ale sama Sam w sobie to istna petarda kobiecości. Świadomość swojego bytu jaką miała to coś obłędnego – znała moc swojego seksapilu i nie wahała się go wykorzystywać, nawet jeśli graniczyło to z dobrym smakiem. Uwielbiam ją od samego początku, to persona w stylu kobiety wyzwolonej! Zdecydowanie świetna   Troszkę inaczej mam się co do samego Henriego. Chyba nie do końca mogłam go polubić, więc ostatecznie swoje punkty w moim mniemaniu zdobył dopiero przy samym końcu, ale broń Boże to nic złego   I do tego wszystkiego intryga, tajemnica, która w końcu ujrzała światło dzienne. Nie, moi kochani, nie powiem nic, a nic – sami musicie sprawdzić!

Świetna historia, która nie pozwala odłożyć tej książki na bok! Erotyzm, który stworzyła pani Marta był napisany ze smakiem, bez wulgaryzmu, był dodatkiem do całości. Morze łez jakie wylałam, zobowiązuje do kilku paczek chusteczek u boku   Język jakim posługuje się autorka zdecydowanie jest przyjemny dla oka. Czyta się szybko, sprawnie i z ogromną przyjemnością. Postacie nie są wymemłane stereotypami – mają charakter jak sama Sam, a fabuła mogła zdarzyć się każdemu z nas   Oby więcej takich książek!

Link do opinii
Avatar użytkownika - agnieszka_rowka
agnieszka_rowka
Przeczytane:2019-02-12, Ocena: 6, Przeczytałam, 52 książki 2019,