Ogień i krew cz.1

Ocena: 4.86 (7 głosów)
Inne wydania:

300 lat przed wydarzeniami opisanymi w Grze o tron

Kiedy Westeros rządziły smoki...

Opowieść o ekscytujących dziejach dynastii Targaryenów...

Wiele stuleci przed wydarzeniami opisywanymi w pierwszym tomie cyklu, Grze o tron, Targaryenowie - jedyna rodzina smoczych lordów, która przeżyła zagładę Valyrii - zamieszkali na Smoczej Skale, nad którą panowali przez z górą dwa stulecia, nim postanowili podbić całe Westeros. Ogień i krew zaczyna się opowieścią o legendarnym Aegonie Zdobywcy, który stworzył Żelazny Tron, a następnie opisuje dzieje kolejnych pokoleń Targaryenów walczących o utrzymanie tego słynnego krzesła, aż po wojnę domową, która omal nie zniszczyła ich dynastii.

Co naprawdę wydarzyło się podczas Tańca Smoków? Dlaczego tak niebezpiecznie było odwiedzać Valyrię po Zagładzie? Jak wyglądało życie w Westeros w czasach, gdy nad niebem panowały smoki? Jakie były najstraszliwsze zbrodnie Maegora Okrutnego? Dlaczego Aegonowi Zdobywcy nie udało się podbić Dorne?

To tylko niektóre z pasjonujących pytań, na które odpowiada ta szczegółowa kronika spisana przez uczonego arcymaestera z Cytadeli. Książka zawiera także kilkadziesiąt nowych czarnobiałych ilustracji autorstwa Douga Whetleya.

Ogień i krew będzie dla świata Westeros tym, czym jestSilmarillion dla Śródziemia.

Informacje dodatkowe o Ogień i krew cz.1:

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 2018-11-20
Kategoria: Fantasy/SF
ISBN: 9788381164931
Liczba stron: 608
Tytuł oryginału: Fire and Blood
Język oryginału: angielski
Tłumaczenie: Michał Jakuszewski

więcej

Kup książkę Ogień i krew cz.1

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
Cytaty z książki

Na naszej stronie nie ma jeszcze cytatów z tej książki.


Dodaj cytat
REKLAMA

Zobacz także

Ogień i krew cz.1 - opinie o książce

Avatar użytkownika - Natalia_Katarzyn
Natalia_Katarzyn
Przeczytane:2024-02-24, Przeczytałam, Mam, 2021,

Akcja książki rozgrywa się wiele lat przed wydarzeniami opisywanymi w pierwszym tomie "Pieśni Lodu i Ognia", czyli w kultowej już "Grze o tron".

 

Jest to historia rodu Targaryen - jedynego, który przeżył zagładę Valyrii i zamieszkał na Smoczej Skale, nad którą panował przez dwa stulecia zanim postanowił podbić Westeros. 


W "Ogniu i krwi" poznajemy historie Targaryen'ów od Aegona Zdobywcy i śledzimy ją przez następne pokolenia, które walczą o utrzymanie Żelaznego Tronu. Z pierwszej części dowiadujemy się m. in. dlaczego tak niebezpieczne było odwiedzać Valyrię po Zagładzie; jak wyglądało życie w Westeros w czasach, gdy pod niebem panowały smoki; dlaczego Aegonowi Zdobywcy nie udało się podbić Dorne.


~*~


Z pierwszej części tej historii wyłania się niezwykła wizja Westeros, co do której przez wiele lat mogliśmy jedynie snuć przypuszczenia. Historia opowiadana przez autora jest czymś niezwykle fascynującym, co sprawiało, że w przerwach podczas czytania tej powieści wciąż o niej myślałam. Nie raz wspominałam o niej również mężowi, niemalże katując go moim gadulstwem na temat tego co dzieje się w tejże powieści oraz jak bardzo nie mogę się doczekać serialu.


Wiele postaci polubiłam - chociażby Jaehaerysa I, którego darzyłam ogromnym szacunkiem i podziwem...takim, jakim tylko można darzyć postać z książki. Naturalnie zdarzały się też postaci, które mnie irytowały i/lub wzbudzały moją niechęć - ale one z założenia takie właśnie miały być. Historia opowiadana przez autora dostarczyła mi wielu emocji i sprawiła, że jeszcze bardziej nie mogę doczekać się serialu. Na szczęście mam jeszcze kilka książek z uniwersum "Pieśni Lodu i Ognia", którymi będę mogła umilać sobie to oczekiwanie. 


Śledzenie losów poszczególnych postaci było dla mnie fascynującą podróżą. Zmiany, które zachodziły w zarówno w Westeros, jak również w rodzinie królewskiej są niezwykle wciągające i sprawiają, że miałam ochotę od razu sięgnąć po kolejną część tej powieści. Jednak czasem lubię sobie dawkować przyjemność związaną z czytaniem danej książki czy serii, by ta nie skończyła się zbyt szybko.


Uważam, że fani "Gry o tron" nie powinni być zawiedzeni opowieścią zawartą w "Ogniu i krwi". Autor świetnie utrzymał klimat świata "Pieśni Lodu i Ognia" z jego najlepszymi i najgorszymi stronami. I tak jak kocham tą historię całym sercem, tak nie mogę przeboleć tego jak została napisana. Mam wrażenie, że dostałam raczej szkic powieści, który jest jeszcze przed redakcją. A to dlatego, że w tą historię wdarł się chaos, który mi jako czytelniczce ciężko było ogarnąć. Poza tym język, w którym ta książka została napisana jest strasznie surowy, szorstki i pozbawiony emocji, co w moim przypadku miało wpływ na moje tempo czytania. I właściwie styl Martina jest drugim powodem, przez który nieco opóźniam sięgnięcie po drugą część tej historii...poza strachem, że ta opowieść skończy się zbyt szybko, zwyczajnie muszę nieco odpocząć od ciężkiego stylu pisania autora, który jest dla mnie ogromnym minusem. Jednak mimo to cieszę się, że sięgnęłam po powyższą historię - tym bardziej, że dzięki niej wiele puzzli wskoczyło na swoje miejsce. 


Myślę, że jeżeli lubicie "Grę o tron" również i ta książka powinna Wam się spodobać - tym bardziej, że tak jak wspomniałam trzyma poziom "Pieśni Lodu i Ognia" jeżeli chodzi o klimat tejże historii. Ja za jakiś czas na pewno sięgnę po drugą część, która jest już związana z upadkiem Targaryen'ów i coraz bardziej przybliża nas do czasów, w których władzę przejmie inny ród. 
 
 

Link do opinii
Avatar użytkownika - Regalia
Regalia
Przeczytane:2024-02-04, Ocena: 6, Przeczytałam, 52 książki 2024,

Po cichu cieszę się na Taniec Smoków, bo moje drzewko genealogiczne powoli zaczęło się chwiać. No bo inaczej się nie da połapać w historii kto jest kim, jak nie wsiąść zeszyt i rozrysować. Ej na okładce pisze, że to Silmarillion dla Pieśni, i choć to istotne świadectwo, to jednak trochę mu do Tolkienowskiej biblii brakuje. Ale to nic nie szkodzi, ot taki zabieg, by się więcej kopii książki sprzedało.

 

Nooo, co tu mówić dużo - lubię świat Gry o tron, lubię serial, zaczęłam oglądać Ród smoka i tak po pierwszym sezonie zabrałam się za tą kronikę. Pseudo-kronikę. I trochę mi żal, że nie ma ekranizacji Podboju, że sobie (przynajmniej na dziś dzień) nie popatrzę na pieprzniętego Maegora, że nie zezłoszczę się na chutliwego Jaehaerysa i że nie pośmieję się z przewrotności księżniczki Saren. Ale może pieśnią przyszłości będzie jakiś serialik o nich. I jak już jestem przy serialu, to teraz bardziej rozumiem tylko zakreślone niesnaski sezonu pierwszego. Co prawda część pozmieniano, część wywalono i Laenor skończył lepiej, jednak te zmiany jakoś mi nie przeszkadzają. Może dlatego, że czas Tańca mamy przedstawiony przed trzech kronikarzy, a każdy z nich raczy nas coraz dziwniejszą, pikantniejszą opowieścią. I nie wiadomo, który z nich miał rację, a który tylko fantazję.

 

Wbrew temu, co myślałam, książka mnie zeżarła i czytałam ją nadwyraz szybko i sprawnie. Chociaż pierwsze rozdziały o Aegonie i jego siostrach są tak pokorne, iż widać, że 'piszący kronikę' pisze ją z ramienia wiernego, lizusowatego poddanego. Przychylny królom dobrym, zaś Maegorowi (bo to chyba na razie jedyna postać taka zła-zła),toby najlepiej przypiął czarcie rogi i wysłał do piekła.

No, Maegor dobry toto nie był, ale żeby aż tak po nim jechać? Hitlera nie przebijał. Niemniej szczyt przesłodzenia pojawia się z Dobrą Królową Alysanne, gdzie dziwię się, że żaden z poddanych nie zaproponował włączenia jej w poczet Siedmiu, skoro była tak dobra. I tyle dziecków urodziła, idealna klacz.

I tutaj pojawiło się dziwne przejście z ojca na syna, gdzie bez fanfar Viserys obejmuje tron. Jest to takie... ubogie? Dużo o nim nie piszą, niewiele mówią o dokonaniach (chyba ich nie miał) i hm... trochę to zalatuje Aenysem. Ooo, właśnie, zaczyna powoli robić się podobnie, jak za jego czasów.

 

Cóż, przede mną tom drugi - walka o Żelazny Stołek, która pewnie pochłonie więcej niż pół królestwa i wyczyści porządnie moje rozrysowane drzewko. Jestem tak ciekawa, że od razu chwytam za tom i zaczynam spoilować sobie kolejne sezony Rodu smoka ;)

Link do opinii

Fabularyzowany podręcznik historii Westeros. Dużo bohaterów, dużo się dzieje, ale szybko się czyta, tylko trzeba czytać uważnie, żeby się w tym wszystkim połapać.

Link do opinii

[współpraca reklamowa] Wydawnictwo Zysk i S-ka

Najpierw książka czy film? Jaka kolejność jest u Was?

,,Ogień i krew" rozpoczyna się opowiadaniem o Aegonie Targaryenie, zwanym Zdobywcą. Ten mężczyzna żył około 300 lat przed wydarzeniami, jakie miały miejsce w jednej z najpopularniejszej serii ,,Gry o tron". To on podbił Siedem Królestw, władał z Królewskiej Przystani, gdzie zasiadł na wielkim, metalowym  tronie. Tron ten wykonany był z stopionych, pogiętych mieczy wszystkich jego poległych wrogów. Wkrótce ten tron został nazwany Żelaznym Tronem Westeros.

Po podbiciu Siedmiu Królestw autor przeprowadza nas przez kolejne pokolenia tego rodu. Rodu, który jako jedyny był rodziną smoczych lordów.

Jak wyglądało życie w Westeros przed wydarzeniami opisanymi w ,,Grze o tron"? W jaki sposób Aegon I zdobył tyle królestw i dlaczego nie udało mu się podbić Dorne? Jakie związki małżeńskie zakładali bohaterowie tego rodu? Kto najdłużej panował w tej dynastii? Odpowiedź na te i wielu innych pytań znajdziecie po przeczytaniu książki napisanej w sposób kronikarski ,,Ogień i krew".

Autor po raz kolejny pokazał nam kawał dobrej roboty. Książka nie jest cienka, a ilość zawartej w niej bohaterów może spowodować zawroty głowy. Nie czyta się jej jednym tchem. Trzeba skupić się nie na 100 procent, ale na 200. Nie znaczy wcale to, że jest złą lekturą. Wręcz przeciwnie. Chociaż wymaga dużego skupienia, wciąga w świat Targaryenów bez reszty. Od Aegona I Zdobywcy po Aegona III zwanego Zguby Smoków, poznajemy historię tego intrygującego rodu. Od pierwszych stron miałam wrażenie, że nie jestem w świecie wymyślonym przez autora, ale że czytam podręcznik do historii. Gdy za bardzo dałam się ponieść wyobraźni, czułam, że autor opisuje coś co naprawdę mogło się wydarzyć. Co jak dla mnie jest dużym plusem tej części jak i całego cyklu. Nie każdy autor bowiem potrafi tak porwać czytelnika.

Na uwagę zasługują również wspaniale wykonane ilustrację przedstawiające postacie występujące w danym opowiadaniu. Moją uwagę zwróciły głównie ich wyrazy twarzy, który pokazuje jaki charakter miała ta dynastia.

Nie jest to lektura dla każdego z wielu powodów. Głównym to pewnie ta ilość bohaterów i przeróżnych nazw. Dla niektórych jest to zniechęcające by zagłębić się w książkę, a dla mnie akurat wielki plus.

Jeśli jesteście fanami ,,Gry o tron" i chcecie pogłębić swoją wiedzę o rodzie Targarynów, to bardzo polecam ,,Ogień i krew. Ród smoka".

Link do opinii
Avatar użytkownika - Cantata
Cantata
Przeczytane:2019-02-10, Ocena: 5, Przeczytałam, Mam,

Choć nie jest to ta książka Martina, na którą czekałam z utęsknieniem (mam oczywiście na myśli kolejną część "Pieśni Lodu i ognia"), to nie mogłam przegapić takiej okazji i nie sięgnąć po dzieło, które wyszło spod pióra jednego z moich ukochanych (choć nieco leniwych-to oczywiście pisze z przymrużeniem oka) twórców. W sumie muszę przyznać, że jestem zadowolona, bo "lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu". Jeśli lubicie twórczość Tolkiena, to z pewnością nieobcy wam jest Silmarillion, książka która jest po części kroniką a po części przewodnikiem po Śródziemiu. "Ogień i Krew" to taki Silmarillion Martina. Byłam zachwycona bogactwem historii i tradycji związanej z dynastią Targaryenów. Książka ta, przypomniała mi za co kocham cały cykl "Pieśni lodu i ognia". Cieszę się, że dane mi było przeczytać te wspaniałe historie o dawno zmarłych władcach, z których każdy kolejny był bardziej szalony od swojego poprzednika. Martin po raz kolejny udowodnił, że jego wyobraźnia działa na najwyższych obrotach. No i umielił nam czekanie na wielki finał. 


Wiele stuleci przed wydarzeniami opisywanymi w pierwszym tomie cyklu, Grze o tron, Targaryenowie – jedyna rodzina smoczych lordów, która przeżyła zagładę Valyrii – zamieszkali na Smoczej Skale, nad którą panowali przez z górą dwa stulecia, nim postanowili podbić całe Westeros. Ogień i krew zaczyna się opowieścią o legendarnym Aegonie Zdobywcy, który stworzył Żelazny Tron, a następnie opisuje dzieje kolejnych pokoleń Targaryenów walczących o utrzymanie tego słynnego krzesła, aż po wojnę domową, która omal nie zniszczyła ich dynastii - notka wydawnicza. 

Z początku zamierzałam napisać recenzję podobną do wielu innych, napotkanych przeze mnie na różnych portalach literackich, czy to polskich czy zagranicznych. Zamierzałam zaatakować autora, wypomnieć brak szacunku czytelników, zapytać gdzie jest kolejna część kultowej już "Pieśni lodu i ognia"? Jednak kiedy zaczynałam pisać, przypomniał mi się przeczytany niedawno artykuł, w którym jeden z moich ulubionych pisarzy Neil Gaiman, powiedział "George R.R Martin is not your bitch", co w wolnym tłumaczeniu znaczy "George R.R Martin nie jest twoją dziwką". Długo zastanawiałam się nad tym zdaniem i doszłam do wniosku, że mówi ono samą prawdę. Choć jako wierna fanka gry o tron, smoków, Westeros, Johna Snow i całego realmu, z niecierpliwością czekam na kolejną część cyklu, tak z drugiej strony jestem w stanie zrozumieć również autora. Martin nie jest twórcą pokroju Grahama Mastertona czy Stephena Kina, którzy piszą po jednej lub nawet więcej książek na rok. Na kolejne publikacje trzeba czekać długo. Niektórzy zdążą już zapomnieć o czym były poprzednie tomy i muszą zaczynać od początku. Teraz jest nieco łatwiej, gdyż mamy dostęp do ekranizacji. Jednak, choć fabuła serialu, dawno wyprzedziła książkę, to setki fanów cyklu, nadal czekają. Autor z pewnością zdaje sobie sprawę z rzeszy niezadowolonych, zdesperowanych fanów, przeglądających internet w poszukiwaniu informacji o dacie premiery. Ludzie Ci (ze mną włącznie) wywierają na niego wielką presję, poniekąd zmuszają do pracy. Naciskają, wymuszają, jęczą i grożą. Tworzenie w takich warunkach nie może być niczym przyjemnym, dlatego bym się wcale nie zdziwiła, gdyby Martin zrezygnował z napisania kolejnych tomów. Po przemyśleniu postanowiłam już nie pytać i nie naciskać tylko cierpliwie czekać na to, co będzie dalej. Ta recenzja nie będzie zatem narzekaniem na opieszałość autora tylko relacją z przygody, jaką było czytanie "Ognia i krwi". 


Na wstępie muszę powiedzieć, że książka ta nie jest powieścią. Jest to książka historyczna, napisana dokładnie tak jak nakazuje gatunek, z punktu widzenia wszystkowiedzącego narratora-kronikarza. Jest to wymyślona opowieść o wymyślonym świecie, jednak to nadal historia, więc jeśli nie lubicie książek tego typu, to już na wstępie radzę wam sobie odpuścić. Jak większość książek opisujących dawne dzieje, bitwy, walki o tron, zakazane związki, rodzinne niesnaski, tak i ta jest nie do przełknięcia za jednym razem, choć jeśli znajdzie się taki śmiałek, to nie zawaham się i uścisnę mu rękę. Osobiście uważam, że ród Targaryenów, był najbardziej barwny, interesujący a zarazem "niepokojący" ze wszystkich rodów wykreowanych przez autora. Nie ma w tym nic dziwnego, zawsze pociąga nas to co brudne, kontrowersyjne czy po prostu inne. Targaryenowie byli potężni dzięki temu, że łatwo wchodzili w związki kazirodcze i nie dopuszczali do siebie "obcej" krwi. Byli piękni, groźni, odważni i dążyli do celu po trupach. No i oczywiście mieli smoki. "Pieśń lodu i ognia" to jeden z tych cyklów fantasy gdzie samej magii jest jak na lekarstwo. Bardziej liczy się polityka. Dlatego jak tylko się dowiedziałam, że wydana zostanie historia Targaryenów i ich smoków to nie mogłam się doczekać daty premiery, bo to właśnie za ich czasów magia była jeszcze "żywa". Muszę wam przyznać, że jestem geekiem jeśli chodzi o "Grę o tron". Najchętniej weszłabym do książki i chodziła po świecie Martina, zaglądając pod każdy kamień. Niestety autor nie ma tej lekkości pióra ani tej fantazji i umiejętności budowania świata jak Tolkien, jednak to co stworzył, nadal wciąga bez reszty i sprawia, że z tomu na tom chcemy coraz więcej. "Ogień i krew" zdecydowanie podbiła moje serce dzięki temu, że jest niezwykle szczegółowa i dostarcza na pozór mało istotnych i niepotrzebnych faktów. Niektóre historie są nam już znane z poprzednich książek, inne opowiadają o całkowicie nowych wydarzeniach, a jeszcze inne rzucają inne światło na całą linię fabularną. Dopiero po przeczytaniu tej książki dowiedziałam się jaka była historia Westeros pod panowaniem Targaryenów, jak twardy i zimny był to ród i jakich szalonych zrodził władców. Oczywiście Gra o Tron przygotowała mnie na najgorsze, jednak to co przeczytałam tutaj wprost wyrzuciło mnie z butów. 


Tom pierwszy "Ognia i krwi" obejmuje czas od panowania Aegona Zdobywcy do jego szóstego następcy Aegona III, który zasiadł na Żelaznym Tronie 130 lat po tym, jak Aegon Smok i jego siostry po raz pierwszy postawili stopę w Westeros. Wnikliwy czytelnik zauważy, że część z tych historii została już opisana w "Świecie lodu i ognia. Nieznana historia Westeros i Gry o Tron", jednak tam dzieje Targaryenów zajmowały zaledwie 50 stron, a tutaj ponad 600, i to dość małym drukiem. Oczywiście nie udało się uniknąć powtórzeń, często nawet całych fraz, jednak "Ogień i krew" zawiera również całkowicie nowe informacje i fakty, które poszerzają naszą wiedzę o Siedmiu Królestwach, ich polityce, władcach i wojnach, które były ich udziałem. Spotkamy tutaj wielu bohaterów, którzy wspominani są w "Pieśni lodu i ognia", tych do których wielkości i sławy aspirują nasi bohaterowie, nawet ponad 300 lat później. Jedną z moich ulubionych historii jest ta o Podboju. Aegon, Visenya i Rhaenys to bohaterowie, którzy wydają się niezwykle "żywi" a bitwy, które toczą są wręcz epickie. Uwielbiałam również króla Jaehaerysa I i jego żonę, dobrą królową Alysanne. Jaehaerys wstąpił na tron w 48 r. ,w wieku czternastu lat, aby rządzić Siedmioma Królestwami przez następne pięćdziesiąt pięć lat, aż do śmierci naturalnej śmierci w 103r. Maester Umbert mówił, że Aegon Smok i jego siostry podbiły Siedem Królestw, ale to Jaehaerys Rozjemca naprawdę je zjednoczył. Bajka!


Choć George R.R Martin ma wielu krytyków, choć zarzucają mu lenistwo, ściąganie żywcem z historii Anglii i Europy, tak nie ma chyba nikogo kto nie słyszał by o jego fenomenalnym cyklu. O autorze można powiedzieć wszystko tylko nie to, że nie potrafi pisać i porwać za sobą czytelników. Musi o tym świadczyć fakt, że ja, osoba która spała na lekcjach historii a klasówki odpisywała od kolegów, czytałam z szeroko otwartymi oczami. Zapamiętywałam te setki dat i nazwisk, miejsc i bitew, choć wiedza ta w gruncie rzeczy jest mi do niczego nie potrzebna. Barwo Panie Martin, udało się panu zrobić ze mnie nerda. Jeśli jesteście zapalonymi czytelnikami "Pieśni lodu i ognia" to jest to coś dla was, wspaniała lektura uzupełniająca. Polecam. A sama biorę się za tom II. 

Link do opinii
Avatar użytkownika - Tadas
Tadas
Przeczytane:2023-01-12, Ocena: 4, Przeczytałem,
Inne książki autora
Świat lodu i ognia
George R.R. Martin0
Okładka ksiązki - Świat lodu i ognia

Jeśli przeszłość jest prologiem, w takim razie arcydzieło George’a R. R. Martina – najbardziej pomysłowa i frapująca saga fantasy naszych czasów...

Ręka umarlaka
George R.R. Martin0
Okładka ksiązki - Ręka umarlaka

Prywatny detektyw i samozwańczy stróż sprawiedliwości na tropie sprawcy mordu, który zmieni bieg świata. Poczwarkę, kobietę o przezroczystej...

Zobacz wszystkie książki tego autora
Recenzje miesiąca
Upiór w moherze
Iwona Banach
Upiór w moherze
Jemiolec
Kajetan Szokalski
Jemiolec
Pożegnanie z ojczyzną
Renata Czarnecka ;
Pożegnanie z ojczyzną
Sprawa lorda Rosewortha
Małgorzata Starosta
Sprawa lorda Rosewortha
Szepty ciemności
Andrzej Pupin
Szepty ciemności
Gdzie słychać szepty
Kate Pearsall
Gdzie słychać szepty
Góralskie czary. Leksykon magii Podtatrza i Beskidów Zachodnich
Katarzyna Ceklarz; Urszula Janicka-Krzywda
Góralskie czary. Leksykon magii Podtatrza i Beskidów Zachodnich
Zróbmy sobie szkołę
Mikołaj Marcela
Zróbmy sobie szkołę
Księga zaklęć
Agnieszka Rautman-Szczepańska
Księga zaklęć
Pokaż wszystkie recenzje
Reklamy