Pokój kołysanek

Wydawnictwo: Edipresse Książki
Data wydania: 2018-11-14
Kategoria: Obyczajowe
ISBN: 9788381176415
Liczba stron: 320

Ocena: 5.47 (19 głosów)

Ta historia ma swoje korzenie w rzeczywistości. Wszystko zaczęło się w 2005 roku, kiedy David Deutchman, emerytowany nauczyciel rozpoczął rehabilitację w jednym ze szpitali w Atlancie. Pewnego dnia, po skończonych zabiegach, zatrzymał się na oddziale dziecięcym i stanął za szybą, która oddzielała go od noworodków. Nie mógł oderwać wzroku od maluchów, aż w końcu zapytał pielęgniarkę, czy dla osoby w jego wieku nie znalazłby się w szpitalu jakiś wolontariat. Wtedy też po raz pierwszy wziął na ręce malucha, który zanosił się płaczem i trudno było go uspokoić. Dziecko, głaskane i przytulane przez przypadkowego człowieka, zasnęło w końcu w jego ramionach. David został zatrudniony w szpitalu jako profesjonalny ,,przytulacz" noworodków, które z różnych powodów nie mogły wrócić do domu. I robi to nadal, nieprzerwanie od dwunastu lat...

,,Pokój kołysanek" jest inspirowany tą właśnie historią.

Joachim ma osiemdziesiąt pięć lat i pracuje w jednym ze szpitali położniczych jako wolontariusz. Pomaga wcześniakom przetrwać najtrudniejsze chwile, tuląc, głaszcząc i opowiadając im historie swojego życia. Najczęściej pojawia się w nich jego największa miłość, którą zawiódł bardziej niż siebie samego.

Joachim i Helena, Marysia i Maria, Marta i jej mąż, który nie radzi sobie z rzeczywistością - wszyscy oni w ,,pokoju kołysanek" będą szukać odpowiedzi na pytania, czy można odzyskać stracone marzenia i oswoić tęsknotę za tym, co było? Co w życiu jest najważniejsze i jak cenne potrafią być wspomnienia? Czy miłość ma wiek? Czy kiedykolwiek się kończy? Dwadzieścia cztery dni grudnia mogą zmienić wszystko. A cudem nie zawsze jest prezent pod choinką.

Kup książkę Pokój kołysanek

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
REKLAMA

Zobacz także

Opinie o książce - Pokój kołysanek

Avatar użytkownika - Ksebardo
Ksebardo
Przeczytane:2019-11-21, Ocena: 6, Przeczytałam, 52 książki 2019,

Co to była za wzruszająca książka! 💕
O najmłodszych wojownikach, wcześniakach, które potrzebują przede wszystkim jednego - miłości. Historia inspirowana jest prawdziwymi wydarzeniami.
Joachim ma 85 lat i jest wolontariuszem w szpitalu. Zajmuje się przytulaniem wcześniaków. Przy okazji opowiada im historie swojego życia. Historia zdecydowanie chwyta za serce!
To moje pierwsze spotkanie z @nataszasocha ale na pewno nie ostatnie! Zakochałam się... A jeszcze jedna książka autorki czeka na mojej półce. ❤ W tej historii nic nie jest banalne. Nie wszystko układa się tak cukierkowo jak byśmy myśleli. Idealna książka na świąteczne wieczory, ponieważ akcja rozgrywa się w grudniu. Tuż, tuż przed świętami. 🎄🎁
Przepiękna historia i z czystym sumieniem polecam. 👍🏼

Link do opinii

Każda powieść Nataszy Sochy po którą sięgam, jest jak z innej bajki. Każda jest bombką o innym kształcie, kolorze i rozmiarze wiszącą na choince życia. Natasza Socha jest jedną z niewielu autorek, która każdą książkę potrafi napisać totalnie inaczej, poruszyć inne struny w człowieku i uraczyć nas czekoladką z innym nadzieniem. Nie potrafię dostrzec schematu czy choćby jakiejś wspólnej nitki... Ot, uczta literacka za każdym razem w innym wymiarze. Gdzie zaproszeni zostaliśmy tym razem?


"Nieważne, co się robi, byle w miejscu, które jest nam przeznaczone." *


Płaszczyzna 1 - rok 2015 - teraźniejszość
Joachim ma osiemdziesiąt pięć lat i od dwóch jest wolontariuszem na Oddziale Neonatologii szpitala w Poznaniu. Nie robi dzieciom zastrzyków, nie przewija, nie podaje lekarstw ani nie robi badań... Zresztą zostało udowodnione, że maluchy bardziej potrzebują przytulania niż leków. Joachim jest przytulaczem terapeutycznym - głaszcze, przytula i koi opowieściami wszystkie te dzieciątka, które zbyt wcześnie przyszły na ten świat.
Raczy wcześniaki historiami z przeszłości - opowiada o poznawaniu nowych ludzi, walce ze smutkiem oraz o podróżach, których odbył naprawdę dużo - Wenecja, Portugalia, Budapeszt, Kijów, Grecja, Turcja czy Moskwa... Właściwie nie widać końca...
Każdemu dzieciątku próbuje też opisać miłość swojego życia, ale po tym jak wymieni jej imię, zacina się... Jest mu zbyt trudno... Po sześćdziesięciu latach nadal boli... Co się wtedy wydarzyło?


Płaszczyzna 2 - lata 1952-54 - przeszłość
To właśnie do tych chwil powraca staruszek w poznańskim szpitalu kiedy wspomina młodość.

Tego grudniowego dnia los tak pokierował krokami młodego chłopaka, że trafił wprost do domu dziecka prowadzonego przez Rozalię i Helenę. Męska ręka bardzo się przydała i z każdym dniem stawał się coraz bardziej niezbędny. Joachim zaskarbił sobie sympatię dzieci oraz Heleny. Ale niespokojny duch podróżnika nie chciał poddać się bez walki...Czy ta miłość ma szansę na szczęśliwy finał?

"To nie sukces jest ważny, nie praca, nie uroda i nie lista dyplomów, które udało nam się zdobyć.
W życiu najbardziej potrzebny jest nam dotyk drugiego człowieka.
Chyba właśnie po to ktoś wymyślił miłość." **


To książka nie tylko o Joachimie, staruszku przytulającym wcześniaki.
To książka nie tylko o siostrze Marii, wielbicielce fascynatorów.
To książka nie tylko o dzieciakach z Koralików i ich marzeniach.
To książka nie tylko o utraconym uczuciu czy samotności.
To przede wszystkim książka o tym, że należy wierzyć.
O tym, że jesteśmy stworzeniami stadnymi i jak ważne jest poczucie bezpieczeństwa.
O tym, że przed wieloma rzeczami możemy uciec, ale nie przed własnym sumieniem.
O tym, że nie każdy potrafi poświęcać się dla innych, a tacy ludzie są bardzo potrzebni.


"Czułość jest magią. Oswaja największe lęki i ucisza demony. I nawet jeśli wydaje nam się, że dla niektórych dzieci jest już za późno, to ja wiem, że jest inaczej." ***


Dla mnie osobiście ta książka ma szczególny wymiar - moja córcia urodziła się jako wcześniak - 1950 gram kruchego szczęścia. Troszkę trwało zanim mogłam ją przytulić... Jedynie jak Joachim - głaskać wkładając rękę do inkubatora. Jej stan był naprawdę dobry, dziesięć punktów Apgar, ale inne maleństwa na neonatologii walczyły o każdy oddech co obwieszczała złowieszczo pikająca aparatura.


"...jak coś tak maleńkiego, kruchego i bezbronnego może wyzwalać tak silne emocje." ****


Podsumowując - "Pokój kołysanek" to kilka wątków chwytających za serce (zapisanych w formie kalendarza adwentowego - od pierwszego dnia grudnia aż do Wigilii). Dzieci porzucone lub osierocone w czasie wojny, wcześniaki walczące o każdy kolejny dzień i miłość, której nie zawsze dane jest szczęśliwe zakończenie. Jest to opowieść o prezentach robionych sercem, o chłopcu maleńkim jak kiść winogron i o tym, jak czasami niewiele brakuje, by nie uciekło nam przed nosem to, na co najbardziej czekamy. Wyjątkowa i magiczna powieść, przy której nie umiałam powstrzymać łez...

* N. Socha, "Pokój kołysanek", Edipresse Książki, Warszawa 2018, s. 74
** Tamże, s. 88
*** Tamże, s. 60
**** Tamże s. 15

recenzja pochodzi z mojego bloga:

Link do opinii
Avatar użytkownika - Spadlomizregala
Spadlomizregala
Przeczytane:2018-11-20, Ocena: 6, Przeczytałam,

O niezdecydowaniu kobiet można pisać książki. Nie dotyczy to oczywiście wszystkich, jednak są takie jak ja, którym trudno dogodzić. Choć – jak się tak głębiej zastanowię i powiążę to z pojawiającymi się ostatnio uderzeniami ciepła – mogłabym zwalić wszystko na atakującą menopauzę. Jako że mówią mi, że to trochę za wcześnie, niczego z niczym nie wiążę i biorę wszystko na klatę: bywam niezdecydowana. Do czego zmierzam? Ano do tego, że czuję lekką irytację, gdy od października bombardowana jestem zewsząd zapowiedziami świątecznych historii. Podobno jedna lepsza od drugiej. Ukrzyżujcie mnie, ale naprawdę nie umiem poddać się tej atmosferze czytania o dobrych ludziach, uczynkach i odbudowujących się przy wigilijnym stole relacjach. Tak już mam. Jest jednak grono pisarek, którym wybaczam tego typu powieści. Wiąże się z to z pewnością, że nie będzie to tak zwana sztampa. Nic więc dziwnego, że sięgnęłam po Pokój kołysanek Nataszy Sochy. Przygotowałam się odpowiednio – gorąca herbata, bo przecież wszystko dzieje się w grudniu, ciepły koc i zapas chusteczek (całe pudełko, wszak ma być mowa o przytulaniu niemowlaków! Będzie płacz). Spodziewałam się ciepłej, podnoszącej na duchu, wzruszającej historii, która otuli mnie błogą, świąteczną atmosferą. I co? I… że tak literacko powiem … i dupa!

O tym, że Pokój kołysanek jest oparty na faktach, dowiecie się już z okładki. Autorka stworzyła polski odpowiednik Davida Deutchmana – ponad osiemdziesięcioletniego Joachima, który każdego niemal dnia przychodził do jednego z poznańskich szpitali, by przytulać noworodki i opowiadać im przepiękne historie, których był świadkiem podczas swoich podróży po świecie. Te opowieści są inspirowane prawdziwymi wydarzeniami. Ich bohaterem był… dziadek autorki, która jest spadkobierczynią jego pamiętników. Już samo to powoduje, że lektura Pokoju kołysanek nabiera pewnej wyjątkowości. Jednak błędem byłoby ograniczanie się do stwierdzenia, że o tym właśnie jest ta książka. Jej budowa przypomina trochę kalendarz adwentowy – możecie sobie dawkować po jednym rozdziale każdego dnia, kończąc w Wigilię. Każdy rozdział to podróż nie tylko w piękne miejsca odwiedzane przez Joachima, ale także opis drogi, którą przeszła jego niespełniona miłość do wyjątkowej kobiety. I tutaj da się „wyczuć”, że to książka Nataszy Sochy, bowiem opowiada o tym po swojemu – bez słodko-pierdzących „ochów”, „achów” i wyegzaltowanych wyznań.

Wracając do mojego rozczarowania. Po dwóch godzinach czytania Pokoju kołysanekzaobserwowałam i odczułam co następuje: ból pleców (bo jak nie menopauza to bóle krzyża), zimno (bo miałam się okryć i zapomniałam – skleroza), suchość w ustach (zimna herbata wcale nie jest przyjemna, gdy za oknem mróz) i – uwaga – żadnej zużytej chusteczki. Pomyślałam sobie: „oj, Socha, w kulki poleciałaś. Miało być świątecznie, miałam mieć zaliczoną choć jedną bożonarodzeniową lekturę, miałam wyć przez całe 297 stron! Tymczasem zostało mi raptem kilka do końca i nic! Jak mogłaś mnie tak rozczarować?!”.  I wtedy właśnie dotarło do mnie, że połknęłam tę książkę w dwie godziny, zapominając o całym świecie. Nie zważałam na ból, suchość w ustach i zimno. Jak mawiał mój ojciec: „wsysło mnie”. A chusteczki? Kilka ostatnich stron wystarczyło, bym zużyła wszystkie.

Jeśli macie jakiekolwiek wątpliwości co do wyboru z listy świątecznych książek, tę polecam Wam szczególnie. Przede wszystkim dlatego, że nie jest to kolejna taka sama powieść, że nie znajdziecie w niej klasycznego przesłania „kochajcie się i bądźcie dla siebie dobrzy”. Ta historia wydaje się niezwykle osobista – nie przez wzgląd na Sochę, ale z uwagi na głównego bohatera, który bardzo powoli wpuszcza nas do swojego życia, powodując, że chciałoby się go przytulić. Dla mnie to więcej niż najpiękniejsze przesłanie.

Link do opinii
Avatar użytkownika - NicoMinoru
NicoMinoru
Przeczytane:2021-08-21, Ocena: 5, Przeczytałam,
Avatar użytkownika - Lenka83
Lenka83
Przeczytane:2020-01-03, Ocena: 4, Przeczytałam, 2020,
Avatar użytkownika - kasia441
kasia441
Przeczytane:2019-08-27, Ocena: 6, Przeczytałam, 26 książek 2019,

"Czułość jest magią. Oswaja największe lęki i ucisza demony. ... Każdy potrzebuje blisości. W każdym wieku"

Fikcja literacka połączona z prawdziwymi historiami, teraźniejszość przeplatana wspomieniami. Dla mnie rewelacja

Link do opinii
Inne książki autora
Zaczarowane
Natasza Socha0
Okładka ksiązki - Zaczarowane

Ta historia wydarzyła się naprawdę. I nadal wydarza, niemal każdego dnia, w różnych miejscach na świecie. Cztery kobiety, które zaufały oszustowi...

Apteka marzeń
Natasza Socha0
Okładka ksiązki - Apteka marzeń

Człowiekowi wydaje się, że jest odporny na śmierć. Że jest objęty ochroną, chociaż inni przecież umierają. Pędzimy samochodami, skaczemy ze spadochronami...

Zobacz wszystkie książki tego autora
Recenzje miesiąca
Domek na końcu świata
Danuta Noszczyńska
Domek na końcu świata
Kilka niedużych historii
Katarzyna Wasilkowska
Kilka niedużych historii
Sercem i rozumem
Wojciech Sobina
Sercem i rozumem
Dobry chłopak
Iwona Wilmowska
Dobry chłopak
Bez opamiętania
Paulina Wysocka-Morawiec
Bez opamiętania
Pokaż wszystkie recenzje
Reklamy