Powrót

Wydawnictwo: Wydawnictwo IX
Data wydania: 2020 (data przybliżona)
Kategoria: Horror
ISBN: 9788395630187
Liczba stron: 356
Język oryginału: polski

Ocena: 5.5 (4 głosów)
Inne wydania:

"Oto nadchodzi wielki finał, wieńczący dzieło danse macabre, gdzie pośród szarpania i kotłowania rozpadają się ludzkie formy, zlewając się we wrzącą, broczącą krwią, poskręcaną kupę mięsa i żył. Łapiemy cuchnące czerwonym odorem powietrze, mokrzy od lepkiego, wstrętnego potu. Z góry wszystko dobrze widać, obserwujemy zastygłą publiczność, której zapadająca nad sceną cisza i gasnące powoli światła nie mogą wyrwać z odrętwienia. Dopiero opadnięcie czarnej jak noc kurtyny wybudza ich z letargu."

 

Tagi:

Kup książkę Powrót

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
REKLAMA

Zobacz także

Opinie o książce - Powrót

Wydawnictwo mało znane poza kręgami wielbicieli weird fiction. Niewielki tomik, niepozorna okładka. Pozory naprawdę mylą - dzięki prozie Wojciecha Guni mogłem się o tym przekonać. Opo­wia­da­nia Woj­cie­cha Guni czyta się, jakby były efek­tem taj­nej współ­pracy Bru­nona Schulza, Franza Kafki i Tho­masa Ligot­tiego. To nastro­jowa proza sku­piona na spra­wach ostatecznych. Dawid Kain - pro­zaik, tłumacz Woj­ciech Gunia to twórca świa­domy. W Pol­sce dawno nie było lite­ra­tury grozy o takim poten­cjale inte­lek­tu­al­nym, o tak nie­ba­nal­nym podej­ściu do języka. Zbiór "Powrót" powi­nien być wyda­rze­niem wśród wiel­bi­cieli nie­sa­mo­wi­to­ści metafizycznej. Mate­usz Kopacz -- tłu­macz, redak­tor por­talu "hplovecraft.pl" Cóż za kosmiczna afera! Jak nie­by­wałe pisar­skie ambi­cje! Co za styl! Zaprawdę, powia­dam wam: się­ga­jąc po "Powrót" Woj­cie­cha Guni, paku­je­cie się w poezję, meta­fi­zykę i grozę. Nie mów­cie, że nie ostrzegałem. Jakub Winiar­ski -- pisarz, nauczy­ciel pisa­nia, red. nacz. "Nowej Fan­ta­styki" w latach 2010 - 2013 Właściwie opinie okładkowe zbiorku, który wygrałem u Okiem na Horror, wyczerpują sedno piękna tych opowieści. Mogłoby się wydawać, że te słowa to tylko puste pochwały bez pokrycia - kto tak uważa, zmieni zdanie już po pierwszych akapitach. Pierwsza moja styczność z polskim twórcą weird to czasopismo Brama (samo w sobie bardzo ciekawe), numer 1, opowiadanie "Raport z placu budowy". Wielowarstwowo niepokojące, odnoszące się do wierzeń, szukające prawd ostatecznych, koszmarne, zimne, tchnące samotnością i beznadzieją. Nie tylko treść była tu jednak wyznacznikiem jakości. Język, jakiego używa ten polonista poraża swym bogactwem i zręcznością w konstrukcji. Słowa rezonują, przyciągają i nie pozwalają się oderwać od treści. Nie inaczej jest w "Powrocie". Nieco zbyt drobna czcionka okłada się w gęsty strumień słów, które zasysają naszą uwagę z efektywnością mokradła otaczającego mroczny matecznik. Jak wiele ech klasyków fantastyki można tu znaleźć wie zapewne tylko autor i najbardziej wytrawni bibliofile. Moje pierwsze skojarzenia to wzmiankowany już Kafka (atmosfera), Meyrink (puste ulice, które niekiedy przejawiają lovecraftiańska skłonność do gubienia geometrii niczym w R'lyeh) i Schulz (barokowe rozpasanie języka). Ligottiego znam niestety tylko z jednego opowiadania, ale też da się wyczuć pewne podobieństwa. Ale to nie wszystko. Miałem wrażenie powrotu do prozy Edgara Allana Poe gdy przemierzałem korytarze Domu, słyszałem narrację podobną do niektórych opowiadań Howarda Phillipsa Lovecrafta w Kombinacie - jakże cyberpunkowym w treści, przywodzącym na myśl film Metropolis. Odniesienia historyczne w "Ciemności..." - budzące emocje elementy komunizmu i nazizmu, tych dwu oblicz lewicowego dyktatu, rozproszona władza tak podobna do realizujących się dziś tez Antonio Gramsciego wspominanego przez Stanisława Michałkiewicza, i ponownie Metropolis. Niepokojące rozwarstwione szaleństwo w "Synu", archetyp drogi i podróży w tytułowym "Powrocie", a gdy już myślimy że nic nas nie zaskoczy, dostajemy "Spisek", ale też pisanie o pisarstwie - czyli "Zachwyt" i teatr świata w "Słowach" Cyberpunkowy układ opresji ludzi przez władzę/system (czasem spersonifikowanych w postaci górującej nad równiną fabryki, czy centralnej osi jaką jest zamek) przewija się w różnych odcieniach i natężeniu, ale to poetycki język wyciska z tych odcieni szarości ostatnie krople wyrazistości. Dlaczego tak zwracam na to uwagę? Marshall McLuhan mówił, że środek jest przekazem (a może być tak na wielu poziomach - może monolit jednolitych stron pokrytych drobnym drukiem jest zabiegiem celowym, mającym nas zamknąć w szarych, przeciętych wąskimi przejściami oszczędnych dialogów ścianach nierealnego miasta i odizolować?) - Wojciech Gunia bardzo dba o swój przekaz. Operuje literacka materią precyzyjnie, wie jak dawkować natężenie emocji, gdzie rozmyć obraz, kiedy przeciąć opowieść oszczędnym dialogiem. Świetny tłumacz Mateusz Kopacz nazwał go "twórcą świadomym" - jest nim do tego stopnia, że nawet niejako puszcza oko do czytelnika, pisząc o zmienności, niepewności słów i ich subiektywnym, niepełnym odbiorze. Przerażające jest niejakie wdrukowanie czytelnika i recenzenta w treść, poprzez przewidzenie zaraźliwości tego stylu w pełnej rozmachu wariacji na temat burroughsowskiego języka - wirusa. Świadomy jest relacji nadawca odbiorca i korzysta z bardzo pojemnych kanałów. Rozbudowane, soczyste zdania malują zimną, okrutną, wyludnioną rzeczywistość. Nie trzeba się zgadzać z nią w pełni, ale i tak nas otuli i oczaruje zimnym welonem mgły, zasłaniając jesienne słońce deszczową chmurą, zagłuszając gwar ulicy wyciem wiatru na pustyni. Nie zaraża nas jednak smutkiem, za jedynie pragnieniem powrotu do zamkniętego w opowieściach świata. Lubię długie, złożone zdania, które można wielokrotnie smakować warstwami, a czasem wręcz ma się ochotę odczytać je na głoś i porwać się magii ich brzmienia. Narastająca groza - wbrew powszechnym mniemaniom - nie opiera się tu na brutalizacji i hektolitrach krwi. Zdarzają się naturalistyczne opisy, jak ten w wezwaniu, ale ten horror jest bardziej egzystencjalny, wynikający ze zrozumienia małości człowieka i próby naszkicowania sił rządzących jego losem - któremu w pełnym oświeceniu poddaje się z rezygnacją, płynie z falą z obojętnością godną mistrza zen. Groza jest poza człowiekiem, ale nie tak ponadświatowa, jak u Wielcy Przedwieczni. Straszne jest już samo niedookreślenie zagrożenia, rozmycie, nieuchwytność - nawet, gdy bohater staje z nim twarzą w twarz. Malowanie obrazu takimi muśnięciami pióra sprawia, że mamy wrażenie czytania poezji. Trudno tu jednak szukać radości czy uniesień - króluje beznadzieja, walka jest skazana na niepowodzenie, decyzje bywają złe lub gorsze, a szczęśliwe zakończenia nie istnieją. Z całą mocą paradoksu, ten nieludzki świat budzi w sumieniu najbardziej ludzkie struny. Nie oblepia nas to wszystko brudem, nie budzi chorobliwej fascynacji profanum, ale przyciąga. Konsekwentne igranie z formą przywodzi na myśl Philipa K. Dicka w płaszczu utkanym z gotyckiej grozy, który nieufnym spojrzeniem wyławia przerażające twarze i cienie w pęknięciach osnowy rzeczywistości. Mnogość odniesień, które nawet nieświadomie zauważamy w gorączkowym opętaniu tym rytmem, nie oznacza jednak kalki, banału, zapożyczenia. Miażdżąc okruchy witraży twardą pięścią słowa, składa z nielicznych okruchów całkiem nowy obraz, zapychając szczeliny szklanym pyłem, który i tak podda się wichrowi z zaświatów, odsłaniając przerażające głębie. Lubię spotykać takie perełki. Niech ci, którzy nie boją się spotęgowania jesiennej melancholii sięgną po tomik czym prędzej.
Link do opinii
Avatar użytkownika - bookwmkesie
bookwmkesie
Przeczytane:2021-05-25, Ocena: 5, Przeczytałam, Mam,

Jestem osobą, która nie ma wymogów, jeżeli chodzi o jakąkolwiek literaturę. Lubię i czytam przeważnie to, co wpadnie mi w ręce prócz romansów i okładek z gołymi klatami przystojnych panów wiec już wszystko wiadomo. Bardzo lubię za to książki grozy, horroru, fiction, Sc-fi itp. Lubię książki, jakie ma w swojej ofercie Wydawnictwo IX między innymi „Zabawki” lub „Genius Loci”, „Ciemna strona księżyca”, „Bilet w tamtą stronę”

Tym razem w moje ręce trafiła książka Wojciecha Gunia „Powrót” Moje pierwsze spotkanie z tym autorem i od razu powiem a raczej przyznam się, że po mimo przeczytania książki i dwóch razy przesłuchania jej w formie audiobooka miłości od pierwszej strony nie było. Lecz nie piszę, że jest zła czy coś w życiu pięknym, ale to nie dla mnie ta pozycja. Lektura dla osób wymagających, znających się na tym gatunku i będący pasjonatem opowiadań weird fiction.

Książka a w zasadzie opowiadanie wymaga od czytelnika ciągłego skupienia się na treści.

13 opowiadań, które według mnie powodują uczucie lęku, mroczności przed światem na zewnątrz. Każde z opowiadań powoduje we mnie różne odczucia, jakich nie jestem w stanie opisać, ale to chyba, dlatego że nie znam się na filozofii, której w tej pozycji jest dużo. Oczywiście to moje zdanie, więc mogę się mylić. Każdy, który oczekuję czegoś od literatury tutaj na pewno odnajdzie coś dla siebie.

Ja z całego serca dziękuję Wydawnictwu za możliwość zrecenzowania i będę szczera, że te książkę będę pamiętała chyba najbardziej. Jeżeli ktoś szuka czegoś lekkiego w niedzielny poranek to niech poszuka w innym dziale, ale jeżeli jesteś wymagający i chcesz czegoś nowego to polecam, bo wydaje mi się, że autor genialny w swojej dziedzinie.

 

Link do opinii
Avatar użytkownika - biblia_horroru
biblia_horroru
Przeczytane:2021-04-04, Ocena: 5, Przeczytałem, Mam, 52 książki 2021,

Moja tchnąca przygnębieniem przygoda z prozą Wojtka Guni zaczęła się od ... przeczytania posłowia do "Dunkela" Kuby Bielawskiego - książki ziejącej takim umartwieniem, że Pan Gunia pasował do niej jak ulał. Dlaczego pasował, o tym przekonałam się dopiero przy lekturze jego autorskiego dzieła. Padło zupełnie przypadkiem na debiutancki zbiór opowiadań. Zupełnie nie w moim stylu tak zaczynać od początku, ale tak wyszło. Moja przeprawa przez "Powrót" trwała od jesieni. Czytałam sobie po jedynym max dwa opowiadania na jeden rzut.

I co Wam muszę wyznać na wstępie, to nie każdy werid pachnie Lovecraftem. Nie wszyscy autorzy tegoż nurtu tworzą skomplikowane uniwersa o ciężkiej do wymówienia nazwie. Nie wszyscy obsadzają w głównych rolach dziedziców. Niektórzy, jak się okazuje, obstawiają najmniej gibkiego konia biorącego udział w wyścigu i gnają go przez gnojowiska ludzkiej niedoli. Niedola ta nosi imię codzienności i najczęściej jej bezimienny bohater podobny jest zupełnie do nikogo. Taki polski wydał mi się ten Guniowy werid, taki swojski poniekąd, a niedostępny zarazem jak linia metra na Podlasiu.

 

Opowiem Wam tylko o kilku opowiadaniach jakie znajdziecie w zbiorze. te wydały mi się najlepsze, co zdecydowanie jest tylko moją subiektywną opinią. Wszystko zaczyna się od "Wezwania", które otwiera zbiór i daje pewien obraz tego, czego należy się spodziewać po lekturze całości. "Wezwanie" to przynajmniej do pewnego momentu opowiadanie bardzo Kafkowskie i niech mnie kule biją jeśli nie da się tam znaleźć odwołań do "Procesu". To tu po raz pierwszy spotykamy archetypowego bohatera prozy Guni. Ów "Pan nikt" niespodziane staje się uczestnikiem wielkiej sprawy, która dość powiedzieć, że jest dziwna. Tu natkniemy się też na typowy dla wszystkich - albo prawie wszystkich Guniowych opowiadań finał. Tyle barwny co nie jasny, tyle przeraźliwy co nieuchronny.

Zarówno "Wezwanie" jak i "Dom" - następne opowiadanie w zbiorze wykłada przed czytelnikiem dziwność tego co przyjmujemy za oczywistość. Jeśli ktoś narzuca nam coś jako uzus społeczny - nie negujemy tego. Werid, szczególnie werid by Gunia bierze tą ten uzus, obdziera ze skóry i raptem okazuje się, że wszyscy jesteśmy, tak jak stoimy, wyznawcami absurdu.

"Bardzo długa była tylko ciemność" to znowuż rzeczywistość w okowach absurdu, nieco paranoiczna wizja upolitycznionego zamachu na człowieczeństwo. Myślę, że to opowiadania, mimo że napisane  dawno, mocno obecnie zyskuje na aktualności.

"Syn" niczym tren, wypełnia smutkiem straty i choć najkrótszy, najsilniej wgryza się w wrażliwość.

"Powrót", chyba najdłuższy, bardzo charakterystyczny utwór, jednocześnie będący swego rodzaju manifestem stylu. Chyba opowieść o traumie, chyba, bo weridzie nie ma rzeczy pewnej. Tu najbardziej bije po oczach kolejny wykładnik obecnych w zbiorze motywów: sens bezcelowości. Pustka, trwanie w próżni, zawieszenie, brak woli.

"Spisek" to jeden z moich absolutnych ulubieńców w zbiorze. Chyba najbardziej czytelny dla mnie człowieka prostego:) Odebrałam go jako studium choroby psychicznej, jakiejś paranoidalnej schizofrenii. Precyzyjny i dopracowany tekst.

W "Ojcu" po raz pierwszy silniej odczułam grozę. Przeważyła ona nad innymi wrażeniami, a wierzcie mi, że wachlarz odczuć jest na tyle duży, że ciężko znaleźć w tym pomieszaniu frontmena. Trochę poczułam tu Aickmana, ale tak szczyptę.

"Zachwyt", kolejne bardzo dobre opowiadanie. Niesamowitość słowa, niesamowitość literatury jako narzędzia manipulacji zmysłami. Najtrudniejsze w odbiorze na poziomie języka. Karkołomne wręcz, ale przebrnęłam i jestem kontenta.

"Ogród, nocne niebo" toż Ci psychodela. Może odczułam je tak silnie, bo byłam już u kresu zbioru i u kresu sił, ale chyba stało się moim faworytem, moim numer jeden. Pomieszanie traumy z grozą w poetyckim ujęciu. Przepychota.

Co mogę Wam rzec na koniec? Chyba tylko tyle, że czuję się trochę zwycięsko po przeczytaniu "Powrotu". To nie była lektura, to było starcie. Liczyłam się z tym, że Gunia może być niełatwy jeśli przystaje z Kubą Bielawskim, ale Moi Drodzy, ja chyba za głupia jestem na Gunie. Poraził mnie językowo, że tylko błagalnym wzrokiem rozglądałam się po kartce, jak ten półanalfabeta, do którego nadają po turecku. To takich rzeczy Was łajdusy uczą na UJ'ocie? ;)


Przez całą lekturę towarzyszyło mi wrażenie niezrozumienia i jednocześnie paląca potrzeb dotarcia do sedna. Ale co jeśli sedna nie ma, jest tylko pustka i oto w tym Guniowym pisaniu chodzi żebym czuła, a nie wiedziała?

Link do opinii

O tej książce widziałam same pochwały ale biorąc ją do ręki nie miałam pojęcia, że sama wpadnę w bezbrzeżny zachwyt! Chciałam się nią delektować, dawkować sobie opowiadania dzień po dniu ale książka mi na to nie pozwoliła, jak zaczęłam czytać to mnie wciągnęła swoimi niewidzialnymi mackami w ciemną otchłań... i tak przepadłam i czytałam do samego końca i... dalej czuję niedosyt!
Jest niesamowicie pięknym językiem, prawie aż poetyckim napisana, bogate słownictwo robi wrażenie już od pierwszych akapitów. Wymaga skupienia ale warto zadać sobie ten trud.
Nie da się w skrócie bez zdradzania fabuły opowiedzieć o czym one są i nawet nie potrafię w pełni tego oddać ale każde skłania do refleksji... Z pogranicza jawy i snu. Klimat opowiadań jest mroczny, gęsty aż ma się poczucie jego lepkości. Głęboko poruszają struny wrażliwości, trzymają w napięciu... Melancholijne... Miejsca są tajemnicze, intrygujące i momentami nierzeczywiste... Bohaterowie bezimienni i ich wędrówka życiowa nieraz naznaczona cierpieniem i dezorientacją... Przemijalność czasu... Wymarłe miasta... Kruchość nie tylko człowieka ale i tego co stworzył jest tu dobitnie ukazana... Eskalację strachu niesie często samo życie... Wojna, susza czy głód... Podejmowanie życiowych decyzji jest niczym błądzenie w ciemnym labiryncie.. Zgnilizna i degeneracja życia... Bezsilność i samotność... Mroczne zakamarki ludzkiego umysłu... Czarnowidztwo...
Dla tych co pragną przesiąknąć mrokiem do szpiku kości polecam tę książkę.

Link do opinii

Kup książkę Powrót

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
REKLAMA

Zobacz także

Recenzje miesiąca
Orkiestra z Auschwitz
Marcin Lwowski
Orkiestra z Auschwitz
Dzień prawdy
Anna M. Brengos
Dzień prawdy
Księga tęsknot
Sue Monk Kidd
Księga tęsknot
Czerwony lotos
Arkady Saulski
Czerwony lotos
Informacja zwrotna
Jakub Żulczyk
Informacja zwrotna
Uważaj, czego pragniesz
Anna Szafrańska
Uważaj, czego pragniesz
Co zrobić z tą chmurą smogu?
Małgorzata Ogonowska; Artur Rogoś
Co zrobić z tą chmurą smogu?
Przyjdę, gdy zaśniesz
Agnieszka Lingas-Łoniewska
Przyjdę, gdy zaśniesz
Dopaść Leona Waganta
Wiktor Hajdenrajch
Dopaść Leona Waganta
Tango
Ewa Cielesz
Tango
Pokaż wszystkie recenzje