Maja wierzy w miłość „na sto procent” – bez kompromisów. Kiedyś zapłaciła za to wysoką cenę i od tamtej pory udaje twardą: szybkie tempo, ostre słowa, pełna kontrola… i ani kroku w stronę uczuć, które mogą zaboleć.
Tyle że Maja nie jest sama. Nad jej życiem czuwają dwaj aniołowie: Cassiell – delikatny idealista – oraz Asadiel, który uważa, że czasem ludziom trzeba… trochę pokomplikować, żeby wreszcie zaczęli słyszeć własne serce. Kiedy na horyzoncie pojawia się Jarek, mężczyzna, przy którym Maja zaczyna się śmiać tak, jak dawno się nie śmiała, aniołowie włączają tryb „misja”. Dodatkowo Maja poznaje Konstantego, przystojnego architekta, przy którym traci zdolność logicznego myślenia. Zamieszanie gotowe! Kogo wybierze Maja? Co na to jej anioły?
Będzie i śmiesznie, i wzruszająco, i niezręcznie (czasem bardzo). Bo zanim Maja uwierzy, że świat może mieć dla niej coś dobrego, będzie musiała zrobić najtrudniejszą rzecz: odpuścić kontrolę… i zaufać.
Wydawnictwo: inne
Data wydania: 2026-03-13
Kategoria: Romans
ISBN:
Liczba stron: 396
Język oryginału: polski
#współpracarecenzencka z Blondynka - Monika Tarwid „Puknij się w aureolę” Monika Tarwid; Wydawnictwo Brda;
Zabawna i lekka opowieść o przeznaczeniu oraz wyborach, które potrafią zmienić bieg naszego życia — a przy okazji zapewnić aniołom sporo pracy z nami, nieobliczalnymi śmiertelnikami. Taka właśnie jest powieść „Puknij się w aureolę” Moniki Tarwid. Z nią nuda Wam nie grozi.
Główną bohaterką jest Maja — kobieta dynamiczna, uparta i przyciągająca kłopoty niczym magnes. Jej los jest już z góry zapisany, a nad wszystkim czuwają dwaj aniołowie. Nie mają oni jednak łatwo z Mają i jej zawziętością. Ta, jak już coś sobie ubzdura, to nie ma mocnych, by ją od tego odwieść. Młodszy anioł jest delikatny i romantyczny — i tak też chce kierować swoją podopieczną. Natomiast starszy nie ma nic przeciwko mocnym i zdecydowanym zagraniom, by kobieta wyciągnęła odpowiednie wnioski. Ale Maja lubi wszystko komplikować — także starania aniołów — toteż ich praca to wieczne zawirowania i chaos.
Prawdziwy emocjonalny Armagedon zaczyna się jednak w momencie, gdy poznaje dwóch atrakcyjnych mężczyzn. Każdy z nich wywołuje w niej zupełnie inne uczucia i każdy chce zdobyć jej serce. Co wybierze Maja? Czy zdecyduje się na stabilizację i spokój, czy też skusi się na pożądanie i adrenalinę?
Oczywiście największym atutem tej powieści są jej bohaterowie. Ich charyzma, poczuciem humoru, nieszablonowość oraz podejście do życia sprawiają, że fabuła, która i tak jest bardzo ciekawa, nabiera kolorów i wręcz nie można się od niej oderwać.
Zarówno Maja, jak i jej babcia to kobiety, które na swój sposób przeżywają żałobę po stracie ukochanych osób, jednak odkąd mieszkają razem, codziennie stawiają czoła nowym wyzwaniom. A to z kolei oznacza sporo zabawnych sytuacji, intrygujących dialogów oraz szczerości i miłości.
Obok tych nieszablonowych kobiet, pojawiają się niezawodne i nieprzewidywalne anioły ze specyficznym poczuciem humoru, który świetnie widoczny jest w ich przekomarzaniach.
Autorka bardzo lekko, delikatnie i naturalnie pokazała rozwijające się uczucie pomiędzy naszymi bohaterami, bez upiększeń, za to z życiowym doświadczeniem.
Całość otulona ciepłem, bliskością i zrozumieniem. A jak dodamy do tego dawkę humoru, to nie sposób się oderwać od tej historii. Historii, która kończy się dość nietypowo i możliwe, że będzie ciąg dalszy 😄. To oznacza jeszcze więcej roboty dla naszych aniołów.
Czy można z całych sił bronić się przed miłością… a jednocześnie gdzieś w środku wciąż na nią czekać? I co by było, gdyby ktoś z góry postanowił trochę nam w tym wszystkim pomóc? A najlepiej dwóch aniołów, którzy mają zupełnie różne pomysły na to, jak poprowadzić ludzkie serce. Brzmi jak przepis na niezłe zamieszanie, prawda? Właśnie taka jest książka „Puknij się w aureolę” Moniki Tarwid. Jest to historia pełna humoru, ciepła i sytuacji, przy których na twarzy niemal bez przerwy pojawia się szeroki „banan”.
Po tę książkę sięgnęłam z dużą ciekawością. Lubię historie, w których humor pojawia się naturalnie, jest niewymuszony, lekki, wynikający z sytuacji i charakterów bohaterów. Taki, który sprawia, że co chwilę uśmiecham się pod nosem, a momentami nawet wybucham śmiechem. Opis tej powieści zapowiadał właśnie taką historię, dlatego postanowiłam sprawdzić, czy rzeczywiście dostanę opowieść, przy której można się zrelaksować i na chwilę zapomnieć o codzienności. I muszę przyznać, że już od pierwszych stron poczułam, że to będzie książka, którą czyta się z prawdziwą przyjemnością i od której trudno się oderwać.
W książce tej poznajemy Maję – kobietę, która kiedyś kochała bez żadnych zabezpieczeń. Dała z siebie wszystko i bardzo boleśnie za to zapłaciła. Nic więc dziwnego, że dziś udaje twardą, kontroluje każdy krok i robi wszystko, by nie dopuścić do siebie uczuć. Problem w tym, że życie, a zwłaszcza miłość, rzadko przejmuje się naszymi planami.
Na dodatek nad losem Mai czuwają dwaj aniołowie. Delikatny Cassiell i znacznie bardziej… pomysłowy Asadiel. Jeden chciałby subtelnie prowadzić bohaterkę ku szczęściu, drugi uważa, że czasem trzeba trochę namieszać, żeby człowiek w końcu usłyszał własne serce. I kiedy na scenie pojawia się Jarek – mężczyzna, przy którym Maja zaczyna się śmiać tak, jak dawno się nie śmiała, wszystko nabiera rozpędu. A gdy chwilę później w jej życiu pojawia się jeszcze Konstanty, przystojny architekt, sytuacja robi się naprawdę… interesująca. Kogo wybierze Maja? I czy anioły nie przesadzą ze swoją pomocą?
W tej książce nie brakuje momentów, które naprawdę bawią. Dialogi są cięte, sytuacje często niezręczne, a anielskie interwencje potrafią wywołać szczery śmiech. Jednocześnie między tym humorem autorka przemyca coś bardzo prawdziwego... lęk przed ponownym zranieniem, potrzebę kontroli i trudną sztukę odpuszczania. Czy Maja odważy się jeszcze zaufać? Czy pozwoli sobie na szczęście?
Najbardziej spodobało mi się to, jak lekko ta historia łączy humor z emocjami. Z jednej strony śmiałam się z perypetii bohaterów, z drugiej im naprawdę im kibicowałam. Do tego dynamiczna akcja sprawia, że strony znikają w błyskawicznym tempie.
„Puknij się w aureolę” to książka, która poprawia nastrój, wywołuje uśmiech i przypomina, że czasem warto odpuścić kontrolę i pozwolić życiu nas zaskoczyć. Jeśli macie ochotę na ciepłą, zabawną historię o miłości, która potrafi pojawić się wtedy, gdy najmniej się jej spodziewamy, koniecznie sięgnijcie po tę powieść. Ja bawiłam się przy niej naprawdę świetnie.
Główna bohaterka Maja - jest jak burza energii. Zakręcona jak jej loki, przebojowa, pełna szalonych pomysłów i absolutnie nie do zatrzymania. Mam wrażenie, że ona nie potrafi usiedzieć w miejscu nawet pięciu minut. I właśnie przez jedną z jej sytuacji (związanych z prawem jazdy) cała historia rusza i daje czytelnikowi znać, ze będzie się działo :)
Poznajemy dwóch mężczyzn, którzy pojawiają się na jej drodze ( i to dosłownie ?) młodego policjanta i przystojnego architekta.
Majka mieszka w małej wiosce razem z Babcią, a życie w takiej społeczności ma swój klimat... wszyscy się znają, wszyscy wszystko widzą, a przypadkowe spotkania zdarzają się częściej niż człowiek by chciał.
Autorka pokazuje budzące się uczucia z subtelnością, nie ma tu nachalnych scen, a raczej muśnięcia emocji, bardzo fajnie przedstawia tę ,,elektryzację" między bohaterami. To wszystko dzieje się naturalnie, spokojnie. Nie ma tu sytuacji, że nagle pojawiają się sceny łóżkowe i koniec tematu. Bardziej jest to takie delikatne budowanie napięcia, spojrzenia, gesty, momenty niepewności, kiedy jeszcze nie wiadomo, czy druga osoba też czuje to samo... a serce już rwie się do przodu.
No i aniołowie... To chyba najbardziej oryginalny element tej książki. Majka ma aż dwóch aniołów stróżów i mam wrażenie, że są jednymi z najbardziej zapracowanych istot w całej historii.
Mają swoją księgę losów, ale mocno podkreślone jest to, że człowiek ma wolną wolę. Aniołowie mogą próbować pomóc, ochronić i naprowadzić, ale i tak wszystko zależy od decyzji bohaterów. Ich rozmowy i działania są momentami tak zabawne, że naprawdę dawno żadna książka mnie tak nie rozluźniła.
To lekka, ciepła komedia romantyczna, którą czyta się szybko, z uśmiechem i z poczuciem, że ma w sobie coś świeżego. A zakończenie... daje jasny sygnał, że będzie ciąg dalszy, więc ja już czekam, bo bardzo chętnie wrócę do tego świata.
To była niezwykle przyjemna i relaksująca lektura! Idealna na poprawę humoru i podbudowanie nadszarpniętej wiary. Lekka, zabawna, a jednocześnie niepozbawiona wzruszających momentów. Tak właśnie powinna wyglądać komedia romantyczna.
Podobno nasz los jest zapisany w gwiazdach, ale mamy wolną wolę i często podejmujemy decyzje, które zmieniają naszą przyszłość. Czy mamy kontrolę nad tym, co nastąpi? To pytanie towarzyszyło mi przez całą lekturę ,,Puknij się w aureolę" Moniki Tarwid. Muszę przyznać, że styl autorki od razu mnie urzekł. Jest niezwykle naturalny i przyjemny, pozbawiony zbędnego patosu, a jednocześnie pełen ciepła i wybornego humoru. Czytałam tę historię z autentyczną przyjemnością, dając się porwać rytmowi opowieści, która wciąga tak bardzo, że zapomina się o upływającym czasie. To nie jest kolejna lekka historyjka; to opowieść o tym, że ucieczka przed bólem bywa pułapką, z której wyciągnąć nas może tylko odrobina niebiańskiego chaosu.
Maja to wyjątkowa bohaterka. Bardzo sympatyczna, dynamiczna i bezpośrednia. Uwielbia pakować się w kłopoty i niezręczne sytuacje. Jej desperacka próba zachowania kontroli po bolesnym zerwaniu i stracie ukochanych rodziców jest tak ludzka i autentyczna, że chciałam ją przytulić. Jednak Maja ma wyjątkowych ochroniarzy, którzy potrafią wprowadzić niebiańską interwencję. Być pod opieką takich aniołów to wielkie wyróżnienie! Potrafią namieszać, by osiągnąć cel. Pomysł na nadanie aniołom ludzkiej postaci z całym jej dobrodziejstwem, charakterkami i wadami, jest po prostu doskonały. Cassiell i Asadiel to nie posągowe figury, lecz pełnokrwiści bohaterowie, którzy sprawiali, że co chwilę wybuchałam śmiechem, obserwując ich nieporadne, ale pełne dobrych chęci próby swatania Mai i kruszenia jej pancerza.
Monika stworzyła wszystkich bohaterów z uczuciem, nadając im emocjonalną głębię i ujmujące charaktery. Szczególną uwagę zwróciłam na męskich bohaterów. Policjant Jarek, przy którym Maja odzyskuje uśmiech, oraz architekt Konstanty, przy którym traci zdolność logicznego myślenia, to nie tylko piękni rywale o jej względy. Obaj noszą w sobie blizny po trudnych związkach i obawiają się nowych relacji. Kibicowałam im wszystkim, bo uważam, że każdy zasługuje na szczęście, nawet jeśli droga do niego prowadzi przez masę niezręczności i anielskich psikusów.
W kontrze do miłosnych zawirowań stoi przepiękna, wzruszająca relacja Mai z babcią. Te momenty bliskości są w książce jak najcieplejszy kocyk. Nadają opowieści przytulności i sprawiają, że opowieść staje się wyjątkowa. Ale to nie wszystko, co zachwyca w tej książce. Autorka w niezwykły sposób przemyciła do fabuły swoją miłość do gór. Monika roztacza przed czytelnikiem ich hipnotyzujące piękno, jednocześnie lojalnie przypominając o niebezpieczeństwie. Te opisy są tak żywe, że niemal czuć chłód wiatru na twarzy. Góry pełnią w książce rolę metafory życia i miłości - wymagają odwagi i pokory.
Zamknęłam tę książkę z uśmiechem, myśląc o tym, że czasem warto puknąć się w aureolę, odpuścić myślenie i pozwolić prowadzić sercu. To jedna z tych historii, które zostają w sercu: inteligentna, błyskotliwa, pełna trafnych spostrzeżeń i pozytywnej energii.
Jeśli szukacie lektury, która Was rozbawi, wzruszy i skłoni do spojrzenia w górę, to ,,Puknij się w aureolę" będzie strzałem w dziesiątkę. Gwarantuję, że z tą książką miło spędzicie czas i będziecie chcieli więcej. Dobra wiadomość jest taka, że będzie kontynuacja!
Polecam całym sercem!
Dwie blondynki przerzucają się ze szpileczek na buty trekkingowe i zmieniają swoje życie.Zaczynają wędrować po górach i zdobywają Koronę Gór Polski. Pokazują...
Przeczytane:2026-03-03, Ocena: 5, Przeczytałam, Mam, 52 książki 2026, Przeczytaj tyle, ile masz wzrostu – edycja 2026,
Okładka książki jest świetna. Róż wybija się i rzuca w oczy, a na środku kobietka, nasza Majka! Jakieś aniołki sobie fruwają... Dla mnie rewelacja! W dodatku dostałam piękną dedykację. Jak wiecie, to takie nic, a jednak robi kolosalną różnicę! Do tego piórko (służyło mi jako zakładka do tej powieści), ale i mały gadżet w postaci aniołka z serduszkiem, takiej zawieszki/breloczka. Strony są kremowe, czcionka wystarczająca dla oka. W środku zamiast asterysków (typowych gwiazdek) są piórka - ma to swój urok i pasuje do całości. Niestety, z bólem serca, muszę wspomnieć o czymś ważnym. Jak wiecie, zawsze jestem szczera i sama, sięgając po książkę, chciałabym wiedzieć o takich rzeczach. Mianowicie... Książka ma pełno błędów. Na wiele rzeczy przymykam oko, ale to, co tutaj się wydarzyło... Moim zdaniem wydawnictwo powinno w trybie pilnym wstrzymać sprzedaż, zrobić porządną korektę po składzie i wydrukować na nowo książki. Bardzo wybijało mnie z rytmu wiele rzeczy, które nie powinny mieć tu miejsca. Może się czepiam, może zwykły czytelnik (nie korektor i redaktor) większości rzeczy nie zauważy... To przykre, bo książka naprawdę jest warta uwagi, a sposób wydania pozostawia wiele do życzenia.
Moje pierwsze spotkanie z piórem autorki, która ma na koncie już jedną książkę, ale nie jest to powieść. Gdy zobaczyłam, że Alek Rogoziński książkę poleca, nie mogłam przejść obojętnie. Nie spodziewałam się cudów... Ale zostałam dzięki temu mile zaskoczona! Czyta się naprawdę przyjemne i szybko, mimo tych błędów, które wybijały z rytmu. Sama fabuła jest świetnie przemyślana! Ja oczywiście czekam na kontynuację, bo to nie mogło się tak skończyć! Każdy wątek jest dopracowany i moim zdaniem, jak na debiut, jest dobrze, nawet bardzo!
Poznajemy kilka postaci, ale tutaj głównie wszystko kręci się wokół Mai i... Aniołów. Jest też babcia, dwóch amantów i kilku znajomych. Każdy ma swoją ważną rolę do odegrania, a w szczególności ci na górze. Maja to kobieta, która zapada w pamięć. Jej specyficzny styl życia, zachowanie, nierozgarnięcie... Do tej pory mam przed oczami, autentycznie, scenę ze spaceru Majki i Jarka, kiedy jej coś ni to wisi, ni wystaje... Jarek i Konstanty mają coś ze sobą wspólnego. Jeden jak i drugi jest po przejściach. Czy obdarzyłam ich sympatią? Tak, aczkolwiek do każdego miałam jakieś ale. Do Jarka, że piastując takie stanowisko, pracując jako policjant, wcale nie jest odważny. Powinien jasno określać swoje potrzeby, pragnienia, emocje... Konstanty na początku sprawiał wrażenie bufona - i jakoś tak nie mogłam zmienić na jego temat zdania. Kolejny, który czekał niczym księżniczka na pierwszy krok. Chociaż podkreślam, oboje przeżyli trochę niezbyt przyjemnych sytuacji. Reasumując uważam, że autorka stworzyła dobre postacie. Jednych polubimy, drugich niekoniecznie. Ja chyba najbardziej przywiązałam się do... Aniołów. Bardzo dobrze mi się o nich czytało, a że byli jako drugi narrator, to tym bardziej.
Akcja ma odpowiednie tempo. Sporo się tutaj dzieje, więc na nudę nie będziecie narzekać. Czasami nawet wszystko dzieje się zbyt szybko, a my nie możemy się pozbierać i nie wiemy, czy mamy się śmiać, czy może płakać? Mnie się tam podobało, bo między innymi dzięki temu tak szybko czytało się tę książkę. Oczywiście nie zgadzam się z zakończeniem - bo co to miało niby znaczyć? Jednak udało mi się dowiedzieć, że tworzy się druga część. Całe szczęście! Było tutaj kilka fragmentów, dzięki którym uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Chociaż moją ulubioną scenę już wymieniłam. Jak sobie pomyślę, jak to musiało wyglądać... Od razu na buzi mam „banana”.
Książka opowiada o życiu. O tym, jak los potrafi nas niejednokrotnie zaskoczyć. O tym, że warto być sobą. O tym, że ktoś tam jest, wysoko, pilnuje nas i strzeże. Wszystko jest po coś – pamiętajmy...
Reasumując uważam, że jest to bardzo dobra książka, z fajną fabułą, która jest dopracowana w każdym szczególe. Pomimo błędów, gdzie nawalił wydawca, książka się sama broni. Mam nadzieję, że zostanie jak najszybciej zlecony dodruk i to już w poprawionej wersji. Sięgając po tę historię możecie liczyć na śmieszne sceny, lekką i niezobowiązującą lekturę, przy której można się totalnie zrelaksować, a nawet i przy której można się dobrze bawić. Cieszyła mnie narracja przeplatana, gdzie raz mówi na przykład Maja, a zaraz po tym aniołki. Prześwietny pomysł. Idealna na długie dni przy popołudnia, pozwala przy sobie odpocząć i wyłączyć myślenie. Zdecydowanie polecam!