Okładka książki - Siedem Śmiertelnych Cierni

Siedem Śmiertelnych Cierni


Ocena: 5.67 (3 głosów)

JEJ NAJGORSZY WRÓG. JEGO OSTATNIA NADZIEJA.


W Królestwie Aragoa magia jest przekleństwem. A karą za jej użycie jest… śmierć.
Nawet uczniowie elitarnej Akademii Vandenberghe nie są bezpieczni. Gdy zakazana moc Violi Sinclair zostaje odkryta, królowa rozkazuje ją zgładzić. Królewski łowca czarownic zostaje naznaczony tatuażem róży z siedmioma cierniami. Ma tylko siedem dni, by odnaleźć Violę i odebrać jej życie. Jeśli tego nie zrobi, sam zginie.
Łowcą jest sam Roze Roquelart – arogancki książę, rozpieszczony uczeń akademii i człowiek, którego Viola nienawidzi najbardziej na świecie. I choć powinien pragnąć jej śmierci, to desperacko potrzebuje jej pomocy. Zrobi wszystko, żeby dostać to, czego chce. Nawet ocali życie dziewczyny i będzie udawał jej narzeczonego.
Zmuszeni do współpracy, wplątani w dworskie spiski Viola i Roze będą musieli wybrać między zakazaną magią a własnymi uczuciami. Bo to, co ich połączy, może ocalić świat… albo doprowadzić Królestwo do zagłady.

Informacje dodatkowe o Siedem Śmiertelnych Cierni :

Wydawnictwo: We need YA
Data wydania: 2026-01-14
Kategoria: Fantasy/SF
ISBN: 9788368692334
Liczba stron: 0
Tytuł oryginału: Seven Deadly Thorns
Język oryginału: Angielski
Tłumaczenie: Marta Wielgosz

więcej

Kup książkę Siedem Śmiertelnych Cierni

Sprawdzam ceny dla ciebie ...
Cytaty z książki

Na naszej stronie nie ma jeszcze cytatów z tej książki.


Dodaj cytat
REKLAMA

Zobacz także

Siedem Śmiertelnych Cierni - opinie o książce

Szybkie tempo akcji, enemies to lovers oraz fabuła opierająca się na moich ulubionych bajkach Disneya? Ja to kupię, razem z nieprzespaną nocą! "Siedem śmiertelnych cierni" skradła totalnie moje serce, to jedna z tych książek, które obiecują „jeszcze jeden rozdział”, a kończą się nagle… o trzeciej nad ranem. Zarwałam dla niej noc bez najmniejszych wyrzutów sumienia, bo gdy historia raz mnie wciągnęła, nie było odwrotu. Tempo akcji jest szybkie, wydarzenia następują po sobie lawinowo, a napięcie nie pozwala zwolnić nawet na chwilę, dokładnie tak, jak lubię.
Autorka wyraźnie bawi się dobrze znanymi motywami baśniowymi i robi to świadomie. W tle pobrzmiewają echa "Królewny Śnieżki", bowiem mamy złowrogą królową, magiczne zwierciadło i poczucie nieustannego zagrożenia, a także akcenty rodem z "Pięknej i Bestii", a mianowicie złowieszczy książę, klątwa, motyw róży, która jest czymś więcej niż tylko ozdobą. Te elementy nie są jednak prostą kalką, a raczej punktem wyjścia do stworzenia mroczniejszej odsłony znanych schematów w nurcie romantasy.

Ogromnym plusem jest kreacja świata. Magia oparta na cieniach i świetle wypada bardzo klimatycznie, a sam świat wydaje się surowy, niebezpieczny i pełen sekretów. Tutaj jasna moc nie okazuje się tylko dobra, a ciemna tylko zła i jest między nimi widoczny kontrast, ale i podobieństwo. Przez chwilę zaglądamy też do akademii, w której uczą się główni bohaterowie, to krótki, ale ciekawy epizod, który dodaje historii młodzieńczej energii i kontrastuje z późniejszym ciężarem decyzji, jakie muszą podejmować.

Relacja Violi i Roze’a to klasyczne enemies to lovers, ale z ukrytym dnem. Ich niechęć nie jest powierzchowna, a przemiana choć momentami mogłaby dostać więcej przestrzeni, wypada wiarygodnie. Podobało mi się stopniowe poznawanie się bohaterów i to, że uczucia nie pojawiają się znikąd. To ten typ uczucia, że nie wiecie czy kogoś nienawidzicie czy jednak was intryguje i pociąga. Z drugiej strony, mam lekki niedosyt emocjonalnej głębi - kilka rozmów czy scen więcej mogłoby jeszcze mocniej wybrzmieć.

Nie wszystko jednak zagrało idealnie. Scena zbliżenia w rękawiczkach… cóż, dla mnie była po prostu niesmaczna i kompletnie zbędna, spokojnie mogłoby jej nie być. Do dziś też nie wiem, jak mam sobie wyobrazić oczy w kolorze „potłuczonego szkła”, może i brzmi efektownie, ale pozostawia mnie w lekkiej konfuzji. Dodatkowo, choć bawiłam się świetnie, pewne elementy fabuły, jak dziedzictwo głównej bohaterki, przewidziałam dość wcześnie, ale to wynika z faktu, że po tylu przeczytanych książkach, po prostu ciężko mnie zaskoczyć, co wcale nie jest złe.

Akcja w „Siedmiu śmiertelnych cierniach” jest jednym z najmocniejszych elementów tej historii. Tutaj naprawdę ciągle coś się dzieje, nie ma dłużyzn, zbędnych przestojów ani rozdziałów, które pełniłyby jedynie funkcję „zapychaczy”. Od momentu, gdy fabuła rusza na dobre, wydarzenia następują po sobie szybko, a presja czasu jest wyczuwalna niemal w każdej scenie. Te symboliczne siedem dni nie jest tylko hasłem, ono realnie napędza całą opowieść i sprawia, że czytelnik cały czas czuje napięcie. Autorka umiejętnie prowadzi akcję, serwując zwroty fabularne w odpowiednich momentach. Gdy wydaje się, że sytuacja zmierza w jednym kierunku, nagle pojawia się nowa informacja, sekret albo decyzja, która całkowicie zmienia układ sił. Do tego dochodzą ciekawe pomysły na rozwój wydarzeń: dworskie intrygi, gra pozorów, fałszywe sojusze i motyw udawanego narzeczeństwa, który w praktyce okazuje się znacznie bardziej niebezpieczny, niż początkowo się wydaje.

Bardzo podobało mi się to, że akcja nie ogranicza się wyłącznie do jednego wątku. Równolegle rozwija się kilka linii fabularnych: magia, polityka, relacje między bohaterami, tajemnice przeszłości, które stopniowo zaczynają się ze sobą splatać. Dzięki temu historia nie jest przewidywalna, a każda kolejna scena wnosi coś nowego. Nawet momenty spokojniejsze szybko prowadzą do wydarzeń, które ponownie podkręcają tempo. To właśnie ta intensywność i pomysłowość w prowadzeniu fabuły sprawiły, że tak łatwo było mi zarwać noc dla tej książki. Każdy rozdział kończy się w sposób, który aż prosi się o „jeszcze jeden”, a ciekawość wygrywa z rozsądkiem. Jeśli ktoś lubi fantasy, w którym akcja nie stoi w miejscu, a fabuła cały czas trzyma w napięciu, to ta książka zdecydowanie spełni oczekiwania 

„Siedem śmiertelnych cierni” to dynamiczna, mroczna romantasy, która wciąga od pierwszych stron i nie pozwala się odłożyć. Autorka sprawnie łączy baśniowe motywy ze światem magii cieni i światła, szybką akcją oraz relacją enemies to lovers pełną napięcia. Mimo drobnych zgrzytów i przewidywalnych elementów, jak na debiut jest to bardzo udana historia, idealna dla czytelników szukających intensywnych emocji i wartkiej fabuły. Wciągająca, dynamiczna, oparta na lubianych motywach, ale podana w świeżej, mrocznej odsłonie. To historia, która daje czystą czytelniczą frajdę i sprawia, że po zakończeniu ma się ochotę sięgnąć po więcej.

Link do opinii

Gdy zakazana moc Violi Sinclair zostaje odkryta, królowa rozkazuje ją zgładzić. Królewski łowca czarownic zostaje naznaczony tatuażem róży z siedmioma cierniami. Ma tylko siedem dni, by odnaleźć Violę i odebrać jej życie. Jeśli tego nie zrobi, sa zginie.
Łowcą jest Roze Roquelart - arogancki książę, którego Viola nienawidzi najbardziej na świecie. I choć on powinien pragnąć jej śmierci, to desperacko potrzebuje jej pomocy. Zrobi wszystko, żeby dostać to, czego chce. Nawet ocali życie dziewczyny i będzie udawał jej narzeczonego. Viola i Roze będą musieli wybrać między zakazaną magią a własnymi uczuciami.
Bo to, co ich połączy, może ocalić świat..
albo doprowadzić Królestwo do zagłady.


Powinno być tutaj enemis to lovers, ale nasza bohaterka od samego początku wzdycha do Roze, więc o tym jest tylko lekkie wspomnienie na początku, a później to coraz więcej wzdychania bohaterki.
Viola zawiera układ z księciem, który ma uratować ją i chronić, ale celem jest znalezienie zabójcy jego ojca w ciągu siedmiu dni. Czy im się to uda? Nie będę mówić. Pretekstem by bohaterowie mogli trzymać się ciągle blisko siebie jest zawarcie narzeczeństwa. Czytamy, że tak bardzo się nienawidzą wzajemnie, ale kontrastem do tego jest ich wzdychanie do siebie? Coś tutaj jest nie tak. Niby się nienawidzą, a każde myśli o tym drugim.. 


Książka ma kilka nieścisłości oraz takich momentów niespójnych, oczywiście dla mnie. Może znajdą się inne osoby co sądzą inaczej. Jednakże w moim odczuciu jest zlepkiem kilku pomysłów. Autorka próbowała zawrzeć tutaj ich kilka i dla mnie jest to przerost formy nad treścią. Może zamysł jest dobry, ale z wykonaniem średnio. Niestety książka momentami mnie męczyła czytając. Mam na myśli absurdalny moment gdy Viola sama wchodzi w nieznane ciasne tunele, zaklinowała się i próbowała krzyczeć, co dla mnie jest dziwne, bo kto miałby ją usłyszeć? Tunel bardzo małej wielkości, sama przedzierała się na leżąco.


Dodatkowo, bohaterowie ciągle siebie krytykują, robią maślane oczy ale się do tego nie przyznają. No ludzie, trochę litości dla czytelnika. Na szczęście Roze wyznaje prawie uczucia bliżej końca książki, ale Viola? Ona dalej się wstrzymuje chociaż nie wiem z czym. Liczyłam chyba na coś więcej po autorce i niestety się zawiodłam.

Link do opinii

Ta powieść działa jak dobrze skonstruowane zaklęcie. Najpierw przyciąga obietnicą czegoś znajomego, potem powoli zaciska pętlę atmosfery, aż w końcu trudno się z niej wyrwać.

 

,,Siedem śmiertelnych cierni" to historia, która nie próbuje być rewolucyjna, ale świadomie i bardzo sprawnie wykorzystuje motywy, które czytelnicy kochają najbardziej. I robi to w sposób, który daje czystą czytelniczą satysfakcję.

 

Najmocniej wybrzmiewa tu klimat. Świat przedstawiony jest mroczny, ale nie ciężki. Czuć w nim baśniową surowość, coś znajomego z dawnych opowieści, gdzie magia nigdy nie była bezpieczna, a piękno często kryło w sobie zagrożenie. Autorka umiejętnie balansuje między bajkową estetyką a brutalną świadomością konsekwencji. Magia nie jest tu ucieczką od problemów, lecz ich źródłem. To nadaje całej historii napięcia i sprawia, że każda decyzja ma znaczenie.

 

Fabuła rozwija się dynamicznie, ale nie chaotycznie. Kolejne wydarzenia wynikają z siebie naturalnie, a intrygi splatają się w sposób, który wciąga zamiast przytłaczać. W tle cały czas pulsuje poczucie zagrożenia, presja czasu i świadomość, że nic nie jest dane raz na zawsze. To właśnie ten nieustanny ruch sprawia, że trudno odłożyć książkę, bo niemal każda scena kończy się w punkcie, który prowokuje do czytania dalej.

 

Ogromnym atutem powieści jest relacja oparta na konflikcie. Autorka świetnie rozumie, że napięcie nie bierze się z deklaracji, lecz z tarcia. Z dialogów, z drobnych gestów, z niechęci, która stopniowo traci ostrość, ale nigdy nie znika całkowicie. Wątek romantyczny jest intensywny, pełen iskier i ironii, a jednocześnie nieprzesadzony. Nie dominuje fabuły, tylko ją napędza, dodając emocjonalnej głębi temu, co dzieje się wokół.

 

Na uwagę zasługuje także lekkość narracji. Styl pisania jest płynny, obrazowy, ale pozbawiony przesady. Autorka nie zalewa czytelnika opisami, potrafi zostawić przestrzeń na wyobraźnię i skupić się na nastroju. Dzięki temu świat wydaje się żywy, a jednocześnie nieprzytłaczający. Są tu momenty mroku, ale też humoru i ciepła, które skutecznie przełamują napięcie. Szczególnie dobrze wypadają drobne, pozornie nieistotne elementy, które nadają historii charakteru i sprawiają, że zapada w pamięć.

 

,,Siedem śmiertelnych cierni" to bardzo udana, samodzielna powieść fantasy. Idealna dla tych, którzy lubią mroczną baśniowość, zakazaną magię, dworskie intrygi i relacje oparte na napięciu i nieufności. To książka, która daje czystą frajdę z czytania, wciąga emocjonalnie i pozwala na chwilę całkowicie zanurzyć się w innym świecie. I właśnie za to najłatwiej ją polubić.

Link do opinii

Jest to historia o Violi, która posiada zakazaną moc. Gdy dowiaduje się o tym królowa rozkazuje ja zabić. Ma to uczynić nie ktoś inny jak jej syn, królewski łowca czarownic. Naznaczony jest tatuażem róży z siedmioma cierniami. W ciągu 7 dni ma znaleźć Violę i ją zabić, a jeśli tego nie zrobi sam zginie. Roze jednak potrafi obejść ten rozkaz i postanawia oświadczyć się dziewczynie. Dlaczego to robi? Przekonacie się sami.

 

Książka od pierwszych stron wciąga. Od samego początku wiedziałam, że z Violą i Rozą nie będę się nudzić. Ich wzajemne dogryzki i kłopoty w jakie wpadają dostarczyły mi wielu emocji. Każdy nowy rozdział otwierał mi drzwi do ich niebezpiecznego świata i rodziny księcia, która nie była idealna. Skrywała swoje tajemnice, które krok po kroku zostały mi ujawnione.

 

Tempo akcji jest idealne. Od razu zostałam wrzucona w wir wydarzeń. Są momenty, które zwalniają, ale nie jest to minus. Wręcz przedziwnie. Pozwalają one złapać oddech i bardziej poznać bohaterów.

 

Chociaż jest to książka dla młodzieży, to polecam ją również fanom mrocznych historii i baśniowych retellingów. Polecam również tym, którzy lubią symbolikę i sekrety w książkach.

 

 

Link do opinii
Reklamy